Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Szanowne CBA. Bo u nas w gminie...

29 czerwca 2018

Jedna czwarta postępowań prowadzonych w 2013 roku przez biuro dotyczyła samorządów

Ponad 13 tysięcy sygnałów od obywateli, czyli po prostu donosów, wpłynęło do Centralnego Biura Antykorupcyjnego w 2013 r. To o ponad pięć tysięcy więcej niż rok wcześniej i niemal dwa razy więcej niż jeszcze w 2011 r.

Większość dotyczyła pracy urzędników, przetargów i decyzji wydawanych w samorządach. Naczelniczka wydziału administracji budowlanej w głogowskim starostwie, wójt gminy Bobrowniki, dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Zielonej Górze, marszałek województwa podkarpackiego - to tylko kilku samorządowców zatrzymanych w ostatnim roku przez CBA w związku z podejrzeniami korupcji.

Biuro nie ujawnia, czy początkiem prowadzenia tych postępowań były sygnały od obywateli. Jednak właśnie tego typu donosów - dotyczących pracy samorządów - jest coraz więcej.

- Oczywiste jest, że sygnały o nieprawidłowościach płyną głównie od ludzi będących członkami danych środowisk. To oni wiedzą najlepiej, jakie są powiązania pomiędzy konkretnymi osobami. Potrafią też ocenić, gdzie dzieje się coś złego. Samorządy bardzo mocno opierają się na takich właśnie powiązaniach, które bez wiedzy środowiskowej trudno rozgryźć - tłumaczy nam rzecznik CBA Jacek Dobrzyński.

W efekcie coraz więcej spraw, jakimi zajmuje się CBA, dotyczy właśnie Polski lokalnej. Na 469 postępowań przygotowawczych prowadzonych w 2013 r. przez biuro aż jedna czwarta dotyczyła samorządów. Donosy do CBA z roku na rok płyną coraz większą falą. W 2010 r. było ich 7973, w 2011 - 7174, w 2012 - 8484, a w 2013 już 13 760. Coraz więcej z nich kończy się też wszczęciem postępowania (w ubiegłym roku było tak w 1300 przypadkach, gdy w 2010 r. - w zaledwie 174) lub są przekazywane do dalszego zbadania prokuratorom lub policji.

Ale nie tylko CBA jest zasypywane donosami. Według szacunków "Rzeczpospolitej" w ubiegłym roku do urzędów skarbowych łącznie takich sygnałów wpłynęło około 50 tysięcy, a z ankiety przeprowadzonej przez portal Bankier.pl wynika, że pod tym względem największe wzrosty w 2013 r. w stosunku do 2012 r. odnotowano w Lublinie (prawie o 40 proc. donosów więcej), Warszawie (25 proc.) i Krakowie (prawie 19 proc.).

- Wciąż takich prawdziwych whistleblowerów, czyli sygnalistów informujących o nieprawidłowościach, jest niewielu. Znacząca część informatorów kieruje się negatywnymi emocjami. Takimi choćby jak zemsta za przegrany przetarg - komentuje Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego. Nie do końca z tą opinią zgadza się jednak Jacek Dobrzyński: - Oczywiście, że nie wszystkie powody sygnalizowanych nieprawidłowości są czyste, czasem w grę wchodzą np. spory polityczne. Ale widząc, jak rośnie nie tylko ilość, ale także jakość tych sygnałów, wnioskujemy, że coraz więcej z nich to naprawdę działania obywatelskie - zapewnia rzecznik CBA.

@RY1@i02/2014/110/i02.2014.110.000000500.803.jpg@RY2@

Cezary Pecold/SE/East News

W 2013 r. do CBA wpłynęło 13 tys. donosów

Sylwia Czubkowska

sylwia.czubkowska@infor.pl

ROZMOWA

Brudne wspólnoty na celowniku biura

@RY1@i02/2014/110/i02.2014.110.000000500.804.jpg@RY2@

Paweł Soloch ekspert ds. administracji w Instytucie Sobieskiego, były wiceszef MSWiA

Co takiego dzieje się w samorządach, że coraz więcej sygnałów na temat korupcji dotyczy właśnie ich?

Niestety samorządy padają ofiarą własnej samorządności. Oczywiście ich niezależność jest bardzo ważna, ale ostatnio prowadzi do coraz większej liczby nieprawidłowości. Po pierwsze problemem jest brak kontroli nad pracą urzędników. Proszę zwrócić uwagę, że marszałkowie wojewódzcy to nie są specjaliści ze służby cywilnej, tylko osoby z nominacji politycznej, i właśnie te polityczne uwarunkowania mają ogromne znaczenie w działalności samorządu terytorialnego. Dodatkowo, o dziwo, bo jest to sytuacja w całej Europie naprawdę wyjątkowa, urzędnicy samorządowi zarabiają o ok. 30 proc. więcej niż urzędnicy rządowi. Wynika to nie tyle z wyższych podstawowych pensji, ile wyższych i mniej kontrolowanych przeróżnych dodatków i nagród.

Może ich praca jest trudniejsza?

Tak naprawdę mają mniejszy zakres kompetencji niż urzędnicy rządowi. Za to - co nie jest specjalną tajemnicą - dodatkowym problemem w ich pracy są lokalne układy, w których funkcjonują.

Tak zwane brudne wspólnoty?

Właśnie tak, bo choć nazwa ta pochodzi jeszcze z lat 90., to wciąż na poziomie lokalnym bardzo często zdarzają się sytuacje, gdy wójt czy burmistrz nie tyle zatrudnia w swoim urzędzie rodzinę i znajomych, ile właśnie z nimi podpisywane są kontrakty. To oni mają dostęp do informacji o zleceniach i przetargach. Dla osób z zewnątrz, kontrolerów to są często układy trudne do rozgryzienia. Dodatkowo to samorządy dysponują coraz większymi pieniędzmi z dotacji unijnych, a więc i pokusa przeróżnych nieczystych zagrań jest większa.

Rozmawiała Sylwia Czubkowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.