Giełda otworzy się na odpady, samorządy na tym nie zyskają
Niewykluczone, że surowce wtórne zadebiutują na warszawskim parkiecie. Ale dla gmin to marna pociecha. Bez gruntownej reformy może się okazać, że zamiast zarabiać, trzeba będzie do nich dopłacać
Jak uzdrowić kulejący recykling i zatrzymać galopadę cen za zagospodarowanie odpadów w gminach? Wpuścić plastiki, aluminium czy makulaturę na Giełdę Papierów Wartościowych, a dokładniej – na specjalnie zaprojektowaną platformę przeznaczoną do handlu odpadami i surowcami wtórnymi. Z taką propozycją wyszedł Marek Dietl, prezes GPW S.A.
To nieszablonowe rozwiązanie, które – choć nie wyszło na razie poza sferę koncepcji – zelektryzowało branżę. W założeniu taki instrument mógłby bowiem tchnąć nowe życie na rynek, który po zamknięciu chińskich granic na odpady z Europy i słabą jakość selektywnej zbiórki (co przekłada się na niską wartość surowca) ma dziś wiele problemów. Przede wszystkim jest nim zachwianie popytu i podaży – odpadów jest za dużo, przez co recykling wielu frakcji przestaje być opłacalny. To przekłada się zaś na ceny, które później obciążają samorządy i mieszkańców.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.