Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd

Szlachetne zdrowie: jak wspomóc lecznictwo na swoim terenie

9 października 2013
Ten tekst przeczytasz w

Samorząd nie ma dużego wpływu na świadczone usługi medyczne dla mieszkańców. Najwięcej zależy od kontraktu NFZ z poszczególnymi placówkami służby zdrowia. Możliwości dofinansowania w ramach lokalnych inicjatyw są niewielkie. To remonty, zakup sprzętu lub np. szczepienia przeciwko grypie

Gminy mogą właściwie jedynie inwestować, np. w budowę nowego pawilonu szpitalnego, zakup sprzętu. Możliwości dofinansowania, np. szkolnych gabinetów lekarskich czy stomatologicznych, jest znikoma.

Kiedyś w szkole

Przed okresem transformacji w każdej szkole byli pielęgniarka, lekarz i stomatolog. W dużych placówkach nawet dwóch - do południa i na drugą zmianę. Emerytowany lekarz stomatolog przekonuje, że badania przesiewowe wśród uczniów pozwalały wykryć próchnicę we wczesnym stadium. - Potem sukcesywnie brało się dzieci, zazwyczaj z lekcji, na leczenie - opowiada lekarz.

Teraz profilaktyka i leczenie zależą tylko od rodziców, a oni nie zawsze o tym pamiętają. Często idą do lekarza dopiero, gdy ząb już boli. Wówczas ingerencja musi być duża. Podobnie jest z innymi schorzeniami. Jeśli rodzicom nikt nie sygnalizuje problemu, to na badania nie chodzą.

Jak twierdzą lekarze, obecność specjalisty, czy to stomatologa, czy pediatry, pozwalała wykryć wiele schorzeń we wczesnym stadium. Mogły to być wady kręgosłupa, ale też podejrzenie schorzeń metabolicznych, które wcześnie wykryte dawają szansę na szybką dalszą terapię.

- Pewnie, że gabinety z lekarzem by się przydały i teoretycznie możliwość ich finansowania samorząd ma - przyznaje wójt gminy Jabłoń z Podlasia Dariusz Łobejko. Dodaje jednak, że kołdra finansowa jest krótka, a i szkoły nieliczne, więc utrzymywanie gabinetów jest zupełnie nieopłacalne. Przyznaje, że nawet pielęgniarek w placówkach oświatowych już nie ma. - Raz na jakiś czas organizujemy tzw. białe niedziele. Przyjeżdżają lekarze ze szpitala, przeprowadzają przesiewowe badania i dzieci i dorosłych. Z każdej takiej okazji korzysta ok. 150 osób - mówi wójt.

Potrzeba subwencji

- Najlepiej byłoby, gdyby niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej, których jest teraz najwięcej, podlegały, tak jak szkoły, samorządom - twierdzi burmistrz Rabki Ewa Przybyło. Dodaje, że musiałaby być na to subwencja państwowa, taka, jaką otrzymuje się na ucznia w szkole. Przyznaje, że odebranie, zwłaszcza małym samorządom służby zdrowia może być ze szkodą dla mieszkańców. Przy subwencji można byłoby utrzymać lekarza w szkole, nawet stomatologa, który w Narodowym Funduszu Zdrowia generuje wysokie punkty.

- A może NFZ podpisując kontrakty, powinien np. uwzględnić konieczność przeprowadzania przez lekarzy rodzinnych badań przesiewowych - zastanawia się burmistrz Przybyło. Twierdzi, że Rabka ma też swój sukces, bo przejęła szpital na 130 łóżek od powiatu. Jest tam też 11 poradni specjalistycznych. Kontrakt z NFZ opiewa na 12 mln zł. Szpital jednak obsługuje cztery powiaty, m.in. suski i myślenicki.

- Mamy oddziały paliatywne, a także okulistyczne powiązane z chirurgią oka. Czas oczekiwania na wizytę nie jest długi. Trwa około tygodnia - mówi burmistrz Przybyło. Dodaje, że np. na artroskopię kolana trzeba jednak trochę poczekać, mniej więcej miesiąc.

Jednak w dużych miastach czas oczekiwania jest znacznie dłuższy, liczony w miesiącach, a nawet latach.

Burmistrz Rabki przyznaje, że na razie piętą achillesową jest szpitalny oddział ratunkowy (SOR). Zdarza się, że na pomoc lekarską trzeba tam czekać nawet sześć godzin.

Jednak także w dużych miastach czas oczekiwania na interwencję medyczną W SOR jest problemem. Można w szpitalu spędzić całą noc. Sami lekarze zalecają, że jeśli sytuacja nie jest bardzo trudna, to lepiej przyjść po prostu do lekarza rano.

W co można inwestować

Samorząd właściwie ma niewielki wpływ na organizację opieki zdrowotnej na swoim terenie.

- Choć nie ma zazwyczaj wpływu na kontrakty z NFZ, ma jednak obowiązek inwestowania w infrastrukturę, sprzęt - mówi Andrzej Doliwa, szef warszawskiego Szpitala Wolskiego. Placówka dostała z budżetu miasta 55 mln zł na budowę nowego pawilonu internistycznego, którego szpitalowi brakowało. Inne placówki w kraju są dotowane przede wszystkim w zakresie remontów, ewentualnie zakupu sprzętu.

- Warszawska Wola to dzielnica osób starszych, coraz więcej mamy takich pacjentów - mówi dyrektor Doliwa. Dodaje, że szpital szuka dodatkowych rozwiązań. Placówka zdecydowała się na program kompleksowego zarządzania sprzętem medycznym i elektromedycznym. Polega to na tym, że wszystko, co jest w szpitalu, podlega serwisowi jednej firmy - czy to będzie specjalistyczne łóżko, czy skomplikowana aparatura, którą placówka posiada, czy nawet klimatyzacja.

Taką umowę podpisał też szpital w Ostrowi Mazowieckiej. Z doświadczeń wielu krajów Europy Zachodniej wynika, że kompleksowe zarządzanie jest wygodniejsze i tańsze niż wyłanianie kilkunastu serwisantów. U nas to dopiero początki.

W spółce...

Przekształcenia szpitali w spółki trwają. W stolicy dotyczy to już trzech placówek. Kolejny gotowy do prywatyzacji jest Szpital Czerniakowski.

O zaletach prywatyzacji przekonuje dyrektor wydziału zdrowia w Lublinie Jerzy Kuś: - To dla nas pewien komfort, od ponad 10 lat podmioty są niepubliczne, same starają się o kontrakty w NFZ. A my, jako samorząd, kupujemy pewne usługi. Są to szczepionki przeciwko grypie, ale też dla dziewcząt przeciwko wirusowi HPV odpowiedzialnemu za raka szyjki macicy. Możemy kupić usługę w ramach budżetu miasta, ale możemy też dokładać się do lepszego standardu przychodni na naszym terenie - dodaje dyrektor Jerzy Kuś. - Może to prozaiczne, ale ostatnio kupiliśmy windę w placówce medycznej, pomalowaliśmy przychodnie. To małe kroki samorządowe, ale może też ważne.

...albo w szkole

W Lublinie, co jest chyba ewenementem na skalę krajową, w 60 szkołach działają też gabinety stomatologiczne, za które miasto płaci z budżetu. Tam dzieci i młodzież nie tylko mają przeprowadzane badania przesiewowe, lecz także są poddawane leczeniu. Dyrektor przyznaje, że może nie są stosowane najnowocześniejsze materiały uzupełniające, ale lepiej chociażby w ten sposób zadbać o uzębienie dzieci i młodzieży oraz higienę jamy ustnej, niż w ogóle tego zaniechać. Zwłaszcza że stomatolodzy przypominają o konsekwencjach nieleczenia zębów z próchnicą. Może to być początkiem wielu schorzeń ogólnoustrojowych, choćby reumatologicznych, a nawet zapalenia mięśnia sercowego.

Nawet ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli z września 2013 roku wykazał, że sytuacja polskiej stomatologii jest dramatyczna. Przede wszystkim brakuje lekarzy, bo jak wynika z danych, w 2011 roku na 10 tys. mieszkańców przypadało 3,2 stomatologa, a w publicznych zakładach jest 0,5 lekarza na 10 tys. mieszkańców. Może m.in. dlatego w państwowej placówce czeka się na wizytę planową kilka miesięcy, np. w stolicy do uznanego centrum można zapisać się na marzec przyszłego roku.

Paradoksalnie lepsza jest sytuacja w małych gminach. - Niepubliczny zakład opieki zdrowotnej dzierżawi od nas budynek - mówi wójt gminy Czarnocin Leon Fortak. - Jednak cała opieka medyczna opiera się na kontrakcie z NFZ, na który gmina wpływu nie ma. Jednak, jak twierdzi wójt, mieszkańcy się nie skarżą. Na wizytę u specjalisty nie czeka się długo, to kilka dni. Zakontraktowane są też usługi stomatologiczne w szkole.

Podobna sytuacja jest np. w gminie Płaska na Suwalszczyźnie. Tam do państwowego stomatologa właściwie nie czeka się prawie wcale - przyjmuje dwa lub trzy razy w tygodniu, właściwie na bieżąco. Przychodnia nie ma oczywiście lekarzy wszystkich specjalności. Do wielu specjalistów trzeba jechać np. do Augustowa, ale i tam kolejki nie są dramatyczne.

Informować ludzi

Choć samorządowcy przyznają, że ich możliwości wspomagania służby zdrowia sprowadzają się właściwie do różnych programów profilaktycznych oraz wspomagania sprzętowego i remontowego, to zwracają uwagę na jedną sprawę. Warto szukać specjalistów w niepublicznych ośrodkach zdrowia. Przykładem może być stolica, w której do Centrum Onkologii są gigantyczne kolejki, a w innych placówkach np. na mastektomię czeka się tylko kilka tygodni.

- Może warto, by lekarze rodzinni informowali i o takich możliwościach - mówi wiceprezydent Gdyni Ewa Łowkiel. Problemem są oddziały ratunkowe, których w niepublicznych placówkach nie ma. Nie dość, że pacjenci godzinami oczekują na pomoc, to dodatkowo szpitale, które SOR-y prowadzą, generują długi, za które musi często odpowiadać samorząd.

System nie jest stabilny

Samorządowcy skarżą się, że system finansowania służby zdrowia nie jest stabilny. W gminach np. o 50 proc. zmalała liczba okulistów. A dlaczego? Bo powstały nowe prywatne podmioty, które mają niewielkie kontrakty. Czas oczekiwania się wydłuża.

- Z oglądu naszego samorządu widzę, że to nie jest dobre dla mieszkańców, pacjentów - mówi Ewa Łowkiel. - Do konkursów z pieniędzy NFZ startują ośrodki, które ostatnio prowadziły daną działalność, mieszkańcy byli przyzwyczajeni do danej placówki. A tu nagle okazuje się, że zabrakło np. punktów za działanie stomatologów w szkołach w soboty albo nie ma odpowiedniej liczby lekarzy z drugim stopniem specjalizacji. Usługi, moim zdaniem, są niedoszacowane.

Samorządowcy w większości przyznają, że gminy czy miasta nie udźwigną prowadzenia całej służby zdrowia. Zadają też pytanie, czy wszystko można sprywatyzować. - Bo np. mamy teraz szpital kardiologiczny nie w Gdyni, ale w Wejcherowie, który podpisał kontrakt z NFZ. Tam nasi mieszkańcy będą musieli dojeżdżać - podaje przykład wiceprezydent Łowkiel.

Przyznaje, że szansą jest oczywiście przekształcanie szpitali gminnych czy miejskich w spółki. - Jednak trzeba pamiętać, że często generowały one długi, za które gmina przed przekształceniem musi zapłacić.

Szybsi niż rząd

- Program in vitro refundowany przez samorząd działa u nas już drugi rok - mówi Włodzimierz Tutaj, rzecznik prasowy Częstochowy. W ubiegłym przeznaczyliśmy z budżetu miasta 120 tys. zł, w tym zarezerwowaliśmy 150 tys. zł.

Procedura jest następująca. Pary małżeńskie zgłaszają się do gminy i zostają kierowane do ośrodków referencyjnych. Taka placówka musi mieć doświadczenie w zabiegach tego typu, odpowiedni sprzęt, doświadczony personel. Nasze pary najczęściej wybierają Katowice, Łódź, ale też Warszawę i odległy Wrocław. Następnie beneficjenci przechodzą w ośrodku medycznym kwalifikacje. Pary, które zostaną przyjęte do programu, dostają z kasy miasta dofinansowanie w kwocie 3 tys. zł. Oczywiście nie są to wszystkie koszty, jakie muszą ponieść. Dopłata z ich strony to zazwyczaj kilka tysięcy złotych w zależności od ośrodka. Dofinansowanie z budżetu miasta można na zabieg in vitro otrzymać tylko raz. Dodatkowym warunkiem jest wiek kobiet, od 20 do 37 lat.

- W ubiegłym roku zgłosiło się 30 par, zakwalifikowało się ostatecznie 18 - mówi Włodzimierz Tutaj. - Już urodziło się w efekcie zabiegu pięcioro dzieci. W tym roku mamy na razie 20 chętnych małżeństw.

Projekt potrwa do 2014 roku. Chyba jednak nie wykorzystamy wszystkich środków. Wszedł bowiem w życie program rządowy, bardziej atrakcyjny, bo zakłada np. możliwość dofinansowania do trzech zabiegów. Korzystanie z rządowego programu nie zamyka jednak mieszkańcom Częstochowy drogi do wykorzystania na in vitro środków z budżetu miasta.

WAŻNE

Problemem są oddziały ratunkowe, których w niepublicznych placówkach nie ma

Jak to jest w dużym mieście - na przykładzie stolicy

Program "Zdrowy uczeń" realizują podmioty lecznicze, dla których m.st. Warszawa jest podmiotem tworzącym, zatrudniające pielęgniarki pracujące w środowisku nauczania i wychowania. Realizowany jest we wszystkich szkołach publicznych na terenie Warszawy (podstawowych, gimnazjalnych, licealnych, zespołach szkół, zespołach szkół specjalnych, ośrodkach szkolno-wychowawczych), w których realizowane są świadczenia medyczne tzw. medycyny szkolnej zakontraktowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, oraz w domach dziecka).

Miasto nie prowadzi jednak nadzoru nad szkołami niepublicznymi, a tym samym nie posiada danych dotyczących liczby uczniów w poszczególnych szkołach niepublicznych oraz informacji o zatrudnieniu pielęgniarek i ich kompetencjach.

Zgodnie z art. 67 ust. 1 pkt 4 ustawy o systemie oświaty (Dz.U. z 1991 r. nr 95, poz.

425 z późn. zm.) do realizacji zadań statutowych szkoła publiczna powinna zapewnić uczniom możliwość korzystania m.in. z gabinetu profilaktyki zdrowotnej i pomocy przedlekarskiej. Ponadto zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z 28 sierpnia 2009 r. w sprawie organizacji profilaktycznej opieki zdrowotnej nad dziećmi i młodzieżą - sprawie organizacji profilaktycznej opieki zdrowotnej nad dziećmi i młodzieżą (Dz.U. nr 139, poz. 1133) jest ona sprawowana nad uczniami w miejscu określonym w umowie o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej zawartej pomiędzy podmiotem leczniczym a NFZ (płatnikiem świadczeń).

Warszawa wdraża, realizuje i finansuje programy zdrowotne, które wynikają z analizy danych statystycznych, epidemiologicznych i potrzeb zdrowotnych mieszkańców. W całym 2013 roku na programy planuje się przeznaczyć ok. 20,5 mln zł.

wProgram edukacji przedporodowej "Szkoła rodzenia", który przygotowuje kobiety do pełnienia nowej roli w życiu. Rocznie z programu korzysta ok. 50 proc. kobiet w ciąży - mieszkanek Warszawy. Na ten rok przeznaczono 4,5 mln zł.

wProgram "Zdrowie, Mama i Ja - etap II" - obejmuje szczepienia ochronne przeciwko pneumokokom, który zakłada szczepienie przeciwko pneumokokom dzieci w 3. roku życia. Koszt programu w 2013 roku wynosi 2,6 mln zł.

wProgram promocji zdrowia "Zdrowy uczeń" realizowany przez pielęgniarki szkolne, w zakresie zdrowego stylu życia, adresowany do uczniów wszystkich typów szkół. Dodatkową korzyścią z programu jest wydłużenie pobytu pielęgniarki w szkole. Koszt programu w tym roku to nieco ponad 5,4 mln zł.

wProgram zdrowotny w zakresie poprawy stanu zdrowia jamy ustnej dla uczniów klas II szkół podstawowych. Zakłada rozwijanie właściwych nawyków higienicznych ukierunkowanych na ochronę przed próchnicą. Koszt programu przewidziany na ten rok to prawie 600 tys. zł.

wProgram profilaktyczny wczesnego wykrywania wad wzroku i zeza dla uczniów klas II szkół podstawowych. Ma na celu zapobieganie rozwojowi niedowidzenia, poprawę funkcji narządu wzroku u dzieci. Koszt programu to w tym roku 552 tys. zł.

wProgram zdrowotny w zakresie profilaktyki i korekcji wad postawy dla uczniów klas IV szkół podstawowych. Celem jest wczesne wykrywanie wad postawy ciała, szczególnie skolioz, oraz zmniejszenie odsetka dzieci z nierozpoznanymi wadami postawy. Koszt programu w tym roku to 532,6 tys. zł.

wProgram badań przesiewowych słuchu dla uczniów klas I i VI szkół podstawowych. Celem programu jest wdrożenie wczesnej diagnostyki zaburzeń słuchu. Koszt programu w tym roku to 564 tys. zł.

wProgram "Ocena sprawności i wydolności fizycznej oraz predyspozycji do uprawiania dyscyplin sportowych przez dzieci i młodzież zamieszkałą w Warszawie". Program zapewnia możliwość wykrycia przeciwwskazań do uprawiania dyscyplin sportowych. Koszt programu na ten rok to 800 tys. zł.

wProgram profilaktyczny "Ocena ryzyka występowania choroby nadciśnieniowej u młodzieży licealnej w wieku 18-19 lat". Jego celem jest wyselekcjonowanie grupy osób z nieprawidłowym ciśnieniem tętniczym i skierowanie ich do dalszej diagnostyki. Koszt programu w tym roku to 270 tys. zł.

wProgram szczepień ochronnych przeciwko grypie populacji z grupy szczególnego ryzyka (osób od 65. roku życia) pod nazwą "Grypa 65+". Koszt programu w tym roku to ponad 2,5 mln zł.

wProgram opieki zdrowotnej nad kombatantami. Koszt programu w tym roku to nieco ponad 1 mln zł.

Dodatkowo realizowany jest program zdrowotny obejmujący szczepienia przeciwko grypie:

1) osób bezdomnych przebywających w noclegowniach i schroniskach na terenie Warszawy, co kosztuje miasto ponad 54 tys. zł;

2) osób przebywających w Stołecznym Centrum Opiekuńczo-Leczniczym Sp. z o.o. Koszt programu to ponad 20 tys. zł.

Źródło: Biuro Prasowe m.st. Warszawy

Z raportu NIK dotyczącego stomatologii

Opiekę stomatologiczną zapewniają w skali kraju przede wszystkim podmioty prywatne. Wartość całego rynku usług dentystycznych wyniosła w 2010 roku 7,1 mld zł. Około 24 proc. stanowiły świadczenia finansowane ze środków publicznych.

Jak wynika z podsumowań NIK, stan zdrowia jamy ustnej Polaków odbiega od standardów europejskich. Badania dzieci pięcioletnich przeprowadzone w 2011 roku wykazały, że tylko 20 proc. było wolnych od próchnicy. W przypadku piętnastolatków odsetek wyniósł już tylko 8 proc.

Jak podaje NIK, jedynie 22 proc. uprawnionych do świadczeń w ramach NFZ skorzystało z tej formy leczenia. A tylko niespełna 3 proc. populacji dzieci i młodzieży skorzystało z gwarantowanych świadczeń profilaktycznych finansowanych z funduszy publicznych. Samorządy terytorialne w niewielkim stopniu angażowały się w tworzenie warunków do prawidłowego funkcjonowania opieki stomatologicznej, 80 proc. pacjentów korzysta z prywatnej opieki stomatologicznej.

NIK zarzucił też Ministerstwu Zdrowia, że na profilaktykę przeznacza zbyt małe środki.

Natomiast Ministerstwo Zdrowia poinformowało w odpowiedzi na krytykę, że od października tego roku stomatologiczną opieką profilaktyczną są już objęte dzieci przedszkolne w wieku 4-6 lat. To efekt finansowania projektu w ramach Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy.

Źródło: Informacja o wynikach kontroli NIK: dostępność i finansowanie opieki stomatologicznej ze środków publicznych z lipca 2013 roku.

OPINIE EKSPERTÓW

@RY1@i02/2013/196/i02.2013.196.088000600.805.jpg@RY2@

Alicja Dąbrowska lekarz, samorządowiec, poseł na Sejm, członek komisji zdrowia

Przyznaję, że sposób finansowania służby zdrowia w Polsce jest skomplikowany. Organy założycielskie placówek są różne. To może być miasto lub gmina, może to być marszałek województwa. Są też podmioty prywatne, szpitale kliniczne. Możliwość finansowania medycznych placówek przez samorządy jest ograniczona. Tak naprawdę mogą wspomagać przy remontach, zakupie sprzętu. Na kontrakty z NFZ wpływu nie mają. Czy to dobrze? Trudno ostatecznie wyrokować. Moim zdaniem dobrze byłoby zlikwidować to rozczłonkowanie organizacji założycielskich, bo teraz odpowiedzialność się rozmywa. Jednak oddanie placówek medycznych samorządom chyba nie jest realne ani organizacyjnie, ani finansowo. Może lepiej się zastanowić, jakie jest zapotrzebowanie w szpitalu na łóżka internistyczne bądź specjalistyczne. Dysproporcje w skali kraju są duże. Podobny problem jest z medycyną szkolną. Zapewne dobrze byłoby, gdyby w każdej placówce był lekarz, nie tylko pielęgniarka, a także stomatolog. Ale na razie to niemożliwe. Tę rolę mieli przejąć lekarze rodzinni. W jednych miejscach w kraju to się udało, w innych niekoniecznie.

Prawda jest taka, że rzeczywiście to samorząd najlepiej wie, jakie są medyczne potrzeby na danym terenie. Jednak jest też polityka państwa i bez zmian ustawowych większego wpływu na służbę zdrowia samorząd miał nie będzie. Można jednak szerzyć akcję edukacyjną, nie tylko dotyczącą profilaktyki zdrowia, lecz także szerszego informowania. Często mieszkańcy nie wiedzą, że w niepublicznych zakładach opieki zdrowotnej są specjaliści, którzy mają podpisany kontrakt z NFZ. I wcale na wizytę do specjalisty nie trzeba czekać kilka miesięcy. Jest to czasami kilka tygodni lub krócej. Nawet w dużych ośrodkach.

@RY1@i02/2013/196/i02.2013.196.088000600.806.jpg@RY2@

Maciej Hamankiewicz prezes Naczelnej Rady Lekarskiej

Wykonywanie zadań nałożonych na samorząd terytorialny wygląda bardzo różnie. Są w Polsce gminy, które opracowują i realizują programy zdrowotne, rozpoznają potrzeby zdrowotne swoich mieszkańców, podejmują działania mające na celu poprawienie dostępu do świadczeń. Niestety bywają i takie gminy, w których wspieranie zdrowia, promocja zdrowia, edukacja zdrowotna znajdują się na bardzo dalekim miejscu. Z pewnością dla każdego szpitala, przychodni na terenie gminy, powiatu udział finansowy jednostek samorządu zawsze jest wskazany. Jak wiemy, ochrona zdrowia jest niedofinansowana, więc każdy grosz przeznaczany na zdrowie ma sens, jest ważny i potrzebny. Podmiot leczniczy, jeśli jest dobrze zarządzany i dodatkowo wspierany przez gminę, np. w postaci zakupu sprzętu, jego naprawy, remontowania oddziałów, ma duże szanse na dobrą opiekę nad mieszkańcami.

Oczywiście różne są sytuacje własnościowe w różnych gminach. Przypomnę, że Naczelna Rada Lekarska już w 2010 roku podczas opiniowania projektu ustawy o działalności leczniczej negatywnie oceniła narzuconą ustawą prywatyzację publicznych jednostek ochrony zdrowia. W opinii NRL poddanie jednostek wypełniających dotychczas publiczną misję leczenia każdego będącego w potrzebie bezwzględnym regułom rynku może zagrozić dostępności świadczeń zdrowotnych na terytorium Polski. W sytuacji kiedy to się jednak odbywa, samorząd terytorialny powinien inspirować i promować rozwiązania w zakresie wzrostu efektywności, w tym restrukturyzacji w ochronie zdrowia.

Dla lekarza i lekarza dentysty nieistotna jest sytuacja własnościowa, ale przede wszystkim dobre warunki wykonywania zawodu. Jeżeli gmina pomaga finansowo szpitalom, to jest to szansa dla pracujących tam lekarzy na łatwiejsze wykonywanie zawodu.

Monika Górecka-Czuryłło

monika.gorecka@gmail.com

Przepisy utrudniają współpracę z NFZ. Niezbędna jest zmiana kilku ustaw

Czy jest możliwość współpracy samorządów i Narodowego Funduszu Zdrowia?

Inne zadania ma samorząd, inne NFZ. Mówiąc krótko, fundusz kontraktuje w szpitalach i przychodniach świadczenia zdrowotne dla osób objętych ubezpieczeniem w NFZ, a samorządy mają swoje obowiązki w tym względzie wynikające m.in. z ustawy z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej (t.j. Dz.U. z 2008 r. nr 164, poz. 1027 z późn. zm.) oraz ustaw samorządowych. Niemniej jednak fundusz dzieli się swoimi informacjami z samorządami województw, udostępniając im w ten sposób szersze spektrum wiedzy przy podejmowaniu decyzji dotyczących lokalnych programów zdrowotnych.

Może to samorządy powinny przejąć, podobnie jak szkoły, służbę zdrowia?

Był w latach 90. taki pomysł samorządowej służby zdrowia. Ostatecznie nie został przyjęty. W ramach reformy przekazano z kolei samorządom publiczne placówki ochrony zdrowia. W ten sposób, można rzec, stały się partnerem dla oddziałów wojewódzkich NFZ.

To, pytam raz jeszcze, czy nie ma współpracy między gminami a NFZ?

Współpraca jest. Samorządy są przecież organami założycielskimi, czyli właścicielami publicznych placówek, w których fundusz kontraktuje świadczenia. Samorządy w ramach swoich kompetencji mogą kupować sprzęt swoim przychodniom czy szpitalom, remontować je, i robią to. W ten sposób placówki mają szanse na lepszy kontrakt, a mieszkańcy na lepszą opiekę. Samorządy opracowują też i realizują lokalne programy zdrowotne wynikające z rozpoznanych potrzeb zdrowotnych i stanu zdrowia mieszkańców. Prawda jest taka, że jakakolwiek głębsza współpraca między NFZ a samorządami wymagałaby zmian w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej.

@RY1@i02/2013/196/i02.2013.196.088000600.807.jpg@RY2@

Norbert Tyszka/NFZ/materiały prasowe

Andrzej Troszyński rzecznik NFZ

Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.