Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Latem dzieciom w miejscu zamieszkania też trzeba zapewnić wypoczynek. Organizują go samorządy, parafie, harcerze

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Dziś praktycznie nie ma szans, by uczniowie całe wakacje przebywali poza domem. Dlatego gminy inwestują w letnie i zimowe akcje. Czas ten można interesująco spędzić w szkole, na boisku czy w domu kultury. Lepsze to niż siedzenie całymi dniami przed komputerem albo zwyczajna nuda

Organizatorzy letnich atrakcji przyznają, że ważna dla nich jest współpraca z samorządami. Bez tego nie byłoby możliwości sfinansowania nawet podstawowej opieki nad najmłodszymi dziećmi, które same w domu być nie powinny.

Nad morzem i w górach

- A niektóre, nawet te starsze, często nie chcą siedzieć same - mówi Zofia Kiełpińska z wydziału edukacji, kultury i sportu Urzędu Miasta w Zakopanem. Dodaje, że dzieciaki poszukują kontaktu z dorosłymi, rozmowy.

- I co z tego, że rodzice pojadą z dzieckiem na tydzień do Tunezji? Chociaż to prawie standard, to nie załatwia problemu wakacji. I nie tylko wakacji. Może dlatego u nas jest wiele dzieci chętnych na tzw. letnią akcję - mówi naczelnik Kiełpińska.

W Zakopanem w lipcu i sierpniu, w godz. 8-20, otwarte są wszystkie boiska sportowe. Przy każdym jest opiekun. Szkoły organizują też wyjazdy, ale przez biura turystyczne. - To już nie te czasy, żeby rodzice chcieli, by dzieciaki nocowały w salach, w wielkich grupach - mówi Kiełpińska. Choć dodaje, że są grupy harcerskie czy studenckie, które godzą się na bardziej spartańskie warunki. - Może dlatego, że to Zakopane? - zastanawia się pani naczelnik.

- Nasi rodzice wolą, by dzieciaki były objęte opieką zimą - przyznaje wiceprezydent Gdyni Ewa Łowkiel. - Bo latem łatwiej im zapewnić wyjazd, czy to z rodziną, która ma trochę urlopu, czy na kolonie z biura podróży. A może z dziadkami na działkę. Prawdopodobnie łatwiej też zostawić dziecko w domu. Jest ciepło, słońce świeci, więc wyjdzie na podwórko, chociaż tych jest coraz mniej.

Wiceprezydent Gdyni wylicza: w budżecie na 2013 r., tym oświatowym, jest na akcję letnio-zimową 300 tys. zł. Z tej kwoty tylko 70 tys. zł jest przeznaczone na lato. - Bo takie jest zapotrzebowanie - tłumaczy wiceprezydent. Dodaje, że szkoły prowadzą przede wszystkim "Lato w mieście". Składają wnioski i dostają pieniądze na zatrudnienie nauczycieli, którym płacą 30 zł za godzinę opieki nad dziećmi. - Szkoły prowadzą "Lato w mieście" zazwyczaj przez miesiąc. W drugim najczęściej są tam remonty - mówi wiceprezydent.

System finansowania jest właściwie taki sam w całym kraju. Rodzice opłacają dzieciom jedynie posiłek - zazwyczaj obiad, czasami drugie śniadania. To oznacza koszt od kilku do najwyżej kilkunastu złotych dziennie.

Jest też oferta letnia finansowana z budżetu ośrodków pomocy społecznej. Korzystają z niej dzieci i rodziny, które w ciągu roku korzystają z pomocy danego ośrodka. Wówczas także posiłek otrzymują bezpłatnie. Czasami jednak potrzebny jest np. bilet na przejazd. Wiele zależy od indywidualnych rozwiązań, sztywnych przepisów nie ma.

Koszty, jakie ponoszą gminy na letnią akcję, trudno też policzyć w skali kraju. W wielu jednostkach samorządu dopiero trwają przetargi na organizację tegorocznego letniego wypoczynku.

- Organizujemy półkolonie w ramach ośrodka sportu i rekreacji - mówi burmistrz gminy Komorniki Jan Broda. - W tym roku mamy pomysł na wykorzystanie kortów tenisowych. Nasza gmina ma też ośrodek w Szczawie, w Gorcach. Jednak zainteresowanie pobytem tam jest niewielkie, choć koszt noclegu w większej grupie to tylko 15 zł, a całodzienne wyżywienie to ok. 22 zł. - Burmistrz przyznaje, że nawet przy dofinansowaniu na razie chętnych do gminnego ośrodka nie ma: - Może teren dla młodych nie jest atrakcyjny. Tam tylko góry i to niewysokie, mało skaliste. Na miejscu nie ma komercyjnych atrakcji, choć proponowane są wyjazdy do Zakopanego czy Szczawnicy.

Zazwyczaj gminy starają się dzieciom zapewnić letnie atrakcje w miejscu zamieszkania. - Zwłaszcza tym najmłodszym, z początkowych klas podstawówek, niezbędna jest opieka w wakacje, podobnie jak w roku szkolnym. Przecież rodzice zazwyczaj nie mają więcej urlopu niż dwa tygodnie - przypomina burmistrz Rabki Ewa Przybyło.

W Rabce lato w mieście jest organizowane od siedmiu lat. To przede wszystkim zajęcia dla tych najmłodszych, z podstawówek. Hitem lata w Rabce jest You can dance. Dzieciaki uczą się tańca przez tydzień w godz. 10-13, a potem są prezentacje w muszli koncertowej. Rabka na letnią akcję przeznacza ogółem ok. 125 tys. zł.

Rekreacja dla nastolatka

W wielkich miastach pieniądze są większe, ale potrzeby także. W Warszawie w ubiegłym roku przeznaczono na lato w mieście 7,5 mln zł. Pieniądze zostały spożytkowane przede wszystkim na miejskie atrakcje, opłatę opiekunów i wychowawców, dopłaty do wyżywienia dzieci pozostających pod opieką ośrodków pomocy społecznej. Dzieciaki skorzystały m.in. z wycieczek do Centrum Nauki Kopernik, do zoo, pływały statkami po Wiśle. Z różnego typu ofert (nie tylko organizowanych prze kuratorium oświaty, lecz także np. z jednorazowych bezpłatnych wejść na baseny, do ośrodków sportu) skorzystało łącznie prawie 500 tys. dzieci.

- Jak będzie w tym roku? Na razie trudno wyrokować - mówi wicedyrektor stołecznego Biura Sportu i Rekreacji Janusz Samel. Przyznaje jednak, że coraz częściej nawet klasy średniej w metropolii nie stać na wysłanie dziecka na obóz czy kolonie. - Dlatego konieczne jest dopasowanie miejskiej oferty nie tylko dla tych najmłodszych, lecz także dla 16-18-latków. I o to się staramy. Informacje będą na pewno na stronie internetowej miasta - dodaje wicedyrektor Samel.

Wtóruje mu Filip Szatanik z biura prasowego w Krakowie.

- Nie jest sztuką puścić dzieciaki z piłką na boisko. Trzeba im zorganizować zajęcia na poziomie. Półkolonie nie mogą trącić myszką, choć to słowo niektórym tak się kojarzy - mówi Szatanik. W mieście Kraka są zarówno zajęcia stacjonarne, jak i wyjazdy organizowane przez organizacje pozarządowe, które startowały w konkursie na miejskie granty. Specjalne dofinansowanie skierowane jest do dzieci z rodzin, które na żaden wyjazd pozwolić sobie nie mogą.

Ile Kraków kosztuje letnia akcja? Trudno policzyć. Finanse są rozproszone w różnych biurach, które mają letnią akcję wpisaną jako zadania własne. Dodatkowe fundusze to pieniądze dla organizacji, które startują w różnych konkursach na zorganizowanie wypoczynku letniego stacjonarnego lub wyjazdowego.

Na współpracy z organizacjami pozarządowymi w organizowaniu letniego wypoczynku w miejscu zamieszkania polega większość samorządów. Do konkursów podmioty przystępują, przedstawiając konkretną ofertę. Największym zaufaniem cieszą się organizacje harcerskie, Caritas, a w dużych miastach stowarzyszenia, które od lat prowadzą świetlice środowiskowe.

- Przyznane przez miasto kwoty wynosiły od 1,8 tys. zł do 12 tys. zł - mówi Witold Wołczyk z kancelarii prezydenta Przemyśla. W tym mieście popularnością cieszy się program "Wakacje z trenerem środowiskowym". Polega na tym, że na boiskach osiedlowych, klubowych i miejskich są zatrudnieni w ramach letniej akcji trenerzy sprawujący opiekę nad dzieciakami. To oni także organizują rajdy piesze i rowerowe, nadzorują nieodpłatne korzystanie z wyciągu krzesełkowego, pływalni czy strzelnicy sportowej. W ubiegłym roku z akcji letniej skorzystało ok. 1800 dzieci. Wydatki miasta na ten program wyniosły rok temu 20 tys. zł. Teraz przetargi jeszcze trwają.

Opiekę nad dziećmi w czasie wakacji organizują też świetlice wiejskie - są np. zajęcia plastyczne, a na boiskach organizowane są zajęcia sportowe. W małych gminach dzieciaki młodsze i starsze mogą uczestniczyć też w bezpłatnych zajęciach prowadzonych przez lokalne domy kultury.

Za granicę lub w kraju

Są też gminy, które dofinansowują wyjazdy dzieci na obozy. W Komornikach dofinansowanie do dziecka wynosi 150 zł. Są dwie propozycje - do Czech i nad nasze morze. Koszt za 10 dni to ok. 800-900 zł. Zainteresowania dużego nie ma. - Liczyliśmy przede wszystkim na gimnazjalistów, ale ci może wolą siedzieć w domu przed komputerem - mówi burmistrz Broda.

W swoim 25-milionowym budżecie 100 tys. zł na dofinansowania wyjazdów przeznacza też gmina Przykona. - Łącznie z zielonymi szkołami z wyjazdów korzysta prawie 50 proc. naszych uczniów podstawówek i gimnazjów - mówi wójt Przykony Mirosław Broniszewski. Odpłatność wymagana od rodziców to ok. 30 proc. z 600 zł kosztów wyjazdu. Takiej pełnej kwoty, jak przyznaje wójt, rodzice raczej by nie zapłacili.

Wysyłanie dzieci na wyjazd, nawet kilkudniowy, preferowane jest w mniejszych gminach. Liczą się potrzeby zgłaszane przez dzieci, a także ich rodziców.

- Mamy wprawdzie święto plaży i nasze lokalne szanty, ale to nie jest oferta typowa dla dzieci. One wolą w wakacje wyjechać, dlatego półkolonii w szkołach nie organizujemy - mówi Dariusz Skrzydlewski, dyrektor ośrodka kultury w Wieliszewie na Mazowszu. Dodaje, ze zainteresowaniem cieszą się wyjazdy dofinansowywane przez gminę, np. na obozy tańca oraz obozy organizowane przez lokalną straż pożarną.

Również parafie, choć nie zawsze, są dofinansowywane przez gminy, działają na tym polu aktywnie. Na przykład od 15 sierpnia zaprasza na półkolonie Stowarzyszenie Bartłomiej, Parafia i Ognisko Caritas w Wieliszewie. "Bardzo prosimy o namówienie babć i dziadków oraz rodziców, którzy mają wolne od pracy, o pomoc w czuwaniu w czasie noclegów pod namiotami" - czytamy na stronie internetowej parafii. Będą rajdy rowerowe po Puszczy Kampinoskiej, paintball na fortach w Janówku, wyjazd do Wąchocka, Jaskini Raj i do Warszawy. Jaki koszt, na razie nie wiadomo. W ramach wpisowego trzeba zapłacić 30 zł.

- A my organizujemy wyjazdy na Mazury z wynajętym biurem podróży - mówi burmistrz Rabki. Wyjazdy są dofinansowywane z gminnego budżetu. Często we współpracy z organizacjami pozarządowymi. Rocznie na granty dla takich organizacji gmina przeznacza ok. 100 tys. zł.

Statystyk brak

Danych dotyczących akcji letnich w miejscu zamieszkania właściwie nie ma. GUS podaje tylko statystyki dotyczące wypoczynku wyjazdowego, i to sprzed kilku lat. Informacji o wydanych kwotach i liczbie uczestników trzeba szukać w konkretnych gminach, w ich poszczególnych wydziałach, a także we współpracujących z nimi jednostkach niepublicznych.

Warszawskie kuratorium oświaty ma dane z Mazowsza. Wynika z nich, że liczba dzieci korzystających w miejscu zamieszkania ze zorganizowanego wypoczynku letniego zgłaszanego do kuratorium rośnie. W 2011 r. korzystało z niego 19,3 tys. uczestników, a w 2012 r. - ponad 32,3 tys. Skąd ta wiedza?

- Zarówno organizatorzy wypoczynku wyjazdowego, jak i tego w miejscu zamieszkania muszą zgłosić to do lokalnego kuratorium - przypomina rzecznik Kuratorium Oświaty w Warszawie Andrzej Kulmatycki. Przywołuje rozporządzenie ministra edukacji narodowej z 21 stycznia 1997 r. w sprawie warunków, jakie muszą spełniać organizatorzy wypoczynku dla dzieci i młodzieży szkolnej, a także zasad jego organizowania i nadzorowania (Dz.U. z 1997 r. nr 12, poz.67 z późn. zm.).

Trendy w innych miastach nie są zgodne ze stołecznymi.

- Jeśli chodzi o półkolonie, to obserwujemy tendencję spadkową - mówi Sylwia Grzyb z parafialnego zespołu Caritas w Zaborowie w woj. zielonogórskim. - Może dzieciaki wolą siedzieć przed komputerem, przecież jest on prawie w każdym domu. A społeczeństwo ubożeje i wydatek nawet 400 czy 500 zł na wyjazd staje się problemem.

Sanepid kontroluje

- Coraz mniej jest zastrzeżeń do organizatorów letniego wypoczynku w mieście - mówi Aldona Makowska, kierownik oddziału dzieci i młodzieży w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej na Mazowszu. Dodaje, że placówki są zgłaszane do stacji powiatowych. To one sprawują wyrywkową kontrolę ośrodków na swoim terenie.

- My koordynujemy zbiorcze dane. Z tych za rok ubiegły wynika, że nieprawidłowości były sporadyczne, stan techniczny obiektów nie budził zastrzeżeń. W wielu, zwłaszcza małych, miejscowościach udało się np. udostępnić wreszcie wodę nie tylko zimną, lecz także ciepłą, co jest wymogiem do prowadzenia akcji letniej - wylicza kierownik Makowska. Dodaje, że akcja letnia jest zazwyczaj prowadzona w różnych placówkach oświatowych i kulturalnych, które mają wszelkie potrzebne warunki do przyjmowania dzieci.

Przedstawiciele inspekcji sanitarnej przypominają, że wymogi sanitarne są proporcjonalne do zagrożeń. I obostrzenia nie są drastyczne.

- Nie ma więc np. przeciwwskazań, żeby w świetlicy lub szkolnej placówce ugotować dzieciom kompot czy zrobić kanapkę. Nie trzeba koniecznie korzystać z cateringu czy kupować wody w zamkniętych butelkach - wyjaśnia rzecznik prasowy Głównej Inspekcji Sanitarnej Jan Bondar. Dodaje, że w przypadku półkolonii, zwłaszcza w małych miejscowościach, traktuje się je trochę tak jak domową opiekę nad gromadką dzieciaków. Oczywiście jeśli ktoś się decyduje na gotowanie obiadów, to muszą być lodówki, a kucharki zobowiązane są do posiadania badań na nosicielstwo. W przypadku funkcjonujących placówek, w których wydawane są posiłki, dodatkowe zgody sanepidu nie są wymagane. Dotyczy to tylko nowych miejsc uruchomianych na czas wakacji.

- Ważne, by to rodzice sprawdzali, dokąd posyłają dziecko. Bo do placówki zarejestrowanej w kuratorium zajrzy i straż pożarna, i nasz kontroler. To miejsca bezpieczne, sprawdzone - mówi Bondar. Dodaje, że uchybienia i skargi na letnie akcje to sprawa sporadyczna.

W szkole na tapczanie, ale z dala od domu

Wraca pomysł letniej wymiany dzieciaków. Z małego ośrodka można przyjechać do wielkiego miasta. A z tego miasta warto pojechać do szkoły gdzieś w piękne okolice naszego kraju. Pomysł z czasu PRL? Niekoniecznie. Szkoły inwestują w bazę turystyczną. Są tapczaniki, są obiady gotowane w szkołach zamiast cateringu. Może taniej pojechać na obóz do szkoły w Gdyni, tuż nad morzem, niż na podobny wyjazd z biurem podróży.

Taka forma ponownie się rozwija. Tylko trzeba zainwestować w infrastrukturę, bo wymogi sanepidu są nieubłagane. I w dobry pomysł, bo młodzi są coraz bardziej wymagający. W górach trzeba się wspinać, najlepiej profesjonalnie, a nad morzem - najlepszy jest windsurfing czy kitesurfing.

Wszystko zależy jednak od propozycji, pomysłu. Taki miała np. gmina Przykona, do której przyjechały dzieci z Ukrainy, a miejscowe pojechały tam, do sąsiadów. Baza szkolna jest, koszty wyjazdów maleją. A przecież dla najmłodszych tak naprawdę ważna jest letnia przygoda...

Monika Górecka-Czuryłło

monika.gorecka@infor.pl

OPINIE EKSPERTÓW

@RY1@i02/2013/103/i02.2013.103.08800060f.804.jpg@RY2@

Anna Maria Fedurek, Caritas Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej

Lato w mieście czy półkolonie to przeżytek? Nieprawda. Mam doświadczenie z pracy w świetlicy na warszawskiej Pradze "Wspólne podwórko". Przychodzą tu latem bardzo różne dzieciaki. Nasi całoroczni podopieczni, ale też zupełnie nowi. Ci całoroczni to często gimnazjaliści, którzy już wiedzą, że tu jest ciekawie. Że warto w wakacje wyjść z domu, odejść od komputera, nie tylko na podwórko, lecz także do sprawdzonej świetlicy, fajnego miejsca, w którym dzieją się ciekawe rzeczy. A dzieciaki, które tu przychodzą tylko w wakacje, często pochodzą z rodzin wcale nie ubogich. Rodzice przyprowadzają je do świetlicy, by spędziły tu czas między jednym a drugim atrakcyjnym wyjazdem zagranicznym. Choć przyznaję: niektórzy twierdzą, że oferta gminna nie jest ciekawa, zapewnia jedynie opiekę, a nie atrakcje.

Mówiąc o "Lecie w mieście", warto podkreślić dwa ważne aspekty. Z jednej strony dziecko w wakacje ma prawo do odpoczynku od reżimów szkolnych i grupowych. I w miarę możliwości trzeba mu na to pozwolić. Niech pogra na komputerze albo pójdzie po sąsiedzku po prostu pokopać piłkę. Z drugiej strony niewątpliwym atutem "Lata w mieście" jest nie tylko atrakcyjność oferty. Ważne jest też nawiązywanie kontaktów międzyludzkich, związków interpersonalnych. Dziecko, zwłaszcza to w początkowych klasach szkoły podstawowej, w świetlicy czy w innej formie lokalnego wypoczynku spotyka nowych ludzi - zarówno dorosłych, jak i rówieśników. Odkrywa inne sposoby myślenia, inne charaktery, weryfikuje spojrzenie na siebie. Może choćby dlatego warto wykorzystać wakacje na tę formę psychologicznej edukacji.

@RY1@i02/2013/103/i02.2013.103.08800060f.805.jpg@RY2@

Harcmistrz Karol Gzyl, kierownik Wydziału Promocji Głównej Kwatery ZHP

Związek Harcerstwa Polskiego jest jednym z największych organizatorów wakacyjnego wypoczynku dzieci i młodzieży w Polsce. Co roku na kolonie, obozy stacjonarne, wędrowne i zagraniczne wyjeżdża z nami ponad 80 tys. osób, które uczestniczą w 1500 formach wypoczynku wyjazdowego. Równolegle w miesiącach wakacyjnych instruktorzy ZHP - często we współpracy z samorządami - prowadzą nieobozową akcję letnią oraz półkolonie. Jest to oferta skierowana do członków organizacji, ale także forma otwarta dla dzieci i młodzieży niezrzeszonych w ZHP. Nasi instruktorzy, którzy mają doświadczenie w pracy z dziećmi - w dużej części studenci lub absolwenci studiów pedagogicznych, przeszkoleni w ratownictwie medycznym - prowadzą zróżnicowane tematycznie zajęcia dla najmłodszych. Ważnym walorem programu nieobozowej akcji letniej jest jej bezpieczeństwo oraz edukacyjny wymiar realizowanych treści. Sam program jest bardzo zróżnicowany - dostosowany do wieku uczestników oraz specyficznych warunków danej miejscowości. Przedsięwzięcia w ramach akcji nie są centralnie planowane z Warszawy, ale wypracowywane w każdej miejscowości. Przykładami takiej aktywności są np. niekonwencjonalne wizyty w muzeach, gry krajoznawcze, wycieczki rowerowe, jak również warsztaty plastyczne, spotkania ze znanymi ludźmi itp.

Należy dodać, że bardzo często przedsięwzięcia nieobozowej akcji letniej są współfinansowane ze środków samorządowych (w drodze konkursu na wspieranie realizacji zadań publicznych). Czynnikiem decydującym o wyborze programów ZHP jest kapitał zaufania społecznego i doświadczenie naszych instruktorów, którzy na co dzień prowadzą pracę wychowawczą w drużynach harcerskich w całym kraju.

trzy pytania do eksperta

Wakacje dla najmłodszych - współpraca wójta i plebana

@RY1@i02/2013/103/i02.2013.103.08800060f.806.jpg@RY2@

Dr Magdalena Śniegulska, psycholog Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie

Czy dużo dzieci korzysta z wakacyjnej oferty Caritas w waszej diecezji?

Mamy w sumie 46 placówek, które latem proponują w ramach półkolonii ofertę rekreacyjną i sportową. No i oczywiście opiekuńczą, bo zwłaszcza w przypadku najmłodszych takie są oczekiwania rodziców. Mamy też ofertę wyjazdową. Nasze dzieci jeżdżą do Bukowca k. Karpacza. 12-dniowy pobyt kosztuje rodziców ok. 400 zł. My z funduszu Caritasu dopłacamy ok. 100 zł.

Z jakich środków finansowana jest wasza akcja letnia?

Przede wszystkim z naszych zasobów zbieranych co roku w ramach akcji "Wigilijnego dzieła pomocy dzieciom". Ale bardzo ważna jest współpraca z samorządami.

Na poziomie całej diecezji?

Właśnie nie, raczej lokalnie. I to chyba jest atut. U nas działa 165 zespołów przy parafiach i one bezpośrednio współpracują z burmistrzem czy wójtem. Od gminy dostają środki finansowe, ale także często pomagają dzieciom skierowanym z gminnych ośrodków pomocy społecznej. W małych jednostkach samorządu terytorialnego często powstają nawet wspólne zespoły. Zastrzegamy, że oferta zarówno półkolonii, jak i wyjazdowych obozów skierowana jest do wszystkich dzieci, nie tylko ubogich czy z rodzin dysfunkcyjnych. I wszystkie chętne dzieci z naszej oferty korzystają.

Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło

Miejską ofertę należy zgłosić do kuratorium oświaty

Niektóre samorządy organizują wypoczynek dzieci i młodzieży w ich miejscu zamieszkania w takich formach jak "Lato w mieście" lub półkolonie. Powinny wówczas pamiętać, że muszą spełnić te same warunki, które obowiązują ich w przypadku innych wakacyjnych wyjazdów. Jednym z nich jest zarejestrowanie organizatora oraz zgłoszenie przedsięwzięcia do kuratorium oświaty.

Formularz z załącznikiem

Zgłoszenie "Lata w mieście" polega na wypełnieniu specjalnego formularza, którego wzór stanowi załącznik nr 2 do rozporządzenia ministra edukacji narodowej z 21 stycznia 1997 r. w sprawie warunków, jakie muszą spełniać organizatorzy wypoczynku dla dzieci i młodzieży szkolnej, a także zasad jego organizowania i nadzorowania (Dz.U. nr 12, poz. 67 z późn. zm.). Trzeba w nim podać podstawowe informacje, m.in. o czasie trwania i liczbie uczestników, kwalifikacjach pracowników pedagogicznych i kierownika oraz programie pracy z dziećmi i młodzieżą Musi on być przesłany w formie elektronicznej oraz papierowej do kuratorium oświaty nie później niż na 21 dni przed rozpoczęciem półkolonii. Zanim to jednak nastąpi, organizator ma się zarejestrować poprzez założenie konta w specjalnym systemie (dostępnym na stronie internetowej resortu edukacji).

Obiekt oraz teren, na którym planowane jest zorganizowanie wypoczynku, musi spełniać wymogi dotyczące bezpieczeństwa, ochrony przeciwpożarowej, warunków higieniczno-sanitarnych, które są określone w odrębnych przepisach. W związku z tym, że półkolonie są często organizowane w budynkach szkolnych lub innych, np. świetlicach środowiskowych, z których na co dzień korzystają dzieci i młodzież, to lokale te są dostosowane do wskazanych wyżej standardów.

Kolejnym elementem, który szczegółowo regulują przepisy rozporządzenia, są kwalifikacje osób kierujących półkoloniami oraz tych bezpośrednio zajmujących się dziećmi. Wypoczynkiem w formie "Lata w mieście" może kierować nauczyciel, czynny instruktor harcerski (w stopniu co najmniej podharcmistrza) lub inna osoba, która jest pełnoletnia, ma średnie wykształcenie i minimum trzyletni staż pracy opiekuńczo-wychowawczej lub dydaktyczno-wychowawczej. Jak wyjaśnia resort edukacji, pod tym pojęciem rozumiana jest praca z dziećmi i młodzieżą w różnego typu placówkach, klubach sportowych, ośrodkach socjoterapeutycznych, domach kultury. Z kolei trzyletni staż pracy oznacza trzy pełne lata doświadczenia, a nie trzy przepracowane sezony.

Od osób, które mają pełnić funkcję kierownika wypoczynku, wymaga się też potwierdzonego zaświadczeniem ukończenia kursu. Z tego wymogu są zwolnione tylko osoby zajmujące kierownicze stanowiska w szkołach i placówkach. Kursy, które uprawniają do kierowania półkoloniami, są prowadzone przez kuratoria oświaty, placówki doskonalenia nauczycieli oraz osoby fizyczne lub prawne, które uzyskały na to zgodę.

Wielkość grup

Jako wychowawców można zatrudnić na półkoloniach przede wszystkim nauczycieli, studentów szkół wyższych kierunków i specjalności, których program przewiduje przygotowanie pedagogiczne, oraz słuchaczy kolegiów nauczycielskich i językowych (po odbyciu odpowiedniego przeszkolenia). Ponadto wychowawcą może zostać osoba, która ukończyła kurs dla wychowawców kolonijnych, a także trener i instruktor sportowy oraz instruktor harcerski.

Gdy organizująca wypoczynek gmina zdecyduje się zatrudnić nauczyciela, to oprócz pensji, która przysługuje za miesiące ferii letnich, będzie mu też przysługiwać dodatkowe wynagrodzenie. Nie trzeba stosować ustawy z 26 stycznia 1982 r. - Karta nauczyciela (t.j. Dz.U. z 2006 nr 97, poz. 674 z późn. zm.). Szczegółowe warunki pracy, zakres obowiązków oraz wysokość płacy są określone w umowie cywilnoprawnej.

Organizacja "Lata w mieście" wymaga też zapewnienia odpowiedniej liczby opiekunów w stosunku do uczestniczących w zajęciach dzieci. Jeden wychowawca może się zajmować nie więcej niż 20 osobami. Są jednak dwa wyjątki od tej zasady. Pierwszy obowiązuje, gdy opieka jest sprawowana nad dziećmi, które nie mają jeszcze ukończonych 10 lat. Wówczas wychowawca może objąć pieczą maksymalnie 15 uczestników. Ponadto liczba dzieci i młodzieży ulega zmniejszeniu, gdy są wśród nich osoby niepełnosprawne, wymagające stałej opieki lub pomocy.

Michalina Topolewska

michalina.topolewska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.