Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Samorządowy sojusz prezydenta

28 czerwca 2018

Finanse miast, kadencyjność, współpraca z biznesem, finansowanie oświaty - to tematy, którymi wkrótce zajmie się głowa państwa. Będzie nowa inicjatywa legislacyjna?

Od jakiegoś czasu Andrzej Duda jest aktywny w tematyce samorządowej, a lokalni politycy - skonfliktowani z ekipą rządzącą - widzą w nim sojusznika. To prezydent przystopował plan wprowadzenia zasady dwukadencyjności z mocą wsteczną (co skutkowałoby pozbawieniem prawa do kandydowania w przyszłorocznych wyborach 1,6 tys. szefów miast i gmin). Zawetował również nowelizację ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych, twierdząc, że za bardzo ingeruje w uprawnienia lokalnych władz.

Wygląda na to, że ta prezydencko-samorządowa symbioza będzie kwitła. Także za sprawą powołanego z inicjatywy pałacu zespołu ds. przeglądu prawa samorządowego. Pierwsze, organizacyjne spotkanie odbyło się 19 lipca i wówczas ustalono, że po wakacjach dojdzie do kolejnego - merytorycznego (termin nie został jeszcze wyznaczony). Dotarliśmy do korespondencji między prezydenckim ministrem Pawłem Muchą a przedstawicielami lokalnych władz. Wynika z niego, że pierwszą rzeczą, jaką zajmie się zespół, jest pakiet ustaw stabilizujących finanse miast, przygotowany już kilka miesięcy temu przez Związek Miast Polskich (ZMP). - Otrzymaliśmy sygnały, że prezydent może wyjść z inicjatywą legislacyjną w tym zakresie - zdradza Andrzej Porawski z ZMP.

Na pakiet ustaw przygotowany przez miasta składają się m.in. nowelizacje: ordynacji podatkowej, ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, o finansach publicznych czy kodeksu postępowania administracyjnego. Lokalne władze chciałyby móc zarabiać na rządowych dotacjach. Chodzi im o możliwość deponowania wolnych środków z tego źródła na lokatach typu overnight, zanim pieniądze zostaną wydane na określony cel (np. wypłaty z programu "Rodzina 500 plus"). Dziś jest to niedozwolone, a na wprowadzenie takiej możliwości krzywo patrzy resort finansów. Samorządy podliczyły, że gdyby im na to pozwolono w latach 2010-2015, zarobiłyby niemal 700 mln zł.

Kolejny pomysł dotyczy egzekucji danin publicznych. Dziś odpowiada za to urząd miasta, a samorządy chciałyby tworzyć wyspecjalizowane jednostki do ściągania zaległości. I to obsługujące więcej niż jedno miasto, na zasadach centrum usług wspólnych. Chcą też zrezygnować z naliczania i dochodzenia odsetek o niskiej wartości od należności cywilnoprawnych, takich jak czynsze czy opłaty za wodę, gdyż związane z tym koszty często przekraczają wartość odsetek.

Są też postulaty dotyczące możliwości zadłużania się gmin. Dziś przy wyliczaniu potencjału samorządu do zaciągania kredytów pod uwagę bierze się jego wyniki finansowe z trzech poprzedzających lat. Włodarze chcą rozciągnąć ten okres do siedmiu - co dałoby szerszy ogląd.

Samorządowcy zamierzają namówić prezydenta i jego otoczenie do tych pomysłów. I to mimo że na pierwszym spotkaniu zespołu w lipcu br. przedstawiciele pałacu prosili, by nie wchodzić zbyt głęboko w temat finansów publicznych, bo to oznaczałoby trudne pertraktacje z resortem finansów. - Tyle że propozycje zawarte w pakiecie ustaw nie wywracają systemu, są też neutralne dla budżetu państwa - przekonuje jeden z samorządowców.

Z kolei prezydent liczy na zaangażowanie samorządów w przygotowania do referendum na temat kształtu przyszłej konstytucji (w formułowanie pytań i promocja projektu). A to oznacza, że musi włodarzom coś dać.

Finanse samorządowe to niejedyna kwestia, która interesuje głowę państwa. W piśmie skierowanym do władz lokalnych minister Paweł Mucha zwraca uwagę na zbliżające się posiedzenia działającej przy prezydencie Narodowej Rady Rozwoju, a konkretnie sekcji samorząd, polityka spójności (jej koordynatorem jest wiceszef resortu rozwoju Jerzy Kwieciński). Z załączonego harmonogramu wynika, że pod koniec września sekcja ta zajmie się gospodarką odpadami, a następnie: kadencyjnością w samorządach (27 października), gospodarką lokalną i współpracą z biznesem (25 listopada) oraz finansowaniem oświaty (16 grudnia).

- Samorządowcy prosili, by te kwestie przedyskutować - mówi wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński. Nie chce spekulować, czy efektem dyskusji mogą być zmiany prawa.

Dwa dni temu odbyło się w pałacu seminarium naukowe, podczas którego rozmawiano o doświadczeniach innych państw w kwestii kadencyjności władz lokalnych. - Krążą domysły, że prezydent może chcieć zapytać Polaków o kadencyjność urzędników w referendum - zdradza samorządowiec.

Pałac Prezydencki wciąż drąży - wydawałoby się zarzuconą - kwestię limitu kadencji. - Nie widzę tu politycznego zysku dla PiS. Miłość do ograniczania kadencyjności kończy się w momencie objęcia stanowiska, niezależnie od tego, kto do jakiej partii należy - komentuje Jarosław Flis, socjolog z UJ.

Ale zdaniem Anny Materskiej-Sosnowskiej, politolog z UW, nie można wykluczyć jakiejś inicjatywy prezydenta w tym zakresie. - Choć odczytuję to w kategoriach wyborczych - zastrzega. - Prezydent odwiedza kolejne gminy, powiaty i ma tam poparcie. Ustawia się w roli orędownika samorządu, choć rozumianego bardziej jako baza wyborcza niż przymiot państwa demokratycznego. Centralizacja w wykonaniu rządu PiS skutkuje wzmacnianiem ministrów, co prezydentowi nie musi odpowiadać. A to kolejny argument przemawiający za zaangażowaniem się głowy państwa w sprawy samorządowe - ocenia Materska-Sosnowska.

Prezydent liczy na zaangażowanie gmin w referendum konstytucyjne

@RY1@i02/2017/178/i02.2017.178.000001500.802.jpg@RY2@

fot. Andrzej Iwańczuk/Reporter

Skonfliktowane z rządem samorządy zwracają się ku prezydentowi Andrzejowi Dudzie jako naturalnemu sojusznikowi

Tomasz Żółciak

tomasz.zolciak@infor.pl

@tzolciak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.