Organizacje obywateli to nie zło konieczne, ale pomoc dla samorządu
Rozmowa z Andrzejem Rogińskim, prezesem Społecznego Komitetu Budowy Metra
Czym jest Społeczny Komitet Budowy Metra?
Stworzyliśmy go 31 lat temu jako komitet obywatelski. Teraz działamy jako niezależne stowarzyszenie, które skupia dwie grupy ludzi: fachowców europejskiej klasy ze wszystkich dziedzin związanych z metrem, np. inżynierów czy ekonomistów, oraz zwykłych warszawiaków, którzy najlepiej wiedzą, dlaczego metro jest potrzebne miastu na co dzień. Na początku naszym celem było to, żeby w ogóle w Warszawie uruchomić metro i jestem przekonany, że w jakimś stopniu przyspieszyliśmy proces powstawania kolejki podziemnej. Jeśli wówczas nie działałoby lobby mocno opowiadające się za metrem, to kto wie, czy w ogóle kolej podziemna by postała. Może do dziś czekalibyśmy na pierwszą linię.
Natomiast obecnie naszą główną troską jest to, żeby metro było rozwijane. Myślimy o odległej perspektywie - 100 lat. W tym zakresie przygotowujemy uchwałę Rady Warszawy w sprawie sieci metra. Będzie to wskazanie kierunków obecnym i przyszłym władzom miasta, w jaki sposób koncepcyjnie myśleć o rozwoju podziemnej kolejki.
Można więc powiedzieć, że rolą społecznego komitetu jest bycie sumieniem decydentów...
Niewątpliwie tak, ale oprócz pełnienia funkcji społecznej kontroli działań władz aktywnie angażujemy się w pomoc samorządowcom. Kiedy metro było dopiero w planach, naszym zadaniem było przekonanie warszawiaków do zalet tego środka transportu. Bo to były takie czasy, że nie wyjeżdżało się za granicę i mieszkańcy nie potrafili wyobrazić sobie, że na Zachodzie budowa kolejek podziemnych za każdym razem przyczyniała się do rozwoju miast. Żeby więc pozyskać przychylność mieszkańców, zorganizowaliśmy konkurs na nazwy stacji i logo metra. Napłynęło wiele propozycji, w tym ta, która do dziś jest symbolem podziemnej kolejki.
Organizowaliśmy opinię publiczną, ale robiliśmy też coś jeszcze. Na początku XXI wieku zorganizowaliśmy np. w Pałacu Kultury i Nauki wielką konferencję. Tam przedstawiliśmy nowy sposób finansowania metra i nowe technologie budowy. Właśnie wtedy zaproponowaliśmy, żeby były tarcze TBM. Są one dziś używane przy budowie drugiej linii metra. Osiągnęliśmy to dzięki konsekwencji w naszym działaniu.
Na czym polega ta konsekwencja?
Rozmawiamy ze wszystkimi prezydentami Warszawy, niezależnie od ich poglądów politycznych. Dyskusja się nie urywa, kiedy stery w ratuszu obejmuje nowa osoba. Z kolei przed każdymi wyborami samorządowymi spotykamy się z najpoważniejszymi kandydatami na urząd prezydenta i pytamy o ich podejście do metra i wizję rozwoju. Zawsze podkreślamy, że służymy im swoją fachową wiedzą.
Pytanie, czy korzystają z niej lokalne władze?
Tak. Podam przykład. Kilka lat temu zorganizowany został przetarg na budowę centralnego odcinka drugiej linii metra. Wygrana oferta opiewała na gigantyczną sumę, niespotykaną w Europie jak na tego typu przedsięwzięcia, więc wszyscy zastanawiali się, czy miasto jest w stanie takie koszty w ogóle udźwignąć. W związku z tym trzeba było coś zrobić. Jako komitet poszliśmy do prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz i wiceprezydenta Jacka Wojciechowicza i odbyliśmy trudną rozmowę. Namawialiśmy, żeby unieważnić przetarg ze względu na zawyżoną cenę. Naszym zdaniem oferenci podnieśli ceny w związku ze zbliżającym się wówczas Euro 2012. Byli przekonani, że nawet kosztem wyższej ceny miasto będzie chciało jak najszybciej zakończyć inwestycję, żeby zdążyć przed piłkarską imprezą. Powiedzieliśmy, że możemy na metro poczekać nawet rok dłużej, ważne, żeby było taniej. Za zaoszczędzone pieniądze można zaś zrobić coś innego, szczególnie że miasto ma ogromne potrzeby. Przetarg unieważniono. W nowym oferty były już bardziej atrakcyjne. Miasto zaoszczędziło miliard złotych. Takie dyskusje to nie są jednostkowe przypadki. Jeżeli uważamy, że warto na coś zwrócić uwagę, to spotykamy się z przedstawicielami władzy i omawiamy dane kwestie.
W żadnym momencie nie zastępujemy jednak władz. Przedstawiamy im nasz punkt widzenia jako obywatele tego miasta. Nie patrzymy, kto zajmuje stanowiska. Jesteśmy zadowoleni, że możemy wsiąść do metra i w sposób szybki i bezpieczny dojechać do miejsca przeznaczenia, nie używając samochodu.
Dobre pomysły i rozległa wiedza to jednak nie wszystko. W jaki sposób można osiągnąć to, że lokalna władza chce słuchać?
Nasz sukces polega na tym, że, jak wspomniałem, nie zastępujemy samorządu, my mu doradzamy. Mówimy: proszę, korzystajcie z naszych zasobów wiedzy, naszych pomysłów, wsparcia medialnego, bo prowadzimy również stronę internetową o walorach edukacyjnych. Służymy miastu, nie oczekując w zamian zapłaty czy też głosów wyborczych. Nie aspirujemy do stanowisk. Dzięki temu nie jesteśmy traktowani jako konkurenci. I dlatego mamy taką siłę przebicia.
To ciekawe, bo w wielu gminach organizacje skupiające mieszkańców traktowane są jako zło konieczne.
Zdecydowanie tak nie jest. Społeczny komitet działa na rzecz współobywateli i mądry samorząd z tego korzysta, a nie boi się tego. Czasami lokalne władze stoją przed niepopularnymi, trudnymi decyzjami, jak w omawianym przypadku - opóźnieniem budowy o rok. Jeśli jednak samorząd nie będzie miał społecznego sojusznika przy realizacji ważnej inwestycji komunikacyjnej, to może ponieść klęskę. Jeśli zrozumie się rolę społecznych organizacji pozarządowych, to można na tym skorzystać.
Wspomniał pan, że działacie państwo w formie stowarzyszenia. Czy to najlepsze rozwiązanie prawne dla społecznego komitetu?
Dziś, jeżeli chcemy być oficjalnym i poważnym partnerem dla samorządu, to musimy być zarejestrowani. Nie ma innej możliwości. Kiedyś to wszystko było bardziej spontaniczne. Formę stowarzyszenia przyjęliśmy więc jako potrzebę czasów. Samorząd może różne inwestycje robić sam, ale inwestycje tak duże jak metro potrzebują wsparcia obywatelskiego. Z innej strony, jeśli czynnik społeczny chce być odpowiednio słyszalny, również musi zostać odpowiednio zorganizowany.
Na koniec chciałbym zapytać o temat, który powraca co jakiś czas: czy inne samorządy zasługują na metro?
Faktem jest, patrząc na to, co się stało wzdłuż linii metra w Warszawie, że kolejka podziemna znacznie przyczynia się do rozwoju miasta. Oznacza to, że metro jest bardzo ważnym elementem miejskiej tkanki. Oczywiście są miejsca, gdzie jego budowa nie ma uzasadnienia, bo są rozwinięte inne środki komunikacji publicznej. Tam jednak, gdzie metro by się przydało, my chętnie pomożemy, udostępniając swoją wiedzę i dzieląc się doświadczeniami. Jesteśmy gotowi przekazać innym samorządom i działaczom społecznym nasze know-how.
Uchwała Rady Warszawy w sprawie sieci metra wskaże obecnym i przyszłym władzom miasta, w jaki sposób koncepcyjnie myśleć o rozwoju podziemnej kolejki
@RY1@i02/2013/215/i02.2013.215.08800020b.803.jpg@RY2@
Fot, Wojtek Górski
Andrzej Rogiński prezes Społecznego Komitetu Budowy Metra
Rozmawiał Piotr Pieńkosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu