Sonda. Jak powinno się ustalać wynagrodzenia włodarzy
WOJCIECH LUBAWSKI, prezydent Kielc
Sposób wynagradzania jest fatalny. Zdarza się, że wójt kilkutysięcznej gminy zarabia więcej niż prezydent półmilionowego miasta. Wynagrodzenie wójtów, burmistrzów, prezydentów powinno być ustawowo regulowane ze względu na wielkość jednostki samorządowej. Stawka netto 8-9 tys. zł miesięcznie jest zdecydowanie za niska. Obecnie ustawa kominowa gwarantuje uposażenie szefów spółek komunalnych (w ramach kontraktów) na poziomie od 3 do 5 średnich pensji krajowych plus 50 proc. premii, czyli maksymalnie może to być ponad 30 tys. zł miesięcznie. Jeżeli chcemy, by samorządy były zarządzane przez najlepszych, powinno się im zapewnić wyższe zarobki. Kryteria obniżenia i podwyższenia wynagrodzenia powinna regulować ustawa, co uwolniłoby takie decyzje od polityki. Dzisiaj wynagrodzenie brutto wójta, burmistrza, prezydenta powinno wynosić pomiędzy 10 a 25 tys. zł. A jest to ok. 12 tys. zł brutto.
ZYGMUNT FRANKIEWICZ, prezydent Gliwic
Obecne wynagrodzenia prezydentów miast są zdecydowanie za niskie. Pozostają na takim samym poziomie od 10 lat. Biorąc pod uwagę inflację, oznacza to faktyczny spadek ich wartości o 20 proc., podczas gdy w tym samym czasie średnie wynagrodzenia w Polsce wzrosły o ponad 60 proc. To jest temat, do którego politycy i media mają bardzo populistyczne podejście. Łatwo żerować na ludzkiej zawiści i hasłach o "nadmiernych przywilejach władzy". W sprawie zarobków samorządowców dochodzimy jednak do granic absurdu. Mamy bowiem włodarzy miast o miliardowych budżetach, którzy ponoszą ogromną osobistą odpowiedzialność za decyzje opierające się na wadliwym prawie, a zarabiają na poziomie kierownika magazynu w dużej firmie logistycznej. Dodatkowo coraz większym problemem jest spłaszczenie płac w urzędach. Jeśli chcemy nie tyle poprawiać jakość usług publicznych, ile chociażby ją utrzymać, to musimy zatrudniać fachowców, a oni kosztują coraz więcej. Już dzisiaj w większości dużych miast zastępcy prezydentów, sekretarze i skarbnicy, nie mówiąc już o pracownikach firm komunalnych, zarabiają więcej od prezydenta. To nie jest zdrowa sytuacja. Powiązanie wysokości wynagrodzenia z wielkością miasta czy wysokością jego budżetu uważam za wartościowy pomysł. Dobrze byłoby również, aby wynagrodzenia te zawierały elementy motywacyjne, uzależnione np. od wysokości nadwyżki operacyjnej miasta.
RAFAŁ BRUSKI, prezydent Bydgoszczy
Poziom wynagrodzenia włodarza powinien uwzględniać takie czynniki, jak wielkość miasta/gminy czy wysokość ich budżetu. Dla przykładu prezydent Bydgoszczy, której łączny budżet wynosi 2 mld zł, otrzymuje wynagrodzenie na podobnym poziomie jak np. wójt gminy Sicienko, o znacznie mniejszej liczbie mieszkańców i budżecie na poziomie 41,6 mln zł. Nie jest też bez znaczenia, że prezydenci dużych miast sprawują nadzór nad miejskimi spółkami. Ich odpowiedzialność jest zatem dużo większa. Dodatkowym zaburzeniem w zakresie wynagrodzeń włodarzy są regulacje wprowadzone przez Sejm jako nowelizacja ustawy kominowej. W przypadku spółek z udziałem m.in. samorządu wynagrodzenie będzie określane z uwzględnieniem skali działalności spółki, osiąganych przychodów oraz wielkości zatrudnienia. Spowoduje to, że wynagrodzenia przynajmniej części prezesów spółek będą wyższe (i to znacznie) niż włodarza.
EUGENIUSZ GOŁEMBIEWSKI, burmistrz Kowala
Obecnie obowiązujące przepisy z mojego punktu widzenia, czyli burmistrza 3,5-tysięcznego miasteczka, są zupełnie wystarczające. Od 2008 r. moje pobory wynoszące brutto 8880 zł są na moją prośbę niezmieniane. Obecny system ustalania wysokości płac - "rządowo-samorządowy" - jest moim zdaniem właściwy. Za konieczne natomiast uważam wprowadzenie przepisu, na mocy którego prezes spółki komunalnej nie może mieć wyższego wynagrodzenia niż włodarz gminy.
MARIA KARKOSZ, kierownik biura spraw pracowniczych Urzędu Miasta Wałbrzych
Ustawa z 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych w art. 8 stanowi, że wynagrodzenie wójta (burmistrza, prezydenta) ustala rada gminy w drodze uchwały. Można powiedzieć, że "ktoś musi to wynagrodzenie ustalić". Jeżeli rada gminy jest organem wybranym przez mieszkańców, to ma mandat, aby ich reprezentować także w sprawach wynagradzania wybranego przez mieszkańców wójta. Problem niestety jest w tym, że rada gminy nigdy nie jest organem jednolitym, jej członkowie są krytycznie nastawieni do działania wójta w wielu aspektach funkcjonowania gminy i często wyrażają negatywną opinię o jego pracy i wysokości wynagrodzenia. W tej sytuacji bezstronne ustalenie adekwatnego do wkładu pracy i zaangażowania wynagrodzenia staje się niemożliwe lub powoduje dalsze konfliktowanie członków rady gminy między sobą i wobec wójta. Dodatkowo obecnie obowiązujące rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych określa maksymalne stawki dotyczące wynagrodzenia zasadniczego wójta. A może by tak na stanowiskach włodarzy przyjąć wynagrodzenie zasadnicze wynikające z pomnożenia kwoty minimalnego wynagrodzenia przez krotność punktów uzależnionych od liczby mieszkańców gminy (np. za każde 10 tys. mieszkańców 2 pkt) plus wszystkie pozostałe składniki, tj. dodatek stażowy (procentowo), dodatek specjalny (procentowo) i dodatek funkcyjny (kwotowo) - określone sztywno w rozporządzeniu. Natomiast radzie gminy można by nadać kompetencje do przyznania wójtowi (burmistrzowi, prezydentowi) nagrody za szczególne osiągnięcia. Jeżeli ma być ograniczenie wynagrodzenia, to niech będzie to powiązane z wynagrodzeniem dyrektorów i prezesów samorządowych jednostek i niech nie przekracza np. 6-krotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku w IV kwartale roku poprzedniego.
PIOTR ROMAN, prezydent Bolesławca
Ustalanie wynagrodzeń przez radę gminy miało jakiś sens w latach 1990-2002, czyli w czasach, kiedy to rada wybierała burmistrza. Od 2002 r. burmistrz, wójt jest wybierany w wyborach bezpośrednich, a więc jego mandat do sprawowania władzy nie jest zależny od rady. W ślad za tą zmianą nie poszły rozwiązania dotyczące ustalania wynagrodzenia. Można było przewidzieć, że spowoduje to kilka zagrożeń. W sytuacji gdy pomiędzy radą a burmistrzem istnieje spór (najczęściej polityczny), radni, aby się zemścić, uchwalają pensję niższą. Zdarza się, że w trakcie kadencji radni próbują obniżyć pensję, co kończy się w sądzie. Często w skonfliktowanych radach ustalanie pensji jest wykorzystywane do organizacji populistycznego i żenującego spektaklu. Są też radni, którzy ustalając pensję wójtowi, głosują za jak najniższą, bo "tak uważają ich wyborcy, którzy zarabiają po 2 tysiące". Czyli często pensja wójta nie jest zależna od wyników jego pracy, a od relacji z radnymi. A jeśli chodzi o ustalanie pensji przez radę miasta, to może analogicznie ustalanie pensji premiera albo prezydenta należałoby uczynić przedmiotem debaty sejmowej.
JACEK MAJCHROWSKI, prezydent Krakowa
Obecnie wynagrodzenie wójtów/burmistrzów/prezydentów, w szczególności prezydentów największych miast, limitowane przepisami dotyczącymi pracowników samorządowych jest zdecydowanie nieadekwatne do stopnia odpowiedzialności, jaka na tych osobach spoczywa. Według mnie wynagrodzenie włodarzy powinno być określane przepisami rangi ustawowej i być uzależnione wyłącznie od obiektywnych, niemających charakteru uznaniowego okoliczności, jak np. wielkość budżetu, jakim dana gmina dysponuje, wartość inwestycji czy liczba mieszkańców (w większym niż dotychczas stopniu). W tej chwili burmistrz gminy z kilkunastomilionowym budżetem zarabia tyle samo co prezydent miasta z budżetem kilku miliardów złotych. Inną kwestią jest konieczność uregulowania wynagrodzenia prezydentów miast na prawach powiatu. Obecnie funkcję starostów pełnią bezpłatnie. Jestem przeciwny ustalaniu możliwości dodatkowego wynagradzania włodarzy miast np. poprzez przyznawanie nagród, gdyż w sytuacji, kiedy to rada miasta określa wysokość wynagrodzenia włodarza, zawsze przyznawanie nagród będzie miało charakter polityczny. Wynagrodzenie powinno być ustalone na wyższym niż aktualnie poziomie, mieć charakter stały i być uzależnione od obiektywnych kryteriów.
KRZYSZTOF CHOJNIAK, prezydent Piotrkowa Trybunalskiego
Od momentu, kiedy prezydenci, burmistrzowie i wójtowie wybierani są w wyborach bezpośrednich, wynagrodzenie włodarzy nie powinno być ustalane przez radę. Takie rozwiązanie może prowadzić do nieobiektywnej oceny wynikającej chociażby z powodów politycznych. Powinno być ono ustalane według obiektywnych kryteriów, takich jak chociażby to, czy jest to miasto na prawach powiatu, jak wielu ma mieszkańców czy też jaki jest budżet gminy. Na podstawie tych danych powinna powstać tabela wynagradzania.
WADIM TYSZKIEWICZ, prezydent Nowej Soli
Wynagrodzenie powinno być wypadkową wkładanej pracy i ponoszonej odpowiedzialności. W tym względzie samorządowi włodarze miast i gmin w żadnej mierze nie są wynagradzani relatywnie do wymienionych kryteriów. Prezydenci dużych miast, takich jak choćby Warszawa, Wrocław, Kraków, Gdańsk czy Łódź, zarabiają wręcz nieprzyzwoicie mało. Po przyjętych przez obecny Sejm nowych regulacjach dotyczących wynagradzania prezesów spółek komunalnych większość naszych podwładnych zarabia dużo więcej od włodarzy miast. To rodzi pytanie, kto przy takich zarobkach będzie chciał brać na siebie ogromną odpowiedzialność za miasta i gminy. Sadzę, że wynagrodzenie włodarzy powinno być różnicowane. Powinno być wiele czynników, które na nie wpływają. Jakich? O tym trzeba rozmawiać. Warto też się zastanowić, jak i czym motywować włodarzy do jeszcze wydajniejszej pracy i podejmowania jeszcze trudniejszych wyzwań dla dobra mieszkańców.
Opracował Paweł Sikora
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu