Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie każdy urząd będzie zwalniać

3 lipca 2018

● Rząd zwolni 10 proc. urzędników bez sprawdzenia, czy jest ich za dużo

Brak kryteriów redukcji w urzędach może być nadużywany przez ich szefów

W pierwszej kolejności zwalniani będą urzędnicy na umowach czasowych

Redukcja zatrudnienia ma objąć m.in. urzędy wojewódzkie, skarbowe, ministerstwa, ZUS, KRUS i NFZ. Rząd przesłał do konsultacji projekt w tej sprawie. To już drugie podejście do odchudzenia administracji publicznej. W ciągu ostatniego roku liczba urzędników zdążyła wzrosnąć o 11 proc. Zwolnienia, w odróżnieniu od propozycji w projekcie ustawy o racjonalizacji zatrudnienia z 2009 roku, nie muszą objąć m.in. pracowników Kancelarii Sejmu, Senatu czy Prezydenta. Jeżeli jednak ich szefowie zdecydują o zmniejszeniu liczby swoich pracowników, to mogą skorzystać z tak zwanej szybkiej ścieżki.

- Jeśli w budżecie otrzymamy mniej środków na płace, to będziemy zwalniać - mówi Ewa Polkowska, szefowa Kancelarii Senatu.

Dodaje, że poprzednio urzędy musiały często przeprowadzać fikcyjną reorganizację, aby pozbyć się niewygodnych pracowników, a projekt o racjonalizacji zmienia tę zasadę.

Redukcje nie dotkną szkół oraz urzędów zatrudniających do 20 osób. Zwolnień nie muszą obawiać się także osoby zajmujące samodzielne stanowiska, czyli np. naczelnicy czy główni księgowi. Co więcej premier może też w rozporządzeniu wyłączyć niektóre urzędy z przeprowadzania zwolnień. Wystarczy, że wykażą, że redukcja może sparaliżować ich pracę i odbije się to negatywnie na sytuacji ich petentów.

- Z redukcji zatrudnienia powinny być zwolnione wszystkie urzędy skarbowe, gdzie od kilku lat nie przybywa etatów, mimo że są na urzędników nakładane nowe zadania - mówi Tomasz Ludwiński, przewodniczący Rady Sekcji Krajowej Pracowników Skarbowych NSZZ "Solidarność".

Tłumaczy, że taka redukcja nie przyniesie zamierzonych oszczędności, bo w pierwszej kolejności będą zwalniani kontrolerzy skarbowi, a nie pracownicy odpowiedzialni za terminowe załatwianie spraw.

Dyrektorzy generalni będą zwalniać urzędników według ustalonych przez siebie kryteriów. W rządowym projekcie znalazły się jedynie zalecenia, kogo w pierwszej kolejności pozbawić pracy. Wszystko wskazuje na to, że stracą ją młodzi urzędnicy na czasowych umowach. Jak podkreśla część ekspertów, to wcale nie musi oznaczać pozbycia się najsłabszych. Namawiani do odejścia będą zapewne również pracownicy w wieku emerytalnym.

- Jeśli kryteria zwolnienia nie będą przejrzyste, to zwolniony urzędnik po odwołaniu się do sądu może zostać przywrócony do pracy - wyjaśnia Ewa Polkowska.

Z szacunków rządu wynika, że redukcja w 2011 i 2012 roku łącznie przyniesie ponad 2 mld zł oszczędności. Trzeba jednak zaznaczyć, że redukcja zatrudnienia wiąże się też z wydatkami związanymi z odprawami. Urzędnik, który przepracował nie więcej niż dwa lata, otrzyma odprawę w wysokości jednomiesięcznego wynagrodzenia. Od 2 do 8 lat przysługuje odprawa w wysokości dwumiesięcznej pensji. A powyżej ośmiu lat pracy będzie to już równowartość trzech pensji.

Urzędnicy obawiają się, że zwolnienia będą przeprowadzane w sposób nieracjonalny. Nie ma bowiem rzetelnych danych dotyczących organizacji ich zatrudnienia. Rząd zapowiadał przeprowadzenie audytu, ale się z tego wycofał.

- Od roku czekamy na obiecany przez Ministerstwo Finansów audyt, a tu okazuje się, że bez sprawdzenia ilości nałożonych zadań na poszczególnych pracowników przeprowadza się 10-proc. redukcję - mówi Jacek Olbrycht, dyrektor generalny Ministerstwa Obrony Narodowej.

Podkreśla, że do przeprowadzenia redukcji nie trzeba ustawy. Wystarczy zmniejszyć środki na wynagrodzenia, a wtedy szefowie urzędów sami zaczną zwalniać.

Ponadto od tego roku ustawa o służbie cywilnej zlikwidowała limity etatów, od których naliczane były środki na wynagrodzenia w poszczególnych urzędach. Urzędy otrzymują teraz pulę na wynagrodzenia bez względu na liczbę zatrudnianych przez siebie pracowników. Tak więc na przykład dyrektorzy mogą zatrudnić więcej urzędników za mniejsze pieniądze lub samemu zredukować zatrudnienie i podwyższyć pensje najefektywniejszym.

Proponowanych zmian nie chciał komentować Sławomir Brudziński, szef służby cywilny.

- Mamy inne problemy, jak zabieganie o utrzymanie limitu mianowań urzędniczych dla pracowników służby cywilnej lub negocjowanie wysokości środków na wynagrodzenia dla urzędów - tłumaczy.

Z kolei takie rozwiązanie ostro komentują członkowie Rady Służby Cywilnej, która do poprzedniej wersji projektu ustawy wydała negatywną opinię. Podobnie ma być i tym razem.

- W urzędach musi zostać przeprowadzony audyt, który wskaże gdzie redukcja jest konieczna, a gdzie zatrudnienie powinno wzrosnąć - mówi Witold Gintowt-Dziewałtowski, członek Rady Służy Cywilnej.

Jego zdaniem rząd powinien zlikwidować gabinety polityczne działające nie tylko przy ministrach, ale także ich zastępcach. Trafiają tam często niewykwalifikowane osoby, a zarabiają znacznie więcej od urzędników.

Szefowie urzędów do lutego 2011 r. po wejściu w życie ustawy muszą przedstawić premierowi wstępny raport o stanie zatrudnienia (stan na 30 września 2010 r.). Cały proces racjonalizacji zatrudnienia ma zostać zakończony 1 lipca 2011 roku. Urzędy nie będą mogły przyjmować nowych pracowników przez kolejny rok. Kierownicy, którzy nie wywiążą się z nałożonych na nich obowiązków, mogą otrzymać karę nagany albo karę pieniężną w wysokości od trzech do pięciu pensji.

@RY1@i02/2010/172/i02.2010.172.183.006a.001.jpg@RY2@

Zwolnienia w administracji publicznej

Artur Radwan

artur.radwan@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.