Skuteczne są konsekwentne i przemyślane działania
@RY1@i02/2016/252/i02.2016.252.18300280j.801.jpg@RY2@
dr Wojciech Rogala ekspert z firmy Atmoterm SA zajmującej się doradztwem w zakresie ochrony środowiska
Dlaczego tak wielu gminom - kolejny już rok z rzędu - wciąż się nie udaje skutecznie zredukować zanieczyszczeń powietrza na swoim terenie?
To nie jest tak, że wszystkie samorządy poniosły klęskę i nie osiągnęły efektów. Dobrym przykładem miasta, które skutecznie wywiązało się ze swoich zadań na rzecz redukcji zanieczyszczeń, jest Leszno. Normy nie są tam już praktycznie przekraczane. Kluczowa okazała się w tym przypadku konsekwencja w działaniu, której wielu miastom brakuje. Poprawę przynoszą dopiero konsekwentnie prowadzone działania określone na wiele lat do przodu. Istotna jest również stabilność kadry. Niestety zdarza się, że brak kompetencji i stabilności powodują, że nawet dobre plany czy zamierzenia nie są realizowane.
Czy w Polsce istnieją skuteczne mechanizmy prawne, by wyciągać konsekwencje wobec tych gmin, które od wielu lat nie realizują swoich planów na rzecz ochrony środowiska?
Pierwsze takie narzędzia pojawiły się stosunkowo niedawno (art. 96a ust. 1 pkt 2 oraz art. 315a ust. 3 prawa ochrony środowiska weszły w życie w 2012 r.). Działają jeszcze zbyt krótko, by można było przytoczyć przykład osoby szczególnie dotkniętej karą finansową. Nie jestem też pewien, czy wprowadzenie sankcji jest najlepszą metodą, by poprawić stan powietrza. Oczywiście kary za wieloletnie zaniedbania muszą być. Jednak ich ślepe egzekwowanie nie musi się przyczyniać się do rozwiązania problemu. Gdybyśmy karali gminy np. za to, że nie wymieniają pieców na niskoemisyjne, mogłoby dojść do tego, że urzędnicy wydaliby wszystkie pieniądze tylko na ten cel, a to wcale nie musi być najlepsza inwestycja z perspektywy ochrony środowiska.
Samorządowcy dużo mówią o niewystarczającym wsparciu władz centralnych i podkreślają, że często niewiele mogą zrobić, by przeciwdziałać smogowi. Zwłaszcza gdy zmieniają się warunki atmosferyczne.
Ważne jest, by gminy wprowadziły taki system zarządzania jakością powietrza, który pozwala im oddziaływać na środowisko w tych sferach, nad którymi mają kontrolę. Gmina nie ma wpływu na pogodę ani uwarunkowania terenu, a są to czynniki, które mocno wpływają na powstawanie zanieczyszczeń. Może natomiast wprowadzić zmiany w funkcjonowaniu transportu miejskiego. To od niej zależy, na co przeznacza konkretne pieniądze i które działania chce dofinansować. Może również kształtować swoją politykę informacyjną. Często jest tak, że lepsze wyniki przynosi informowanie mniejszej grupy osób lub pojedynczych dzielnic, jak radzić sobie ze smogiem, niż kierowanie tego samego przekazu do całej społeczności.
Czy wobec tak wielu zmiennych opracowanie skutecznych odgórnych regulacji jest możliwe?
Ważne jest, by gminy miały zapewnioną pewną elastyczność w wydawaniu pieniędzy, ale jednocześnie działały w ramach pewnego systemu. Kluczowe jest nie działanie dla samego działania, tylko dokładne określenie, co jest źródłem emisji na terenie miasta, i rozpoznanie związków przyczynowo-skutkowych między źródłami a problemem jakości powietrza. Najczęściej jest bowiem tak, że na terenie całego miasta znajduje się tylko kilkaset kotłów - a mówiąc konkretniej, mieszkańców - którzy odpowiadają za blisko 80 proc. problemu. Kłopotliwe jest ustalenie, gdzie emisja zanieczyszczeń jest największa. Nie da się tego zrobić bez wprowadzenia odpowiedniego systemu diagnozy. Mógłby on działać tak, by w momencie, kiedy pojawia się nowy mieszkaniec, który ogrzewa dom niewłaściwym paliwem, system automatycznie wykrywał nadmierną emisję. Taka informacja pozwoliłaby skoncentrować działania gminy na tym jednym przypadku lub zawęzić poszukiwania.
Nie wydaje mi się zasadne, żeby dotować każdemu nowy kocioł. Lepiej jest przeznaczyć te środki dla osób, które w największym stopniu odpowiadają za problem i dopiero w następnej kolejności wspierać finansowo tych, którzy mniej trują. Wydaje się to proste i oczywiste, a często się o tym zapomina.
Nie wszystkich stać jednak na drogi kocioł czy na ekologiczny pellet. Co w takim razie byłoby lepsze dla powietrza: palić w lepszym piecu gorszym paliwem czy też jednak inwestować w lepszy kocioł?
Zdecydowanie lepszy efekt ekologiczny można uzyskać, zmieniając sposób palenia lub wybierając lepszy jakościowo opał. Nie trzeba wtedy przeprowadzać całej kosztownej inwestycji, a skala redukcji już i tak będzie bardzo duża. Gminy powinny w pierwszej kolejności przekonywać do palenia w kotłach "od góry", nie "od dołu" i to lepszym rodzajem paliwa. Oczywiście nie może to całkowicie zastąpić innych działań, jak budowanie sieci ciepłowniczych, gazowych czy wymiana kotłów na te klasy 3,4 lub 5, które mają właściwość utrudnionego spalania gorszej jakości paliw.
Można sobie jednak wyobrazić sytuację, w której gmina finansuje najmniej zamożnym mieszkańcom kotły najnowszej klasy, a ci wcale nie rezygnują ze starych urządzeń i wciąż palą w nich byle czym, bo nie stać ich na dobry opał.
Spotykamy się z tym, że wielu mieszkańców zwyczajnie nie ma pieniędzy ani na lepszy opał, ani na wymianę kotła. Jednorazowe wsparcie nic nie zmieni, jeżeli nie będzie poprzedzone działaniami edukacyjnymi. Inaczej mieszkańcy rzeczywiście sięgną po stary kocioł przy pierwszej okazji.
Oczywiście może być tak, że część mieszkańców nie będzie gotowa na przyjęcie nowego sposobu myślenia. Nie może to być jednak usprawiedliwieniem dla braku działań ze strony gminy. Czasem wystarczy pokazać, że przez właściwą metodę rozpalania pieca można uzyskać tyle samo ciepła, a przy okazji emitować mniej zanieczyszczeń. To powoduje praktycznie bezkosztowe i pozytywne efekty dla środowiska. Dlatego też prowadzimy szkolenia dla straży miejskiej, podczas których przekazujemy im, jak powinni nauczać i przekonywać ludzi do zmiany nawyków związanych z ogrzewaniem. Dzięki temu wyszkoleni strażnicy zamiast karać, oferują pomoc. A sama obserwacja, że w danym domu brakuje pieniędzy na dobry opał, może dla władz informacją, dzięki której można od razu uruchomić pomoc socjalną.
Nie wydaje się zasadne, żeby dotować każdemu nowy kocioł. Lepiej jest przeznaczyć te środki bezpośrednio dla osób, które w największym stopniu odpowiadają za problem, i dopiero w następnej kolejności wspierać finansowo tych, którzy mniej trują.
Rozmawiał Jakub Pawłowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu