Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Fundusz dzielnicowy jak sołecki, tylko czy jednostki nie będą za duże

10 maja 2017
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Deweloper i społecznik Rafał Szczepański, znany w środowisku samorządowym z inicjatywy Stop Janosikowe, wystąpił z nową ważną dla samorządów miejskich inicjatywą. Jest animatorem prac nad społecznym projektem ustawy o funduszu dzielnicowym (DGP pisał o tym 14 kwietnia br.). Chodzi o wykorzystanie w miastach idei funduszy sołeckich, działających od 2009 r. na obszarach wiejskich. Projekt ustawy nie jest jeszcze znany, sam pomysł jest jednak na tyle ciekawy, że warto zastanowić się nad korzyściami płynącymi z jego realizacji, a także nad możliwymi kłopotami.

Jak działa fundusz sołecki

Fundusz sołecki to mechanizm przekazywania przez władze gminne do dyspozycji pewnych środków najmniejszym wspólnotom terytorialnym - sołectwom, a więc zasadniczo pojedynczym wsiom. O ich przeznaczeniu decyduje zebranie wiejskie, tj. ogół mieszkańców sołectwa. Odbywa się to w ramach istniejącego systemu władz terytorialnych. O utworzeniu funduszu decyduje rada gminy, a jego wykorzystanie wymaga złożenia wniosku w sprawie konkretnych przedsięwzięć i następnie ujęcia ich w budżecie gminy. Przy czym powodem odrzucenia wniosku może być np. wykraczanie poza zadania własne gmin lub niezgodność ze strategią rozwoju. Wielkość funduszu dla pojedynczego sołectwa to kilka do kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Zachętą do tworzenia funduszy sołeckich jest zwrot gminie z budżetu państwa części wydanych środków (20 do 40 proc.). Ustawa z 21 lutego 2014 r. o funduszu sołeckim (Dz.U. poz. 301) nakazuje rezerwowanie na ten cel w budżetach państwa stosunkowo niewysokich kwot. W 2017 r. wynosi ona 132 mln zł. Fundusze działają w coraz większej liczbie gmin - w 2016 r. w 68 proc. gmin, w których istnieją sołectwa.

Po co fundusz dzielnicowy

Utworzenie funduszu jest ze strony państwa wyrazem woli wsparcia aktywności mieszkańców wsi (sołectwa) jako wspólnoty terytorialnej przez zapewnienie możliwości autonomicznego decydowania przez nią o podjęciu działań na rzecz poprawy jakości życia we własnej miejscowości. Struktura polskiego osadnictwa wiejskiego, w którym przeważają zwarte wsie ze stosunkowo nielicznymi przysiółkami czy koloniami, czyni z poszczególnych wsi - przynajmniej potencjalnie - naturalne wspólnoty terytorialne o dających się wyartykułować wspólnych interesach. Tym bardziej mechanizm wspierania więzi terytorialnych potrzebny byłby w miastach, gdzie są one znacznie słabsze.

Zwróćmy uwagę, że samorząd wielkomiejski najczęściej jest efektywny w organizowaniu usług publicznych - ze względu na dużą skalę i większe zasoby, chociażby kadrowe. Władze samorządowe są jednak znacznie bardziej odległe od mieszkańców. To stały dylemat. Rola samorządów jako podmiotów odpowiadających za usługi publiczne nakazywałaby tworzenie dużych jednostek terytorialnych (niedawny raport NIK wskazywał, że mieszkańcy małych gmin otrzymują za większe pieniądze usługi publiczne gorszej jakości). Jednocześnie im większa jednostka terytorialna, tym trudniej o identyfikację z władzami samorządowymi oraz o poczucie wpływu na ich decyzje.

Dylemat ten można próbować rozwiązać przez wzmocnienie w dużych gminach jednostek pomocniczych. W ten kierunek wpisuje się pomysł utworzenia funduszu dzielnicowego. Zauważmy tu odmienność od mechanizmów partycypacji społecznej, np. budżetów obywatelskich kierowanych do pojedynczych obywateli czy też do grup specjalnych interesów (co oczywiście należy rozumieć pozytywnie). Fundusz dzielnicowy byłby adresowany do wszystkich mieszkańców określonej części miasta, i to jako wspólnoty terytorialnej. Byłby elementem samej demokracji lokalnej, a nie - jak mechanizmy partycypacyjne - jej uzupełnieniem, potrzebnym w relacji rządzący - rządzeni.

Jakie dzielnice

I tu pojawia się pytanie, czy dzisiejsze jednostki pomocnicze samorządów miejskich są właściwym adresatem funduszu dzielnicowego. Niewątpliwie nie jest tak w przypadku dzielnic warszawskich. Są one wielkości całkiem sporych miast - najmniejsza liczy 24 tys. mieszkańców. Władze dzielnic, chociaż nie prowadzą niezależnej od miasta gospodarki finansowej, odpowiadają za wydatkowanie gigantycznych pieniędzy; w 2016 r. łącznie niemal 6 mld zł. Jak wielki musiałby być warszawski fundusz dzielnicowy, żeby był zauważalny na tym tle? Sensownie można by go kierować tylko do odrębnie powołanych mniejszych jednostek pomocniczych "drugiego stopnia", których istnienie dopuszcza ustawa o samorządzie gminnym.

Podobne, choć nie tak radykalne wątpliwości budzi wielkość dzielnic w innych dużych miastach. Fundusz dzielnicowy może być skutecznym narzędziem stymulującym powstawanie bądź umacnianie się poczucia więzi terytorialnej, jeżeli dotyczy jednostek o "ludzkiej skali" - takiej, w jakiej toczy się część naszego życia bezpośrednio związana z miejscem zamieszkania. W warunkach wielkomiejskich trudno o powtórzenie modelu sołectw. Jednak niewątpliwie sensowniej można korzystać z mechanizmu funduszu dzielnicowego w miejskiej okolicy czy miasteczku w mieście mającym najwyżej kilka, a nie kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców.

Czy i jak państwo może wesprzeć tworzenie się więzi terytorialnych w tej najmniejszej miejskiej skali, to temat na odrębną - i ważną! - dyskusję. Fundusz dzielnicowy z pewnością byłby przydatnym narzędziem. Oczywiście nie oznacza to, że skierowanie go do dzisiaj istniejących dzielnic czy osiedli jest pozbawione znaczenia. Przeciwnie, wydaje się pomysłem wartym wsparcia.

@RY1@i02/2017/089/i02.2017.089.08800030a.801.jpg@RY2@

Aleksander Nelicki

ekspert w dziedzinie samorządu

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.