Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Regiony zaciągnęły inwestycyjny hamulec

27 czerwca 2018

Samorządom kończą się pieniądze z funduszy europejskich. A bez nich wydatki na nowe przedsięwzięcia spadają nawet o 40-50 proc.

Województwa są już na finiszu wydatkowania środków unijnych z perspektywy finansowej 2007-2013. Średnio zakontraktowały 96 proc. dostępnej alokacji, co stanowi 69 mld zł. Trzy województwa: opolskie, pomorskie i łódzkie do końca lipca zaplanowały wydanie już 100 proc. wszystkich przyznanych im środków. Blisko tego progu znajdują się woj. śląskie i dolnośląskie (98 proc. alokacji).

Duże różnice

Wysychające unijne źródełko powoduje, że w samorządach radykalnie zwalniają inwestycje. Jak wynika z rocznych sprawozdań z działalności regionalnych izb obrachunkowych, wydatki inwestycyjne na mieszkańca w okresie 2010-2013 średnio we wszystkich 16 województwach zmalały o niemal jedną czwartą. Najmniejszy spadek zaliczyły woj. śląskie (o 3 proc.) i lubelskie (9 proc.). Rekordzistami w hamowaniu są woj. lubuskie, gdzie wydatki spadły aż o 53 proc., i opolskie - spadek o 40 proc.

- Cykl budżetu siedmioletniego jest dość powtarzalny. Większość środków była rozdystrybuowana w ramach konkursów. Nikt nie organizuje kolejnych pod koniec perspektywy finansowej, bo nie ma czego rozdzielać. Kulminacja wydatków przypadła na lata 2010-2012, a teraz jest widoczny spadek tego tempa - wyjaśnia Marek Sowa, marszałek woj. małopolskiego. - W kolejnej perspektywie unijnej będzie podobnie - przewiduje.

Zastanawiający jest jednak tak duży rozstrzał między województwami. Samorządowcy przekonują, że skala spadku wydatków inwestycyjnych w obecnej chwili paradoksalnie świadczy o skuteczności władz w regionie w poprzednich latach.

- W 2010 r. mieliśmy wybory lokalne i samorządom zależało na dopięciu inwestycji. W Małopolsce mieliśmy gigantyczne wzrosty, występowaliśmy o dodatkową alokację, by wypłacać beneficjentom środki. Jeśli ktoś miał wysoką bazę projektów zbudowaną w 2010 r., dziś ma dużo większy ubytek w wydatkach inwestycyjnych - wskazuje Marek Sowa.

Jego zdaniem nieprzypadkowo największe spadki odnotowano w woj. lubuskim i opolskim. - W 2010 r. były w czołówce wykorzystania środków unijnych. To są województwa, w których alokacje były najmniejsze ze względu na liczbę mieszkańców, więc zapewne też projekty były mniejsze, a je się szybciej finansuje. Co wcale nie umniejsza skuteczności samorządowców z woj. lubuskiego i opolskiego - zaznacza marszałek Sowa.

Szukanie alternatyw

Dane te dobitnie pokazują, w jakim stopniu samorządy są uzależnione od pieniędzy płynących z Brukseli. Kolejna unijna perspektywa na lata 2014-2020 też wygląda dla nich korzystnie - regiony będą odpowiedzialne za dystrybucję niemal 40 proc. wszystkich środków (do tej pory było to 25 proc.), a Komisja Europejska podtrzymała zasadę kwalifikowanego VAT przy rozliczaniu projektów oraz wysokiego maksymalnego poziomu dofinansowania 85 proc. Rząd podkreśla jednak, że to będzie ostatnie tak duże rozdanie dla Polski. Po 2020 r. samorządy staną więc przed poważnym problemem.

- Jeżeli to źródło w przyszłości będzie coraz mniej obfite, powstanie problem albo zmniejszenia wydatków inwestycyjnych, albo poszukiwania innych źródeł ich finansowania. Alternatywą w jakimś stopniu mogłoby się okazać partnerstwo publiczno-prywatne lub też wykorzystywanie środków pochodzących ze źródeł zwrotnych, w tym emisji papierów wartościowych czy od instytucji finansowych niekoniecznie będących bankami - zwraca uwagę prof. Wiesława Miemiec, kierownik Katedry Prawa Finansowego na Uniwersytecie Wrocławskim.

Ale według samorządowców żadna z tych możliwości nie jest tak atrakcyjna, jak pewne i bezpieczne fundusze europejskie. Zdaniem Andrzeja Szymanka, przewodniczącego konwentu starostów woj. łódzkiego, formuła partnerstwa publiczno-prywatnego może być jakimś rozwiązaniem, ale raczej w dużych miastach.

- To muszą być inwestycje przynoszące dochód. Nie wybuduje się w tej formule drogi publicznej, na której nie pobiera się opłat. W mniejszych samorządach formuła PPP będzie dużo trudniejsza do realizacji - uważa Andrzej Szymanek.

Sceptycznie podchodzi też do szukania źródeł finansowania w instytucjach pozabankowych. - Być może należałoby dodatkowo uregulować to prawnie, by nałożyć odpowiednie rygory zarówno na samorząd szukający takiego wsparcia, jak i na instytucję, która jest skłonna takie finansowanie zapewnić. Chodzi przecież o bezpieczeństwo budżetu gminy - wskazuje Andrzej Szymanek.

@RY1@i02/2014/168/i02.2014.168.18300070c.802.jpg@RY2@

Wydatki na inwestycje w przeliczeniu na 1 mieszkańca

Tomasz Żółciak

tomasz.zolciak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.