Zmieniliśmy także bieg autostrad
I miejsce - Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic
@RY1@i02/2014/121/i02.2014.121.08800030a.803.jpg@RY2@
T. Zakrzewsk/Materiały prasowe
Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic
Szefuje pan w swoim mieście od kilku kadencji. W naszym rankingu włodarzy dużych miast zajął pan pierwsze miejsce. Czy jest jakaś tajemna sztuczka, że mieszkańcy tak długo chcą, by był pan prezydentem ich miasta?
Żadnych sztuczek nie ma. Przede wszystkim nie należy przywiązywać się do stanowiska. O ile pierwsze wybory można wygrać na obietnicach bez pokrycia, o tyle kolejnych już nie. Konieczna jest wizja rozwoju, program, racjonalne pomysły i rzetelna ich realizacja. To mieszkańcy akceptują, doceniają.
Czy miał pan problemy ze swoją wizją rozwoju Gliwic?
Tak. Przykładem może być likwidacja ostatniej linii tramwajowej w naszym mieście, do której mieszkańcy mieli sentyment. Decyzja o zastąpieniu jej komunikacją autobusową była trudna, ale konieczna - z wielu względów, także ekonomicznych i ekologicznych. Może brzmi to paradoksalnie, ale to są fakty. Udało się, może to siła przekonywania do nowych rozwiązań.
To pomysł szczegółowy, który wpisuje się w ogólną pana strategię zmian postrzegania i funkcjonowania miasta...
Gliwice bardzo się zmieniły. Dwadzieścia lat temu byliśmy najbiedniejszym miastem regionu. Teraz jesteśmy jednym z najbogatszych w Polsce. Z dużych miast mamy najwyższy dochód na jednego mieszkańca. Bezrobocie wynosi 7 proc. Mamy rozwijającą się cały czas strefę ekonomiczną z 14 tys. miejsc pracy. Działa w niej ponad 65 firm na powierzchni ponad 400 ha. Ludzie mają pracę, a miasto podatki.
A co pan uważa za ważny sukces ostatnich kadencji?
Nieco żartobliwie mówiąc, zmieniliśmy bieg autostrad A1 i A4, które miały omijać miasto, a teraz przechodzą po jego obrzeżach i tu się krzyżują. Udało się przekonać decydentów w Ministerstwie Transportu. Teraz mamy idealne położenie komunikacyjne.
Prawdziwy konik pana to...
Śląska Dolina Krzemowa "Nowe Gliwice", która powstała i rozwija się na terenach po dawnej kopalni "Gliwice", między innymi w wyremontowanych i zaadaptowanych budynkach pokopalnianych. Jest tam inkubator, Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości. Także tereny, na których budują swoje siedziby firmy wysokich technologii. "Nowe Gliwice" zatrudniają już ponad 1,5 tys. osób. Mamy Politechnikę Śląską, której nadal jestem pracownikiem, a kiedyś czynnym wykładowcą, a więc kadr dla firm opierających swą działalność na wiedzy nie brakuje. W tym kierunku idzie przyszłość mojego miasta.
A co z codziennymi problemami mieszkańców. Co z ludźmi, którzy mają dzieci, potrzebują infrastruktury społecznej?
W przedszkolach miejsca są, w żłobkach mamy ich 230, co może nie jest liczbą imponującą, ale staramy się wspierać z budżetu inicjatywy prywatne i społeczne służące powstawaniu placówek dla dzieci. Co do szkół, to udało się zmodernizować większość i robimy to dalej, przeprowadzając termomodernizacje, wyposażając. Mamy też pięć krytych basenów, nowoczesne ogólnodostępne hale sportowe przy szkołach, stadion piłkarski i budujemy halę widowiskowo-sportową na 15 tys. miejsc.
Czy buduje się w Gliwicach w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego?
Właściwie tak, ale nie jest to PPP w oparciu o ustawę. Podpisujemy jako samorząd porozumienia z inwestorami i tak np. powstają drogi, wiadukty. Wartość tych inwestycji na rzecz miasta to ponad 100 mln zł.
A jak pan ocenia możliwości korzystania z funduszy unijnych w nowym rozdaniu na lata 2014-2020? Czy samorządy będzie stać na wkład własny na inwestycje, na realizację których planuje się uzyskać dotacje unijne?
Sytuacja finansowa wielu miast i gmin staje się coraz trudniejsza. Niektóre z nich są bardzo zadłużone i nie mają pieniędzy na inwestycje. W przypadku Gliwic takiego niebezpieczeństwa nie ma. Dochody rosną, zadłużenie jest niewielkie. Nie będzie więc problemu z ubieganiem się o unijne środki.
Znany jest pogląd, że wieloletnia kadencja sprawia, że włodarze są już wypaleni. Czy będzie pan startował w jesiennych wyborach samorządowych?
Nie podjąłem ostatecznej decyzji. Chcę ją jeszcze przedyskutować ze współpracownikami, bo tak naprawdę władza w gminie jest kolegialna. Na tym przecież polega samorząd. Wypalenie mi nie zagraża. W rutynę wpaść nie można. Ciągle pojawiają się wyzwania, nowe problemy, które trzeba na bieżąco rozwiązywać. Stale pojawiają się też nowe pomysły, które warto realizować.
Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu