Można zapanować nad podwyżkami opłat za śmieci. Oto sześć sposobów
R acjonalne warunki przetargu – ustalone z głową, bez podbijania ceny przez niepotrzebne usługi – ot, chociażby takie, jak np. supernowoczesna śmieciarka wydzielająca mało spalin czy mycie altan śmietnikowych. Do tego własne zakłady odbioru odpadów i własne instalacje przetwarzania. A także segregacja oraz kompostowniki i pilnowanie, by do gminnych pojemników nie trafiały śmieci np. od przedsiębiorców lub właścicieli niezamieszkałych nieruchomości. To przykłady na to, jak jednostki samorządu terytorialnego mogą walczyć z podwyżkami opłat za odbiór odpadów komunalnych. Niektóre już się nawet za to zabrały... Pomysłem są też wspólne działania. Wiele gmin już zastanawia się nad przetargami organizowanymi wraz z sąsiadami.
Informacje o podwyżkach cen za odbiór śmieci nie schodzą z pierwszych stron gazet. I nie ma się co dziwić, bo w niektórych JST są one drastyczne, np. w Tarnobrzegu stawki wzrosły o 100 proc. Tym razem jednak po stronie samorządów stają także eksperci i przyznają, że skok cen za śmieci jest nieunikniony. Zmieniły się przepisy, uszczelniono system, a więc wzrosły koszty. Z kolei ceny płacone za wyselekcjonowane odpady zmalały. Dlatego firmy odpadowe albo rezygnują z działalności, albo podnoszą stawki. Gminy nie mają wyjścia, zwłaszcza że często do przetargu zgłasza się tylko jeden oferent. By system się bilansował, muszą sięgnąć do kieszeni mieszkańców. I edukować, edukować i jeszcze raz edukować. Ale też stwarzać zachęty dla tych, którzy nie tylko deklarują rozdzielanie odpadów na frakcje, ale robią to właściwie. I w tym kontekście ma rację resort środowiska, który mówi, że gminy nadzorując prawidłowość selektywnego zbierania odpadów komunalnych oraz podejmując działania edukacyjne dla mieszkańców, mogą realnie oddziaływać na ich jakość. A dobrej jakości śmieci to surowiec do ponownego wykorzystania, czyli potencjalny dochód.
©℗
Bożena Ławnicka
bozena.lawnicka@infor.pl
Są metody na ograniczenie kosztów
Gospodarowanie odpadami komunalnymi jest coraz droższe i nie da się uniknąć podwyżek opłat dla mieszkańców. Można jednak zapanować nad ich skalą. Trzeba tylko zrobić to z głową, bo chcąc zmniejszyć koszty, można je zwiększyć
Sytuacja w gminach nie jest ciekawa. Od początku roku wiele z nich poinformowało swoich mieszkańców o konieczności podniesienia stawek za wywóz śmieci. I choć zrozumiałe jest, że nikt nie chce podwyżek, to wyliczenia miast pokazują, iż ceny podnieść trzeba. Zobaczmy to na przykładzie Olsztyna. Ze szczegółowych danych, jakie otrzymaliśmy z tamtejszego Urzędu Miasta, wynika, że w porównaniu z 2013 r. wydatki związane z zagospodarowaniem odpadów komunalnych wzrosły o 92 proc. Najbardziej zaważyły na tym koszty Zakładu Gospodarki Odpadami Komunalnymi, które wzrosły o 110 proc. Swoje dołożył też punkt selektywnej zbiórki odpadów komunalnych (PSZOK) – jego obsługa jest dziś aż o 366 proc. droższa niż sześć lat temu.
W innych miejscach w sytuacji bez wyjścia postawiły gminy przedsiębiorstwa odpadowe. Na przykład firma Lekaro, obsługująca podwarszawski Józefów, na sześć miesięcy przed końcem obowiązującej umowy zażądała podwyżki ceny za świadczone usługi. Miasto wytargowało jedynie miesiąc zwłoki we wprowadzeniu nowej taryfy. W Tarnobrzegu stawki zostały podniesione już od początku 2019 r. i to o 100 proc. – Koszty wynikały z oferty złożonej w postępowaniu przetargowym – wyjaśnia Wojciech Lis, rzecznik prasowy w tamtejszym Urzędzie Miasta. Jak mówi, przedsiębiorcy podnieśli ceny w związku ze zmianami prawnymi w sektorze gospodarki odpadami. – Na wzrost kosztów miało także wpływ wprowadzenie odbioru frakcji biodegradowalnej – uzupełnia rzecznik. W Łodzi zaś korekty cen odbioru odpadów wymuszone zostały sytuacją rynkową, tj. rosnącą opłatą środowiskową (marszałkowską).
– Swoje zrobił też wzrost cen prądu, paliwa oraz nowe wymogi dla firm zajmujących się odpadami – wylicza Monika Pawlak z biura rzecznika prasowego prezydenta miasta. To tylko przykłady. Długą listę przyczyn, dla których odbiór komunalnych śmieci drożeje, podajemy w infografice na s. C. 19
Na czym więc można choć trochę zaoszczędzić, by skala podwyżek nie była tak duża? Oto sześć sposobów, które powinny wziąć pod uwagę samorządy.
1. Prawidłowo przeprowadzony przetarg
– Dzisiaj przetargi na odbiór i zagospodarowanie odpadów trzeba prowadzić z wyprzedzeniem – przestrzega Artur Wawryło, prawnik z Kancelarii Centrum Zamówień Publicznych. W wielu miejscach bowiem tylko nieliczne firmy są zainteresowane tym, by w nich uczestniczyć. Potwierdza to m.in. sytuacja w podstołecznym Józefowie. – Kiedy Lekaro zażądało podwyżki, byliśmy już w trakcie przetargu na kolejną umowę, bo obserwując problemy innych gmin województwa mazowieckiego, wiedzieliśmy, że warto zostawić więcej czasu na przetarg i jego ewentualne powtórki – tłumaczy burmistrz Józefowa Marek Banaszek. – Naszą pierwszą reakcją na zaproponowane stawki był zamiar rezygnacji z usług tej firmy, nałożenie na nią kary umownej i znalezienie innego wykonawcy. Niestety, mimo kilkukrotnych rozmów z ośmioma firmami świadczącymi takie usługi w naszym regionie, żadna nie podjęła się współpracy z naszym miastem. Tłumaczyły to brakiem instalacji do przetwarzania odpadów zmieszanych i zielonych, czyli RIPOK-ów, oraz drastycznym spadkiem cen skupu surowców wtórnych – mówi Marek Banaszek. O problemach z przetargiem wspomina nam także przedstawiciel Tarnobrzega. W tym mieście w końcu wyłoniono odbiorcę śmieci w przetargu, ale za cenę bardzo wysokiej podwyżki. Co na to eksperci? – Najlepiej, zanim jeszcze zorganizuje się postępowanie, zaprosić firmy do dialogu technicznego – przekonuje Artur Wawryło. Potwierdza to również dr inż. Jacek Pietrzyk z opolskiej spółki Atmoterm SA zajmującej się doradztwem w zakresie ochrony środowiska. – Dzięki temu jednostka samorządu może się łatwo zorientować, jakie działania najbardziej nabijają koszty – mówi. Obaj eksperci radzą też, by zwrócić uwagę, jakiego sprzętu wymagać od przedsiębiorcy. – Jeżeli ktoś chce, by miał on śmieciarki spełniające wymagania Euro 6, czyli nie starsze niż kilkuletnie, to musi sobie zdawać sprawę, że amortyzację firma będzie musiała wrzucić sobie w koszty – mówi Artur Wawryło. Jacek Pietrzyk dodaje, że taki wymóg może być istotny w dużym mieście, gdy śmieciarka stoi kilkanaście minut pod osiedlowym śmietnikiem i wydziela spaliny. – Ale już na wsi, gdzie tylko raz na dwa tygodnie przejeżdża drogą, taki wymóg wydaje się nadmierny – wyjaśnia ekspert. Z kolei Maciej Kiełbus, partner w kancelarii dr Krystian Ziemski &Partners, mówi, że miasta i gminy często wpisują w ofertę przetargową mycie pojemników czy sprzątanie altan śmietnikowych. A to także znacząco podnosi koszty usługi. – Warto się zastanowić, czy stawianie firmie takiego warunku jest niezbędne – przekonuje.
Ministerstwo Środowiska: Podejmujemy działania zaradcze, ale o cenach decydują gminy
„(…) Ministerstwo Środowiska nie ma bezpośredniego wpływu na poziom stawek opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi. Należy jednak zauważyć, że w obecnie nowelizowanej ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach minister środowiska zaproponował rozwiązania mające na celu systemowe ograniczenie wzrostu cen, m.in.: zniesienie konieczności przekazywania odpadów komunalnych do instalacji w ramach regionu (redukcja ryzyka działań monopolistycznych i zmowy cenowej), możliwość zmniejszenia opłaty za gospodarowanie odpadami ze środków pochodzących ze sprzedaży surowców wtórnych zebranych selektywnie, możliwość zwolnienia w części z opłat właścicieli nieruchomości, posiadających przydomowe kompostowniki i zagospodarowujących w nich bioodpady.
Gminy nadzorując prawidłowość selektywnego zbierania odpadów komunalnych oraz podejmując działania edukacyjne dla mieszkańców, mogą realnie oddziaływać na ich jakość. Odpady komunalne są potencjalnym zasobem, jeśli są przygotowywane do ponownego użycia, poddawane recyklingowi, bądź innym metodom odzysku. Gminy posiadają też szereg możliwości podejmowania działań w kierunku zmniejszenia kosztów m.in. przez: korzystanie ze środków funduszy europejskich przeznaczonych na gospodarkę odpadami – UE zaplanowała dla Polski łącznie 1,3 mld euro w ramach POIiŚ 2014–2020 oraz RPO, podjęcie współpracy z organizacjami odzysku, łączenie się w związki międzygminne, stosowanie trybu «in-house», dofinansowanie systemu ze sprzedaży surowców wtórnych zebranych selektywnie.”
Jacek Pietrzyk zwraca uwagę na kolejny aspekt sprawy – ile odpadów na mieszkańca rocznie deklarują jednostki samorządu. Niektóre z nich do niedawna podawały w swoich sprawozdaniach o odebranych i zebranych odpadach komunalnych, że od mieszkańca uzyskuje się kilkanaście albo kilkadziesiąt kilogramów śmieci rocznie. Tymczasem powszechnie wiadomo, że średnia ilość odpadów wytwarzanych na osobę w Polsce to ok. 312 kg. A to oznacza, że niezadeklarowane śmieci mogły trafiać na nielegalnie składowiska. Jeżeli więc gmina w tym roku próbuje zorganizować przetarg i twierdzi, że u niej mieszkańcy wytwarzają niewielką ilość odpadów, to gołym okiem widać, że coś tu nie gra. – Dziś już żaden przedsiębiorca się na to nie nabierze, bo wie, że będzie musiał odebrać np. pięciokrotnie więcej. Fałszerstwa zostały w znacznej mierze ograniczone – mówi dr Jacek Pietrzyk. Co w takiej sytuacji zrobić? – Najlepiej, by gmina przeprowadziła wcześniej audyt, i to zewnętrzny oraz sprawdziła, jaka jest średnia wojewódzka, jeżeli chodzi o wytwarzanie odpadów przez jednego mieszkańca. I na tej podstawie ustaliła wielkość odpadów odbieranych w przetargu – radzi dr Pietrzyk.
Kolejna rzecz, o której mówią eksperci, to umożliwienie firmom odpadowym weryfikacji stawek za odbiór śmieci w trakcie trwania umowy. Jest to szczególnie ważne dla tych przedsiębiorców, z którymi JST zawiera umowę wieloletnią. I choć z pozoru wydaje się to dla gmin niekorzystne, to w efekcie koszty mogą okazać się niższe niż w sytuacji, gdy przedsiębiorca zerwie umowę i trzeba będzie znaleźć wykonawcę zastępczego.
Gminy powinny też inaczej podchodzić do sposobu oznaczania odpadów w ofercie przetargowej. Dzisiaj śmieci umieszczone w żółtych workach gminy opisują często kodem 15 01 02. – Czyli powinny się w nich znajdować selektywne opakowaniowe odpady plastikowe – mówi dr Pietrzyk. Tymczasem firmy odpadowe wiedzą, że trafiają do nich też elementy metalowe czy wielomateriałowe i właściwy jest kod 15 01 06. Z niego zaś wynika, że odpady te wymagają bardziej zaawansowanego sortowania, czyli więcej pracy niż przypadku 15 01 02. Podobnie jest też przy zbiórce szkła opakowaniowego, dla którego potłuczone szyby czy dzbanki są niepożądaną domieszką. Jeżeli takie elementy będą poprawnie określone, łatwiej będzie znaleźć wykonawcę – konkluduje dr Pietrzyk.
2. Własna firma się przydaje
Te gminy, które mają własne spółki czy zakłady oczyszczania, narzekają mniej. Udało się nam nawet znaleźć taką, która zakładając własną firmę odpadową, obniżyła mieszkańcom stawki za odbiór śmieci. To pomorskie Kolbudy. – Problem z podwyżkami przeżyliśmy już w 2017 r. – mówi nam Dariusz Wagasewicz, główny specjalista gospodarki odpadami w gminnym urzędzie. Jak się okazuje, tego roku żadna firma nie przystąpiła do ogłoszonego przez gminę przetargu. Na wolnym rynku odpady zgodził się odbierać tylko jeden podmiot i to za bardzo wysoką stawkę. – Musieliśmy podnieść mieszkańcom cenę aż do 21 zł za odpady segregowane – wspomina Dariusz Wagasewicz. W tej sytuacji gmina zdecydowała się powołać własny Zakład Usług Komunalnych. Budowano go całkiem od nowa, a gdy w 2018 r. został otwarty, obniżono mieszkańcom stawkę za segregowane śmieci do 18 zł. Po roku opłata spadła jeszcze o złotówkę. – Spółka dobrze funkcjonuje, a usługi są na wysokim poziomie – chwali ją urzędnik. Gmina zawiera z zakładem umowę na zbieranie i zagospodarowanie odpadów, które ta przekazuje do RIPOK Szadółki. Własnego RIPOK gmina nie ma, bo na terenie gminy trudno o takie miejsce, a poza tym procedury związane z jego utworzeniem są bardzo skomplikowane i kosztowne. Jak bardzo posiadanie własnej instalacji przetwarzania odpadów komunalnych wpływa na ceny śmieci, widać w dolnośląskiej Legnicy. W mieście podwyżek nie ma, stawka za segregowane odpady wynosi 9,70 zł od osoby. Poza tym, jak mówi prezydent Legnicy Tadeusz Krzakowski, dzięki temu śmieci trafiają na prawidłowo zorganizowane składowisko i nie są upychane w niedozwolonych miejscach. – Na kary środowiskowe nie możemy sobie pozwolić – dodaje włodarz. Gmina na razie stawek nie podniosła, choć Tadeusz Krzakowski przyznaje, że gospodarka odpadami jest biznesem i obowiązuje rentowność.
opinia eksperta
In-house nie zawsze dozwolony
Artur Wawryło Kancelaria Zamówień Publicznych
Przygotowując się do ewentualnego przeprowadzenia postępowania na odbiór odpadów w trybie zamówienia z wolnej ręki, zamawiający powinien wnikliwie zbadać jego przewidywany zakres rzeczowy. Potwierdza to uchwała Krajowej Izby Odwoławczej, sygn. akt KIO/KD 2/19 z 28 stycznia 2019 r., w której negatywnie oceniono wynik kontroli takiego postępowania przeprowadzonej przez prezesa Urzędu Zamówień Publicznych. Otóż zamawiający połączył postępowanie na odbiór i zagospodarowanie odpadów z wolnej ręki na podstawie art. 67 ust. 1 pkt 12 ustawy z 29 stycznia 2004 r. Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1986 ze zm.) i objął zakresem rzeczowym odpady komunalne zarówno z nieruchomości zamieszkanych, jak i niezamieszkanych. W wyniku kontroli prezesa UZP stwierdzono naruszenie art. 67 ust. 1 pkt 12 prawa zamówień publicznych w związku z art. 6c ust. 2a ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1454 ze zm.; dalej u.c.p.g.).
Zgodnie bowiem z art. 6c ust. 2 u.c.p.g. rada gminy może postanowić o odbieraniu odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości, na których nie zamieszkują mieszkańcy, a powstają odpady komunalne. Natomiast zgodnie z art. 6c ust. 2a ww. ustawy, w przypadku zadecydowania o odbieraniu odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości, na których nie zamieszkują mieszkańcy, wójt, burmistrz lub prezydent miasta jest obowiązany zorganizować przetarg na odbieranie odpadów komunalnych od właścicieli tych nieruchomości lub na ich odbieranie i zagospodarowanie. Zamawiający kwestionując wyniki kontroli podnosił, że w sprawie objęcia gospodarką odpadami również nieruchomości niezamieszkanych podjęta została jedna uchwała rady miejskiej i brak było powodu, by odpady z nieruchomości niezamieszkanych i z nieruchomości zamieszkanych traktować różnie. Uważał również że zastosowanie ma celowościowej interpretacja przepisów ze względu na wejście w życie w tym samym czasie, zmian w prawie zamówień publicznych i u.c.p.g.
Prezes UZP podtrzymując zastrzeżenia, wskazał z kolei, że w jego ocenie art. 6c ust. 2a u.c.p.g. jest przepisem szczególnym wobec generalnych reguł udzielania zamówień publicznych na gruncie prawa zamówień publicznych, w tym dotyczących in-house. W jego ocenie przepis ten ogranicza zakres przedmiotowy zamówienia z wolnej ręki, co powoduje, że udzielenie zamówienia w tym trybie na podstawie art. 67 ust. 1 pkt 12 prawa zamówień publicznych do zamówienia na odbiór odpadów z nieruchomości niezamieszkanych nie jest właściwe. Zatem dla nieruchomości niezamieszkanych wymagane będzie zorganizowanie przetargu w trybie zamówienia publicznego. W jego ocenie ustawodawca zróżnicował zakres dopuszczalnych trybów udzielenia zamówienia ze względu na rodzaj nieruchomości, których dotyczy przedmiot zamówienia.
Izba poparła stanowisko prezesa UZP i dodała, że zamawiający nie wykazał podstawy prawnej do objęcia gospodarką odpadami z nieruchomości niezamieszkanych i z nieruchomości zamieszkanych na równych zasadach, te dwa przedmioty zamówienia są bowiem regulowane przez różne przepisy. Ponadto przypomniała, że podstawowymi trybami udzielania zamówień publicznych są jednak tryby konkurencyjne, a wolna ręka jako wyjątek musi podlegać ścisłej interpretacji.
Warto jednak także zauważyć, że zgodnie z wyrokiem KIO z 27 grudnia 2018 r., sygn. akt KIO 2567/18, inaczej potraktować można nieruchomości mieszane (częściowo zamieszkane). Zdaniem KIO obowiązek zorganizowania przetargu dotyczy bowiem wyłącznie nieruchomości w ogóle niezamieszkanych, na których powstają odpady komunalne, czyli odnosi się do takich nieruchomości jak np. placówki oświatowe, urzędy, zakłady produkcyjne, obiekty usługowe, ogrody działkowe, cmentarze itp. Izba ustaliła ponadto, że w praktyce występują również nieruchomości tzw. mieszane (istnienie takich nieruchomości zauważone zostało przez ustawodawcę m.in. w art. 6j ust. 4 i 5 u.c.p.g., dotyczącym opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi), w części zamieszkane, a w części niezamieszkane, np. budynek z usługami w parterze i mieszkaniami na wyższych kondygnacjach, które na gruncie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach należy zaliczyć do nieruchomości zamieszkanych. I dla takich nieruchomości art. 6d ust. 1 u.c.p.g. nakazuje udzielić zamówienia publicznego na odbieranie odpadów komunalnych albo zamówienia publicznego na odbieranie i zagospodarowanie tych odpadów.
Podsumowując, KIO stwierdziła, że objęcie zamówieniem in-house nie tylko nieruchomości zamieszkanych, lecz także nieruchomości częściowo zamieszkanych, a częściowo niezamieszkanych, nie stanowi obejścia ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach. ©℗
WAŻNE Przed przetargiem warto zaprosić firmy odpadowe do dialogu technicznego. Dzięki temu JST łatwo się dowie, jakie składniki usługi są najbardziej kosztowne.
Nie wszędzie jednak własny zakład jest dobrym rozwiązaniem. – Wszystko trzeba przeanalizować. Czasem bowiem koszt zakupu kilku śmieciarek może znacząco wpłynąć na cenę odbioru śmieci – mówi Maciej Kiełbus. Ekspert wraca też uwagę, że budowa własnej instalacji to nie tylko koszty, ale i kilka lat potrzebnych na zdobycie odpowiednich zezwoleń i pozwoleń oraz wybudowanie inwestycji. Czasem na inwestycję nie pozwalają też lokalne warunki, jak np. w Józefowie. – Jesteśmy miejscowością o charakterze leśno-willowym. Na naszych 24 km kw. powierzchni nie widzę dziś miejsca na podobną inwestycję – przyznaje burmistrz Marek Banaszek. – Spory odsetek tej powierzchni to tereny leśne, nad Wisłą zaś tereny zalewowe. Być może wkrótce postęp technologiczny pozwoli na budowę niewielkich, zupełnie nieszkodliwych dla otoczenia spalarni odpadów, ale w tej chwili nie myślimy o takim przedsięwzięciu – dodaje. Część samorządów uważa natomiast, ze problemem jest nie tyle brak własnego zakładu, co miejsc zagospodarowania odpadów, zarówno selektywnie zbieranych, jak i zmieszanych.
Z in housem, czyli zlecaniem usług własnemu zakładowi, trzeba jednak uważać, bo nie zawsze jest on możliwy (patrz opinia Artura Wawryły). Zwłaszcza jeśli w grę wchodzą nieruchomości niezamieszkane.
3. Wespół raźniej, czyli związki międzygminne
Do tej pory gminy stosunkowo rzadko tworzyły związki międzygminne czy wspólnie organizowały przetargi. – A to dobra droga na redukcję chociaż części kosztów – mówi Jacek Pietrzyk. – Bo oczywiście przedsiębiorca może przestawiać instalację, dostosowując ją do tego, czego wymagają poszczególne gminy, ale to kosztuje. Znacznie prościej i taniej jest, gdy grupa samorządów ma takie same wymagania. To samo dotyczy instalacji prowadzonych przez gminy. Legnica zabiega np., by ościenne gminy też zagospodarowywały odpady, wykorzystując jej RIPOK. Prezydent Krzakowski tłumaczy, że wiele kosztów zakładu jest stałych i im więcej odpadów trafia do instalacji, tym relatywnie taniej może je ona przetwarzać. Wspólne działania chwali też Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP. Za przykład stawia spółkę Sanikom w Lubawce, którą tworzy 21 gmin. – Pozwala to zarówno na podzielenie się kosztami inwestycji, jak i na wzajemną kontrolę czy wspólne działania przetargowe – mówi Świętalski.
Wyraźnie widać, że nawet te gminy, które nie współpracowały z innymi, teraz się nad tym zastanawiają. – Nie wykluczamy powołania takiego związku w przyszłości – twierdzi rzecznik tarnobrzeskiego urzędu. Podobnie jest w Józefowie. – Wyjścia z tej trudnej sytuacji szukamy we współpracy z pozostałymi gminami powiatu otwockiego – przyznaje burmistrz podwarszawskiej miejscowości. Myślą o tym również gminy powiatu miechowskiego. Jedną z koncepcji, jak informuje „Dziennik Polski”, jest ogłoszenie śmieciowego przetargu przez wszystkie gminy powiatu. Taki pomysł pojawił się na spotkaniu wójtów tych gmin. Problemem, który przy tej okazji się trzeba rozwiązać, są różne końcowe terminy umów na odbiór i zagospodarowanie odpadów.
4. Mimo wszystko segregacja
– Kluczem do choćby niewielkiego zbicia cen jest także segregacja odpadów – nie ma wątpliwości Maciej Kiełbus. I to mimo spadku cen surowców wtórnych. Bo dobrze wyselekcjonowane odpady znacznie łatwiej jest gdzieś przekazać niż posegregowane byle jak. Dziś gminy mają obowiązek dzielenia odpadów komunalnych na pięć frakcji. I przynajmniej teoretycznie większość z nich się z tego wywiązuje (wskazywały na to sprawozdania za 2017 r., zbiorczych danych za 2018 r. jeszcze nie ma). Ale między segregować a dobrze segregować jest poważna różnica. W Tarnobrzegu np. 36 447 osób złożyło deklaracje o segregowaniu odpadów, 368 osób zadeklarowało, że tego nie będzie robić. – Segregacja jest dobrze prowadzona przez mieszkańców domów jednorodzinnych. Problem występuje w zabudowie wysokiej – mówi rzecznik miasta Wojciech Lis. Podobnie jest w Olsztynie. – Oczywiście staramy się zachęcić mieszkańców do segregacji, oferując im preferencyjną stawkę za odpady segregowane – 18 zł, w porównaniu do kosztów odpadów niesegregowanych – 36 zł – wyjaśnia Marta Bartoszewicz, rzeczniczka prasowa Urzędu Miasta. – Z deklaracji wynika, że 92 proc. mieszkańców segreguje odpady. Jednak mimo że tak twierdzą, stosunek odpadów selektywnych do odpadów zmieszanych to tylko 22 proc. – mówi rzeczniczka.
Jednak niektóre gminy widzą efekty segregacji. – To się nam opłaca. Dzięki segregowaniu mniej płacimy firmie, która odbiera od nas śmieci. No i co też ważne, osiągamy odpowiednie poziomy segregacji wymagane przez Ministerstwo Środowiska – mówi Bożena Szromnik, inspektor ds. gospodarki komunalnej w gminie Kluki. – By jeszcze bardziej zachęcić mieszkańców, w ubiegłym roku obniżyliśmy nawet stawkę o 50 gr. O więcej nie dało rady, bo koszty bardzo idą w górę – przyznaje urzędniczka. Pytana, co sprawia, że mieszkańcy nie tylko deklarują segregację, ale i faktycznie właściwie ją robią, mówi, że sukces zapewniła gminie edukacja i czas. – Wprowadziliśmy segregację śmieci już 10 lat temu, kiedy nie było to obowiązkowe – wyjaśnia Bożena Szromnik. Zawierając w przetargu umowę na odbiór i zagospodarowanie odpadów, Kluki wymagają też działań edukacyjnych – co roku w gminnej szkole odbywa się konkurs dotyczący właśnie kwestii związanych z segregacją.
Wiele miast spodziewa się, że po podwyżkach opłat, zwłaszcza za nierozdzielane śmieci, liczba chętnych do segregacji wzrośnie. – Na dziś na terenie Związku Międzygminnego „PRGOK” około 66 proc. mieszkańców segreguje śmieci – mówi nam Dorota Semenov, starszy specjalista ds. polityki informacyjnej w Urzędzie Miasta w Pile. – Ale już pierwsze tygodnie marca pokazały, że bardzo dużo osób przechodzi ze zbiórki nieselektywnej na selektywną – dodaje.
Dobrej segregacji nie da się jednak wprowadzić z dnia na dzień. – To, że ktoś rozda ulotki w grudniu, a od stycznia będzie wymagał prawidłowego rozdzielenia śmieci, z pewnością się nie sprawdzi – twierdzi Jacek Pietrzyk. – Z moich doświadczeń wynika, że dopiero po 3‒5 latach permanentnej edukacji ludzie zaczynają prawidłowo selekcjonować odpady. Kolejny problem to odpowiednia częstotliwość odbioru, zwłaszcza frakcji biodegradowalnej. Jeśli są odbierane zbyt rzadko, lądują w śmieciach zmieszanych, a przecież nie o to chodzi – mówi.
5. Kompost we własnym ogrodzie
Sposobem na obniżkę kosztów są kompostowniki, choć, jak sprawdziliśmy, niewiele gmin widzi sens wspierania takich działań mieszkańców. – U nas część osób kompostowniki ma i w ten sposób sporo odpadów usuwa we własnym zakresie – zapewnia Wojciech Lis z Tarnobrzega. Miasto nie przeprowadziło jednak analizy, jak kompostowanie może przełożyć się na cenę za odbiór śmieci. Dlaczego? – Nie znamy dokładnych ilości kompostowanych przez mieszkańców odpadów zielonych. Jednak porównując ilości zawarte w sprawozdaniach miast o zbliżonej do nas liczbie mieszkańców, u nas odbierane są mniejsze ilości tych odpadów o jakieś 5 proc. – zauważa rzecznik. Kompostowniki ma też część mieszkańców Józefowa. – Będziemy do nich namawiać pozostałych, bo rzeczywiście może mieć to wpływ na cenę śmieci – mówi burmistrz miasteczka. Na stawki za wywóz odpadów w Józefowie zawsze duży wpływ miał tonaż odpadów zielonych. Józefów to głównie posesje jednorodzinne, nierzadko o dużej powierzchni. Miasto zapewnia wszystkim wywóz trawy, gałęzi i innych odpadów z ogródków, a jest ich niemało. Kompostowniki z pewnością wpłynęłyby na ich ograniczenie.
Inne pytane przez nas samorządy nie przewidują na razie zachęt dla osób, które zdecydują się na kompostowanie. – A szkoda – mówi Leszek Świętalski. ‒ Choć przepisy w tym zakresie nie są doskonałe, to kompostować warto, bo bardzo zmniejsza to ilość odpadów do zagospodarowania, zwłaszcza w gminach wiejskich – dodaje. Potwierdza to również Jacek Pietrzyk. Ale przestrzega, by nie wymuszać kompostowania na niewielkich działkach ze względu na uciążliwości zapachowe przy niewłaściwie prowadzonym procesie.
opinia eksperta
Potrzebne są całościowe zmiany, a nie doraźny zbiór pomysłów
Maciej Kiełbus partner w kancelarii dr Krystian Ziemski & Partners
Zapowiedziana w Krajowym Planie Gospodarki Odpadami 2022 nowelizacja ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach miała zostać uchwalona w latach 2016‒2017. Ale tak się nie stało. Dopiero w sierpniu 2018 r. opublikowano jej pierwszy projekt. Kolejne wersje pochodzą ze stycznia, lutego i marca br. Wszystkie je cechuje to, że są one zbiorem różnego rodzaju pomysłów związanych z gospodarką odpadami komunalnymi na poziomie lokalnym i regionalnym. Część z nich uznać należy za krok w dobrym kierunku, inne zaś budzą istotne zastrzeżenia ze strony różnych uczestników systemu. Część zaproponowanych rozwiązań ewoluuje z projektu na projekt w sposób korzystny dla przyszłych adresatów nowych przepisów.
W przypadku innych każda kolejna wersja ustawy nowelizującej przynosi rewolucyjne zmiany stanowiące zaprzeczenie wcześniejszych propozycji. Najlepszym przykładem są propozycje dotyczące nieruchomości, na których nie zamieszkują mieszkańcy, a powstają odpady komunalne. W pierwotnym projekcie Ministerstwo Środowiska zaproponowało, by wszystkie tego typu nieruchomości obligatoryjnie objęte zostały systemem gminnym. Tym samym gminy utraciłyby możliwość samodzielnego decydowania, czy nieruchomości te włączać do systemu gminnego, a jeśli tak, to w jakim zakresie. W kolejnej wersji zaproponowano powrót do obecnych rozwiązań (a więc brak zmian w tym zakresie), z wyjątkiem doprecyzowania statusu nieruchomości mieszanych (nieruchomości w części niezamieszkanych, a w części zamieszkanych). Ku zaskoczeniu wszystkich w obecnie procedowanej wersji resort zaproponował, by właściciele tego typu nieruchomości w przypadku podjęcia przez radę gminy o objęciu nieruchomości niezamieszkanych systemem gminnym samodzielnie decydowali, czy do systemu chcą przystąpić, czy też wolą pozostać w modelu dotychczasowym, samodzielnie zawierając umowy na odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych. W praktyce oznaczać to będzie, że właściciele nieruchomości niezamieszkanych nie będą wybierali systemu gminnego. Proponowane rozwiązanie negatywnie wpłynie na szczelność systemu gminnego i jego efektywność. Uniemożliwi też racjonalne planowane działań.
Podobnie rewolucyjne zmiany dotyczą regionalnego systemu gospodarki odpadami komunalnymi. Wcześniejsze propozycje – zmiana definicji RIPOK czy zniesienie podziału województwa na regiony ‒ zostały zastąpione w najnowszej wersji projektu propozycjami całkowitego uwolnienia frakcji zmieszanych odpadów komunalnych oraz pozostałości z sortowania tych odpadów przeznaczonych do składowania. Odpady te będą mogły trafiać do instalacji poza terenem województwa, w którym zostały wytworzone. Jednocześnie całkowicie z systemu regionalnego zostały wyłączone odpady ulegające biodegradacji. Dalszym zmianom uległa także definicja instalacji RIPOK, mającej teraz znosić nazwę „instalacji komunalnej”.
Tak istotne zmiany zostały zaproponowane na ostatnim – jak się wydaje – etapie prac rządowych i nie zostały poddane szerszej dyskusji z przedstawicielami zainteresowanych środowisk. W zdecydowanej większości odchodzą od założeń reformy zainicjowanej w 2011 r. Jednocześnie mogą one nie przynieść zakładanych rezultatów. Ich celem jest bowiem zwiększenie mocy przerobowych pozwalających na zagospodarowanie określonych frakcji odpadów komunalnych, z którymi obecnie występują trudności. Ma to doprowadzić do zwiększonej konkurencyjności pomiędzy instalacjami. Pojawia się jednak pytanie, czy cele te nie mogą zostać osiągnięte innymi środkami. W wielu przypadkach obecnie działające instalacje miałby możliwości technologiczne pozwalające – bez uszczerbku dla stosowanych procesów technologicznych i powiązanych z nimi wymogów środowiskowych – zagospodarować zwiększony strumień odpadów komunalnych. Jedynym ograniczeniem w ich przypadku są formalne limity wynikające w wojewódzkich planów gospodarki odpadami. Limity te są efektem „uzgodnień” między urzędami marszałkowskimi a Ministerstwem Środowiska, które bazowały na koncepcji „bilansowania się” strumieni odpadów i mocy przerobowych instalacji. Innymi słowy, na podstawie mniej lub bardziej wiarygodnych prognoz przewidywano, ile odpadów zostanie wytworzonych w kolejnych latach, a następnie starano się zaplanować moce przerobowe poszczególnych instalacji. Wystarczy zatem odejść od takiego założenia i urealnić moce przerobowe istniejących instalacji RIPOK, by w wielu regionach kraju stworzyć legalne możliwości przetworzenia całego strumienia odpadów komunalnych bez konieczności przewożenia odpadów na znaczne odległości. Pozwoli to w poszczególnych przypadkach na stworzenie konkurencji pomiędzy instalacjami. Równie prostym rozwiązaniem jest zobligowanie urzędów marszałkowskich do aktualizacji wojewódzkich planów gospodarki odpadami w taki sposób, by w każdym z wyznaczonych regionów gospodarki funkcjonowały co najmniej dwie konkurencyjne względem siebie instalacje. ©℗
6. Uszczelnianie systemu
Objęcie posesji niezamieszkanych obowiązkową zbiórką odpadów komunalnych to zdaniem Maciej Kiełbusa sposób na uszczelnienie systemu i na to, by zwykli mieszkańcy nie płacili za śmieci przedsiębiorców podrzucane do gminnych pojemników. Samorządy także zauważają ten problem. Przykładowo Łódź przejęła odbiór odpadów z nieruchomości niezamieszkanych już w 2013 r., a Tarnobrzeg planuje to zrobić od początku przyszłego roku. Jednak wiele samorządów w ogóle nie wie, jaki odsetek podmiotów gospodarczych ma podpisane umowy o śmieci, a ile podmiotów jest niezarejestrowanych. Dlatego dr Pietrzyk proponuje elektroniczny system rejestracji. – Te podmioty, które zarejestrują się w pierwszych dniach, umowy z reguły mają, te które się nie rejestrują, trzeba sprawdzić. Zdarzają się gminy, w których ledwo kilkanaście procent zobowiązanych ma podpisane umowy na wywóz śmieci – dodaje ekspert.
Maciej Kiełbus proponuje też, by jeśli gmina nie może poradzić sobie z problemem nadmiaru śmieci, przejść na system opłat w zależności od zużytej wody. Wtedy wiadomo, że tam, gdzie jest jej zużywane dużo, a opłata jest pobierana np. od jednej osoby, to znaczy, że coś nie gra i trzeba sprawdzić, ile rzeczywiście osób korzysta z posesji. I jeszcze jedna rada eksperta, istotna w sytuacji, gdzie na terenie gminy jest sporo obiektów rezydencjonalnych i wywóz odpadów zielonych pochłania znaczne kwoty i podraża usługę wszystkim mieszkańcom. – W takiej sytuacji można bezpłatnie wywozić tylko część tych odpadów, określoną liczbę worków, a resztę odbierać, ale za dopłatą – mówi prawnik. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu