Lokalna polityka w lesie. A dla właścicieli gruntów trudna do przeżycia strata
Przed wojną dziadkowie kupili ziemię, aby można było postawić dom rodzinny. Tak stanowiło ówczesne prawo budowlane, nieużytki parcelowano na działki. Dziś trudno jest nawet wykorzystywać taki teren jako leśny
Teraz problem mają zarówno gminy, jak i właściciele działek. Tereny, na których przed wojną można było budować domy, nie zawsze porośnięte gęstym, wartościowym lasem, zostały często po wojnie przymusowo zalesione. Stały się pasami zieleni ochronnej wokół dużych miast. Dzisiaj także są to obszary leśne, chronione.
Samorządy tłumaczą, że nie mogą zezwolić na budowę domów w takim rejonie, zwłaszcza jeśli brakuje miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Odsyłają do Lasów Państwowych, które są władne podejmować decyzje dotyczące tego typu terenów. Samorządy twierdzą też, że nawet projekt planu, który zezwala na zabudowę w terenie leśnym, jest często wetowany przez marszałka województwa.
Właściciele działek uważają, że to urzędnicze odbijanie piłeczki.
Nie, bo nie
- Nie mogę zbudować domu, nie mogę nawet założyć siedliska czy choćby przebudować drzewostanu. Chciałbym chociaż czerpać jakąś korzyść z tego lasu, pilnować go. Skoro nie mogę tu mieszkać, to może gmina dołożyłaby pieniędzy, np. na dosadzenia, uporządkowanie, albo przynajmniej uchwaliła miejscowy plan zagospodarowania - mówi Lubomir Jastrzębski z Unii Właścicieli Nieruchomości. Ma kilka hektarów lasów w warszawskiej Białołęce. Poszedł już do sądu. - Skarżę decyzję z powodu nieprawidłowo określonej podstawy prawnej rozstrzygnięcia oraz z uwagi na całokształt działań prezydenta miasta wobec tego terenu i jego właścicieli - tłumaczy Jastrzębski. Decyzja ta zapadła na podstawie art. 13 ust. 1 pkt. 4 ustawy o lasach (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 12, poz. 59 z późn. zm.). Na mocy tego artykułu rozpatrywane są sprawy dotyczące konieczności przebudowy drzewostanu, gdy wymaga tego interes lasu, w tym wypadku interes siedliska przyrody chronionego prawem z mocy rozporządzenia nr 3 wojewody mazowieckiego w sprawie Warszawskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu z 13 lutego 2007 r.
Publiczny interes
Ta ochrona jest celem publicznym na podstawie art. 6 ust. 9b ustawy o gospodarce nieruchomościami (t.j. Dz.U z 2010 r. nr 102, poz. 651 z późn. zm.). Decyzja zapadła też na podstawie dokonanej na miejscu oceny stanu lasu. - W trakcie tej oceny został sporządzony protokół, w którym przedstawiłem, że pragnę dokonać przebudowy drzewostanu nie z powodu stanu lasu, lecz z powodu trudnej sytuacji losowej i zdrowotnej. Chcę, by las zaczął generować jakiś dochód, bo dotychczas jest tylko źródłem moich kłopotów i wydatków - tłumaczy Jastrzębski. Dodaje, że powinien mieć tu zastosowanie art. 23 ust. 4 ustawy o lasach, który dopuszcza w sytuacjach losowych większe cięcia od określonych w uproszczonym planie urządzenia.
- Planów nie ma - mówi Barbara Kwiecień, właścicielka gruntu w Aninie. - Jednak nie ma też zakazu zabudowy w parku krajobrazowym - przekonuje. Jej sprawa jest w samorządowym kolegium odwoławczym.
Właściciele leśnych gruntów pod ochroną wcale nie chcą się ich pozbywać. - Tu są bażanty, kaczki, przychodzą dziki. Las jest piękny, tylko dlaczego w żaden sposób nie możemy z tego korzystać, skoro to jest nasza własność - mówi Jastrzębski.
Kto wykupi
Skoro to teren chroniony, to może miasto powinno wykupić lasy, z których mieszkańcy korzystać nie mogą? Taka sytuacja była np. w Katowicach w 2004 r. Właściciel lasu wygrał w sądzie odszkodowanie. Czy duże - nie chce mówić. Wcześniej, także w sądzie, właścicielka lasu położonego nieopodal osiedla mieszkaniowego w Katowicach dostała 1,2 mln zł za 5,7 ha.
- Kamienice gmina zwraca, a my nadal jesteśmy z lasem, którego nawet ogrodzić nie możemy - mówi z żalem Barbara Kwiecień. Liczy jednak na SKO, a potem ewentualnie sądy.
Czy to jest droga np. dla warszawskich właścicieli nieruchomości? Nie wiadomo. Specjalnie powołany do tego zespół przy wiceprezydencie miasta Jacku Wojciechowiczu na razie zamilkł. Właściciele przedwojennych budowlanych działek czekają, a drzewa rosną. Nie do końca wiadomo, dlaczego np. w Aninie po jednej stronie ulicy można dom budować, a po drugiej nie. Dlaczego na parceli kupionej przez dziadka można sobie co najwyżej powiesić hamak (pytanie, czy aby w zgodzie z prawem). Stołeczne miasto tłumaczy, że potrzebne są plany zagospodarowania, a te powstają stopniowo.
Monika Górecka-Czuryłło
OPINIA EKSPERTA
@RY1@i02/2013/112/i02.2013.112.08800110a.802.jpg@RY2@
Anna Malinowska rzecznik prasowy Lasów Państwowych
Aby móc wybudować budynek mieszkalny jednorodzinny na nieruchomości sklasyfikowanej jako las, musi być on przeznaczony w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego pod budownictwo lub być przeznaczony na te cele w już nieobowiązującym planie.
Jeśli nie było takiego przeznaczenia w starym planie, niektóre gminy wydają dokument o warunkach zabudowy dla budynków, które według oświadczenia właścicieli mają być związane z gospodarką leśną (w różny sposób). Wówczas nie muszą spełniać wymogu przeznaczenia na cele nieleśne w starym planie (bo zgodnie z ustawą o lasach grunt pod leśniczówkami jest gruntem leśnym).
Niektóre gminy przygotowują takie projekty i wysyłają je do uzgodnienia regionalnym dyrekcjom Lasów Państwowych - zgodnie z obowiązującymi przepisami. Te odmawiają uzgodnień i jest to działanie prawidłowe. Część samorządów gminnych wydaje decyzje o warunkach zabudowy - wiedząc dobrze, że nie będą one uzgodnione przez regionalne dyrekcje Lasów Państwowych. Cała niechęć inwestora spada na Lasy Państwowe. A jaką leśniczówkę może posiadać właściciel prywatnego lasu, który nie musi realizować wszystkich obowiązków nałożonych ustawowo na Lasu Państwowe?
Ministerstwo Środowiska pisało w ubiegłym roku, że niewielkie działki leśne nie mogą być utożsamiane z pojęciem gospodarstwa leśnego, gdzie można wybudować leśniczówkę. W tej sprawie są wyroki sądów administracyjnych - próba budowy leśniczówki w lasach prywatnych jest obejściem obowiązujących przepisów i większość gmin to doskonale rozumie. Niestety, niektóre gminy nie chcą uchwalać miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, ale ulegają naciskom właścicieli lasów i przygotowują wadliwe decyzje o warunkach zabudowy.
Ostatnio prezydent Poznania odmówił przygotowania projektu leśniczówki w lesie prywatnym, sprawa trafiła do sądu (wyrok Wojewódzkiego Sadu Administracyjnego w Poznaniu, sygn. akt IV SA/Po 353/11). W istocie chodziło o zabudowę mieszkaniową jednorodzinną, a nie leśniczówkę.
To gminy kształtują politykę i ład przestrzenny na swoim terenie, więc powinny uchwalać plany miejscowe. Nie można mieć też pretensji do nas, że nie chcą odkupić prywatnego lasu od właściciela, który jest niezadowolony jest z tego, że jego grunt nie został odlesiony i nie zyskał kilkudziesięciokrotnie na wartości.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu