Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Przedszkola za złotówkę - finansowy problem dla samorządów

Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Rozmowa z Ewą Łowkiel, wiceprezydentem Gdyni

Czy przedszkolna opłata za dodatkowy pobyt dziecka poza pięciogodzinnym minimum programowym, w wysokości złotówki za godzinę jest satysfakcjonująca dla gmin?

Planowana kwota dotacji na dziecko objęte edukacją przedszkolną spowoduje wzrost kosztów dla gmin po wprowadzeniu odpłatności 1 zł za godzinę dla rodziców. Warto pamiętać, że koszt jednej godziny w każdej gminie może być różny. Zależy on od stopni awansu zawodowego nauczycieli przedszkola: im więcej dyplomowanych, tym jest większy. Duży wpływ ma też liczba urlopów zdrowotnych, np. 20 urlopów kosztuje około 1 mln zł w skali roku i podnosi wysokość wydatków bieżących, więc także koszt jednej godziny.

Ile samorząd Gdyni będzie musiał dopłacać do przedszkoli?

Za I półrocze 2013 r. koszt jednej godziny w przedszkolu samorządowym w Gdyni wyniósł 4,26 zł, a rodzic płacił 3,20 zł. Gmina dopłacała więc do każdej z pięciu godzin podstawy programowej, 1,06 zł. Od września rodzic będzie płacił za dodatkową godzinę 1 zł, ministerstwo dopłaci 1,50 zł. Ta kwota wynika z podzielenia planowanych 414 zł na dziecko na 4 miesiące przy założeniu, że dziecko w gdyńskim przedszkolu przebywa średnio 8 godzin i 27 minut. Gdy rodzic płacił 3,20 zł, gmina dopłacała 1,06 zł, a od września będzie dopłacać 1 zł 76 gr. Tak wyglądają koszty w przedszkolach przy założeniu, że we wrześniu koszt jednej godziny nie ulegnie zmianie. Wiemy jednak, że u nas będzie wyższy, gdyż część nauczycieli zdobyła wyższy stopień awansu zawodowego. Z reguły też we wrześniu wypłacane są odprawy emerytalne i świadczenia jubileuszowe. Są także zakończone remonty realizowane w miesiącach wakacyjnych - to kolejne koszty.

Trudno też teraz przewidzieć, na ile wprowadzane opłaty 1 zł za godzinę wpłyną na wydłużenie przez rodziców pobytu dziecka w przedszkolu. Kiedy zmienialiśmy system opłat i kwoty płacone przez rodziców zaczęły zależeć od liczby godzin ponad pięć, rodzice starali się skracać czas pobytu dziecka. Gdy opłata będzie trzykrotnie niższa, mogą ten czas wydłużać, co zwiększać będzie koszty. Jednak dotację otrzymamy także na dzieci, które są w szkolnej zerówce. Z reguły gminy tworzyły zerówki w ramach pięciu godzin podstawy programowej lub też zapewniały opiekę ponad ten czas bez pobierania opłaty, tworząc osobne grupy świetlicowe dla sześciolatków lub łącząc je z siedmiolatkami. W Gdyni od września w zerówkach szkolnych będzie 2111 dzieci pięcio- i sześcioletnich. Te dzieci też są objęte dotacją, a wcześniej koszty ponosiła gmina.

Dotacja 414 zł na dziecko nie rekompensuje więc rzeczywistych kosztów, jakie ponosi gmina przy wprowadzaniu opłaty 1 zł za godzinę. Natomiast objęcie nią wszystkich dzieci, także tych, które odbywają edukację w zerówkach szkolnych, obniża koszty ich utrzymania. Koszty te są trudne do wyliczenia - do tej pory tego nie policzyliśmy.

Uważam więc, że sytuacja w poszczególnych gminach w związku z dotacją może się różnić: zależy od rzeczywistych kosztów utrzymania dodatkowej godziny, a także od tego, czy dana gmina ma zerówki przy szkołach. I czy oferowała w nich opiekę ponad pięciogodzinną podstawę programową. Warto jednak podkreślić, że wysokość kwoty (414 zł na cztery miesiące w 2013 roku), zgodnie z zapisami ustawy zależeć będzie od liczby dzieci. Jeżeli będzie ich więcej, kwota będzie maleć. Uzależniona będzie też od zapisów w budżecie państwa w kolejnych latach. Oznacza to, że samorządy muszą od rodziców pobierać złotówkę za godzinę, natomiast państwo być może (w wyimku dopisać w kolejnych latach) da obiecane kwoty dotacji.

Jak jest z możliwością organizowania zajęć dodatkowych - np. z logopedą rytmiki czy lekcji języka obcego. Czy przedszkola nie będą mogły pobierać od rodziców opłat? Jak sobie gmina może z tym radzić?

Rzeczywiście zdaniem Ministerstwa Oświaty nie możemy w przedszkolach pobierać opłat za dodatkowe zajęcia. Ale rodzice tych zajęć się domagają. Będziemy szukać rozwiązań, dyskutować z resortem. U nas problem dodatkowych zajęć pojawił się już przed trzema laty, gdy wprowadziliśmy opłatę uzależnioną od czasu pobytu dziecka w przedszkolu. Wówczas część rodziców nie godziła się na dodatkowe opłaty. Proponowaliśmy, by zajęcia typu nauka języka obcego czy tańca odbywały się na terenie przedszkola poza czasem opłaconym przez rodziców. Na przykład wynajmowaliśmy salę osobie lub firmie i umowy podpisywane były dodatkowo z rodzicami. W części przedszkoli ten system się przyjął, a w części rada rodziców stała się stroną umowy i nie ma problemu, gdy wszyscy rodzice oczekują tych samych zajęć. Trzeba jednak pamiętać, że odpowiedzialność za dziecko ponosi nauczyciel zatrudniony w przedszkolu. Najlepsze rozwiązanie to takie, gdy nauczyciel przedszkola kończy studia dające uprawnienia np. do nauki języka obcego (edukacja przedszkolna plus np. filologia angielska), zajęć tanecznych, muzyki, rytmiki. W kilku przedszkolach mamy taką sytuację.

Jak jest z wyżywieniem? Czy gmina prowadząca przedszkole może sobie rekompensować koszty utrzymania placówki, podwyższając opłatę za wyżywienie?

Poza opłatą za godziny przekraczające pięć godzin bezpłatnej podstawy programowej rodzice ponoszą opłatę za wyżywienie (bez kosztów przygotowania), której wysokość uzależniona jest od liczby posiłków. Opłata może obejmować koszty produktów i wynosi średnio 5 zł dziennie, w tym 2,50 to obiad, 1,50, śniadanie i złotówka podwieczorek.

Czyli tak naprawdę hasło "przedszkole za złotówkę" to dla rodziców szansa na obniżenie opłat, ale dla gmin to zwiększenie obciążeń?

Wprowadzenie opłaty 1 zł za godzinę pobytu w przedszkolu (poza bezpłatnymi pięcioma godzinami) w sposób znaczący odciąży budżety rodziców i koszty edukacji przedszkolnej. Ta kwestia jest poza dyskusją.

Natomiast sposób wprowadzenia dowodzi lekceważenia i braku zaufania do samorządów, które utrzymują przedszkola, zapewniają dostęp do pięciu godzin bezpłatnej podstawy programowej. Muszą dopłacać do kuriozalnego systemu wyliczania średnich wynagrodzeń i podejmują wiele wysiłków, by zapewnić dostęp do edukacji przedszkolnej jak największej liczbie dzieci. Samorządy są obciążone także dodatkowymi zadaniami bez zapewnienia środków, np. obowiązkiem przedszkolnym dla pięciolatków, a w kolejnych latach opieką przedszkolną dla cztero- i trzylatków.

Niektórzy twierdzą, że gminy mogą stracić na nowych zasadach opłat, ale podobno są też takie, które mogą na tej reformie zarobić. Czy to prawda?

Skąd taka nieufność do samorządów? Dowodzi jej wprowadzenie systemu dotacji, a nie subwencji. Samorządy dopłaciły miliardy złotych do utrzymania oświaty, gdyż subwencja oświatowa nie daje możliwości stworzenia przyzwoitego standardu. Tymczasem nie dość, że dotacja nie pokryje rzeczywistych kosztów, to niesie biurokratyczny system rozliczania, z którego żadne dobro nie płynie. I na pewno nie można mówić, że gminy zarobią na opłatach za złotówkę i dotacjach z ministerstwa. Niektóre mogą mniej dokładać, jeśli mają większą liczbę pięcio- i sześciolatków, na które dostaną pieniądze od państwa jak na przedszkolaki. Jest jeszcze jeden problem. W wielu gminach funkcjonują przedszkola niepubliczne. Ich zarządcy mogą nie być zainteresowane dotacją 100 proc., gdyż obecnie otrzymują 75 proc. kosztów bieżących i nie muszą zapewniać bezpłatnej pięciogodzinnej podstawy programowej. I mogą cały czas pobierać dowolne opłaty od rodziców. Pojawić się więc może problem nierównych praw rodziców.

Dotacja nie pokryje rzeczywistych kosztów, to niesie biurokratyczny system rozliczania, z którego żadne dobro nie płynie

@RY1@i02/2013/171/i02.2013.171.08800020b.802.jpg@RY2@

materiały prasowe

Ewa Łowkiel wiceprezydent Gdyni

Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.