Dzięki Funduszowi Infrastrukturalnemu będą inwestycje
DARIUSZ KACPRZYK Chcemy też stworzyć program, w ramach którego będziemy finansować budowę mieszkań komunalnych
Minister skarbu zapowiedział stworzenie polskiego odpowiednika Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Miałoby się to stać poprzez fuzję Banku Gospodarstwa Krajowego z Polskimi Inwestycjami Rozwojowymi. Czy to dobry kierunek?
Mając 25-letnie doświadczenie w pracy w instytucjach komercyjnych, jestem zdania, że Polska potrzebuje instytucji państwowego banku rozwoju. BGK funkcjonuje już 90 lat i przed wojną doskonale pełnił taką funkcję. Centralny Okręg Przemysłowy, finansowanie Muzeum Narodowego w Warszawie, pierwsze osiedla mieszkaniowe - to wszystko nasz bank finansował. Cieszę się, że po latach dryfowania między różnymi, czasem wątpliwymi koncepcjami - począwszy od banku uniwersalnego po bank będący tylko administratorem funduszy rządowych - BGK dostał szansę wykazania się w roli instytucji rozwoju z konkretnymi zadaniami, które mają napędzać inwestycje. Bez aktywnego wspierania przedsiębiorczości budżet państwa miałby duży kłopot. Wzrost gospodarczy nie jest dany raz na zawsze, ale wymaga ciężkiej pracy. Jeżeli nie zapewnimy firmom łatwiejszego dostępu do finansowania zewnętrznego, prognozy mówiące o ok. 3-proc. wzroście w przyszłym roku wcale nie muszą się ziścić.
Jak na tej operacji skorzystają samorządy, którym BGK udziela kredytów?
W najbliższych dniach podpiszemy porozumienie z PIR, które będzie dotyczyć utworzenia Funduszu Infrastrukturalnego. To będzie fundusz, do którego BGK i PIR dołożą się po połowie. Pieniądze będą przeznaczane np. na inwestycje wodociągowo-kanalizacyjne czy w przedsiębiorstwa komunikacyjne. Fundusz zainwestuje w kapitał spółek samorządowych po to, by mogły prowadzić niezbędne dla danej społeczności inwestycje. Przewidujemy dwa warianty angażowania funduszu. Pierwszy to podniesienie kapitału w spółce komunalnej. Drugi to odkupienie od miasta udziałów w spółce po to, by za uzyskane środki mogło ono przeprowadzić inwestycje.
Czy nie skończy się to masowym przechodzeniem miejskich spółek w ręce państwa?
Nie mamy ambicji, by stać się udziałowcem wszystkich spółek miejskich w Polsce. Pozostaniemy nim w takim zakresie, który zaspokoi potrzeby inwestycyjne danej społeczności, pozostawiając w rękach lokalnych władz bieżące funkcjonowanie spółki. Zresztą ze wstępnych rozmów z samorządami widać zainteresowanie tym pomysłem.
Na jakie jeszcze nowości w ofercie BGK mogą w najbliższym czasie liczyć samorządy?
Oprócz Funduszu Infrastrukturalnego chcemy stworzyć program, w ramach którego będziemy finansować budowę mieszkań komunalnych. Czy one będą potem wynajmowane jako zasób komunalny czy socjalny - to już decyzja samorządu. Miasto otrzyma gotowe do wynajmu lokale, a w zamian zagwarantuje nam stabilny strumień pieniędzy w postaci czynszu. Będziemy też kontynuować współpracę z TBS-ami, które najczęściej są spółkami miejskimi. Niedawno wyemitowaliśmy dla jednego z nich pierwsze obligacje przychodowe.
Samorządy szacują, że w kolejnych 3 latach nawet 300-400 gmin będzie miało problem ze spięciem swoich budżetów. Będąc w finansowych tarapatach, gminy szukają możliwości pozyskania pieniędzy w instytucjach pozabankowych. Czy to dobra decyzja?
To jest skrajna nieodpowiedzialność. Koszty takiego finansowania są niepokojąco duże w porównaniu z kosztem długu bankowego. Jeśli projekty komunalne mają sens, nie ma zazwyczaj kłopotów z ich sfinansowaniem. Jeśli gmina nie uzyskała kredytu w banku, jest to raczej powód do zastanowienia się nad jej sytuacją, a niekoniecznie pretekst do pchania się w objęcia kogoś, kto bierze na siebie większe ryzyko - oczywiście za wyższą marżę. Bo to dowód na to, że to ryzyko tam jest i to duże. Znam kilka przypadków samorządów, które podjęły takie decyzje. Rozumiem lokalne ambicje, ale takie działania nie wróżą dobrze gminie na przyszłość. Pytanie, czy musimy wypełniać luki cywilizacyjne w tempie "tu i teraz". Jeżeli realizujemy inwestycje, które nie służą wzmocnieniu bazy podatkowej, mogą pojawić się problemy z ich utrzymaniem, bo każda inwestycja w typie słynnych już aquaparków, generuje koszty. Mam wrażenie, że wiele samorządów podejmowało decyzje o inwestycjach bez pełnej świadomości późniejszych konsekwencji.
Dość często okazuje się, że już sam etap przygotowania przetargu na kredyt jest dla samorządu nie do przejścia.
Niestety w przypadku rozpisywania przetargu na finansowanie samorząd musi być fachowcem w nieswojej dziedzinie. To gminny urzędnik musi napisać założenia do specyfikacji na kredyt. A przecież to bank bierze pieniądze za to, by określić, na jaki rodzaj kredytu i jak długi okres spłaty gmina w ogóle może sobie pozwolić. Oczywiście skarbnicy samorządowi to coraz bardziej profesjonalna grupa zawodowa. Problemem po prostu jest sytuacja, w której role się trochę odwróciły. Prosty kredyt na finansowanie deficytu po prostu się ogłasza i z tym raczej gminy nie mają problemów. Ale gdy mówimy o bardziej złożonych inwestycjach, rzeczywiście pojawia się problem. Oczywiście można zatrudnić zewnętrznego doradcę, który pomoże samorządowi. Ale nie zawsze to, co on doradzi, jest potem wprost do zrealizowania przez banki. Nie twierdzę, że zamówienia publiczne to największe zło, jakie mogło nas spotkać, ale na pewno nie ułatwiają życia.
Do tego dochodzi słynny art. 243 ustawy o finansach publicznych, który zmienił reguły zadłużeniowe dla samorządów na - jak twierdzą lokalni włodarze - dużo bardziej restrykcyjne niż wcześniej.
Faktycznie, większość tych nowych regulacji jest postrzegana jako krępująca ruchy. Ale zasady te wprowadzono w konkretnym celu. Życie pokazało, że niektóre gminy zadłużały się bez opamiętania. Regulacje mają ograniczyć to ryzyko. Nie uważam też, by nowe kryteria były jakoś szczególnie krępujące. W stosunku do tego, co było wcześniej, obecny wskaźnik jest znacznie lepszy. Wcześniejszy, limitujący zadłużenie do poziomu 60 proc. dochodów budżetowych, kompletnie nic nie znaczył. Wyobraźmy sobie gminę wiejską, w której połowa pieniędzy w budżecie to dotacja na edukację. W życiu nie dałbym im kredytu, gdyby poziom zadłużenia miał sięgnąć już choćby 40 proc. budżetowych przychodów. Dzięki nowym regulacjom zadłużeniowym teraz przynajmniej mamy odniesienie do zdolności gminy do obsługi długu. To kompletnie nowa jakość, dużo lepsza niż przedtem.
@RY1@i02/2014/175/i02.2014.175.18300060a.802.jpg@RY2@
FOT. MATERIAŁY PRASOWE
Dariusz Kacprzyk, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego
Rozmawiał Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu