Liczenie recyklingu po polsku: stare dane, niewłaściwy podział odpadów i układy
M inisterstwo Środowiska cały czas pracuje nad nowym rozporządzeniem, którego celem ma być ukrócenie kreatywnego liczenia recyklingu przez gminy. Dziś jest bowiem tak, że to, co na papierze, wcale nie musi odzwierciedlać rzeczywistości. Możliwe jest podawanie starych danych statystycznych, które mają się nijak do faktycznej ilości odpadów wytworzonych przez mieszkańców i tego, ile z nich nadaje się do ponownego użycia. Do tego dochodzą układy z zakładami przetwarzającymi śmieci. Poziomy są osiągnięte, kar nie ma. Ale czas fikcji dobiega końca. W przyszłym roku będzie już zupełnie inaczej. Szykując sprawozdanie za przyszły rok, samorządy będą musiały stosować nowy wzór do obliczeń. Do wyliczenia poziomu recyklingu najpewniej będą musiały wziąć pod uwagę tylko tę masę odpadów, którą faktycznie przerobił recykler. Jak bardzo jest to trudne do zrobienia, uzmysławia sytuacja w Koszalinie. We wszystkich osiedlach są tam ustawione pojemniki do selektywnej zbiórki, mieszkańcy mogą segregować praktycznie wszystko, a mimo to miasto zbiera tony opadów zmieszanych i tylko 5 proc. z nich nadaje się do recyklingu.
Łatwo nie będzie tym bardziej, że nie wszystko, co dziś jest uważane przez gminy za recykling, jest nim z punktu widzenia UE. Dodatkowo za kilka miesięcy, gdy zacznie w pełni działać baza danych o odpadach, a potem, gdy pokończą się dotychczasowe umowy, zniknie też ryczałtowe rozliczanie się za odbiór śmieci. Wtedy, jak szacują eksperci, w sprawozdaniach pojawi się dużo odpadów, których do tej pory nikt nie ujawniał. I to wszystko nałoży się na nowy wzór liczenia poziomów recyklingu. Bardziej świadome tego, co je czeka, samorządy już sprawdziły, jaki poziom osiągną. Nie napawa to optymizmem – z 40 proc. mogą spaść nawet do 15 proc. ©℗
Bożena Ławnicka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.