Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Powiaty, oczywiście tak. Ale było ciężko

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Rozmowa numeru - Jerzy Stępień

Jesteśmy prawie rok po reformie administracyjnej. Skąd wspomnienie, że było ciężko?

Bo tak naprawdę reforma powiatowa i wojewódzka była gotowa już w 1991 roku razem z reformą gminną. Były przymiarki do nowych, także wyższego szczebla niż gminy, samorządów. Ale wyszło, jak wyszło. W 1994 roku władze SLD i PSL zahamowały te przemiany.

To już historia. Jednak udało się przeprowadzić kolejną reformę administracji państwowej.

Tak, to dzięki rządom premiera Jerzego Buzka. On jako Ślązak rozumiał konieczność decentralizacji władzy. Wiedział, że lokalne społeczności muszą mieć swój głos, nie tylko w gminach, lecz także w powiatach, które miały być swoistymi centrami dla grup społecznych. Atutem w tej reformie było też to, że mieliśmy przygotowany wstępny podział kraju na jednostki powiatowe.

No więc skąd problemy. Przecież zamieszkanie w powiatowym mieście nobilituje.

Właśnie dlatego, że chętnych miast było znacznie więcej, niż zakładaliśmy. I przed ostatecznym rozdaniem w parlamencie dyskusja była bardzo emocjonalna. Według ustawowych planów powiatów miało być 260-280. Ostatecznie zdecydowano, że powiatów będzie 308, a województw 16. Choć we wcześniejszych planach liczyliśmy, że będzie ich 11. Ale...

To rozumiem, że nie wszedzie był pan popularny.

Przyznaję, że w trakcie ostatecznej dyskusji sam stałem się ofiarą nowej reformy. Mieszkańcy Brzezin niedaleko Łodzi w akcie protestu, że nie będą powiatem, zniszczyli mi samochód. A w ostatniej fazie powstało np. województwo świętokrzyskie, którego wcześniej w planach nie było. To były gorące dni. Teraz jest spokojnie. Po tym prawie roku każdy już okrzepł w swoich strukturach.

Nie zniechęciły pana do reformy te lokalne walki?

Wręcz przeciwnie. Jak patrzę teraz na to z trochę innej perspektywy, z dystansem, bo jestem sędzią Trybunału Konstytucyjnego, to był naprawdę fenomenalny czas.

Na czym polegał ten fenomen?

Na zaangażowaniu ludzi. Oni naprawdę bronili swoich miejsc życia jak niepodległości Chyba my sami nie mieliśmy świadomości, że ludziom tak zależy na małych ojczyznach. I nie chodziło już o gminy, bo one powstały wcześniej, ale o centra, które te gminy będą skupiały. Z rocznej perspektywy może wydawać się dziwna walka o powiaty czy województwa. Ale ona właśnie pokazuje, że samorządność jest dla ludzi bardzo ważna. Że mieszkamy w powiecie, województwie. I oczywiście w gminie, która jest nam najbliższa. Przyznaję, że te dyskusje dotyczące powiatów i województw były dla mnie zaskoczeniem. Ale takim pozytywnym. To był wspaniały czas.

Reforma weszła w życie. Jak pan ją ocenia?

Może jeszcze trudno o jednoznaczną ocenę. Na pewno sukcesem jest to, że udało się wprowadzić jednolity ustrój dla całego kraju. Druga korzyść jest taka, że możemy startować do funduszy unijnych, wprawdzie przedakcesyjnych, ale jednak. To jest rola województw. No i kolejna to np. taka, że powiaty mogą dofinansowywać niektóre zadania, np. policji czy straży pożarnej, z własnego budżetu.

Więc było warto?

Tak, choć szkoda, że późno, bo można było to zrobić wraz z reformą samorządową gminną. Takie zresztą były plany i przymiarki. Jednak dobrze, że kolejny etap decentralizacji władzy i wzmocnienia społeczeństwa obywatelskiego doszedł do skutku.

@RY1@i02/2015/063/i02.2015.063.05000020e.802.jpg@RY2@

FOT. MARIAN ZUBRZYCKI/FORUM

Jerzy Stępień, współtwórca reformy samorządowej

Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.