Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Przedszkola za złotówkę dobre dla rodziców, dla gmin to kłopot

17 lipca 2013

Z roku na rok coraz młodsze dzieci i tym samym w coraz większej liczbie będą miały zagwarantowane miejsce w placówce wychowawczej. Od jesieni 2015 roku każdy czterolatek, a w dwa lata później także wszystkie trzylatki. Jest to zgodne ze znowelizowaną ustawą o systemie oświaty, która wchodzi w życie 1 września 2013 r.

Zmienią się też zasady odpłatności w przedszkolach - we wszystkich placówkach publicznych oraz tych niepublicznych, które zdecydują się poddać zapisom znowelizowanej ustawy. Cały proces wdrażania zapisów ustawy ma być zakończony we wrześniu 2017 r.

Wprowadzane zmiany dotyczą zarówno wszystkich publicznych form wychowania przedszkolnego, jak i tych przedszkoli niepublicznych, które zdecydują się pobierać od rodziców opłaty na zasadach ustalonych przez radę gminy.

Wychowanie przedszkolne może być realizowane w przedszkolach oraz w innych formach wychowania przedszkolnego. Obejmie dzieci od początku roku szkolnego w roku kalendarzowym, w którym dziecko kończy 3 lata (w szczególnych przypadkach jeśli ukończyło 2,5 roku), do końca roku szkolnego w roku kalendarzowym, w którym dziecko kończy 6 lat.

Minimum za darmo

Za pięć godzin pobytu dziecka w placówce w ciągu dnia rodzice nie będą płacić nic, a za każdą kolejną godzinę zapłacą złotówkę. Stawka ta podlega waloryzacji. Wysokość opłaty mnożona jest przez specjalny ustawowy wskaźnik, a wynik zaokrąglany w dół do pełnych groszy. Bezpłatne godziny traktowane będą jako minimum programowe i w całości finansowane z budżetu gminy, na terenie której działa placówka. Także w przedszkolach niepublicznych, objętych zasadami nowej ustawy, czas bezpłatnego nauczania, wychowania i opieki, ustalony przez osobę prowadzącą placówkę, nie może być krótszy niż czas bezpłatnego nauczania, wychowania i opieki ustalony przez radę gminy dla publicznych przedszkoli i innych form wychowania przedszkolnego prowadzonych przez gminę.

Jeśli rodzice zdecydują, żeby dziecko przebywało w przedszkolu dłużej, będą musieli wykupić dodatkowe godziny i za każdą zapłacą złotówkę. Resztę kosztów zorganizowania tych dodatkowych godzin pokryją gminy jako organy założycielskie. Oczywiście, chodzi tu o sam pobyt, bez uwzględniania kosztów stołówki. Za wyżywienie dziecka w przedszkolu rodzice bowiem muszą zapłacić dodatkowo, ale gminy nie mogą zażądać od nich więcej, niż kosztował wsad do kotła. Opłaty pozostałe, jak np. prąd czy wynagrodzenie kucharki, gminy także muszą pokryć z własnych środków.

Jakie dotacje

Z zapisów ustawy wynika, że gminy dostaną z budżetu państwa dotacje celowe na zwiększenie liczby miejsc i poprawę warunków wychowania przedszkolnego. Na cztery miesiące tego roku (od września do grudnia włącznie) będzie to 414 zł na każde dziecko, co łącznie da w skali kraju 504 mln zł. W 2014 roku dotacja przedszkolna wyniesie ok. 1,6 mld zł, co oznacza 1242 zł na dziecko. W kolejnych latach środki te będą zwiększane o wskaźnik inflacji.

W tej chwili samorządy dostają subwencję oświatową na szkoły podstawowe i gimnazja. Wychowanie przedszkolne nie jest nią objęte, ponieważ jest to zadanie własne gminy, finansowane z jej dochodów własnych, czyli np. z podatków.

W uzasadnieniu do projektu ustawy zapisano też, że w 2016 roku samorządy dostaną z budżetu państwa 1,713 mld zł. Z tego 618 mln ma wyrównać gminom ubytek dochodów z opłat rodziców, a pozostała kwota (nieco ponad 1 mld zł) pozostanie na rozwój edukacji przedszkolnej. Ustawodawca zwróci też samorządom koszty, jakie będą musiały ponieść, wypłacając większe dotacje przedszkolom niepublicznym. Kwota ok. 108 mln zł z budżetu państwa ma być wystarczającym wsparciem.

Podziału środków przeznaczonych na dotację pomiędzy poszczególne gminy dokonuje minister właściwy do spraw oświaty i wychowania. Udzielać jej zaś będą wojewodowie. I będzie ona przekazywana samorządom w 12 częściach w terminie do 15. dnia każdego miesiąca.

Nowe zapisy umożliwiają też gminom całkowite zwolnienie z opłat za przedszkole. To nowość, bo do tej pory podobne decyzje kwestionowane były przez regionalne izby obrachunkowe. Pierwsze zmiany stawek zaczną wprawdzie obowiązywać od początku września, ale na zmianę uchwał w sprawie opłat za pobyt dziecka w przedszkolu w czasie ponad minimum programowe samorządy mają czas do końca sierpnia 2014 roku.

Wspomogą niepubliczne

Osoba prowadząca wychowanie przedszkolne w innej publicznej placówce wychowania przedszkolnego ma prawo otrzymywać na każdego ucznia objętego tą formą opieki dotację z budżetu gminy. Jej wysokość nie może być niższa niż 50 proc. wydatków bieżących przewidzianych na dziecko w przedszkolu publicznym prowadzonym przez gminę, pomniejszonych o opłaty za korzystanie z wychowania przedszkolnego oraz za wyżywienie, stanowiące dochody budżetu gminy. W przypadku dziecka niepełnosprawnego dotacja nie może być mniejsza niż kwota przewidziana na niepełnosprawnego ucznia przedszkola w części oświatowej subwencji ogólnej otrzymywanej przez gminę. W uzasadnionych przypadkach rada gminy może wyrazić zgodę na udzielenie dotacji w wysokości większej niż 50 proc. Jeśli na terenie gminy nie ma przedszkola publicznego, to podstawą do ustalenia wysokości dotacji są wydatki bieżące ponoszone na prowadzenie przedszkola publicznego przez najbliższą gminę.

Dotacje mogą być wykorzystane wyłącznie na pokrycie wydatków bieżących, w tym na wynagrodzenie osoby fizycznej prowadzącej placówkę, z wyjątkiem wydatków na inwestycje. Pieniądze te można wydać także na zakup środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych, obejmujących m.in.: książki i zbiory biblioteczne, środki dydaktyczne, sprzęt rekreacyjny i sportowy oraz meble, a także niektóre środki trwałe oraz wartości niematerialne i prawne.

O dotację z budżetu gminy mogą ubiegać się także przedszkola niepubliczne. Muszą wszak spełnić określone warunki, dotyczące m.in. wysokości opłat pobieranych od rodziców, czasu minimum programowego, liczebności grup itp. Muszą też prowadzić dokumentację przebiegu nauczania, wychowania i opieki tak samo, jak to robią przedszkola publiczne, oraz zapewniać uczniom pomoc psychologiczno-pedagogiczną. Wójt (burmistrz, prezydent miasta) w drodze decyzji może cofnąć niepublicznemu przedszkolu lub niepublicznej innej formie wychowania przedszkolnego dotację, jeśli nie dotrzyma ono powyższych zobowiązań. Cofnięcie dotacji następuje z urzędu lub na wniosek organu sprawującego nadzór pedagogiczny.

Obowiązki samorządu

Gmina ma obowiązek zapewnić możliwość korzystania z wychowania przedszkolnego wszystkim dzieciom zamieszkałym na jej obszarze (od września 2013 roku pięciolatkom). Może się jednak zdarzyć, że w danej gminie chętnych do przedszkoli lub innych form wychowania przedszkolnego będzie więcej niż miejsc. W takiej sytuacji dyrektor placówki musi poinformować o tym wójta lub burmistrza, prezydenta miasta. Ten zaś - w terminie do 30 kwietnia roku szkolnego poprzedzającego ten, na który została przeprowadzona rekrutacja - obowiązany jest pisemnie wskazać rodzicom inne publiczne bądź niepubliczne (ale działające na takich zasadach jak publiczne) przedszkole albo inną formę wychowania przedszkolnego, które mogą przyjąć dziecko.

Obowiązkiem rady gminy jest także ustalenie sieci prowadzonych przez siebie publicznych przedszkoli. Jednak w przypadkach uzasadnionych warunkami demograficznymi i geograficznymi mogą być do niej włączone także inne formy wychowania przedszkolnego. Organizuje się je dla konkretnych dzieci w miejscu ich zamieszkania lub w najbliższym sąsiedztwie. Sieć powinna gwarantować dzieciom zamieszkałym na obszarze gminy dostęp do wychowania przedszkolnego.

Zgodnie z nowymi zasadami przedszkola będą mogły łączyć się w zespoły (np. ze szkołami). Przekształcenie zaś innej formy wychowania przedszkolnego w przedszkole nie będzie wymagało procedury likwidacji ani żadnych specjalnych zezwoleń.

Bezpłatny transport

Odległość od domu dziecka do placówki realizującej edukację przedszkolną nie powinna przekraczać 3 km. Jeżeli jest większa, to gmina ma obowiązek zapewnić dziecku (w tym roku pięcioletniemu) bezpłatny transport i opiekę w trakcie przewozu. Jeśli jest to niemożliwe albo dowożenie organizują rodzice, to gmina musi wziąć na siebie koszty przejazdu dziecka wraz z opiekunem środkami komunikacji publicznej.

Gmina może zorganizować dzieciom bezpłatny transport i opiekę w czasie przewozu do przedszkola lub innej formy wychowania przedszkolnego również wtedy, gdy nie ma takiego obowiązku.

Nowelizacja wprowadza też mechanizmy, zgodnie z którymi gmina, której mieszkańcem jest dziecko korzystające z wychowania przedszkolnego w innej jednostce samorządu terytorialnego, zobowiązana jest do zwrotu tamtej gminie wydatków związanych z uczęszczaniem do placówki.

Pokrywa za malca koszty w wysokości równej wydatkom bieżącym przewidzianym na jednego ucznia odpowiednio w przedszkolach publicznych lub publicznych innych formach wychowania przedszkolnego prowadzonych przez gminę, w której uczeń uczęszcza do przedszkola. Tę kwotę pomniejsza się o opłaty za korzystanie z wychowania przedszkolnego oraz za wyżywienie stanowiące dochody budżetu gminy, a także o kwotę dotacji otrzymanej na ucznia przez gminę prowadzącą przedszkole, do którego uczęszcza uczeń.

WAŻNE

Nowe zapisy umożliwiają też gminom całkowite zwolnienie z opłat za przedszkole. To nowość, bo do tej pory podobne decyzje kwestionowane były przez regionalne izby obrachunkowe

@RY1@i02/2013/137/i02.2013.137.088000600.806.jpg@RY2@

Opieka samorządów nad maluchami rośnie

@RY1@i02/2013/137/i02.2013.137.088000600.807.jpg@RY2@

Liczba wychowanków przedszkoli wg Systemu Informacji Oświatowej

Miłe złego początki, a koniec...

Coraz głośniej słychać zapowiedzi, że w tej sytuacji gminy będą likwidować podległe sobie placówki. Czy może to oznaczać początek końca przedszkoli publicznych w Polsce? Początek końca edukacji przedszkolnej?

- Z punktu widzenia rodziny i polityki prorodzinnej ostatnie zmiany to bardzo dobra wiadomość - mówi Artur Brodowski, wiceprezydent Otwocka. - Jednak będzie się to odbywać kosztem gmin, które i tak są już obciążone wieloma dodatkowymi zadaniami. A to jest kolejne, które zostało narzucone samorządom bez zapewnienia środków w należytej wysokości. Kwota zaproponowana przez rząd na ten rok nie zrekompensuje samorządom kosztów pobytu dziecka w przedszkolu. Z naszych obliczeń wynika, że to powinno być przynajmniej 200-250 zł miesięcznie na osobę. W tej chwili w Otwocku mamy 10 przedszkoli samorządowych i szacujemy, że począwszy od 2014 roku, będziemy musieli dołożyć do tego zadania co najmniej 1 mln zł rocznie.

- Dzisiaj Otwock ma niewiele ponad 21 mln zł subwencji oświatowej rocznie - wyjaśnia Artur Brodowski. - Żeby spiąć budżet oświaty, w każdym roku z własnych pieniędzy dokładamy 24 mln zł, czyli więcej, niż dostajemy od rządu. Po wejściu w życie ustawy przedszkolnej będziemy musieli dołożyć jeszcze więcej. Tym bardziej że gmina z własnego budżetu musi też sfinansować pięciogodzinne minimum programowe, które dla rodzica jest bezpłatne.

Wiceprezydent dodaje, że nie bez znaczenia jest również sprawa dotacji z budżetu gminy dla przedszkoli niepublicznych funkcjonujących na jej terenie: - Dzisiaj gminy wypłacają tym placówkom na każde dziecko 75 proc. kosztów, jakie samorząd ponosi na utrzymanie kosztów dziecka w przedszkolu publicznym. Jeżeli przedszkole prywatne przystąpiłoby do programu 1 zł, to jego subwencja od gminy zwiększyłaby się i niepubliczna placówka miałaby prawo dostać zwrot na poziomie 100 proc. kosztów. Do tego dochodzi jeszcze organizacja dowozu dzieci do przedszkola, jeśli droga z miejsca zamieszkania przekracza 3 km. Wszystko to razem będzie dodatkowym, bardzo poważnym obciążeniem dla gminy - wyjaśnia Brodowski.

Dla samorządów małych i biednych, czyli np. wiejskich o niskich dochodach, może to być duży problem. Jeżeli będą zmuszone dokładać do przedszkoli tak duże kwoty, to istnieje niebezpieczeństwo, że placówki zaczną być likwidowane. Zupełnie tak samo, jak to się dzieje z niewielkimi szkołami. Małe gminy zamykają je bądź sprzedają, a dzieci dowożone są do placówek w innych miejscowościach, oddalonych czasem po kilkanaście kilometrów. Na przedszkola prywatne, gdzie odpłatność przekracza zwykle 700 zł miesięcznie, wielu rodziców nie będzie stać. A i liczba miejsc w tych placówkach może być niewystarczająca. Już dzisiaj bowiem widać, że nie sprawdziły się zapowiedzi, iż punktów przedszkolnych będzie przybywać lawinowo.

Zasadniczym celem nowelizacji jest usunięcie barier w dostępie do edukacji przedszkolnej i doprowadzenie do sytuacji, w której każde dziecko w wieku od 3 do 5 lat będzie mogło korzystać z wychowania przedszkolnego, o ile rodzice wyrażą taką wolę. A co, jeśli nie wyrażą?

Z punktu widzenia polityki oświatowej to zagrożenie wydaje się największym problemem. I może okazać się najgorszym, tragicznym wręcz, efektem ubocznym wprowadzanego systemu. Wiele dzieci może bowiem pozostać poza systemem wychowania przedszkolnego. I w tym sensie będą one wykluczone.

- Może się okazać, że coraz więcej jest dzieci biegających całymi dniami po podwórkach albo podrzucanych babci czy cioci. To by oznaczało, że będziemy się cofać cywilizacyjnie -przestrzega wiceprezydent Otwocka. - Sprawa dotyczy wszystkich samorządów gminnych w Polsce, ale nie będziemy się ubiegać o dodatkowe pieniądze samodzielnie, każda gmina osobno. Jesteśmy zrzeszeni w Związku Miast Polskich (ZMP) i za pośrednictwem tej organizacji będziemy dbać o swoje interesy. Zwłaszcza że ZMP reprezentuje nas również w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Od wielu miesięcy upominamy się tam, żeby rząd traktował nas po partnersku. Jeżeli zwiększa się zadania, które mają swój wymiar finansowy, to trzeba też mówić o zrekompensowaniu gminom kosztów w rzeczywistej wysokości.

Zmiany są trudne do zaakceptowania

Dopiero w kilka dni później, kiedy nie było już właściwie możliwości wprowadzania zmian, odezwały się organizacje samorządowe, oprotestowując przyjęte zapisy. Samorządowcy zresztą już dużo wcześniej wyrażali negatywne opinie na temat rządowych propozycji.

W liście z 1 lipca, adresowanym do prezydenta Bronisława Komorowskiego, trzy ogólnopolskie organizacje samorządowe - Związek Miast Polskich, Związek Gmin Wiejskich RP i Unia Miasteczek Polskich - zgodnie wypowiedziały się w imieniu samorządów, wyrażając swoje oburzenie. Napisały, że odrzucają nowelizację ustawy o systemie oświaty uchwaloną przez Sejm jako "niezgodną z konstytucyjnymi zasadami samodzielności gmin w wykonywaniu zadań własnych oraz adekwatności zasilania finansowego do zakresu nałożonych zadań".

Organizacje nie poinformowały wcześniej prezydenta o swoim stanowisku, ponieważ nie zdążyły. A nie zdążyły, bo wszystko działo się zbyt szybko.

Organizacje powołały się przy tym na Europejską Kartę Samorządu Lokalnego, która gwarantuje m.in., że społeczności lokalne mają prawo "do posiadania własnych wystarczających zasobów finansowych, którymi mogą swobodnie dysponować w ramach wykonywania swych uprawnień" oraz na art. 7 ust. 3 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2001 r. nr 142, poz. 1591 z późn. zm.), który mówi, że "przekazanie gminie, w drodze ustawy, nowych zadań własnych wymaga zapewnienia koniecznych środków finansowych na ich realizację w postaci zwiększenia dochodów własnych gminy lub subwencji". Odnosząc się do znowelizowanej ustawy, samorządowcy napisali, że znacząco poszerza zakres zadania własnego gmin, jakim jest prowadzenie przedszkoli, przyznając na ten cel dotację celową, zamiast zapewnić adekwatny wzrost dochodów własnych lub subwencji ogólnej. Ponadto uznali, że gminom narzucono szczegółowy sposób realizacji nowego zadania własnego, przyznając dotację celową (a więc podlegającą ścisłemu rozliczeniu i - w określonych sytuacjach - zwrotowi). W dodatku wielkość przyznanej dotacji jest poważnie niedoszacowana.

"Jeśli rząd RP postanowił zrobić poprzez tę ustawę (rękami samorządów, po części na nasz koszt) prezent rodzicom dzieci w wieku przedszkolnym, powinno to być zadanie zlecone. Wówczas finansowanie przez dotację byłoby zgodne z zasadami, stawiałoby też gminy w korzystniejszej sytuacji, bowiem w przypadku niedoszacowania dotacji przysługiwałoby im roszczenie" - zauważyli samorządowcy.

Co dadzą protesty

Odwoływanie się organizacji samorządowych do autorytetu prezydenta RP i szukanie u niego pomocy w rozwiązaniu problemu mogłoby sugerować, że prace nad ustawą były utajnione i prowadzone bez udziału lub wręcz poza plecami samorządów. Jednak tak nie było, skoro sprawę omawiano na Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. W liście do Bronisława Komorowskiego organizacje zaznaczają, że nowelizacja została uchwalona pomimo "negatywnej opinii Strony Samorządowej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego".

Zasady przekazywania gminom dodatkowych środków na edukację przedszkolną oceniono jednoznacznie negatywnie. Zwłaszcza to, że będą one rozdzielane w formie dotacji, a nie subwencji. Ten mechanizm oznacza bowiem, że realizacja zadania samorządu własnego zostanie poddana kontroli wykraczającej poza obowiązujące zasady. Odgórne narzucenie stawki 1 zł za godzinę ponad minimum programowe spowoduje zaś, że proponowana dotacja będzie dla gmin przede wszystkim rekompensatą za utratę dochodów.

Skrytykowano wówczas także nakładany na gminy obowiązek zapewnienia miejsca w przedszkolach dla każdego czterolatka (od początku 2014 roku), a potem również wszystkich trzylatków (od początku 2016 roku). Uznano, że dla wielu gmin wiązać to się będzie z koniecznością poniesienia poważnych wydatków inwestycyjnych, a następnie finansowania znacznie zwiększonej liczby przedszkolaków.

Stowarzyszenia, których najważniejszym statutowym zadaniem jest pilnowanie interesów samorządów w nich zrzeszonych, okazały się jednak tak mało przekonujące, że ich opinia nie została uwzględniona.

Konstytucyjność ustawy

Organizacje samorządowe, szukając pomocy, zwróciły się do prezydenta RP, aby wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego o ustalenie, czy wprowadzone przez parlament zasady nie są sprzeczne z ustawą zasadniczą. Zadeklarowały też, że gotowe są włączyć się w przygotowania stosownego wniosku. Odpowiedzi na list jeszcze nie ma. Jednak z opinii prawnej Biura Analiz Sejmowych z maja 2013 roku wynika, że - na co powołują się autorzy nowelizacji - zagrożenie niezgodności ustawy z Konstytucją RP nie istnieje.

Miesięczna opłata za dziecko

Rodzice zapłacą tylko za wyżywienie oraz za pobyt w zależności, ile godzin dodatkowych rodzic wykupi. Jeżeli dziecko ma być w przedszkolu np. 9 godzin (od 7:00 do 16:00 lub od 8:00 do 17:00), to rodzic musi wykupić 4 godziny dziennie i rachunek będzie następujący: 1 zł x 4 godz. x 20 dni, co da 80 zł miesięcznie bez wyżywienia. Zgodnie z ustawą koszty wyżywienia każde przedszkole kształtuje na własnym poziomie. Jest to zależne m.in. od jadłospisu. Dzisiaj dzienny koszt wyżywienia w przedszkolu (śniadanie, drugie śniadanie, obiad z podwieczorkiem) kształtuje się na poziomie 7-7,50 zł dziennie. Tutaj może być liczony wyłącznie wsad do kotła, bez kosztów pośrednich, czyli kosztów energii, pracy kucharek itp. W sumie więc w takim wariancie za pobyt dziecka w przedszkolu publicznym rodzice płacić będą między 200 a 300 zł miesięcznie.

OPINIE EKSPERTÓW

@RY1@i02/2013/137/i02.2013.137.088000600.808.jpg@RY2@

Ryszard Giszczak wójt gminy Raciąż, woj. mazowieckie

W gminie Raciąż nie mamy zwyczajnego przedszkola z posiłkami dla dzieci i leżakowaniem. Są zaś oddziały przedszkolne w szkołach. Kiedy bowiem pojawiły się pierwsze zapowiedzi, że sześciolatki pójdą do klas pierwszych, uwierzyłem, że tak będzie, i we wszystkich naszych szkołach utworzyliśmy oddziały przedszkolne dla pięciolatków. Dostosowaliśmy łazienki dla dzieci, wyposażyliśmy też sale w odpowiednie mebelki. Prawdę mówiąc, zrobiliśmy to nie tylko, żeby zająć się tymi małymi dziećmi, lecz także, żeby nie trafiały do szkoły prosto z domu bez wstępnego uspołecznienia w grupie rówieśników. Później rząd się z pomysłu wycofał i o dwa lata przesunął wprowadzenie sześciolatków do klas pierwszych. Zostaliśmy ze zorganizowanymi klasami i kłopotem finansowym, bo trzeba było je finansować. W tej sytuacji, skoro zaczęli zgłaszać się do nas rodzice z czterolatkami, a nawet trzylatkami, wyszliśmy naprzeciw tym oczekiwaniom i zaczęliśmy przyjmować wszystkie dzieci. Jest to dla nas duży wysiłek finansowy, bo utrzymujemy te oddziały z własnych środków, nie żądając od rodziców opłat. Policzyliśmy, że do tych oddziałów uczęszcza 60 proc. naszych małych dzieci. To jest duży odsetek i nie chcemy się z tego wycofywać.

Tradycyjnego leżakowania nie organizujemy. Z jedzeniem też jest różnie, w zależności od placówki. W dużych szkołach są kuchnie i stołówki, ale w tych malutkich, gdzie np. jest sześcioro dzieci, niestety nie. Tam dzieci dostają zazwyczaj herbatę i kanapki i rodzice sami to finansują.

Oddziały przedszkolne funkcjonują jako odrębne placówki, ale w budynkach szkolnych. Tak jest najwygodniej, ponieważ jak większość gmin wiejskich mamy teraz kłopoty z demografią i w szkołach jest dość luźno.

Do tej pory nie było źle, bo dostawaliśmy częściowy zwrot kosztów ze środków unijnych. Jeszcze do końca października będziemy mieć to wsparcie. Od 1 listopada wszystko spadnie na gminę, ale damy radę. W tej chwili do szkół dokładamy 1,6 mln zł rocznie przy subwencji oświatowej ok. 5 mln zł. Od przyszłego roku na utrzymanie oddziałów przedszkolnych będziemy musieli wyłożyć z gminnej kasy dodatkowo ok. 400 tys. zł.

@RY1@i02/2013/137/i02.2013.137.088000600.809.jpg@RY2@

Andrzej Kossowski burmistrz Sompolna, woj. wielkopolskie

Dla samorządów najważniejsze są finanse. Sprawa przedszkoli jest kolejnym przypadkiem, kiedy koszty przerzucono na samorządy, nie dając żadnych dodatkowych pieniędzy. Mówi się, że dostaniemy dotacje, które zwrócą nam poniesione koszty, i bardzo bym chciał, żeby tak było. Jednak myślę, że znowu będzie jak zwykle: dostaniemy jakieś pieniądze na początek, później stopniowo koszty będą rosły, a dotacje raczej nie. Znamy to na przykładzie innych ustaw, np. subwencja oświatowa w żadnym wypadku nie pokrywa nam kosztów. Jestem więc na razie nastawiony dość sceptycznie.

Dobrze, że chociaż zaczęło się w ogóle cokolwiek mówić o przedszkolach i że ma to być finansowane również z zewnątrz, a nie tylko z budżetów samorządów. Niepokojące jest tylko, że samorządność jest coraz mniejsza. Każde bowiem wydatkowanie środków, które są przypisane do poszczególnych działów, powoduje de facto, że tylko realizujemy zadania zlecone. Jako samorządy coraz częściej stajemy się tylko wykonawcami przepisów. Mamy wykonywać ustawy, które wchodzą w życie, i na tym nasza rola się kończy. Niewiele samorządów ma dzisiaj nadwyżki budżetowe. Czyli praktycznie niewiele samorządów jest w stanie robić to, co by chciało.

Alicja Wejner

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.