Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd terytorialny i finanse

Energetyczna rewolucja zmieni samorządową mapę bogactwa

Ten tekst przeczytasz w 118 minut

Choć rząd oficjalnie nie ogłosił jeszcze polityki energetycznej Polski, a węgiel nadal ma być podstawą naszej gospodarki, to wiemy, że rozwijać będzie się także energetyka oparta na gazie, morskich farmach wiatrowych i być może atomie. Dla wielu samorządów oznacza to poważne zmiany, wyzwania logistyczne, społeczne, a także finansowe

Na nowym miksie bardziej skorzystają gminy z północy kraju

Generalnie dobrodziejstwa dla samorządów związane są przede wszystkim z odprowadzaniem wysokich podatków do gminnej kasy przez firmy górnicze i energetyczne. Dziś zarówno kopalnie węgla, jak i większość dużych elektrowni położone są w południowej części kraju. Klasycznym przykładem jest od lat najbogatsza w Polsce gmina Kleszczów, na terenie której znajdują się zarówno bełchatowska kopalnia, jak i elektrownia.

Dziś w Polsce ok. 85 proc. energii elektrycznej produkujemy z węgla kamiennego i brunatnego. Jesteśmy największym producentem tego pierwszego w UE, a w przypadku tego drugiego jesteśmy w światowej dziesiątce. Co za tym idzie - jesteśmy też znaczącym emitentem unijnego dwutlenku węgla (węgiel kamienny i brunatny to najbardziej emisyjne paliwa). A w kontekście pakietu klimatycznego i coraz bardziej rygorystycznych przepisów unijnego prawa (w trakcie jest opracowywanie tzw. pakietu zimowego, zgodnie z którym emisja energetyki musi być znacznie niższa niż obecna węglowa) walka o węgiel jest skazywana na przegraną. Nie oznacza to oczywiście, że z dnia na dzień zmienimy nasz miks energetyczny, ale powoli będziemy odchodzić od węgla. Minister energii Krzysztof Tchórzewski wyliczył, że zmniejszenie udziału węgla w produkcji prądu w Polsce do 2050 r. do 50 proc. będzie nas kosztowało ok. 200 mld zł.

!Przy stopniowym odchodzeniu od węgla produkcja energii przenosić się będzie bardziej na północ. I nie chodzi tylko o morskie farmy wiatrowe na Bałtyku, ale także o potencjalną elektrownię atomową, która powstać ma na Pomorzu - albo w Żarnowcu, albo w Lubiatowie.

Trzeba sobie jednak zadać pytanie, z czego wyprodukujemy tę drugą połowę niewęglowej energii elektrycznej. Nie jest bowiem tajemnicą, że obecny rząd poszedł na "walkę z wiatrakami" (konflikty na linii państwowe koncerny energetyczne - prywatne farmy wiatrowe opisywaliśmy w Tygodniku Gazecie Prawnej z 23-25 marca 2018 r., DGP nr 59). Ale i z farm wiatrowych - gdy mówimy o lądowych - aż tyle prądu nie wytworzymy. Co więc wchodzi w grę? Przede wszystkim gaz, morskie farmy wiatrowe na Bałtyku oraz ewentualnie energetyka atomowa. W przypadku gazu będzie to możliwe dzięki stopniowemu uniezależnianiu się od dostaw z Rosji po wybudowaniu terminalu gazowego w Świnoujściu oraz planowanej budowie rurociągu Baltic Pipe z Norwegii do Polski przez Danię. Morskie farmy wiatrowe na Bałtyku z kolei mogłyby ruszyć już za kilka lat, napędzając przy okazji rodzimy przemysł morski. Najdłużej trwałyby prace nad siłownią jądrową, ale tu już na etapie budowy reaktorów potrzeba byłoby kilku tysięcy ludzi do pracy.

Jednak zmiana miksu energetycznego zmieniłaby także energetyczną mapę samorządów. Dziś bowiem część z nich nie jest związana z wytwarzaniem prądu w ogóle. Z nim na pewno związany jest Śląsk i Lubelszczyzna - czyli nasze dwa zagłębia węgla kamiennego. Z kolei region bełchatowski i turoszowski to zagłębia węgla brunatnego. Największe elektrownie węglowe pracują z kolei m.in. w Kozienicach, Opolu, Jaworznie, Ostrołęce (na węgiel kamienny) oraz Bełchatowie i Turowie (na węgiel brunatny). Przy stopniowym odchodzeniu od węgla produkcja energii przenosi nam się bardziej na północ. I nie chodzi tylko o morskie farmy wiatrowe na Bałtyku, ale także o potencjalną elektrownię atomową, która powstać ma na Pomorzu - albo w Żarnowcu, albo w Lubiatowie.

Kto już skorzystał?

Sprawdziliśmy, jak samorządy radzą sobie z trwającymi i czekającymi je procesami transformacji energetycznej.

Władze Świnoujścia traktują tamtejszy terminal LNG, czyli gazu skroplonego, niczym perłę w koronie. Zresztą nie tylko one. Inwestycja, a właściwie związane z nią profity wizerunkowe, były przedmiotem sporów na linii PO-PiS. Decyzja o budowie gazoportu zapadła w 2006 r., czyli za pierwszych rządów Prawa i Sprawiedliwości. Budowa trwała przez kolejne lata, a pierwszy statek z dostawą 210 tys. m sześc. skroplonego gazu ziemnego z Kataru dotarł tam w grudniu 2015 r. Pół roku później nowy rząd PiS zorganizował uroczystość, w trakcie której patronem inwestycji obwołano ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. - PiS praktycznie nie kiwnął palcem przy tej inwestycji, nie on gasił pożary w trakcie realizacji projektu. A skutecznie nam go zabrał - komentuje dziś jeden z byłych ministrów w rządzie PO-PSL.

Świnoujście - drogi i rekreacja

Mimo tych politycznych utarczek Świnoujście czerpie konkretne profity z obecności tak strategicznej inwestycji. W zakresie twardych inwestycji urzędnicy dzielą je na tzw. inwestycje towarzyszące i projekty długofalowe. Te pierwsze to np. budowa wartej 1 mln zł strefy rekreacyjnej w Warszowie z zadaszoną sceną, widownią, placem zabaw czy siłownią. Do tego dochodzi budowa parkingu na 114 samochodów wraz z zejściem na plażę w dzielnicy Warszów czy budowa i wyposażenie jednostki ratowniczo-gaśniczej kosztem 20 mln zł.

- Obecnie Polskie LNG realizuje inwestycje drogowe w rejonie ul. Ku Morzu w Świnoujściu, które swoim zakresem obejmują przebudowę i rozbudowę ulicy, i budowę węzła drogowo-kolejowego z wiaduktem nad ul. Barlickiego - opowiada Robert Karelus, rzecznik prezydenta Świnoujścia. Inwestycja zaczyna się na skrzyżowaniu łącznicy ul. Ku Morzu z istniejącą ul. Barlickiego. Długość łącznicy to 132 m. Następnie inwestycja przebiega wzdłuż ulicy Ku Morzu w kierunku Fortu Gerharda na odcinku 1,79 km, a w okolicy zjazdu na falochron wschodni zaprojektowano rondo.

W ramach projektów długofalowych urzędnicy wymieniają np. projekt pod nazwą "Dialog Społeczny Polskiego LNG". Chodzi w nim o zaangażowanie mieszkańców w proces decyzyjny dotyczący finansowania projektów na rzecz rozwoju miasta. - Decyzje podejmowane są na podstawie sesji dialogowych. Najpierw przedstawiciele lokalnej społeczności przedstawiali swoje potrzeby i następnie na tej podstawie podejmowano decyzje odnośnie do wsparcia - tłumaczy Robert Karelus.

Inną płaszczyzną działania jest Fundusz Wspierania Inicjatyw Lokalnych, uruchomiony w 2013 r. Spółka Polskie LNG wsparła m.in. interaktywną pracownię i festiwal nauki w Szkole Podstawowej nr 1, pracownię plastyczną w Miejskim Domu Kultury filia nr 3 Karsibór, wydarzenie "Dzień flagi" na Latarni Morskiej, modernizację salki rehabilitacyjnej w Zespole Szkół Publicznych nr 4 z oddziałami integracyjnymi, zawody pływackie, projekt teatralny oraz żeglarski.

W terminalu zatrudnionych jest około stu osób. - Większość sprowadziła się tutaj z rodzinami. Małżonkowie pracowników pracują w takich świnoujskich instytucjach, jak szkoły, szpital, branża turystyczna oraz usługowa. Wszyscy wynajmują lub kupują mieszkania, robią zakupy, korzystają z usług oraz zapraszają rodziny i znajomych, promując tym samym nasze Świnoujście. Większość, poza kadrą dyrektorską, to ludzie młodzi, w wieku 26-36 lat. To ważne zjawisko, biorąc pod uwagę odpływ młodych, wykształconych mieszkańców - argumentuje Robert Karelus.

Świnoujście od ubiegłego roku otrzymuje też od spółki około 40-milionowy zastrzyk finansowy z tytułu podatku od nieruchomości. Dzięki temu realizowanych jest wiele ważnych dla miasta inwestycji i przedsięwzięć społeczno-gospodarczych. - Środki te zapewnią nam także możliwość wkładu własnego w realizację inwestycji budowy stałego połączenia pomiędzy wyspami Uznam i Wolin - wskazuje Robert Karelus.

Gorzów wprowadził miks

Innym przykładem korzyści dla mieszkańców związanych ze zmniejszeniem roli węgla jest Gorzów Wielkopolski. W tym 120-tysięcznym mieście kluczowe znaczenie mają dwa równoległe przedsięwzięcia - budowa bloku gazowo-parowego przez PGE GiEK z Siemensem oraz likwidacja 3 tys. pieców indywidualnych opalanych węglem (w ramach programu KAWKA). Elektrociepłownia w Gorzowie Wielkopolskim przestała spalać wyłącznie węgiel kamienny. Sięgnęła po zaazotowany gaz ziemny z lokalnych złóż, którego odazotowanie i wpuszczenie do sieci sprawiałoby, że byłby za drogi dla odbiorców końcowych. Tymczasem odpowiednia konstrukcja nowego bloku gazowo-parowego pozwala na jego efektywne zagospodarowanie. W 2017 r. w Elektrociepłowni Gorzów wyprodukowano 985 564 MWh energii elektrycznej oraz 1 808 406 GJ ciepła.

Projekt KAWKA, realizowany przez miasto i PGE GiEK Oddział Elektrociepłownia Gorzów SA, zakończył się w grudniu 2017 r. W ramach inwestycji zlikwidowano 2927 przestarzałych pieców i kotłów opalanych paliwami stałymi, zainstalowano 230 węzłów cieplnych o łącznej mocy 14,58 MW, podłączono do sieci ciepłowniczej 236 budynków, a łączna długość wybudowanej w ramach inwestycji sieci ciepłowniczej i przyłączy wynosi ponad 9,5 tys. metrów. - Realizacja inwestycji przyczyni się do trwałej poprawy stanu środowiska naturalnego i zdrowia mieszkańców - zapewnia Ewa Sadowska z gorzowskiego Urzędu Miasta. Jak wynika z obliczeń przeprowadzonych na podstawie wskaźników emisji zanieczyszczeń służących do wyznaczania efektu ekologicznego (określone w załączniku do wniosku o udostępnienie środków do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w ramach Programu KAWKA), pozwoli to na efekt ekologiczny:

redukcja pyłu PM10 - 171,171 t/rok,

redukcja pyłu PM2,5 - 162,162 t/rok,

redukcja CO2 - 17518,047 t/rok,

redukcja benzo(a)pirenu - 0,122 t/rok,

redukcja SO2 - 405,406 t/rok,

redukcja NOx - 58,559 t/rok.

W wyniku realizacji przedsięwzięcia wyeliminowano ze spalania ok. 16 683 ton węgla rocznie. Jak zastrzegają urzędnicy, ocena tzw. efektu ekologicznego - w postaci zmniejszenia stężeń zanieczyszczeń w powietrzu - będzie jednak możliwa dopiero w dłuższej perspektywie. - Należy pamiętać, że znaczący wpływ na stan powietrza mają lokalne warunki meteorologiczne. Jeżeli pojawią się kolejne programy dotacyjne na likwidację źródeł niskiej emisji i poprawę jakości powietrza, to miasto będzie się starało o pozyskanie środków i realizację kolejnych przedsięwzięć tego typu - zapowiada Ewa Sadowska.

OPINIE EKSPERTÓW

Większa konkurencja OZE na poziomie lokalnym jest pożyteczna

@RY1@i02/2018/068/i02.2018.068.18300170a.801.jpg@RY2@

Joanna Maćkowiak-Pandera szefowa think tanku Forum Energii

Zmiana miksu energetycznego daje samorządom przede wszystkim równe szanse, motywuje do działania. Rośnie więc zdrowa konkurencja między gminami, aby na ich terenie powstały inwestycje energetyczne. Energetyka rozproszona, czyli odnawialne źródła energii, małe elektrownie lub elektrocieplownie gazowe - jak sama nazwa wskazuje - powinny być równomiernie rozrzucone po kraju. Jeżeli miks jest wyłącznie węglowy, to szanse mają jedynie gminy, na terenie których znajduje się kopalnia lub elektrownia węglowa. Elektrownia jądrowa oznacza również korzyści dla gminy, na terenie której zostanie zlokalizowane przedsięwzięcie. Powstaną miejsca pracy dla mieszkańców z okolicy, choć pewnie najbardziej wyszkolona kadra niekoniecznie będzie rekrutowana w regionie.

Duży potencjał przemysłowy wiąże się z rozwojem offshore, czyli budową morskich farm wiatrowych na Bałtyku. W Polsce kilkadziesiąt firm jest zainteresowanych rozwojem tej branży energetyki. Elementów budowy największych wiatraków nie opłaca się sprowadzać z zagranicy - taniej jest je bowiem budować na miejscu.

Elektrownia jądrowa oznacza również korzyści dla gminy, na terenie której zostanie zlokalizowane przedsięwzięcie. Powstaną miejsca pracy dla mieszkańców z okolicy, choć pewnie najbardziej wyszkolona kadra niekoniecznie będzie rekrutowana w regionie.

Potęgę województwa opieramy nie tylko na węglu

@RY1@i02/2018/068/i02.2018.068.18300170a.802.jpg@RY2@

Wojciech Saługa marszałek województwa śląskiego

Tradycyjny przemysł węglowy jest ciągle ważną częścią regionalnej gospodarki. Nie ulega wątpliwości, że nie stanowi już fundamentu, na którym była budowana potęga województwa. Eksperci są zgodni, że należy szukać alternatywnych rozwiązań dla wykorzystania potencjału, jaki daje wykorzystanie rodzimych złóż węgla kamiennego. Dostosowując się do wymogów środowiskowych Unii Europejskiej, w ostatnich dekadach podjęto jednak wiele działań mających na celu efektywne i zrównoważone gospodarowanie kopalinami. Chodzi o działania restrukturyzacyjne i naprawcze. Mamy do czynienia z wdrażaniem nowych technologii wydobycia i rekultywacji terenów poprzemysłowych. Śląskie może stać się zatem regionem rozwijającym innowacyjne rozwiązania na tym polu. Zadaniem samorządu województwa jest programowanie rozwoju tych pożądanych procesów. W Regionalnej Strategii Innowacji Województwa Śląskiego na lata 2013-2020, która wyznacza kierunki innowacyjnego rozwoju regionu, jako priorytety odnoszące się do transformacji przemysłu wydobywczego określono energetykę, zieloną gospodarkę oraz tzw. przemysły wschodzące z ekoprzemysłami. Domeny zielonej gospodarki to m.in. gospodarowanie zasobami, odnawialne źródła energii, efektywność energetyczna i materiałowa, czyste technologie i czystsza produkcja. Wśród tzw. przemysłów wschodzących wymienić należy ekoprzemysły. Projekty, które będą wpisywać się na listę inteligentnych specjalizacji, zyskają preferencje w konkursach na pozyskanie wsparcia z funduszy UE. Regionalna Strategia Innowacji to nasza samorządowa odpowiedź na zapobieganie negatywnym skutkom społecznym, środowiskowym oraz gospodarczym transformacji górnictwa i energetyki. To nasza propozycja skoku do przodu.

Łapanie wiatru na wodzie

Po dość długiej przerwie do gry wraca offshore, czyli plan budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Na razie w Polsce wciąż nie mamy ani jednej, ale wiele wskazuje na to, że niebawem może się to zmienić. Plany morskich farm wiatrowych są na bardziej zaawansowanym etapie niż projekt atomowy. Pierwsze farmy wiatrowe na Bałtyku mają być budowane w latach 2020-2030. Kolejne później. Osiągnięcie celu 8 GW takich mocy w Polsce do 2035 r. wymaga jednak organizacji już w 2019 r. aukcji określających gwarantowaną wysokość ceny energii w okresie piętnastoletnim dla projektów, które w przyszłym roku będą posiadać decyzje środowiskowe i umowy przyłączeniowe. Rok później powinny zostać zorganizowane aukcje dla projektów, które będą miały prawomocne pozwolenia lokalizacyjne oraz określać warunki przyłączenia do sieci, a także cenę energii. Z kolei zdaniem ekspertów wydzielenie granic nowych projektów na podstawie planu zagospodarowania obszarów morskich, które mogą powstać do 2035 r., powinna objąć aukcja w 2021 r. Projekty startujące w tej aukcji powinny być realizowane bez wsparcia w postaci gwarantowanej ceny energii, ale mieć zagwarantowane przyłącze. Szykowane obecnie zmiany w ustawie o odnawialnych źródłach energii (OZE) dają nadzieję, że tak się może stać - nowelizacja dokumentu jest już w Sejmie.

Szansa dla hut... i kopalń

Projekty offshorowe mogą być wielką szansą dla naszego polskiego przemysłu. Tak naprawdę to już dzisiaj w polskich stoczniach produkujemy na rynki zagraniczne statki do budowy takich wiatraków. Robimy także wiatrakowe wieże, fundamenty, kable czy stacje transformatorowe, a przy tym wykorzystujemy polską miedź, stal, paliwa, czy...węgiel, ale koksowy, który jest bazą do produkcji stali. W 2017 r. zapotrzebowanie na stal w Polsce zwiększyło się aż o 18 proc. A jeśli zaczniemy rzeczywiście budować wiatraki na Morzu Bałtyckim, to wzrost ten będzie bardzo znaczący. To dobre wiadomości dla hut (m.in. ArcelorMittal Polska) i producentów, a w zasadzie producenta węgla koksowego - największym w UE jest Jastrzębska Spółka Węglowa, która po zamknięciu do 2021 r. kopalń czeskich będzie miała praktycznie monopol na ten produkt. Zwiększenie wydobycia o ok. 3 mln ton w ciągu kilku lat zapowiedziała już w swojej strategii. Nie można też zapominać o pośrednich korzyściach dla lokalnych samorządów. Choć oczywiście borykają się ze szkodami górniczymi powodowanymi przez podziemną eksploatację, to warto przypomnieć, że kopalnie węgla kamiennego płacą do budżetów państwa i gmin ok. 6 mld zł rocznie. I paradoksalnie odchodzenie od węgla w energetyce nie przełoży się na ograniczenie produkcji tego surowca niezbędnego i na razie niezastąpionego dla rynku stali.

@RY1@i02/2018/068/i02.2018.068.18300170a.803.jpg@RY2@

Energetyczne inwestycje korzystne dla samorządowych budżetów

Badania już trwają

A jak wygląda zaawansowanie polskich projektów offshore? Pierwsze przymiarki już są. Chodzi o działania prywatnej Polenergii z grupy Kulczyk Investments oraz państwowej firmy PGE. PGE Energia Odnawialna rozpoczęła dwuletnią kampanię pomiarową warunków wietrzności na Morzu Bałtyckim przy użyciu pływającego Lidaru. To urządzenie zamontowane na pływającej platformie i służące do pomiaru prędkości i kierunku wiatru przy użyciu lasera. Badania są przeprowadzane w odległości ok. 32 km od Łeby, w rejonie planowanej farmy wiatrowej Baltica. Realizowany w PGE "Program Offshore" zakładający budowę morskiej farmy wiatrowej o mocy ok. 1 GW na Bałtyku stanowi jedną z opcji strategicznych rozwoju PGE po 2020 r.

A co z projektami Polenergii? Spółka ma dwie prawomocne decyzje środowiskowe, umowę przyłączeniową oraz uzyskała komplet pozwoleń na położenie kabli podmorskich łączących farmy wiatrowe z lądem. Dobiegają końca prace planistyczne związane z położeniem lądowej części kabla. W styczniu Polenergia zakończyła pierwszy rok badań wietrzności w rejonie swoich projektów. Mają one potrwać 24 miesiące. Na początku marca Polenergia poinformowała o sprzedaży grupie Statoil połowy udziałów w spółkach zależnych Polenergia Bałtyk II i Polenergia Bałtyk III, realizujących budowę morskich farm wiatrowych. "Pozyskanie tak renomowanego inwestora to przełom na polskim rynku potwierdzający potencjał Polenergii. Realizacja projektów offshore pozytywnie wpłynie na polski system elektroenergetyczny, gwarantując stabilne źródło energii odnawialnej" - czytamy w komunikacie. Moc morskich farm wiatrowych Polenergii ma wynieść 1,2 GW. W scenariuszu optymistycznym pierwszy prąd z tych farm wiatrowych może popłynąć do polskiego wybrzeża w 2021 lub 2022 r.

Polenergia pracuje nad wystąpieniem o pozwolenie na budowę - ma za sobą m.in. wstępne analizy geologiczne. Jednak rozpoczęcie prac budowlanych jest uzależnione od systemu regulacyjnego, w tym przede wszystkim - co podkreśla spółka - możliwości przystąpienia projektu do aukcji.

Morska energetyka wiatrowa to obecnie jedna z najszybciej rozwijających się branż w światowej energetyce - tylko do końca ubiegłego roku zrealizowano inwestycje o mocy 17,6 GW i o wartości ponad 30 mld euro. By wesprzeć rozwój energetyki wiatrowej na polskim morzu, powstał program "Energia z Bałtyku dla Polski 2025", w ramach którego został oszacowany scenariusz wykorzystania potencjału energetycznego Bałtyku, w tym sieci przesyłu gazu i energii elektrycznej oraz rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Plan opracowywany jest przez ponad 30 firm i instytucji reprezentujących krajowy przemysł stoczniowy, kablowy, elektryczny, inżynierii i logistyki morskiej w ramach Porozumienia Polskiego Przemysłu Energetyki Morskiej. Pierwszym etapem, zrealizowanym w 2017 r., była aktualizacja programu rozwoju morskiej energetyki wiatrowej z 2013 r., uwzględniającą postęp technologiczny oraz aktualną sytuację rynkową, szacunki potencjału morskiej energetyki wiatrowej, jej koszty oraz korzyści gospodarcze. Obecnie trwają analizy scenariuszy rozwoju rynku energii z uwzględnieniem generacji gazowej, wiatrowej na morzu i importu gazu i energii elektrycznej drogą morską.

Według szacunków 1 MW mocy wiatrowej na morzu w 2025 r. to koszt ok. 12 mln zł, a w 2030 r. ok. 9 mln zł, więc przyjęta do naszych obliczeń średnia to 10,5 mln zł za 1 MW. Z najnowszego opracowania przedstawionego przez Fundację na rzecz Energetyki Zrównoważonej wynika, że potencjał polskiego morza to nie 6 GW, jak szacowano wcześniej, a nawet 8 GW w perspektywie 2035 r. (a 4 GW już w 2030 r.). A to już odpowiednio przy prognozowanych cenach takich inwestycji koszt 63 mld zł lub 84 mld zł.

OPINIE EKSPERTÓW

Jest nadzieja na lepszy czas dla farm wiatrowych

@RY1@i02/2018/068/i02.2018.068.18300170a.804.jpg@RY2@

prof. Konrad Raczkowski wiceprezes zarządu Banku Ochrony Środowiska

Kształt zatwierdzonej przez Komitet Stały Rady Ministrów 6 marca 2018 r. nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii powinien polepszyć sytuację inwestorów wiatrowych dzięki wycofaniu najbardziej kontrowersyjnych zapisów tzw. ustawy antywiatrakowej. Nowelizacja ma bowiem przywrócić od 1 stycznia 2018 r. stare (obowiązujące przed 2017 r.) zasady naliczania podatku, zgodnie z którymi podatek od nieruchomości jest naliczany w odniesieniu tylko do części budowlanych, a nie do całej elektrowni wiatrowej (różnica może być nawet pięciokrotna). Ponadto zaproponowano zniesienie ustawowego zakazu modernizacji oraz remontów funkcjonujących instalacji wytwórczych, aby dopuścić wykonywanie czynności niezbędnych do prawidłowego użytkowania elektrowni wiatrowych, z wyłączeniem działań prowadzących do zwiększenia mocy zainstalowanej elektrycznej lub zwiększenia jej oddziaływań na środowisko. Umożliwi to tzw. repowering starszych elektrowni wiatrowych.

Morskie wiatraki to krok w nowoczesność

@RY1@i02/2018/068/i02.2018.068.18300170a.805.jpg@RY2@

Maciej Stryjecki prezes Fundacji na rzecz Energetyki Zrównoważonej

Morskie farmy wiatrowe dadzą samorządom przede wszystkim miejsca pracy - zwłaszcza w miastach portowych, które będą pełnić funkcję centrów budowlano-logistycznych (Gdańsk, Gdynia, Świnoujście i Szczecin) oraz centrów obsługowo-serwisowych (Ustka, Łeba, Darłowo, Władysławowo). Firmy, które już prowadzą działalność w obszarze offshorowym, mogą znacząco zwiększyć zatrudnienie. Powstanie także wiele nowych firm, które będą brały udział w łańcuchu dostaw i usługach. Kolejna sprawa to podatki - jeśli jest więcej firm, to wyższe są także wpływy podatkowe do budżetów gmin. A to niejedyne korzyści finansowe. Gminy, przez które będą prowadzone kable przyłączeniowe, będą otrzymywać opłaty w wysokości 2 proc. wartości przedsięwzięcia przebiegającego przez ich teren.

Zostanie rozbudowana i unowocześniona infrastruktura portowa, ale także ta lądowa. Chodzi m.in. o lądowiska helikopterów, kolej czy drogi dojazdowe do portów. Wzrośnie także atrakcyjność turystyczna niektórych miejscowości, z których będzie można dostrzec wiatraki na morzu. A niektóre morskie farmy wiatrowe będzie można zwiedzić (wycieczki indywidualne i zorganizowane, centra informacyjno-edukacyjne). Trzeba przy tym podkreślić, że minimalna odległość od brzegu farmy wiatrowej na Bałtyku to 22 km, a więc ich widoczność będzie tylko przy dobrej pogodzie i z punktów obserwacyjnych.

Polska energetyka będzie potrzebować nowych mocy, które muszą zastąpić najstarsze, niespełniające standardów BAT (tzw. najlepsze dostępne technologie - red.) moce węglowe. W latach 2020-2030 tych mocy musi zostać wybudowanych nawet kilkanaście gigawatów. Aby zapewnić pokrycie zapotrzebowania na moc i zapewnić bezpieczeństwo energetyczne Polski, niezbędne wydaje się inwestowanie w technologie wykorzystujące krajowe źródła energii, niskoemisyjne i odnawialne, bo dzięki temu spełnimy wymogi polityki klimatycznej. W 2030 r. mogą one stanowić nawet 40-50 proc. zainstalowanej mocy, z czego nawet połowę mogą wytwarzać morskie farmy wiatrowe. Ważną rolę w kolejnej dekadzie powinna odegrać energetyka gazowa, która będzie zwiększać elastyczność systemu. Zredukowanie udziału energetyki węglowej pozwoli nie tylko na redukcję emisji, lecz także na wydłużenie czasu, kiedy głównym źródłem polskiej energii będzie mógł być polski, a nie importowany węgiel.

Gdańsk popiera

Jak zapewniają nas tamtejsi urzędnicy, Gdańsk widzi ogromny potencjał w szeroko rozumianym sektorze i technologiach offshore, w tym związanych z morskimi farmami wiatrowymi. Jest to zresztą jedna z Inteligentnych Specjalizacji Pomorza, co podkreśla rolę tego sektora w rozwoju regionu jako zaplecza gospodarczego i naukowego branży offshore.

- Korzyści dla Gdańska to szansa na inwestycje firm z tej branży, nowe miejsca pracy dla gdańszczan, rozwój uczelni oraz działalność B&R, co wprost przekłada się na dochody budżetowe miasta, np. w postaci płaconych podatków - mówi Olimpia Schneider z gdańskiego magistratu. Nasza rozmówczyni zapewnia, że miasto zamierza stymulować rozwój tej branży. W grę wchodzą zachęty podatkowe, szkolnictwo zawodowe czy uzbrajanie terenów inwestycyjnych przez miejską Gdańską Agencję Rozwoju Gospodarczego Sp. z o.o. - Ten rozwój wspiera również działająca w Gdańsku i w Gdyni na terenach stoczniowych Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna (PSSE). W latach 2014 i 2015 miasto Gdańsk razem z PSSE i Agencją Rozwoju Przemysłu włączyło się w proces restrukturyzacji Grupy Stoczni Gdańsk, dzięki czemu m.in. spółka z tej grupy, GSG Towers, mogła w 2016 r. oddać do użytkowania nowy zakład produkcji wież wiatrowych i konstrukcji stalowych dla przemysłu morskiego - wyjaśnia Olimpia Schneider.

Jak dodaje, zwiększenie wolumenu energii ze źródeł odnawialnych to zawsze korzyść dla środowiska, a co za tym idzie, poprawa jakości powietrza i mniejszy wpływ na zmiany klimatu poprzez redukcję emisji CO2. - Ze względu na charakter zabudowy w takim mieście jak Gdańsk możliwa jest budowa farm wiatrowych tylko na niektórych, ścisle określonych terenach. Budowa takich instalacji na szelfie nie tylko poprawia ich warunki eksploatacyjne, lecz także przy odpowiednio dużej odległości od brzegu nie ma negatywnego wpływu na krajobraz i jakość życia mieszkańców - twierdzi nasza rozmówczyni.

OPINIA EKSPERTA

Problemem będzie nie zmniejszenie dochodów, ale zwiększenie potrzeb wydatkowych

@RY1@i02/2018/068/i02.2018.068.18300170a.806.jpg@RY2@

dr Aleksander Nelicki ekspert ds. finansów samorządowych

Nowe sposoby pozyskiwania energii rzeczywiście mogą prowadzić do zmian gospodarczej mapy Polski, chociaż raczej punktowych niż wielkoobszarowych. Niektóre wspólnoty terytorialne wzbogacą się, niektóre zubożeją. Zmieni się rozkład terytorialny wpływów podatkowych. Z podatków wnoszonych przez mieszkańców pochodzi tylko nieco ponad jedna trzecia dochodów komunalnych (35,6 proc. w 2017 r.). Do samorządów trafia około połowy wpływów z PIT zebranego od mieszkańców (19,5 proc. ogółu dochodów w 2017 r.). Spadek liczby miejsc pracy to niższe dochody samorządu. Wpływy z CIT w 2017 r. stanowiły jedynie 3,6 proc. dochodów wszystkich samorządów. Jednak podatki dużej firmy bywają znaczące dla konkretnego samorządu, np. elektrowni Kozienice dla samych Kozienic i powiatu kozienickiego. Znaczące wpływy przynosi podatek od nieruchomości (9,5 proc. ogółu dochodów w 2017 r.). Prawdziwymi krezusami czyni gminy, na których terenie znajdują się kopalnie odkrywkowe. Najlepszym przykładem jest najbogatsza gmina w Polsce, Kleszczów, której niemal połowa dochodów (46 proc. w 2016 r.) pochodzi z podatku od nieruchomości. Bez kopalni i elektrowni Bełchatów Kleszczów byłby jedną z setek ubogich gmin wiejskich.

Z kolei trzeba pamiętać, że połowa dochodów komunalnych to transfery z budżetu państwa. To raczej one, a nie dochody podatkowe, decydują o hierarchii dochodowej samorządów. Generalnie należałoby się spodziewać, że spadkowi dochodów własnych towarzyszyć będzie wzrost transferów. Jednak państwo nie do końca potrafi dopasować poziom wspierania dochodów jednostek samorządowych (w tym system wyrównawczy) do realnych potrzeb wydatkowych i ich zróżnicowania. Problemem gmin ze zwijającym się przemysłem wydobywczym bądź energetycznym może być bowiem nie spadek dochodów, ale wzrost potrzeb. Jeżeli prawdziwa jest wizja stopniowej zmiany mapy gospodarczej, to przed zagrożonymi samorządami stoi przede wszystkim zadanie wypracowania - póki czas - odpowiednich strategii dostosowawczych, obejmujących oczywiście wsparcie dla ludzi tracących pracę, ale i kwestię utrzymania zbyt rozbudowanej dla zmniejszonej liczby mieszkańców infrastruktury.

Trzeba założyć, że realizacja zmian będzie wymagała wsparcia finansowego ze strony państwa. Strategie takie muszą mieć realistyczny charakter. Nie mogą być dążeniem do utrzymania status quo za wszelką cenę, gdyż prowadzi to do wtórnego i często chaotycznego łagodzenia skutków zmiany, kiedy już ona nastąpi.

Nasza droga atomówka

Koszt trzyreaktorowej siłowni nuklearnej jest szacowany przez Ministerstwo Energii na 70-75 mld zł. W zależności od technologii mówimy tu o mocach rzędu 4,5-5 GW. Jednak do tej inwestycji nam jeszcze daleko. Po pierwsze nie ma kierunkowej zgody rządu na to, że naprawdę ją wybudujemy. Po drugie nie wiadomo, gdzie miałaby powstać, bo w grze wciąż są dwie lokalizacje: Żarnowiec (tam już w latach 80. XX w. miała powstać elektrownia atomowa, ale budowa zarówno z przyczyn finansowych, jak i wobec ostrego sprzeciwu społeczeństwa po katastrofie w Czarnobylu została przerwana) i Lubiatowo. Po trzecie NIK zarzucił resortowi energii, a wcześniej resortowi gospodarki, że w latach 2014-2017 działania na rzecz rozwoju polskiego atomu zostały zatrzymane i nie ma szans, by pierwszy reaktor w naszym kraju zaczął działać nawet przed 2030 r. Ministerstwo Energii utrzymuje, że to możliwe, budowa pierwszego powinna się rozpocząć niebawem, drugiego w 2024 r., a trzeciego w 2029 r. Na razie jednak nie wiadomo nawet, w jakiej technologii miałaby powstawać polska elektrownia, pomijając również, że nie wiemy, kiedy ostatecznie się okaże gdzie.

- Sama przewlekłość procesu inwestycyjnego spowodowała spadek poziomu początkowych emocji. Kilka lat temu, kiedy ta lokalizacja była wymieniana po raz pierwszy, w Lubiatowie ostro protestowali nie tylko mieszkańcy, lecz także przeciwnicy atomu z całego kraju. Dzisiaj energetyka jądrowa nie jest szczególnie gorącym tematem. Ważne więc będą nastroje, kiedy wreszcie zapadnie jakaś konkretna decyzja - mówi nam Krzysztof Kochan, zastępca wójta i sekretarz gminy Choczewo (w tej gminie leży Lubiatowo).

Wałbrzych proponuje: uczcie się na naszych błędach

W ubiegłym roku w Wałbrzychu zorganizowano konferencję naukową "Wpływ wielowiekowej eksploatacji węgla kamiennego na środowisko w rejonie Wałbrzych". Z badań przeprowadzonych przez Politechnikę Wrocławską wynika, że od czasu likwidacji wałbrzyskich kopalń tereny, gdzie prowadzona była działalność górnicza, nadal są niestabilne - w niektórych miejscach dochodzi do osiadania gruntu, z kolei w innych do jego wypiętrzania.

Dość nagła likwidacja pięciu kopalń w Wałbrzychu 20 lat temu miała też ogromne konsekwencje społeczne. Bezrobocie sięgnęło 32 proc., zwinęły się przedsiębiorstwa pracujące na potrzeby przemysłu węglowego, m.in. Dolnośląskie Przedsiębiorstwo Robót Górniczych, Przedsiębiorstwo Transportowe czy Przedsiębiorstwo Gospodarki Materiałowej. Ratunkiem dla Wałbrzycha miała być specjalna strefa ekonomiczna "Invest Park", powołana do życia w 1997 r. To tam mieli znaleźć pracę ci, którzy stracili pracę w kopalniach i którym skończył się dwuletni okres ochronny (w trakcie którego otrzymywali 75 proc. pensji). Nie wszystkim jednak się udało - górnicy nie mieli odpowiednich kwalifikacji, by pracować w firmach z zupełnie innych branż. Do dzisiaj w mieście, a zwłaszcza w jego okolicy, bezrobocie przekracza średnią wojewódzką i krajową.

- Likwidacja kopalń na Górnym Śląsku jest procesem nieuchronnym. Dlatego chcemy, by inni czerpali z naszych doświadczeń i zrobili to mądrzej, lepiej i rozsądniej, niż miało to miejsce u nas - mówił podczas konferencji Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha. Obecni na konferencji prezydenci Sosnowca i Mysłowic oraz wiceprezydent Bytomia zwracali też uwagę, że władze polskich miast, gdzie działały lub działają kopalnie, muszą same radzić sobie z problemami, które wynikają np. ze szkód górniczych.Główny Instytut Górnictwa w Katowicach przedstawił podczas konferencji niepokojące wyniki inwentaryzacji 919 wyrobisk górniczych m.in. rejonie Wałbrzycha i Nowej Rudy. Stwierdzono, że 24 wyrobiska stwarzają potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa dla użytkowników terenu i wymagają podjęcia działań zabezpieczających. Problemem jest jednak finansowanie.

T.Ż.

Gminy węglowe na przegranej pozycji? Niekoniecznie

Po drugiej stronie tego łańcucha znajdują się gminy węglowe, które dziś są beneficjentami opłat z tytułu wydobycia paliwa dla tradycyjnej energetyki. Najbogatszą gminą w Polsce jest Kleszczów, gdzie działają kopalnia i elektrownia Bełchatów należąca do PGE. Najwięcej węgla kamiennego z kolei wydobywa się na Śląsku, na drugim miejscu jest Lubelszczyzna. W Bogdance produkcja surowca na razie jest i będzie stabilna (a być może nawet większa), za to liczba kopalń na Śląsku systematycznie się kurczy, bo Polska korzysta z zielonego światła Brukseli i zamyka nierentowne zakłady wydobywcze z budżetowych pieniędzy (dozwolona pomoc publiczna). Jednak Śląsk z tą powolną transformacją sobie radzi. Są regiony, jak Bytom, którym idzie to gorzej, ale są takie, które radzą sobie z tym świetnie, jak Katowice i Gliwice, gdzie bezrobocie jest najniższe w Polsce. Jak przypomina Janusz Piechociński, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie PO-PSL, węglowa transformacja Ślaska udaje się również dlatego, że stworzona tam została potężna specjalna strefa ekonomiczna, która przyciągnęła inwestorów z innych branż.

- Powtarzamy dziś drogę Europy Zachodniej, która również kiedyś była węglową potęgą. Ważne jest, byśmy wyciągnęli wnioski z doświadczeń tamtejszych regionów węglowych, konieczne jest porzucenie myślenia w kategoriach obrony status quo i konsekwentne stawianie na dywersyfikację gospodarki, również w mniejszych ośrodkach uzależnionych obecnie od kopalni. Przy tym należy pamiętać, że nawet powodzenie kilku projektów węglowych nie będzie w stanie zrównoważyć nieuchronnego spadku zatrudnienia w górnictwie na Śląsku. Polskie kopalnie za 10-15 lat albo będą znacznie bardziej wydajne, a więc dadzą pracę znacznie mniejszej liczbie górników, albo nie będzie ich wcale - mówi z kolei DGP Aleksander Śniegocki, szef projektu Energia i Klimat w think tanku Wise Europa.

@RY1@i02/2018/068/i02.2018.068.18300170a.101(c).jpg@RY2@

Karolina Baca-Pogorzelska

karolina.baca@infor.pl

@RY1@i02/2018/068/i02.2018.068.18300170a.102(c).jpg@RY2@

Tomasz Żółciak

tomasz.zolciak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.