Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nikt nie chce pobrudzić rąk sprzątaniem po pożarach

23 października 2018

Nie ma chętnych, by uprzątnąć tereny pogorzelisk. Ale brak woli to jedno, barierą są też pieniądze i kulawe prawo

Po czarnej serii pożarów magazynów i składowisk odpadów, która przetoczyła się przez kraj w ostatnich miesiącach, został brudny ślad. To nieuprzątnięte pogorzeliska, które często zagrażają środowisku, a leżą miesiącami nieruszone, gdy między samorządami, firmami i administracją centralną trwa przerzucanie się odpowiedzialnością.

Taki scenariusz właśnie ziszcza się w Zgierzu, w woj. łódzkim. Tamtejsze tereny byłego zakładu Boruta – gdzie 25 maja rozgorzał ogień, który zajął 50 tys. ton nielegalnie przetrzymywanych odpadów z zagranicy – są niejako symbolem rządowej wojny z mafią śmieciową. Tam właśnie – po trudnej akcji gaśniczej, w której udział brało kilkuset strażaków – padły deklaracje ukrócenia procederu puszczania odpadów z dymem przez nieuczciwe firmy. Wkrótce ruszyła zaś legislacyjna ofensywa, która przyniosła nowelizacje dwóch ustaw: o odpadach i o inspekcji ochrony środowiska. Wprowadziły one większe sankcje i bardziej restrykcyjne mechanizmy nadzoru nad firmami.

W przypadku Zgierza do szczęśliwego finału jest jednak jeszcze daleka droga. Wciąż nierozwiązany jest bowiem problem tego, co począć z pogorzeliskiem. Mija już prawie piąty miesiąc od pożaru, w trakcie którego spłonęły tony tworzyw sztucznych, a teren wciąż nie jest uprzątnięty.

Proceduralne przepychanki

Od tygodni władze miasta i starostwo nie mogą bowiem dojść do porozumienia, kto powinien wziąć na siebie koszty i odpowiedzialność za uprzątnięcie bałaganu. W grę wchodzą ogromne pieniądze.

– Przy szacunkowych 20 tys. ton, które trzeba teraz uprzątnąć, i kosztach utylizacji w wysokości ok. 400 zł za tonę daje to łącznie 8 mln zł – wylicza Anna Sobierajska, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa w Zgierzu.

Co do zasady nawarzone piwo powinien wypić właściciel firmy gromadzącej odpady. Po pierwsze, kapitał zakładowy jego spółki wynosi jednak jedynie 5 tys. zł. Po drugie, prokuratura dopiero postawiła prezesowi firmy zarzuty (grozi mu pięć lat więzienia). Innymi słowy sprawca pożaru wciąż nie został finalnie ustalony, a bez tego nie można wydać nakazu zagospodarowania odpadów.

Stąd też spór o uprzątnięcie terenu pogorzeliska rozgorzał między władzami miasta a starostwem. – Przepisy prawa wprost wskazują, że takie czynności powinien podejmować starosta powiatu zgierskiego. To właśnie on ma egzekwować obowiązek uprzątnięcia tych odpadów. Ma jeszcze dodatkowe kompetencje – może na ten cel pozyskiwać środki z funduszy ochrony środowiska – mówi Przemysław Staniszewski, prezydent Zgierza.

Równo miesiąc temu – powołując się m.in. na opinie wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska w Łodzi – umorzył on postępowanie dotyczące wyegzekwowania od firmy będącej właścicielem terenu uprzątnięcia pozostałych odpadów. Z opinii wynikało bowiem, że nadpalone plastiki i inne pozostałości z pożaru kwalifikują się teraz jako odpady powypadkowe. Tymi z kolei co do zasady zajmuje się starosta.

Stanowisko to poparł ostatnio również wojewoda łódzki Zbigniew Rau. W związku z przedłużającym się sporem kompetencyjnym pomiędzy starostwem powiatowym a urzędem miasta wojewoda wydał decyzję w oparciu o art. 22 ustawy o wojewodzie i administracji rządowej w województwie (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2234).

– W związku z tym, iż stanowisko wydziału bezpieczeństwa i wydziału kryzysowego jest jasne: odpady te sklasyfikowane zostały jako powypadkowe, ich usunięcie leży po stronie starosty – wyjaśnia Elżbieta Węgrzynowska z biura prasowego urzędu wojewódzkiego.

Z kolei wicestarosta zgierski Wojciech Brzeski odpowiada, że starostwo może uprzątnąć odpady i pozyskać pieniądze tylko wtedy, gdy będzie znany sprawca pożaru. Tymczasem, jak przypomina, do dziś straż pożarna ani prokuratura go nie wskazała. – Żeby starosta działał, tak jak nakazuje urząd wojewódzki, musi być ustalony sprawca albo umorzone postępowanie. Dopiero wtedy można występować o jakiekolwiek środki. Do tego jest nam potrzebna ostateczna decyzja prokuratury, która prowadzi postępowanie – wyjaśnia.

Nieodosobniony przypadek

Tym sposobem koło się zamyka i – jak słyszymy nieoficjalnie m.in. w urzędzie miasta – sprawa może potrwać jeszcze wiele miesięcy. Tymczasem odpady zebrane na terenie pogorzeliska są toksyczne. W końcu tylko w trakcie trwającego tydzień pożaru – jak stwierdził WIOŚ – stężenie rakotwórczego benzo(a)pirenu w zgierskim powietrzu sięgnęło 100 proc. średniego stężenia rocznego, a wiele z tych zanieczyszczeń szybko opadło.

To, że teren pogorzeliska jest tykającą bombą ekologiczną, wskazywał też wojewoda. – Przekazując staroście zgierskiemu polecenie, żeby uprzątnąć odpady, wojewoda kierował się decyzją prezydenta miasta oraz zagrożeniem, jakie mogą stanowić te odpady w przypadku niekorzystnych warunków atmosferycznych – informuje Błażej Krawczyk z Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi.

W bardzo podobnej, równie niekorzystnej, sytuacji jest gmina Trzebinia, gdzie z dymem poszły tony opon. Próbki gleby były tam badane najpierw przez fundację Greenpeace (ekspertyzę zlecono certyfikowanemu laboratorium), a później również przez naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Obie analizy wykazały znaczne przekroczenia norm metali ciężkich (m.in. ołowiu) na terenie ogrodów działkowych w pobliżu feralnego składowiska.

– Zanieczyszczenia, jakie zostały wykryte w próbkach z pogorzelisk w Trzebini i Zgierzu, pozwalają sądzić, że szkodliwe substancje wraz z dymem i sadzą mogły przedostać się do gleby i wody. W ślad za tym trafią do żywności produkowanej na pobliskich terenach rolnych i zostaną spożyte przez ludzi – twierdzi Magdalena Figura, ekspertka Greenpeace’u. ©

Skutki i koszty

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.