Bez gmin obwarzankowych byłoby taniej
Gminy obwarzankowe to takie gminy wiejskie, które mają siedzibę w nienależącym do niej mieście. Łącznie jest ich w Polsce 158. Jak do tej pory tylko jedna taka gmina - Zielona Góra - została połączona z miastem. Podwójna administracja, dublowanie instytucji to tylko niektóre rażące patologie istniejącego stanu rzeczy. Gminy obwarzankowe jak pijawki często pasożytują na miastach, które okalają. Wójtowie permanentnie odsyłają swoich mieszkańców do miasta, żeby tam urzędujący prezydent czy burmistrz wsparł jego mieszkańca, oferując mu mieszkanie, pracę czy miejsce w przedszkolu. Wielu mieszkańców gminy obwarzankowej pracuje w mieście, korzysta z komunikacji miejskiej, szpitala czy dobrodziejstw typu basen lub dom kultury. Z kolei zamożni przedsiębiorcy, którzy prowadzą swoje biznesy w mieście, już wcześniej wybudowali swoje rezydencje w gminie obwarzankowej, zasilając tym samym jej budżet dochodem z PIT.
To prowadzi do tego, iż miasta otoczone takimi gminami zaczynają się dusić - zamiast rozwoju jest dreptanie w miejscu. Przykłady? Czasem jest tak, że inwestor zainteresuje się sporą działką, bo tylko na takiej może wybudować fabrykę. Gdy w mieście takiego terenu już nie ma, idzie do gminy. Tam dowiaduje się, że działka co prawda jest, ale brakuje do niej drogi dojazdowej, oświetlenia i uzbrojenia - bo nie ma na to pieniędzy. Podobnie sytuacja ma się ze środkami unijnymi - gminy typowo miejskie są wyłączone z niektórych funduszy, jak chociażby z PROW (Program Rozwoju Obszarów Wiejskich). Natomiast gminy wiejskie mają ograniczone możliwości sięgnięcia po te fundusze z racji swoich ograniczeń budżetowych.
Policzmy naprędce, jakich oszczędności możemy się spodziewać, łącząc 158 gmin obwarzankowych z tymi, które otaczają. Zakładamy, że likwidujemy tylko etaty polityczne, nikt z pracowników merytorycznych nie zostaje zwolniony, podobnie rzecz się ma ze szkołami i instytucjami, nawet tymi dublującymi się. Skromnie licząc etat wójta, jego zastępcy, sekretarza oraz skarbnika daje rocznie około 400 000 zł. Likwidacja rady gminy to kolejne 300 000 zł. Do tego dojdą koszty promocji, delegacji, co łącznie da co najmniej 1 mln zł oszczędności. Rachunek jest prosty. Jeśli takich gmin jest w Polsce 158, dojdziemy do kwoty 158 mln zł. W czteroletniej kadencji ta kwota urośnie do 632 mln zł.
Warto przypomnieć, iż podobne oszczędności można wprowadzić, łącząc powiaty w silniejsze i większe organizmy. Przy likwidacji siedmiu powiatów w województwie mamy co najmniej 7 mln zł oszczędności rocznie. Oczywiście, tak jak w przypadku gmin obwarzankowych mówimy tylko i wyłącznie o likwidacji etatów politycznych oraz rady. Jeżeli podobny proces powtórzymy w szesnastu województwach, otrzymamy ponad 112 mln zł, a w ciągu kadencji ta kwota urośnie do, robiących wrażenie, 448 mln zł.
Łącznie likwidując gminy obwarzankowe oraz tworząc silniejsze powiaty w jednej kadencji możemy zaoszczędzić ponad 1 mld zł. Oczywiście oszczędności będą zdecydowanie rosnąć z czasem, kiedy nowe jednostki samorządu terytorialnego będą racjonalniej wydawać środki publiczne.
@RY1@i02/2016/066/i02.2016.066.088000200.802.jpg@RY2@
Bartłomiej Bartczak
burmistrz Gubina
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu