Dziennik Gazeta Prawana logo

Szefowie urzędów marszałkowskich chętnie zatrudniają asystentów i doradców

2 lipca 2018

Od ostatnich wyborów samorządowych w urzędach miast i marszałkowskich znacznie wzrosła liczba asystentów i doradców. W większości z nich osiągnęła maksymalny pułap ustalony przez przepisy.

Obowiązująca od 2,5 roku ustawa o pracownikach samorządowych umożliwiła kierownikom urzędów zatrudnianie asystentów i doradców. Procedura naboru tych osób jest prosta. W praktyce marszałek czy prezydent miasta na czas swojej kadencji może ich zatrudnić z dnia na dzień bez konkursu.

Jak sprawdziliśmy, w niektórych dużych miastach i urzędach marszałkowskich z takiej możliwości korzystano już w poprzedniej kadencji. Ale obecnie liczba tego typu pracowników wzrosła do górnego limitu wynikającego z ustawy.

Zgodnie z nią liczba zatrudnionych doradców i asystentów nie może przekroczyć trzech osób w gminie do 20 tys. mieszkańców. Z kolei w gminie do 100 tys. mieszkańców i w powiatach maksymalnie może być ich pięciu. Najwięcej, bo aż siedmiu, można zatrudnić w dużych miastach i województwach.

Z tego maksymalnego pułapu skorzystał m.in. urząd marszałkowski województwa wielkopolskiego, który obecnie zatrudnia sześciu asystentów i jednego doradcę. W poprzedniej kadencji było o jednego asystenta mniej. Podobna sytuacja jest w urzędzie marszałkowskim województwa świętokrzyskiego. W poprzedniej kadencji urząd na tych stanowiskach zatrudniał o trzy osoby mniej.

- Od asystenta wymaga się zaledwie wykształcenia średniego. Natomiast doradcy muszą mieć ukończoną szkołę wyższą. Stąd też większa liczba tych pierwszych - mówi dr Stefan Płażek, adwokat, adiunkt z Katedry Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Inaczej jest w małych miejscowościach. Tam stanowiska doradców i asystentów prawie w ogóle nie są tworzone.

- Jeśli mamy dodatkowe środki z budżetu na etaty, to tworzymy stanowiska merytoryczne - mówi Zbigniew Mackiewicz, zastępca wójta i sekretarz gminy Suwałki.

W takiej sytuacji nie dziwią więc pomysły polityków, żeby w ogóle zlikwidować stanowiska asystentów i doradców. Taką propozycje przedstawił klub Lewicy.

- Te stanowiska są powierzane osobom często niekompetentnym do pracy w urzędzie, ale zasłużonym w kampanii wyborczej - mówi Witold Gintowt-Dziewałtowski, członek rady służby cywilnej, poseł Lewicy.

Minimalne wynagrodzenie zasadnicze dla asystenta wynosi 1450 zł. Z kolei pensja doradcy jest wyższa o 550 zł. Trzeba jednak pamiętać, że każda gmina tak jak w przypadku innych pracowników zatrudnianych na umowę o pracę może dowolnie określić maksymalne zarobki na tych stanowiskach.

artur.radwan@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.