Żmudne rozliczanie nauczycieli zostaje
Nadchodzące zmiany w Karcie nauczyciela wprowadzają niewiele ułatwień dla służb kadrowych w gminach. Urzędnicy wciąż będą musieli osobom zatrudnionym w placówkach oświatowych naliczać pensje dwukrotnie w ciągu miesiąca.
Samorządy już od początku dyskusji nad zmianami domagały się uproszczenia procedur naliczania płac pedagogom. Zmorą jest dla nich np. obowiązek obliczania średnich płac, które są zagwarantowane również przez ustawę.
Jeśli jednak nowelizacja wejdzie kiedyś w życie, to nie będzie trzeba naliczać średniej płacy w odniesieniu do każdej z czterech grup awansu zawodowego nauczycieli oddzielnie. Średnia miałaby być liczona łącznie. Dzięki tej zmianie nie trzeba będzie przekazywać tak dużego jak do tej pory wyrównania. Łącznie co roku około 250 mln zł. To wyrównanie na złość nauczycielom jest określane przez gminnych urzędników jako czternastka. Przez jej wprowadzenie np. jeśli gmina nadpłaca nauczycielom dyplomowanym i tym samym zawyża im średnią, a stażyście niedopłaca, to nie może tych wydatków zbilansować.
I to jedyne ułatwienie. W pozostałym zakresie niewiele się zmienia.
Dla osób uczących w szkołach zamierza się zmienić tryb i wymiar przyznawania urlopów zdrowotnych. Ten przywilej będzie przysługiwał dopiero po 20 latach pracy, a nie jak obecnie po 7. I tylko raz w ciągu kariery przez rok, a nie trzy lata.
Dla służb kadrowych niewiele się zmieni poza tym, że rzadziej będą się zajmować udzielaniem tego świadczenia. Ale przecież nie o to chodziło. Gminy chciały, aby to ZUS decydował o tym, czy nauczyciel jest faktycznie chory, oraz płacił mu za ten urlop.
Inna zmiana dotyczy likwidacji dodatków, które nie mają racji bytu, takie jak np. mieszkaniowy lub na zagospodarowanie. To akurat słuszna idea, ale w praktyce coraz mniej stosowana przez gminy. Tym bardziej że od dwóch lat co roku kilka tysięcy nauczycieli traci pracę w szkołach.
Co ciekawe, również urlopy wypoczynkowe dla nauczycieli mają być skrócone z 54 do 47 dni. To tylko formalna zmiana, bo już obecnie dyrektor przecież ma prawo w trakcie przerwy wakacyjnej ściągnąć do pracy osobę uczącą w placówce nawet do 7 dni. Nic więc się nie zmieni i wciąż będzie wiele dni wolnego.
Powstaje zatem pytanie, w jakim zakresie nowelizacja Karty nauczyciela przyczyni się do ułatwienia pracy samorządowym pracownikom służb kadrowych? Odpowiedź brzmi: w niewielkim.
A przecież można byłoby ułatwić urzędnikom naliczanie pensji nauczycielom. Trudno doszukać się innego zawodu, z którego miałoby wynikać, że zanim pracownik rozpocznie wykonywać swoje obowiązki, ma już za to z góry zapłacone. Od lat urzędnicy domagają się, aby naliczać pensję nauczycielom z dołu, tak jak innym pracownikom oświatowym, którzy zajmują się obsługą. Dyrektorzy szkół wskazują, że przez tę archaiczną zasadę dochodzi do takich sytuacji, że nauczyciel podpisuje np. w sierpniu umowę, a na początku stycznia otrzymuje pensję i nie stawia się do pracy. Wtedy na urzędnikach spoczywa obowiązek ściągnięcia nienależnie pobranych pieniędzy albo spisanie ich na straty. Również jeśli nauczyciel się rozchoruje, to i tak otrzymuje więcej pieniędzy niż 80 proc. uposażenia. Dopiero urzędnik w kolejnym miesiącu może dokonać korekty.
Warto dodać, że jeśli nauczyciele nie przejdą tak jak pozostali pracownicy na kodeks pracy, to w dalszym ciągu szkoły będą likwidowane. Powód? Zawsze ten sam, aby można było je ponownie zakładać przez stowarzyszenia i zatrudniać tam nauczycieli na podstawie kodeksu pracy. Dzięki temu urzędnicy nie będą musieli dwa razy w miesiącu dokonywać rozliczenia pensji pedagogów.
@RY1@i02/2013/192/i02.2013.192.21700020b.802.jpg@RY2@
Artur Radwan dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Artur Radwan
dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu