Targowiska. Wszyscy chcą rewitalizacji, ale każdy na swój sposób
PROBLEM Świeże warzywa z pierwszej ręki, ale też polska odzież i buty. No i nieprzeceniony walor spotkań sąsiedzkich czy też zwykłych pogaduszek z handlarzem i przypadkowo spotkanym kupującym. Coraz częściej samorządy spoglądają na bazary z sentymentem. To na bazarze, targowisku, a nie w supermarkecie, bije serce każdej miejscowości. Dlatego samorządy chętnie przymierzają się do rewitalizacji istniejących obiektów, wyznaczają miejsca handlu, choćby jednodniowego. To zabieg nie tylko ekonomiczny i porządkujący, lecz także kulturotwórczy, związujący mieszkańca z najbliższą okolicą i wspomagający lokalnych kupców. Zauważono to na zachodzie Europy i coraz częściej zauważa się u nas. Jednak modernizacje bywają też często zarzewiem lokalnych konfliktów.
Konflikty podszyte lękiem
Największym problemem jest przełamanie nieufności kupców. Obawiają się, że rewitalizacja to ukryty sposób na pozbycie się ich ze swoich stanowisk i wprowadzenie komercyjnych handlowców. A wiąże się z końcem istnienia prawdziwego bazaru. Taki argument padał właśnie podczas prezentacji rewitalizacji Bazaru Różyckiego.
- Zakłada ona powstanie 60 stanowisk kupieckich, podczas gdy dzisiaj na tym targowisku zarejestrowanych jest 180 kupców. Co się stanie z resztą? Stracą pracę - mówił jeden z kupców. Dodawał, że już sama przebudowa będzie wiązała się ze wstrzymaniem handlu. - A każda przerwa to dla nas nie tylko utrata pieniędzy, ale przede wszystkim odwrócenie się od nas klienta - mówił kupiec.
Z małym i młodym łatwiej
O ile z rewitalizacją Bazaru Różyckiego mogą być kłopoty, o tyle pomysł przebudowy targowiska we Wrocławiu nie wzbudza oporów. Fakt, że to bazarek nieduży, z ok. 40 budkami, i stosunkowo młody. Dodatkową zachętą do proponowanej rewitalizacji jest to, że miasto zaproponowało kupcom wieloletnią dzierżawę i partycypację w kosztach inwestycji.Niekiedy na nowy obiekt w miejscu starego trzeba poczekać. Pomysł musi się uleżeć. Tak było przy warszawskiej ulicy Banacha, gdzie po kilku latach, po protestach kupców i mieszkańców, miastu udało się rozpocząć rewitalizację, a właściwie budowę cywilizowanego bazaru obok istniejącego targowiska.
Z kolei kilkanaście otwartych placów targowych to pomysł na reaktywację rodzimego handlu, przede wszystkim warzywno-owocowego, ale nie tylko, w Krakowie. Trochę jak w Barcelonie, gdzie każdy mieszkaniec ma na targ nie dłużej niż 10 minut drogi. Promocja krakowskich targowisk trwa. Kupcy dzierżawią grunt od miasta, które jest właścicielem placów.
Najlepiej w rękach miasta
- Najlepiej jeśli rewitalizacją zajmuje się miasto - mówi Aleksandra Wasilkowska, która specjalizuje się w odnowie bazarów. - Remont długo się spłaca, samych kupców nie stać na taką inwestycję. Jeśli miasto chce mieć elegancki, kulturotwórczy obiekt, z klimatem, to musi w niego zainwestować. Podobnie uważa Krzysztof Domaradzki, architekt i urbanista, autor najbardziej udanego fragmentu modernizacji targowiska pod Halą Mirowską w Warszawie. Ale przestrzega - nie wszystko wszędzie pasuje. Trudno na targowisku w centrum stolicy przewidzieć miejsca do sprzedaży z pojazdów. Jednak w peryferyjnych dzielnicach warto się nad tym zastanowić, podobnie jak nad miejscami do odręcznego handlu kwiatami czy nabiałem. Architekt też się zgadza, że aby rewitalizacja przebiegała prawidłowo, niezbędna jest współpraca, także finansowa, samorządu.
Tylko czasem
Targowiska jednodniowe w Europie spotyka się często. Ot, po prostu w konkretny dzień tygodnia albo na kilka dni w roku zamyka się ulicę czy plac. U nas były kłopoty nie tyle z ich utworzeniem, ile z zainteresowaniem klientów ofertą takich bazarków. Jednak są i udane przykłady. Choćby sobotnie targowisko w stołecznym Wawrze radzi sobie coraz lepiej, mimo że przed kilku laty na dużym parkingu przed urzędem dzielnicy smętnie stały dwa stragany i nie mogły się doczekać na kupujących. Dziś co tydzień jest ich ponad dwadzieścia z różnych branż i na brak klientów nie narzekają. - W takich miejscach trzeba także zadbać o standard higieniczny i estetyczny - przypomina Krzysztof Domaradzki. Bo są to miejsca chętnie odwiedzane.
Stary jak nowy. Czy to zawsze dobrze
Projekty rewitalizacyjne nie zawsze są przyjmowane z aplauzem. Przykładem może być warszawski Bazar Różyckiego. Koncepcja zaprojektowana przez architektów wzbudziła dużo kontrowersji, niemal rozpaliła emocje wśród kupców, varsavianistów i części mieszkańców. Zakłada wymianę budek, częściowe ich przeszklenie oraz stworzenie centralnego placu, gdzie będzie można kupić pyzy, samemu coś upiec, spotkać się na biesiadzie ze znajomymi. W planach jest również możliwość stworzenia otwartego kina i zadaszonego pasażu.
- Chcemy też stworzyć działy tematyczne poświęcone np. ginącym zawodom - mówiła podczas prezentacji Aleksandra Wasilkowska, jedna z autorek projektu.
Jednak przeważali sceptycy. - Wszytko może i pięknie, ale gdzie ten Różyc - padały głosy. Diametralne zmiany trudno bowiem nazwać rewitalizacją. W miejsce starego Różyca powstałby nowy obiekt. Nie pomogły zapewnienia o pozostawieniu obecnego koloru elewacji budek czy ustawieniu wielkiego syfonu, takiego, jaki stał na bazarze przed wojną.
Kontrowersje wzbudza też projekt zagospodarowania lubelskiego Podzamcza, który w miejscu targowiska przewiduje ciężką zadaszoną halę. - Czy handlujących będzie stać na opłaty pod dachem? Odkryty targ jest ogromnym atutem tego miejsca - mówiła nam jeszcze w trakcie kampanii wyborczej Dorota Polz-Gruszka z komitetu Lubelskiej Lewicy Razem. W Europie jednak często stosuje się przy takich obiektach nowoczesne formy architektoniczne. Przykładem jest choćby nakryte futurystycznym dachem targowisko św. Katarzyny w Barcelonie.
TRZY PYTANIA DO EKSPERTA
Społeczeństwo się zmienia, a bazary wraz z nim
@RY1@i02/2014/234/i02.2014.234.088000200.803.jpg@RY2@
prof. Jacek Wasilewski Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej
Zmienia się postrzeganie bazarów. Jeszcze niedawno wiele samorządów chciało ten rodzaj handlu ograniczać albo wręcz likwidować. Dziś widać odwrotną tendencję - gminy zabierają się do rewitalizacji tych miejsc. Czy to dobrze?
Oceniam to zjawisko bardzo pozytywnie. Nowe bazary sprzyjają powstawaniu lokalnych więzi. Także tych wspierających czy tworzących społeczeństwo obywatelskie. Tu spotykają się wszystkie lub prawie wszystkie grupy wiekowe i społeczne - od 30-latków po ludzi starszych. Na bazarach nie ma też takiej anonimowości, z jaką spotykamy się w wielkich sieciach handlowych. Nawiązują się bardziej osobiste kontakty - omawiamy, co nas nurtuje, jak radzą sobie nasze dzieci, czego na co dzień brakuje.
Zrewitalizowane bazary są jednak inne od tych starych. Znikają wąskie alejki, tłok i ścisk, trochę orientalny harmider. Zamiast ciasnych budek pojawiają się nowoczesne pawilony. Czy nie obawia się pan, że może zabraknąć w nich miejsca dla lokalnych producentów czy np. kobiet z nabiałem?
Zmieniają się też podstawowe funkcje i adresat tych miejsc. Dawniej były to miejsca nastawione na najuboższych klientów. Dlatego produkty, zwłaszcza przemysłowe, były z najniższej półki. Teraz adresowane są często do klasy średniej czy nawet średniej wyższej. Dlatego w miejsce skleconych z byle czego budek pojawiają się pawilony. Nie zapominałbym jednak o owej babie z nabiałem, okolicznych producentach rolnych czy drobnych przedsiębiorcach, którzy zajmują się produkcją, a tylko np. raz w tygodniu wystawiają swoje towary. Z całą pewnością taka drobna produkcja nie przebije się do sieciówki, dlatego bazar daje też możliwość stworzenia i utrzymania niewielkich przedsiębiorstw, miejsc prowadzenia własnej wytwórczości.
To jak i gdzie należy bazary projektować?
Z pewnością powinny być w każdym mieście, a w wielkim w każdej dzielnicy. Jak się władza za bardzo nie wtrąca, to ludzie oddolnie wytwarzają swoje instytucje. Nie można w to za bardzo ingerować ani też puścić wszystkiego na żywioł, jakiś porządek trzeba zachować. A ludzie będą przychodzić, jeżeli będą wiedzieli, że to ich kupcy i ich bazar.
Rozmawiała Zofia Jóźwiak
@RY1@i02/2014/234/i02.2014.234.088000200.804.jpg@RY2@
Wizualizacja projektu rewitalizacji Bazaru Różyckiego w Warszawie (Pracownia Architektoniczna Aleksandra Wasilkowska)
Monika Górecka-Czuryłło
Zofia Jóźwiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu