Komunikacja miejska droższa, ale i tak najbardziej opłacalna
W części miast mieszkańcy musieli w tym roku głębiej sięgnąć do kieszeni, żeby zapłacić za bilety komunikacji miejskiej. Samorządy i eksperci wskazują, że skala podwyżek i tak jest niska, biorąc pod uwagę galopującą inflację
Miejskie przedsiębiorstwa komunikacyjne borykają się ze wszystkimi problemami, które dotykają inne branże w okresie radykalnego wzrostu cen - szczególnie paliw - oraz presji płacowej ze strony pracowników. Znacznie trudniej jednak przerzucić koszty na klientów, czyli mieszkańców, ponieważ wiąże się to z koniecznością podjęcia odpowiednich decyzji przez organy samorządowe. W mijającym roku w sporej części miast podwyżki i urealnienie cen biletów były jednak niezbędne (patrz: infografika). - Jest naturalne, że jeśli w mieście nie podwyższano cen biletów od 10 lat, a w większości tak jest, to teraz jest moment, kiedy trzeba to zrobić. Nie są to radykalne podwyżki i byłbym daleki od ich demonizowania, bo nie odrabiają one nawet inflacji, która w tym czasie nastąpiła - podkreśla Marcin Żabicki, dyrektor ds. rozwoju Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej.
Przed podwyżkami broni się część większych miast, które podnosiły ceny już rok czy dwa lata temu. W innych z kolei podwyżki blokują radni. W obliczu rosnących cen prądu problematyczne staje się również użytkowanie taboru elektrycznego - do czego samorządy zobowiązane są ustawowo. Poszukując oszczędności, niektóre miasta decydują się również na obcinanie kursów czy zastępowanie autobusów elektrycznych spalinowymi. Do tego dochodzi brak odpowiedniej liczby kierowców, którzy znajdują zatrudnienie w innych branżach, zapewniających im wzrost płac.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.