PiS i PO meblują samorząd na nowo. Centralizacja kontra większa swoboda
Wyborczy wyścig nabiera rozpędu. Partie stopniowo ujawniają kandydatów, a rząd przycina wynagrodzenia włodarzy. Politycy podejmują też kierunkowe decyzje, jak dalej powinien funkcjonować samorząd. Niezależnie od tego, kto wygra, pewne jest jedno - czeka nas głęboka reforma, być może największa od czasu restytucji polskiej samorządności
Reforma bez względu na wynik
Wprawdzie dla ugrupowań politycznych najważniejsze jest odpowiednie wypromowanie kandydatów i w konsekwencji zdobycie przyczółków władzy w regionach, to jednak w zaciszu gabinetów oraz przy opracowywaniu politycznych programów snute są plany dotyczące zmian systemowych w polskim samorządzie. Przewidziane późną jesienią elekcje będą więc pierwszym krokiem do realizacji tych zamierzeń. Jeśli dana partia zdobędzie władzę w sejmikach oraz umieści swoich ludzi na kluczowych stanowiskach na niższych szczeblach samorządu, przeprowadzenie systemowej reformy będzie znacznie prostsze - bez tarć czy napięć, które towarzyszyły np. obecnej ekipie rządzącej wprowadzającej zasadę dwukadencyjności czy nowy kodeks wyborczy. Przyszłoroczne wybory parlamentarne będą swoistym podsumowaniem tych przygotowań do systemowych zmian, które już dziś - mniej czy bardziej bezpośrednio - zapowiadają partie. Przy czym ich pomysły bardzo często wzajemnie się wykluczają. O tym, kto wygra, zdecydują obywatele, którzy najpierw na jesieni tego roku, a następnie w przyszłym roku (podczas wyborów parlamentarnych) opowiedzą się za którąś z tych wizji.
@RY1@i02/2018/096/i02.2018.096.18300020a.801.jpg@RY2@
Pomysły największych graczy politycznych
Propozycje prawicy
Wiele z zapowiadanych przez obóz Zjednoczonej Prawicy pomysłów zostało już wdrożonych (np. dwukadencyjność), ale kolejnych nie brakuje. - Z perspektywy systemowej wśród naszych priorytetów wymienić mogę dwie rzeczy: dalsze wzmacnianie wojewodów, czyli przedstawicieli administracji rządowej w terenie, oraz uszczelnianie systemu finansów samorządowych - mówi nam wysokiej rangi polityk PiS. A dr Adam Gendźwiłł, adiunkt w zakładzie rozwoju i polityki lokalnej na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego oraz ekspert Fundacji Batorego, tłumaczy to następująco: "Polityka rządu względem samorządu jest trochę pochodną tego, jak obóz rządzący widzi państwo. Ewidentnie jest to wizja państwa scentralizowanego. Wizja, w której nie ma zbyt wiele miejsca dla samorządów. Lokalne władze są sprowadzone do roli agendy wykonawczej rządu, a nie miejsca, gdzie prowadzi się autonomiczną czy różnorodną politykę".
Finanse na cenzurowanym
W rozmowie z TGP wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zdradza, że rząd zamierza wrócić do ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych, którą zawetował prezydent Andrzej Duda. Miałoby to stanowić uzupełnienie procesu uszczelniania samorządowych finansów. Równolegle trwają prace nad nowelizacją ustawy o finansach publicznych, która ma zmienić reguły zadłużeniowe jednostek samorządowych. I tak np. do limitu spłaty zobowiązań zaliczone zostaną niestandardowe instrumenty finansowe o skutkach podobnych do umowy pożyczki lub kredytu (np. leasing zwrotny). Samorządy korzystały z tych rozwiązań, by obchodzić ustawowe ograniczenia, co niekiedy wpędzało je w spiralę niekontrolowanego zadłużenia. Z takich instrumentów na koniec zeszłego roku korzystało 315 samorządów na łączną kwotę ponad 1 mld zł. (Czytaj: "Nie będziemy zgadzać się we wszystkim, ale możemy dyskutować").
Lokalne władze nie będą też mogły uwzględniać dochodów ze sprzedaży majątku przy wyliczaniu indywidualnego wskaźnika zadłużenia. Zdarzało się, że sztucznie pompowały wpływy, biorąc pod uwagę planowane efekty wyprzedaży majątku, podczas gdy realne wykonanie okazywało się znacząco niższe. Są też propozycje uelastyczniające. Samorząd będzie mógł za to dokonać restrukturyzacji i wcześniej spłacić dług, np. nowym długiem o niższych kosztach obsługi. A przy wyliczaniu możliwości zaciągania nowych kredytów pod uwagę będą brane wyniki finansowe nie za ostatnie trzy lata (jak obecnie), lecz za siedem lat. To zniweluje efekt incydentalnych wahnięć w koniunkturze czy lokalnych budżetach. Pewne rozwiązania o charakterze systemowym znalazły się nawet w projekcie specustawy dotyczącej likwidacji Ostrowic - rząd chce, by sądy miały tylko 30 dni na rozpatrzenie odwołania np. wójta, który nie zgadza się z ustanowieniem komisarza w jego gminie. Powód jest prosty - w przypadku Ostrowic rozpatrzenie skargi zajęło sądowi aż 10 miesięcy.
315 samorządów korzystało pod koniec 2017 r. z niestandardowych instrumentów finansowych, niektóre w związku z tym wpadły w spiralę zadłużenia
1 mld zł wynosi łączna kwota zadłużenia z tego powodu
Poszkodowani włodarze idą do prezydenta
Średnio o 20 proc. rząd obniżył (z zaokrągleniem do pełnych setek złotych w górę i w dół) minimalny i maksymalny poziom wynagrodzenia zasadniczego osób pełniących funkcje w jednostkach samorządu terytorialnego lub w związkach jednostek samorządu terytorialnego (wójtom, burmistrzom, prezydentom miast, starostom, marszałkom oraz zastępcom ich wszystkich). Rozporządzenie w tej sprawie Rada Ministrów przyjęła we wtorek. Wejdzie ono w życie już 19 maja, przy czym obniżka będzie obowiązywać od 1 lipca 2018 r. Rząd tłumaczy zmianę tym, że wykonywanie funkcji zarządzających w samorządach - tak jak w przypadku posłów i senatorów - oznacza pełnienie służby na rzecz społeczeństwa. A ona z kolei podlega społecznej ocenie i powinna spełniać standardy wymagane w życiu publicznym.
Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że samorządy poprawiony załącznik do rozporządzenia o pracownikach samorządowych otrzymały do zaopiniowania w trybie obiegowym w zeszłym tygodniu. Jak łatwo się domyślić, propozycja nie wzbudziła entuzjazmu samych zainteresowanych. Strona samorządowa Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego nie dość, że odmówiła zaopiniowania projektu w trybie obiegowym, to jeszcze wystąpiła do MSWiA - w oparciu o ustawę o Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego oraz o przedstawicielach Rzeczypospolitej Polskiej w Komitecie Regionów Unii Europejskiej (Dz.U. z 2005 r. nr 90, poz. 759) oraz w trybie dostępu do informacji publicznej - o udostępnienie wykorzystanych w toku prac nad nowymi regulacjami wszelkich analiz, badań naukowych, opracowań eksperckich, sondaży opinii publicznej, a także dokumentów określających "standardy wymagane w życiu publicznym". - Zostaliśmy potraktowani jak kozioł ofiarny. Kara sięga dalej niż wina. To nie my, to nie parlamentarzyści pobierali nagrody, lecz ministrowie - komentuje jeden z wójtów zasiadających w komisji.
Samorządowcy z komisji jednak nie poprzestali na krytyce przyjętego przez rząd rozporządzenia. Otóż zwrócili się czwartek do prezydenta Andrzeja Dudy, by w ramach swoich kompetencji skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie zgodności rozporządzenia z konstytucją i Europejską Kartą Samorządu Lokalnego. Podobny wniosek do prezydenta przygotowuje także ZMP, który dodatkowo ma zamiar zwrócić się w tej sprawie do rzecznika praw obywatelskich.
Po co tylu radnych
To wszystko na razie cięcia natury finansowej, ale niewykluczone, że z czasem dojdzie też do personalnych. Zlikwidowano już stanowiska samorządowych asystentów i doradców i na tym może się nie skończyć. Koalicjant PiS, czyli Porozumienie Jarosława Gowina, opowiada się za zredukowaniem liczby samorządowych radnych o 20 proc. To zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, że np. mająca prawie 500 radnych Warszawa ma ich kilka razy więcej niż Nowy Jork (51 radnych), Los Angeles (15), Paryż (172) czy Berlin - 100. Dla samorządowych radnych oznaczałoby to mniejszą szansę na wybór i trudno, by ktoś z nich był entuzjastą takich rozwiązań. Ale przedstawiciele organów wykonawczych gminy patrzą na ten pomysł z zainteresowaniem. - W Gliwicach mamy 25 radnych. Redukcja o 20 proc. to pięć osób mniej. Wydaje się to propozycją godną rozważenia, byle nie było więcej, bo to oznaczałoby daleko idącą reorganizację, zwłaszcza w zakresie przejmowania tematów, którymi zajmowali się odchodzący radni - ocenia Adam Neumann, wiceprezydent Gliwic.
Będzie więcej województw
To niejedyne potencjalne, dalekosiężne plany obozu władzy dotyczące samorządów. Zgodnie z zapowiedziami Jarosława Kaczyńskiego, kilkakrotnie potwierdzonymi przez MSWiA, jeśli PiS będzie rządzić w następnej kadencji, podejmie prace dotyczące powołania do życia nowych województw - najprawdopodobniej środkowopomorskiego i częstochowskiego. W pierwszym przypadku jest to inicjatywa PiS, mająca na celu dokończenie reformy z 1998 r. Warunkiem jest jednak uzyskanie społecznej akceptacji dla tego pomysłu, a na razie przeciwne są temu Gdańsk, Szczecin, a nawet Poznań, bo wchodzi w grę włączenie do nowego województwa jednego powiatu z Wielkopolski. Z kolei ewentualne powołanie do życia woj. częstochowskiego wynika z dążeń lokalnych władz, które regularnie apelują o to do Jarosława Kaczyńskiego. PiS raczej przychylnie odnosi się do tego pomysłu.
20 proc. o tyle chce zmniejszyć liczbę radnych Porozumienie Jarosława Gowina
Powiaty w konstytucji
Ze swoją propozycją samorządową wyjść może też otoczenie prezydenta Andrzeja Dudy. Niewykluczone, że w inicjatywie referendalnej prezydenta odnoszącej się do kształtu przyszłej konstytucji pojawi się kwestia ewentualnego wpisania do ustawy zasadniczej powiatów i województw. Obecnie wymienione są w niej tylko gminy. Jak tłumaczy Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich, spowodowane to było niepewnością odnośnie docelowej struktury samorządu terytorialnego w czasie prac nad konstytucją. Została ona uchwalona w 1997 r., zaś reforma samorządowa odtwarzająca powiaty i duże województwa miała miejsce dopiero rok później. Teoretycznie nic nie stoi dziś na przeszkodzie, by zwykłą ustawą znieść szczebel powiatowy czy wojewódzki w Polsce. Jeśli prezydent zaproponuje wpisanie ich do konstytucji, skutecznie ukróci to powracające dyskusje o tym, czy powiaty dalej powinny istnieć.
Plany opozycji
Wizja, jaką proponuje największy konkurent Zjednoczonej Prawicy, czyli Platforma Obywatelska, jest radykalnie odmienna, żeby nie powiedzieć sprzeczna z planami PiS. Takie przynajmniej wnioski płyną z dokumentu "Polska samorządowa", który został opracowany przez kierownictwo PO.
Zbędni wojewodowie, mocni starostowie
PO proponuje likwidację urzędów wojewódzkich i przekazanie kompetencji wojewodów marszałkom. To oni, jako gospodarze regionu, mieliby być odpowiedzialni np. za zarządzanie kryzysowe, a w razie czego - jeśli sytuacja przekroczy ich możliwości - wzywaliby na pomoc instytucje centralne. Mieliby też wskazywać kuratorów oświaty (przy czym w kwestiach oświatowych najwięcej do powiedzenia miałyby gminy, gdyż MEN odpowiadałoby tylko za ramy prawne i podstawę programową. Wzmocniona miałaby być także pozycja starostów. Po pierwsze, mieliby być bezpośrednio wybierani, co niewątpliwie wzmocniłoby ich mandat społeczny. Po drugie, starostwa (a także gminy) przejęłyby nieruchomości Skarbu Państwa, którymi powiaty jedynie dziś zarządzają w jego imieniu.
Dosypać pieniędzy z podatków
Podczas gdy obóz rządzący chce uszczelniać system, Platforma idzie w kierunku radykalnego zwiększenia dochodów gmin, powiatów i województw. W praktyce ma oznaczać to przekazanie całości dochodów z PIT i CIT w ręce samorządów (dziś mają tylko udziały we wpływach) oraz podzielenie się dochodami z VAT. Gminy mają mieć wolną rękę w zakresie ustalania kwoty wolnej od podatku, dzięki czemu mogłyby konkurować ze sobą o nowych mieszkańców. Z kolei biedne jednostki mogłyby liczyć na pieniądze z Funduszu Solidarności.
Kolejnym zastrzykiem gotówki byłaby specjalna subwencja ekologiczna - wypłacana tym jednostkom, na terenie których są obszary chronione. Do tego dochodzi coś, co Platforma nazywa Funduszem Rozwoju Polskiej Wsi. Zasilany ma być środkami z eurofunduszy i jednorazowymi dochodami, np. z wpłat z zysku NBP.
Inne pomysły
PO, a także Kukiz’15 opowiadają się też za zwiększeniem roli lokalnych referendów. PO postuluje np. referenda w sprawie najważniejszych projektów inwestycyjnych. Z kolei ugrupowanie Pawła Kukiza wskazuje na potrzebę zniesienia progów frekwencji, od których uzależniona jest ważność plebiscytów, czy zagwarantowania jego inicjatorom półrocznego czasu na zebranie podpisów. Aktywna jest również Nowoczesna, która proponuje przeprowadzanie internetowych referendów lokalnych przy ważnych ekonomicznie decyzjach gminy. Swoje propozycje przedstawił też PSL - chce wprowadzenia jednego gospodarza w regionie (marszałka), wzmocnienia sołectw, przekształcenia Senatu w Izbę Samorządową. Miałaby ona być reprezentacją samorządu terytorialnego, gospodarczego, zawodowego i organizacji pozarządowych. - Izba Samorządowa z uwagi na swój skład pełniłaby rolę stabilizatora sytuacji politycznej, rozładowującego napięcia między administracją rządową a środowiskami samorządowymi. Wzmocniłoby to pozycję samorządu w relacjach z administracją rządową - diagnozują ludowcy.
@RY1@i02/2018/096/i02.2018.096.18300020a.802.jpg@RY2@
Tomasz Żółciak
@tzolciak
Pracownik urzędnikiem wyborczym - to ból głowy dla kadrowych
Nowa regulacja określająca status urzędników wyborczych jest szczątkowa, a system wynagradzania niejasny. W efekcie ich nieobecność w miejscach pracy może pozbawić ich dodatków do pensji, np. nagród jubileuszowych czy trzynastki
Zdaniem dr Partyka Kuziora, specjalisty prawa samorządowego; wykładowcy na Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej, problemy z interpretacją ustawy z 5 stycznia 2011 r. - Kodeks wyborczy (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 754, dalej k.w.) może być jednym z powodów, dla których brakuje chętnych do pełnienia funkcji urzędnika wyborczego. Problemem jest chociażby kwestia wynagrodzeń.
Państwowa Komisja Wyborcza o wyliczaniu zarobków
● Urzędnikowi wyborczemu za realizację ustawowych zadań przysługuje wynagrodzenie proporcjonalne do czasu ich realizacji, przy założeniu, że wysokość wynagrodzenia za miesiąc pracy ustalana jest na podstawie kwoty bazowej przyjmowanej do ustalenia wynagrodzenia osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe z zastosowaniem mnożnika 2,5 (art. 191e par. 3 Kodeksu wyborczego).
● Kwota bazowa do ustalenia wynagrodzenia osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe wynosi 1789,42 zł. W takim przypadku wysokość wynagrodzenia za miesiąc pracy urzędnika wyborczego wynosić będzie 4473,55 zł, jednakże wyłącznie przy założeniu, że będzie on wykonywał swoje zadania w pełnym miesięcznym wymiarze czasu.
Bez pensji w miejscu pracy
W art. 191e par. 3 k.w. urzędnikowi wyborczemu zagwarantowano prawo do wynagrodzenia za realizację zadań, jednak nie jest to wynagrodzenie od macierzystego zakładu pracy - twierdzi dr Patryk Kuzior. I dodaje, że taka redakcja przepisu może powodować pewne nieporozumienia interpretacyjne. Z kolei dr Magdalena Niziołek, radca prawny z Kancelarii Wardyński i Wspólnicy, zauważa, że zgodnie z tym samym przepisem pracodawca obowiązany jest zwolnić urzędnika wyborczego od pracy zawodowej, by umożliwić mu wykonywanie zadań związanych z obsługą wyborów. Wynika z tego, że urzędnik wyborczy w czasie wykonywania zadań określonych w par. 1 art. 191e k.w. nie wykonuje pracy zawodowej. Prawniczka tłumaczy, że w myśl art. 80 ustawy z 26 czerwca 1974 r. - Kodeks pracy (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 108, dalej k.p.) wynagrodzenie przysługuje za pracę wykonaną. Ten sam przepis mówi ponadto, że za czas niewykonywania pracy pracownik zachowuje prawo do wynagrodzenia tylko wówczas, gdy przepisy prawa pracy tak stanowią. Mecenas Magdalena Niziołek wyjaśnia, że z żadnego przepisu k.w. nie wynika, by urzędnik wyborczy zachowywał prawo do pensji za czas niewykonywania pracy w swoim zakładzie pracy z powodu pełnienia powierzonych w art. 191e par. 1 k.w. obowiązków. Wtóruje jej dr Stefan Płażek, adwokat, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, który podkreśla, że brak jest jakiegokolwiek przepisu, który przewidywałby, że za czas niewykonywania obowiązków w macierzystym urzędzie urzędnikowi należeć się będzie wynagrodzenie. Dr Patryk Kuzior dodaje, że pełnienie funkcji urzędnika wyborczego będzie wiązało się z potrąceniem wynagrodzenia za czas zwolnienia w zatrudniającej go jednostce.
Z nadgodzinami bez problemu
Mecenas Magdalena Niziołek na potwierdzenie swojego poglądu wskazuje stanowisko Państwowej Komisji Wyborczej. PKW w piśmie z 25 marca 2018 r. (nr ZPOW-501-21/18), wystosowanym w odpowiedzi na maila sekretarza gminy Tarnów z 28 lutego 2018 r., stwierdziła, że "według oceny Państwowej Komisji Wyborczej osoba pełniąca funkcję urzędnika wyborczego nie będzie otrzymywała wynagrodzenia z tytułu zatrudnienia w urzędzie obsługującym organy administracji rządowej, samorządowej lub jednostce im podległej albo przez nie nadzorowanej, za czas (lub okres), w którym będzie wykonywała obowiązki urzędnika wyborczego". Jednocześnie prawniczka uważa, że urzędnik zachowa wynagrodzenie w zakładzie pracy, w którym jest zatrudniony w sytuacji, gdy powierzone obowiązki będzie wykonywał poza godzinami pracy. Zdaniem ekspertki wykonywanie zadań urzędnika wyborczego po godzinach jest możliwe na podstawie pkt II ust. 7 uchwały PKW z 12 marca 2018 r. w sprawie określenia szczegółowego zakresu zadań urzędników wyborczych, sposobu ich realizacji oraz zasad wynagradzania za ich realizację, a także zasad zwolnienia od pracy zawodowej na czas wykonywania obowiązków urzędnika wyborczego w wyborach organów jednostek samorządu terytorialnego wydanej na mocy art. 191f k.w. Zgodnie z tym przepisem czynności, w zależności od ich charakteru, urzędnik wyborczy może wykonywać poza siedzibą i godzinami pracy urzędów.
@RY1@i02/2018/096/i02.2018.096.18300020a.803.jpg@RY2@
Przygotowania do jesieni
Przysługujące wolne
Z kolei jak wyjaśnia dr Mariusz Bidziński, wspólnik w Kancelarii Radcowskiej Chmaj i Wspólnicy, zgodnie z zapisami rozdziału II ww. uchwały PKW ("Zasady wynagrodzenia za realizację zadań urzędników państwowych") wydatki związane z zadaniami urzędników wyborczych pokrywane są z budżetu państwa. Urzędnikom wyborczym za realizację zadań przewidzianych w kodeksie wyborczym przysługuje wynagrodzenie proporcjonalne do czasu ich realizacji przy założeniu, że wysokość wynagrodzenia za miesiąc pracy ustalana jest na podstawie kwoty bazowej przyjmowanej do ustalenia wynagrodzenia osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe, z zastosowaniem mnożnika 2,5. Prawnik ponadto zauważa, że zgodnie z art. 191e par. 3 k.w. pracodawca obowiązany jest zwolnić urzędnika wyborczego od pracy zawodowej w celu umożliwienia mu wykonywania zadań. Przy czym urzędnik wyborczy w razie zamiaru skorzystania ze zwolnienia od pracy, o którym mowa w art. 191 par. 3 k.w., jest obowiązany co najmniej trzy dni przed przewidywanym terminem nieobecności w pracy uprzedzić w formie pisemnej pracodawcę o przyczynie i przewidywanym okresie nieobecności.
Z powyższych przepisów wynika, iż urzędnikowi wyborczemu należało się będzie od urzędu, w którym jest zatrudniony, wyłącznie wynagrodzenie proporcjonalne do czasu realizacji zadań - stwierdza mecenas Bidziński.
Jednocześnie należy zauważyć, że PKW w wyjaśnieniach z 12 marca 2018 r. stwierdziła, że w sytuacjach nagłych urzędnik wyborczy może poinformować pracodawcę o konieczności wykonywania zadań urzędnika wyborczego i przewidywanym okresie nieobecności w pracy po upływie terminu określonego w przepisach. Zawiadomienie to może zostać dokonane np. telefonicznie lub za pośrednictwem poczty elektronicznej (e-mail). PKW zaznaczyła jednak, że nie później niż następnego dnia po upływie okresu nieobecności w pracy urzędnik wyborczy zobowiązany jest dostarczyć pracodawcy zaświadczenie usprawiedliwiające nieobecność w pracy w związku z wykonywaniem zadań urzędnika wyborczego. Przy czym dokument ten,, który wystawia komisarz wyborczy, powinien zawierać co najmniej imię i nazwisko urzędnika oraz czas nieobecności w pracy. Zaświadczenie musi być też sporządzane w dwóch egzemplarzach, z których jeden otrzymuje urzędnik wyborczy w celu przedstawienia pracodawcy, a drugi pozostaje w dokumentacji delegatury Krajowego Biura Wyborczego.
Sporna kwalifikacja
Kolejna wątpliwość, która wiąże się z członkami nowego korpusu, dotyczy tego jak zakwalifikować nieobecność pracownika w zatrudniającym go urzędzie? Czy absencja ta jest usprawiedliwiona? - Przyczynami usprawiedliwiającymi nieobecność pracownika w pracy są zdarzenia i okoliczności określone przepisami prawa pracy, które uniemożliwiają stawienie się do pracy i jej świadczenie, a także inne przypadki niemożności wykonywania obowiązków pracowniczych wskazane przez pracownika i uznane przez pracodawcę za usprawiedliwiające nieobecność w pracy - zauważa dr Magdalena Niziołek. I dodaje, że wynika to z par. 1 rozporządzenia ministra pracy i polityki socjalnej z 15 maja 1996 r. w sprawie sposobu usprawiedliwiania nieobecności w pracy oraz udzielania pracownikom zwolnień od pracy (t.j. Dz.U. z 2014 r., poz. 1632).
Jednocześnie prawniczka zwraca uwagę także na par. 4 tego aktu. Wynika z niego, że pracodawca jest obowiązany zwolnić pracownika od pracy, jeżeli obowiązek taki wynika z k.p., przepisów wykonawczych do k.w. albo z innych przepisów prawa. Przy czym obowiązek zwolnienia urzędnika wyborczego od pracy na czas pełnionych obowiązków wynika z art. 191e par. 3 k.w. Według mecenas Niziołek z zestawienia wyżej wymienionych przepisów wynika, że nieobecność pracownika związana z pełnieniem funkcji urzędnika wyborczego stanowi nieobecność usprawiedliwioną niepłatną.
Odmiennie uważa dr Mariusz Bidziński, którego zdaniem nieobecność ta kwalifikowana będzie jako urlop bezpłatny, dlatego nie znajdują tu zastosowania przepisy o usprawiedliwionej nieobecności wynikające z rozporządzenia w sprawie sposobu usprawiedliwiania nieobecności w pracy oraz udzielania pracownikom zwolnień od pracy.
Wpływ na dodatki - prawnicy podzieleni
To nie koniec wątpliwości. Następny problem polega na tym, że nie wiadomo, czy nieobecność ta będzie miała wpływ na uprawnienie pracownika do dodatkowego wynagrodzenia rocznego (tzw. trzynastej pensji), nagród jubileuszowych czy też za staż pracy? Zgodnie bowiem z art. 2 ust. 1 i 2 ustawy z 12 grudnia 1997 r. o dodatkowym wynagrodzeniu rocznym dla pracowników jednostek sfery budżetowej (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 2217 ze zm.) pracownik nabywa prawo do wynagrodzenia rocznego w pełnej wysokości po przepracowaniu u pracodawcy całego roku kalendarzowego - przypomina dr Magdalena Niziołek. I dodaje, że w kolejnej części przepisu jest mowa o wyjątku - jeśli ktoś nie przepracował całego roku kalendarzowego, nabywa prawo do wynagrodzenia rocznego w wysokości proporcjonalnej do okresu przepracowanego, pod warunkiem, że wynosi on co najmniej sześć miesięcy. W ocenie prawniczki w przypadku niespełnienia warunków z wyżej wymienionych przepisów, czyli np. gdy pracownikowi zabraknie kilku dni do wspomnianych sześciu miesięcy z tego powodu, że był urzędnikiem wyborczym, przepadnie mu trzynastka w jego macierzystym zakładzie pracy. Wtóruje jej dr Patryk Kuzior, według którego nieobecność w związku z pełnieniem funkcji urzędnika wyborczego będzie absencją usprawiedliwioną, jednakże nie będzie traktowana jako efektywny czas pracy i w konsekwencji wpłynie też na prawo i wysokość trzynastej pensji.
Z tymi opiniami nie zgadza się dr Mariusz Bidziński, według którego wykonywanie funkcji urzędnika wyborczego nie powinno mieć żadnego wpływu na otrzymywanie trzynastej pensji, nagród jubileuszowych czy też na staż pracy. Wtóruje mu dr Stefan Płażek. - Nie wyobrażam sobie, by urzędnikowi wyborczemu, który przecież wykonuje funkcje publiczne, ów okres nie był zaliczany do czasu, który ma wpływ na jego uprawnienia pracownicze w macierzystym urzędzie - twierdzi mecenas.
OPINIE EKSPERTÓW
Okres nieobecności powinien być wliczany do uprawnień pracowniczych
@RY1@i02/2018/096/i02.2018.096.18300020a.805.jpg@RY2@
Piotr Wojciechowski adwokat, ekspert prawa pracy
Ustawodawca powinien zadbać o to, by w kodeksie wyborczym znalazł się przepis gwarantujący urzędnikom wyborczym (nieobecnym w pracy z powodu pełnienia funkcji publicznych) zachowanie wszystkich uprawnień pracowniczych. Tak dzieje się w przypadku działaczy związkowych, czy np. urlopu bezpłatnego udzielanego przez pracodawcę w celu wykonywania przez pracownika pracy u innego pracodawcy. Niestety odnośnie do urzędników wyborczych ustawodawca milczy. Może to zatem niepokoić interpretatorów prawa, zważywszy na możliwość pojawienia się dwóch konkurencyjnych stanowisk. Otóż zwolennicy wykładni literalnej i systemowej mogą uznać, że brak regulacji gwarantujących świadczenia takie jak staż pracy powodują, że czas pełnienia funkcji wyborczych można byłoby uznać za okres, w którym urzędnicy wyborczy nie nabywają przywilejów płynących ze stosunku pracy. Druga ze szkół (nazwijmy ją bardziej funkcjonalną) mogłaby opowiedzieć się za przyjęciem, że okres ten - usprawiedliwiony niepłatny - wlicza się do okresu, od którego zależą uprawnienia pracownicze, zważywszy na charakter tego zwolnienia i sam obowiązek usprawiedliwienia nieobecności pracownika w tym czasie. Osobiście jestem zwolennikiem tej drugiej szkoły, mając na uwadze charakter zwolnienia. Nowo powoływani urzędnicy wyborczy rekrutować się będą z pracowników samorządowych lub państwowych. Ustawodawca zatem przewidział, że posiadają oni status stale zatrudnionych pracowników etatowych w macierzystych urzędach. Zobowiązując zatem pracodawcę wyłącznie do zwolnienia takiego pracownika z obowiązku świadczenia pracy w okresie wyborczym, nie można byłoby przyjąć, że okres taki "przerywa" zatrudnienie, powodując tym samym, że przerwa taka nie byłaby wliczana do uprawnień pracowniczych. O takim skutku ustawodawca musiałby bowiem poinformować adresatów wprost w treści przepisu. Tak zakłada np. art. 174 k.p., zgodnie z którym okres zwykłego urlopu bezpłatnego nie wlicza się do okresu pracy, od którego zależą uprawnienia pracownicze. Okres taki staje się w tym przypadku swoiście pojętym okresem "zawieszenia" stosunku pracy, aż do powrotu pracownika po jego zakończeniu. Ponieważ konstrukcja zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy urzędnika wyborczego jest zgoła odmienną konstrukcją prawną, tak daleko idącego wniosku przyjąć nie można. Należy zatem uznać, że okres pełnienia funkcji wyborczych przez urzędników wyborczych jest okresem nieobecności usprawiedliwionej bez zachowania prawa do wynagrodzenia, a jednocześnie wliczanej do uprawnień pracowniczych u danego pracodawcy.
Przepisy o ubezpieczeniach dziurawe jak sito
@RY1@i02/2018/096/i02.2018.096.18300020a.101(c).jpg@RY2@
Joanna Śliwińska radca prawny
Nowelizacja kodeksu wyborczego wprowadzająca przepisy o urzędnikach wyborczych nie wprowadziła zmian do przepisów o ubezpieczeniach społecznych. Skłania to do wniosku, że urzędnicy wyborczy nie stanowią, przynajmniej w założeniu, odrębnej kategorii na gruncie ubezpieczeniowym.
Z kodeksu wyborczego wynika, że są oni pracownikami urzędów obsługujących organy administracji rządowej, samorządowej lub jednostek im podległych lub przez nie nadzorowanych. Są oni jedynie zwalniani przez pracodawcę z obowiązku świadczenia pracy na czas wykonywania obowiązków wyborczych. Stosunek pracy jednak trwa nadal, a to oznacza, że urzędnik wyborczy ciągle podlega ubezpieczeniom społecznym oraz ubezpieczeniu zdrowotnemu. Moim zdaniem, to macierzysty urząd jest ciągle dla urzędnika wyborczego płatnikiem składek oraz, co za tym idzie, także płatnikiem świadczeń z ubezpieczenia chorobowego. Powstaje jednak pytanie, jakie składki powinny być odprowadzone. Skoro urzędnik nie otrzyma wynagrodzenia od pracodawcy, to ten nie ma obowiązku obliczać i odprowadzać składek na poszczególne ubezpieczenia - w raportach powinien wykazać więc zerową podstawę składek dla tego pracownika. Trzeba jednak zauważyć, że zgodnie z ustawą systemową w przypadku pracowników odprowadzenie składek przez płatnika nie jest warunkiem koniecznym do podlegania ubezpieczeniom społecznym i ubezpieczeniu zdrowotnemu. Pracownik podlega mu bowiem z mocy prawa od dnia nawiązania stosunku pracy do dnia jego ustania.
Dlatego też urzędnik, moim zdaniem, mimo zwolnienia z wykonywania pracy w urzędzie nawet po 30 dniach będzie podlegał ubezpieczeniu zdrowotnemu, a więc będzie mógł korzystać z bezpłatnych świadczeń opieki zdrowotnej w publicznych placówkach oraz ubezpieczeniu społecznemu, w tym chorobowemu. Poza tym trudno założyć, że celem ustawodawcy było, aby urzędnik wyborczy nie podlegał ubezpieczeniom w czasie wykonywana swoich obowiązków. Kodeks wyborczy wprowadza bowiem dla nich wprost jedynie ochronę wypadkową na podstawie ustawy z 30 października 2002 r. o zaopatrzeniu z tytułu wypadków lub chorób zawodowych powstałych w szczególnych okolicznościach (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 737). Zaś płatnikiem zasiłku chorobowego, z braku odmiennych przepisów, powinien być moim zdaniem macierzysty urząd.
Przepisy o urzędnikach wyborczych, przynajmniej w zakresie ubezpieczeń społecznych, muszą zostać uszczegółowione i dopracowane. Pojawia się bowiem wiele dodatkowych wątpliwości i pytań, np. jak obliczyć podstawę wynagrodzenia chorobowego i zasiłku chorobowego, czy wynagrodzenie urzędnika wyborczego stanowi przychód ze stosunku pracy i podlega oskładkowaniu, a jeśli tak, to kto jest płatnikiem w takim przypadku.
@RY1@i02/2018/096/i02.2018.096.18300020a.804.jpg@RY2@
Leszek Jaworski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu