Samorządowe przewozy autobusowe też padły ofiarą koronawirusa
Lokalne władze w Czechach czy na Słowacji przywiązują większą niż ich polscy koledzy wagę do podtrzymywania regionalnej komunikacji autobusowej
Spadek liczby podróżnych, dużo niższe wpływy z biletów, ale też chęć zachowania siatki połączeń autobusowych – to wspólne doświadczenia austriackich, czeskich, niemieckich i słowackich regionów. Pandemia wybuchła w momencie, gdy w Polsce rozpoczęto proces przywracania autobusów regionalnych użyteczności publicznej. Urzędy marszałkowskie sobie z tym nie radzą, a zarazem nie korzystają z zagranicznych doświadczeń. Wyjątkiem jest Małopolska, która 1 stycznia podwoiła liczbę wojewódzkich linii autobusowych.
U naszych południowych sąsiadów utrzymanie autobusów regionalnych to zadanie krajów samorządowych, czyli odpowiedników naszych województw. W 2019 r. kraje nitrzański i trnawski (Słowacja) wydały na autobusy po 11 proc. swoich budżetów, czeski kraj morawsko-śląski – 8 proc., a pilzneński – 7 proc. W Polsce do liderów należy woj. kujawsko-pomorskie, gdzie wydatki na autobusy wyniosły... 0,6 proc. budżetu. To i tak dużo, bo kilka województw (m.in. opolskie, podkarpackie, świętokrzyskie i wielkopolskie) nie uruchomiło ani jednej linii.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.