Możemy się uczyć od Szwedów
ENERGIA Z ODPADÓW - Polska musi się zainteresować bardziej efektywnym zagospodarowaniem odpadów komunalnych z przyczyn środowiskowych i ekonomicznych. Wzorcowe rozwiązania wprowadziła już Szwecja, która uzyskuje z odpadów energię
Szwedzcy eksperci wyliczyli, że 3 mln ton odpadów mają wartość energetyczną 1 mld m sześc. gazu. W Polsce produkuje się co roku 12 mln ton śmieci, które lądują na wysypiskach. Ich wykorzystanie mogłoby zasypać dziurę w naszym bilansie gazowym.
Zgodnie z priorytetami Unii Europejskiej państwa członkowskie powinny samodzielnie lub wspólnie ustanowić zintegrowaną sieć instalacji do odzysku lub unieszkodliwiania zmieszanych odpadów komunalnych przy zapewnieniu jednocześnie dbałości o ochronę środowiska i zdrowia mieszkańców. Niebagatelny wpływ na poszukiwania sposobów rozwiązania problemu odpadów ma również strona ekonomiczna - unijna zasada brzmi: zanieczyszczający płaci. Oznacza to, że koszty gospodarowania odpadami ponosi ich wytwórca lub aktualny włąściciel. Kwestia śmieci komunalnych staje się w ten sposób problemem środowiskowym i finansowym jednocześnie, co daje impuls do aktywniejszego niż dawniej poszukiwania sposobów ich utylizacji.
Jak wygląda sytuacja w Polsce? Według dostępnych danych za 2009 rok aż 78 proc. odpadów komunalnych jest składowane na wysypiskach. W ogólnej masie odpadów za duży procent mają nadal śmieci niesegregowane (chodzi także o odpady niebezpieczne niewyselekcjonowane z ogólnego strumienia). Około 300 istniejących dziś składowisk nie spełnia wymagań technicznych i prawnych i trzeba je będzie zamknąć do 2014 roku. Ponieważ proces inwestycyjny musi potrwać, nie będzie możliwe całkowicie płynne przejście na nowoczesne metody - nowe zakłady utylizacji nie powstaną do momentu wymaganego zamknięcia obecnych składowisk.
Zorganizowaną zbiórką odpadów w 2008 roku objętych było tylko 78 proc. mieszkańców Polski. Nawet ten system nie jest szczelny. Według Najwyższej Izby Kontroli 92 proc. gmin ma problem z dzikimi wysypiskami.
Są też konkretne problemy, z których przeciętny obywatel w ogóle nie zdaje sobie sprawy, jak odbiór niezużytych i przeterminowanych lekarstw. Wielu Polaków nadal wyrzuca je do ogólnego pojemnika, choć mogą stwarzać zagrożenie. Tymczasem obowiązek ich przyjmowania mają apteki: nawet jeśli nie wystawiają specjalnych pojemników, można im je po prostu przekazać.
Dane o ilości odpadów w Polsce mogą wyostrzać lub usypiać czujność w zależności od sposobu prezentowania. Pod względem ilości śmieci na mieszkańca Polacy zajmują bowiem ostatnie miejsce w Unii Europejskiej (316 kg rocznie, podczas gdy średnia unijna wynosi 512 kg). Ta informacja nie powinna jednak nas rozgrzeszać. Po pierwsze to oficjalne dane, które nie obejmują 22 proc. obywateli poza systemem zorganizowanego odbioru odpadów. Po drugie - nawet ważniejsze - Polska i tak znajduje się na 6. miejscu pośród największych producentów odpadów w ogóle. Najwięksi wytwórcy odpadów w przeliczeniu na mieszkańca dostarczają ich: Niemcy - 587 kg, Hiszpania - 547 kg, Francja - 535 kg, a Wielka Brytania - 526 kg.
Cele gospodarki odpadami, które znalazły się w polskim prawodawstwie, to przede wszystkim objęcie wszystkich Polaków systemem zorganizowanego odbioru do 2015 roku i osiągnięcie 50-proc. poziomu recyklingu do 2020 roku. Cele w krótszym terminie to wspomniane zamknięcie 300 składowisk do 2014 roku, zredukowanie poziomu składowanych odpadów komunalnych o 26 proc. (w 2014 roku, w stosunku do 2008 roku) i zmniejszenie masy składowanych bioodpadów do 2,19 mln Mg (co oznacza osiągnięcie 50 proc. redukcji) w roku 2013 w stosunku do roku 1995. Cele te są zagrożone, bo Polska nie dysponuje wystarczającą infrastrukturą do ich spełnienia (plany zapisane w wojewódzkich planach gospodarki odpadami zakładają powstanie nowych instalacji - bez sortowni i spalarni - pozwalających przerobić 2 mln ton rocznie i 10 spalarni o podobnej łącznej mocy).
Specjaliści wskazują jedno z możliwych rozwiązań, czyli model, który jest z powodzeniem stosowany w Sztokholmie. Elektrociepłownia Högdalen produkuje 2,2 TWh/a energii, z czego 0,5 TWh przypada na energię elektryczną, a 1,7 TWh na ciepło, co daje około 16 proc. zapotrzebowania Sztokholmu. Ogrzewa 200 tys. i dostarcza prąd do 80 tys. gospodarstw domowych. Co najważniejsze: paliwem dla Högdalen są odpady komunalne i przemysłowe.
Mieszkaniec Sztokholmu produkuje rocznie około 0,5 t odpadów. Są one odbierane z 275 tys. pojemników i 85 tys. punktów zbierania śmieci. Do Högdalen trafia rocznie 500 tys. t odpadów komunalnych i 200 tys. ton przemysłowych. Chodzi zarówno o plastik (najbardziej kaloryczny), papier czy tekstylia, jak i o biomasę (odpady żywnościowe czy ogrodowe).
Elektrociepłownia Högdalen jest przy okazji dobrym przykładem rozwiązania inwestorskiego: zakład powstał w formule partnerstwa publiczno-prywatnego i należy po połowie do miasta i firmy Fortum.
Czy spalanie odpadów jest bezpieczne dla człowieka i środowiska?
- Jesteśmy firmą energetyczną. Dla nas odpady są paliwem. Chodzi o właściwe podejście: odzysk energii poprzez spalanie plastiku jest przedostatnią możliwością. Najlepiej jest wcale nie produkować np. plastikowych butelek, kiedy już jednak istnieją, należy rozważyć możliwość recyklingu, jeśli taka istnieje. Dopiero kolejnym zalecanym rozwiązaniem jest spalanie w elektrociepłowniach i odzyskiwanie dzięki temu energii. Żeby ją uzyskać i tak musielibyśmy użyć przeważnie paliw kopalnych - uważa Jacek Uhryn, menedżer ds. akwizycji rozwoju programów WTE (Waste to Energy) w Fortum.
- Co zaś do bezpieczeństwa dla człowieka, spalanie jest rozwiązaniem higienicznym, poddane wysokiej temperaturze mikroorganizmy, które mogą się znaleźć w masie odpadów, są eliminowane.
Jacek Uhryn zwraca uwagę na jeszcze jedną zaletę tego rozwiązania dla środowiska. Paliwa, jakim są odpady, nie trzeba transportować przez cały kraj, jak np. węgla, bo jest dostępne lokalnie, ponieważ odpady produkowane są wszędzie, gdzie przebywają ludzie, a najwięcej w dużych miastach.
Statystyki uspokajają. Sztokholmska elektrociepłownia emituje do atmosfery 10 razy mniej pyłów i dioksyn i 20 razy mniej siarki, niż zezwalają na to normy UE. W ciągu 20 lat w Sztokholmie emisja dwutlenku węgla spadła o 70 proc., dwutlenku siarki o 95 proc., a tlenku azotu o 80 proc.
Czy możemy liczyć, że podobne do Högdalen elektrociepłownie powstaną w Polsce? Budowę rozważa m.in. Gdańsk (specjaliści z Trójmiasta już wizytowali sztokholmski zakład). I nie jest to jedyne miasto.
- Znaleźliśmy się na liście 11 potencjalnych inwestorów zakładu w Poznaniu. Bardzo ważnym obszarem w Polsce jest dla nas także Górny Śląsk, bo to 21 miast, a więc olbrzymi rynek. Krótko mówiąc, stajemy do postępowań wszędzie tam, gdzie ma to uzasadnienie biznesowe.
Dlaczego w ogóle należałoby skorzystać ze szwedzkiego przykładu? Jacek Uhryn odpowiada:
- Jesteśmy teraz w punkcie, w którym Szwedzi byli 30 lat temu. Trzeba brać pod uwagę, że warunki i potrzeby energetyczne Polski i Szwecji są podobne. Możemy skorzystać ze sprawdzonego rozwiązania.
@RY1@i02/2011/124/i02.2011.124.050.003a.001.jpg@RY2@
Normy europejskie a rzeczywiste emisje do atmosfery
@RY1@i02/2011/124/i02.2011.124.050.003a.002.jpg@RY2@
Fot. Archiwum
Elektrociepłownia w Högdalen pomaga w utylizacji odpadów, jednocześnie nie stwarzając zagrożenia dla środowiska
Karol Dominowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu