Samorządowa kampania wyborcza na koszt podatnika
Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast korzystają z pomocy urzędników i gminnych środków, by poprawić swoje notowania. Eksperci ostrzegają: ryzykują zarzutem popełnienia przestępstwa
Ten rok dla samorządowców będzie nerwowy, bo od mieszkańców zależeć ma, czy pozostaną na kolejną kadencję. W najbliższych miesiącach muszą się zaprezentować z jak najlepszej strony, a spotkania i festyny będą dobrą ku temu okazją. W tym celu niezbędna jest jednak pomoc urzędników.
- Do kampanii wyborczej nagminnie wykorzystuje się urzędników. Wielu z nich wydaje się to wręcz naturalne - potwierdza dr Stefan Płażek, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Podkreśla, że samorządowcy, którzy tak postępują, przekraczają swoje uprawnienia i dopuszczają się przestępstwa z art. 231 par. 1 kodeksu karnego. Zgodnie z nim funkcjonariusz publiczny, który m.in. działa na szkodę interesu publicznego, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.
Asystenci i doradcy
O ile w małych gminach wójtowie niechętnie korzystają z pomocy doradców i asystentów, o tyle już w większych miastach i powiatach, a także urzędach marszałkowskich są oni mile widziani. - Osoby na tych stanowiskach tworzą gabinety polityczne, które są zapleczem dla samorządowców. Nie ma tu przeszkód, aby wykonywały pracę na rzecz szefa, który prowadzi kampanię - mówi Julia Pitera, przewodnicząca sejmowej komisji administracji i cyfryzacji. Dodaje, że stanowiska doradców i asystentów są po to utworzone, aby w sprawy polityczne nie włączać urzędników.
Nie zgadzają się z tym eksperci. - Osoby te są zatrudniane z pieniędzy urzędu, a nie partii. Mają wspierać radą szefa i nie wolno im prowadzić agitacji przedwyborczej - wskazuje dr Stefan Płażek.
Podobnie uważa Jarosław Komża, ekspert Związku Powiatów Polskich. Zaznacza, że doradca prezydenta miasta powinien być ekspertem z wąskiej dziedziny, np. oświaty, który może podpowiadać szefowi, czy likwidować szkoły.
- Asystent powinien być łącznikiem między mieszkańcami a wójtem. Niestety znam przypadki, że jego rola sprowadza się do robienia zdjęć i dbania o wizerunek przełożonego - zauważa Zenon Szewczyk, radny i członek komisji rewizyjnej w Radzie Gminy Spytkowice (woj. małopolskie).
Sami samorządowcy pytani o wykorzystywanie urzędników w kampanii zaprzeczają.
- Nie muszę prosić urzędnika nawet o przygotowanie sprawozdania, bo wszystko mam w głowie. Zdaję sobie jednak sprawę, że w innych urzędach bywa z tym różnie - mówi Wojciech Ziętkowski, burmistrz Środy Wielkopolskiej.
- Sam sobie gromadzę wszelkie dane, kseruję i przygotowuję dokumenty na spotkania wyborcze - zapewnia Jerzy Kazimierz Sochacki, wójt gminy Szczawin Kościelny (woj. mazowieckie). - Wykluczam pracowników samorządowych z prowadzonej kampanii - dodaje.
W praktyce jednak trudno jest wykluczyć urzędnika z pracy na rzecz kierownika jednostki. - Jeśli burmistrz przed wyborami będzie chciał wydać z pomocą urzędników i gminnych pieniędzy broszurkę o samorządzie i zrealizowanych inwestycjach, to jedni uznają to za informację publiczną dla mieszkańców, a inni za agitację polityczną - zaznacza Jarosław Komża.
Według niego nie pomoże tu wprowadzenie zakazu wykorzystywania urzędników do celów wyborczych. Pozostaje liczyć na dobre praktyki włodarzy gmin i ich zdrowy rozsądek.
- Kampanii od urzędników nie da się oddzielić. Jeśli wójt przychodzi na spotkanie z mieszkańcami, to posługuje się danymi, które mu przygotowują urzędnicy z poszczególnych wydziałów - podkreśla Zenon Szewczyk.
Wątpliwości pojawiają się też z wydatkowaniem pieniędzy gminnych na cele, które mogą być związane z kampanią wyborczą wójta.
- Samorządowcy wiedzą, jak opisywać takie wydatki, aby nie mogły być przez nas zakwestionowane - twierdzi Grażyna Wróblewska, prezes Regionalnej Izby Obrachunkowej w Poznaniu.
Tłumaczy, że jeśli np. ze środków gminnych wójt zrobi spotkanie wyborcze połączone z festynem, to trudno będzie zarzucić mu, że środki zostały niewłaściwie wydane.
Mizerna ochrona
Pracownicy samorządowi nie mogą się zbytnio sprzeciwiać przełożonemu, bo stracą pracę.
- Urzędnik, któremu przełożony zleca przygotowanie kampanii wyborczej, powinien poprosić o wydanie takiego polecenia na piśmie. Następnie może odmówić jego wykonania - wskazuje dr Magdalena Zwolińska, adwokat z kancelarii DLA Piper Wiater sp. k.
Według niej polecenie takie może zostać uznane za sprzeczne z zakazem manifestowania przez urzędnika poglądów politycznych.
- Problem może być z materiałem dowodowym, bo prezydent może argumentować, że zlecone zadania nie miały nic wspólnego z jego kampanią, tylko z przygotowaniem rzetelnej informacji dla mieszkańców - zauważa prof. Małgorzata Gersdorf, sędzia Sądu Najwyższego.
@RY1@i02/2014/009/i02.2014.009.18300010a.802.jpg@RY2@
Obowiązki pracowników samorządowych
Artur Radwan
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu