Znaleźli sposób na Ubera! Parataksówkarze w potrzasku
Krakowski magistrat mówi: sprawdzam. Podczas gdy Francja, Belgia, Niemcy, Węgry, Włochy, Hiszpania i Wielka Brytania rozprawiły się z Uberem (a Tajwan zamierza to uczynić) za pomocą ustawowych lub sądowych zakazów, w Polsce do walki z amerykańskim gigantem stanęli ostatecznie zwykli urzędnicy. I wcale nie ci z Inspekcji Transportu Drogowego, ale inni - z krakowskiego magistratu. Mają cel: chcą przyłapać współpracujących z Uberem parataksówkarzy na gorącym uczynku. Dlatego korzystają z ich usług jak zwykli klienci. Zamawiają przejazd, a gdy mają pewność, że przedsiębiorca jeździ bez licencji, bez taksometru lub bez cennika - informują o tym urząd miasta. A ten wszczyna postępowanie wyjaśniające i składa wniosek do sądu o ukaranie za popełnione wykroczenie.
Proste? A jakże! Aż dziw, że na ten majstersztyk nikt wcześniej nie wpadł. Może dlatego, że potrzeba tu sprytu, determinacji i cierpliwości. O zamiłowaniu do jazdy quasi-taksówkami nie wspomnę. A takich "sprawdzających" kursów jest i będzie coraz więcej, bo w samym Krakowie od kwietnia do lipca było ich ponad 60, z tego w samym lipcu - 31. Do tego z patentu krakowskich urzędników chcą korzystać inne miasta. Wygląda więc na to, że zarabiający z Uberem nie znają dnia ani godziny. W końcu wsiadający do ich samochodu urzędnik w żaden sposób nie różni się od każdego innego klienta, bo jest jednym z nich. A że w trakcie jazdy zwróci uwagę na takie bądź inne nieprawidłowości... Formalnej kontroli nikt tu nie przeprowadza, dlatego nie ma potrzeby, by przedsiębiorca o kursie wiedział wcześniej. I w tym właśnie jest siła tego przedsięwzięcia.
Czy urzędnicy rzeczywiście przechytrzyli na dobre przedsiębiorców i samego Ubera? Mają nadzieję, że tak, i że wyroki nakładające grzywny za popełnione wykroczenie skutecznie zniechęcą do zarabiania z nim. Rzeczywiście może tak być, bo wbrew pozorom odpowiedzialność za prowadzenie biznesu opartego na tej kontrowersyjnej współpracy ciąży w pełni na przedsiębiorcach. W końcu to oni, a nie Uber, prowadzą usługę przewozu osób bez wymaganej prawem licencji. A to właśnie jest podstawą wniosku do sądu o ukaranie. I proszę nie mieć złudzeń. Umowa, którą państwo podpisują, chroni Ubera w najdrobniejszych szczegółach. Przeanalizowaliśmy ją dokładnie, a dziś publikujemy i omawiamy najbardziej kontrowersyjne zapisy. Proszę sprawdzić, kto jest silniejszą stroną w tym duecie. Teraz w obliczu zmasowanych kontroli ma to znaczenie. I jeszcze jedno: prawnicy reprezentujący Ubera mają zastrzeżenia prawne do postępowania krakowskich urzędników. Sprawdziliśmy - i inni, z którymi rozmawialiśmy, mają odmienne zdanie. Zatem czujnie, proszę!
@RY1@i02/2016/156/i02.2016.156.183000100.801.jpg@RY2@
Marta Gadomska
redaktor naczelna Tygodnika Gazeta Prawna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu