Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka komunalna

Rząd ukarze gminy za smog, a te wyciągną rękę do mieszkańców

Ten tekst przeczytasz w 20 minut

Bez zbędnej zwłoki – tak w skrócie można określić najnowszą nowelizację prawa ochrony środowiska. Zgodnie z nią kary na gminy niepodejmujące działań antysmogowych będą nakładane szybciej, a sięgają one 500 tys. zł. Gminy bez zbędnej zwłoki mają realizować wojewódzkie programy ochrony powietrza. Naciskany przez Brukselę rząd m.in. w ten sposób zamierza przyspieszyć działania lokalnych włodarzy, którzy ignorowali uchwały antysmogowe sejmików. Przy czym zmiany uderzą w gminy niespieszące się do tej pory z ograniczaniem niskiej emisji. Z reguły są to jednostki, które nie mają strażników (gminnych lub miejskich) sprawdzających tego, czym mieszkańcy palą w piecach. Co prawda, przepisy pozwalają zaglądać do kotłów grzewczych także uprawnionym urzędnikom, ale strażnicy robią to znacznie sprawniej. Już sama realna groźba kontroli zniechęca do palenia śmieciami. Jeszcze bardziej, gdy postraszy się sprawdzaniem komików z dronów, jak to się dzieje w Warszawie czy Katowicach. Swoje robią też kary dla opornych, nawet jak są stosunkowo niewielkie. Ale o ile w ten sposób skutecznie daje się wyeliminować palenie byle czym, to – co zgodnie mówią wszyscy eksperci – problem smogu od tego nie zniknie. Kluczowa jest wymiana starych kopciuchów na piece nowej generacji. A większość samorządów nie radzi sobie z tym wystarczająco szybko. Wyjątkiem jest Kraków. Miasto zaangażowało duże pieniądze, sztab ludzi i po pięciu latach ma mierzalne efekty. Samorządy małe i biedne takich możliwości nie mają, a palenie śmieciami w byle jakim kotle jest tam często wręcz oznaką zaradności i umiejętności oszczędzania. Tymczasem samorządowcy uważają, że karanie gmin za brak odgórnie ustalonych efektów to tylko dolewanie oliwy do ognia. Bez intensywnej współpracy z rządem i dodatkowych funduszy nie da się więc nic poprawić. Wydaje się, że przynajmniej część strony rządowej zaczyna to rozumieć. I mówić o współpracy z gminami choćby w zakresie programu ”Czyste powietrze„. W tym kontekście należy spojrzeć na zapowiedź Piotra Woźnego, że smog w Polsce przestanie być problemem za dziesięć lat. Od jakości tej współpracy, zależeć będzie czy to tylko rządowy optymizm, czy realna szansa. © ℗

Zofia Jóźwiak

zofia.jozwiak@infor.pl

Edukacja to za mało

Czy samorządy podejmą wreszcie realną walkę z mieszkańcami, którzy trują sąsiadów, a o wymianie pieców nie myślą. Czy zmobilizują ich do tego wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska, które za ignorowanie uchwały antysmogowej będą mogły karać nawet przed wydaniem zaleceń pokontrolnych?

Od wejścia w życie ustawy antysmogowej (nowelizacja prawa ochrony środowiska z 2015 r.) minęły już ponad trzy lata, z kolei od uchwalenia na jej podstawie pierwszych wojewódzkich programów ochrony powietrza (dalej: POP) minęły dwa. Niestety, wiele gmin nadal POP ignoruje. Niektóre nie mają pieniędzy, a innym się po prostu nie chce. Dzieje się tak, choć prawo ochrony środowiska (dalej: POŚ) już teraz stanowi, że organ niedotrzymujący terminów realizacji zadań określonych w programach ochrony powietrza oraz planach działań krótkoterminowych podlega karze od 50 do 500 tys. zł (art. 351a POŚ). W praktyce ukaranie gmin za to nie jest bowiem takie proste. Wkrótce jednak – za sprawą przygotowanej przez rząd nowelizacji POŚ – ma się to zmienić. Po pierwsze kara za brak działań zmniejszających emisję pyłów ma być natychmiastowa, a po drugie zarządy województw będą zobligowane monitorować działania gmin i przekazywać informacje w formie sprawozdania ministrowi środowiska (patrz: ramka). Przed JST, które do tej pory nic nie robiły, ciężkie czasy. Muszą się zmobilizować i zacząć wreszcie na poważnie sprawdzać, czy mieszkańcy do ogrzewania domów nie używają byle czego.

– Małe gminy nie mają wpływu na to, w jakim terminie mają wypełnić wymagania programu ochrony powietrza – mówi Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich. – Karanie ich za to, wymachiwanie szabelką przez rząd, to jakieś nieporozumienie – dodaje samorządowiec. I przekonuje, że rząd i gminy powinny być partnerami i razem tworzyć realny program pozbycia się smogu, a nie być tylko chłopcem do bicia. – Bo kasy gminne to nie są wory bez dna, które tylko czekają na rządowe pomysły. A mamy w tej chwili bardzo poważny problem z nauczycielami czy choćby gospodarką odpadami i na wszystko nam nie starcza – konkluduje Świętalski.

– Dla mnie kara nawet rzędu 50 tys. zł, a więc najniższa ustawowa, będzie problemem – mówi nam jeden z burmistrzów. Dodaje, że nie ma pieniędzy na walkę ze smogiem, inną kwestią jest to, że także mieszkańcy nie są nią zainteresowani. – Idąc zimą wieczorem, palcem mogę wskazać domy, w których pali się wszystkim, co wpadnie pod rękę. O wymianie pieców nikt jednak nie chce słyszeć. Nawet jak mówię ludziom, że teraz jest rządowa dopłata. Ale żeby gmina po zmianie przepisów nie poszła w przyszłości z torbami, trzeba będzie chyba sięgnąć po kary – dodaje.

Karać czy nie? No i kogo?

– Jestem zwolennikiem karania gmin. Może w ten sposób uda się je zmobilizować do podjęcia działań – mówi wprost Paweł Ścigalski.

– Oczywiście można tworzyć instrumenty finansowe wspierające wymianę kotłów, ale naszym zdaniem bez regulacji, które nieco ostrzej nakłonią gminy do wdrożenia pewnych programów, realnej zmiany raczej nie będzie – wtóruje Piotr Siergiej. I podaje przykład miejscowości, która nie wystąpiła o środki unijne na wymianę kotłów, bo – jak tłumaczyła – wiąże się to ze zbyt dużą ilością pracy związanej z wypełnieniem wniosków, a potem rozliczeniem pieniędzy (więcej: rozmowa).

Co w nowego w projekcie nowelizacji

Kolejny antysmogowy projekt zmiany ustawy z 27 kwietnia 2001 r. – Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 799 ze zm.) jest w znacznej części wywołany niekorzystnym dla Polski wyrokiem TSUE z 22 lutego 2018 r. (C-336/16), dotyczącym niespełnienia wymogów określonych w dyrektywie CAFE, i wdraża jej art. 13 i 23.

Projekt nowelizacji:

  • zobowiązuje organy sporządzające i realizujące programy ochrony powietrza (POP) do uwzględnienia wymogu, aby działania naprawcze przewidziane w POP umożliwiały ograniczenie przekroczeń wartości dopuszczalnych w możliwie najkrótszym terminie;
  • skraca o 3 miesiące termin opracowania, przedstawiania do zaopiniowania i uchwalania POP oraz planów działań krótkoterminowych (PDK);
  • zobowiązuje zarząd województwa do przekazania do resortu środowiska projektu POP oraz do corocznego (do 31 stycznia) sprawozdawania tamże i do WIOŚ postępów działań naprawczych realizowanych przez gminy;
  • uzupełnienia POP o działania krótkoterminowe (trwające do dwóch lat), działania średnioterminowe – do 4 lat (obecnie trwają pięć) i długoterminowe – do 6 lat (zamiast do 10) oraz o wskaźniki dla planowanych działań naprawczych.

Po zmianach za niedotrzymanie terminów będą nakładane kary. Przy czym będzie można je wymierzyć szybciej, bo od razu po stwierdzeniu nieprawidłowości, a nie – jak obecnie – dopiero po niewykonaniu zaleceń pokontrolnych.

Przepisy mają wejść w życie w dzień po ogłoszeniu. ©

Jednak czy należy karać mieszkańców? A może lepiej edukować. – Karanie osób palących śmieci to właściwe działanie – stwierdza Łukasz Gmurczyk, stołeczny działacz antysmogowy, znany w sieci jako Smog Wawerski. – Czasami być może wystarczy pouczenie, ale wysokie mandaty powinny być stosowane w przypadkach recydywy (obecnie w Warszawie średni mandat wynosi ok. 100 zł). Po wcześniejszym poinformowaniu należy również karać za palenie mokrym drewnem, które wytwarza bardzo duże ilości dymu i pyłów – dodaje. Zwraca jednak uwagę, że prawo nie pozwala na karanie za palenie dozwolonym paliwem, ale tylko tym złej jakości. – Oczywiście jest zakaz spalania mułu, flotu i węgla brunatnego, ale problem ten nie dotyczy aglomeracji warszawskiej, a nawet całego województwa mazowieckiego, gdyż sprowadzanie tutaj tego typu paliw jest nieopłacalne – wyjaśnia Łukasz Gmurczyk.

WAŻNE Po 30 tys. kary dla Tuchowa, Liszki i Zielonki, z kolei dla Sułoszowa i Tomic po 10 tys. zł. Przy czym nakładając je dwa lata temu, małopolski WIOŚ zastosował ulgową taryfę z uwagi na to, że były to pierwsze jednostki, które zostały ukarane za brak działań ograniczających smog. Już wkrótce raczej tak nie będzie.

Potrzebna straż miejska

Pytanie tylko, kto miałby te kary na mieszkańców nakładać? Mogą oczywiście urzędnicy, ale na przykładzie tych JST, które sobie ze smogiem radzą, widać, że najlepsza jest do tego straż gminna albo miejska. Tylko problem w tym, że około 70 proc. gmin nie ma strażników i w efekcie nie ma komu sprawdzać, czym się pali w domowych kotłach. Efekt jest taki, że pali się czym się da. Potwierdzają to działacze z lokalnych oddziałów Alarmu Smogowego. – Faktycznie najgorzej jest w tych gminach, w których nie funkcjonuje straż miejska – mówi Paulina Mroczkowska z Legionowskiego Alarmu Smogowego. – W naszym powiecie najlepiej jest w Legionowie, które ma straż i działający w jej ramach, o co wnioskowaliśmy, ekopatrol. Na terenie miasta wymieniono już 200 pieców, samorząd instaluje też własne czujniki, które pokazują jakość powietrza – wylicza aktywistka. Niestety, wystarczy, że wiatr zawieje od Jabłonnej, a jakość powietrza od razu się pogarsza. A to dlatego, że gmina ta dopiero zaczyna się interesować działaniami anysmogowymi, próbuje organizować program wymiany pieców, pogadanki w szkołach. – Niestety do kontroli kotłów nie ma nawet ani jednej osoby, a policja się nie kwapi do podejmowania tego działań. Tu palenie śmieciami czy starymi meblami wciąż uznawane jest za pewnego rodzaju zaradność, oszczędność na opale. Przed wyborami samorządowymi były obietnice, że zmiany ruszą z kopyta, ale to stosunkowo biedna gmina, na efekty przyjdzie nam jeszcze poczekać – konkluduje Mroczkowska.

Okazuje się, że niewiele lepiej jest w innej leżącej o sąsiedzku gminie – Nieporęcie. Wprawdzie, jak mówi Mroczkowska, posiada on własną straż, ale nie ma ekopatrolu. Efekt? W sezonie grzewczym trudno jest oddychać.

– O tym, że samorządy bez straży gminnej czy miejskiej mają większy problem, świadczy choćby sytuacja w podstołecznym Otwocku. Jakość powietrza jest fatalna, miasto znajduje się na liście 50 najbardziej zanieczyszczonych w Europie – tłumaczy Łukasz Gmurczyk.

– Otwock to jądro ciemności. Straż miejska została zlikwidowana w 2018 r. i od tego czasu nie ma co liczyć na kontrole – wtóruje Krzysztof Burzyński z Otwockiego Alarmu Smogowego. Dodaje, że kontrolą pieców miał się zajmować zespół złożony z urzędnika i policjanta, jednak w praktyce to nie funkcjonuje. Powód? Urząd jest czynny od godz. 8 do 16, a większość ludzi pali w piecach po powrocie z pracy. Co więcej, osoby dzwoniące na policję w sprawie dymiących na czarno kominów są odsyłane do urzędu. – W tej chwili z pozytywnych rzeczy najwięcej się dzieje w Józefowie, gdzie funkcjonuje straż miejska. Z informacji, które otrzymaliśmy z tamtejszego urzędu miasta, wynika, że antysmogowe działania będą prowadzone w systemie dwuzmianowym, a ponadto ma być dyżur w weekendy – twierdzi przedstawiciel otwockiej organizacji.

O tym, jak ważna w walce ze smogiem jest straż miejska, świadczy sytuacja w Wawrze, najbardziej zapylonej dzielnicy Warszawy. Po kontrolach straży miejskiej osoby palące śmieciami należą do rzadkości.

Podobnie jest w Katowicach. – O ile w 2016 roku co szósta kontrola potwierdzała spalanie śmieci, to w 2018 r. już tylko co trzydziesta – przytacza dane Ewa Lipka, rzecznik prasowy UM Katowice. Przy czym jej zdaniem przyczyniły się do tego nie tylko działania kontrolne, ale i edukacyjne.

Z kolei w Rzeszowie w ramach walki ze smogiem nie tylko sprawdza się paleniska, z których pobierane są próbki żużli i popiołów. – Jeszcze w 2016 r. miasto zakupiło dla rzeszowskiej policji niezbędne urządzenia do badania spalin samochodowych (dymomierz, analizator spalin, sonometr). Tylko w 2018 r. funkcjonariusze tej formacji przeprowadzili 1354 takich kontroli i zatrzymali 616 dowodów rejestracyjnych – informuje Anna Kozicka, zastępca dyrektora wydziału ochrony środowiska i rolnictwa Urzędu Miasta w Rzeszowie.

3 pytania do...

Za 10 lat zapylenia już nie będzie

Piotr Woźny pełnomocnik prezesa Rady Ministrów do spraw programu Czyste powietrze

Czy samorządy szczebla gminnego i wojewódzkiego zdają egzamin w walce ze smogiem? Jakie problemy są do rozwiązania?

Kolejne raporty Najwyższej Izby Kontroli wskazują, że jednym z najistotniejszych problemów jest brak koordynacji działań między samorządem gminnym, wojewódzkim oraz administracją rządową. Chodzi tutaj zarówno o działania planistyczne, regulacyjne czy też w zakresie finansowania walki ze smogiem. M.in. dlatego uchwały antysmogowe, które przetoczyły się przez Polskę w 2017, były raczej manifestami zainteresowania lokalnych społeczności, a nie realnymi narzędziami zmiany rzeczywistości, choćby z uwagi na powszechnie znane problemy z ich egzekwowalnością. Staramy się nadrobić zaległości również w budowaniu współpracy między administracją rządową a samorządową. Takim narzędziem z całą pewnością będzie znowelizowana ostatnio ustawa o wspieraniu termomodernizacji i remontów, która przewiduje współfinansowanie przez rząd (Fundusz Termomodernizacji i Remontów), samorząd województwa i samorządy gmin działań mających na celu wspieranie osób ubogich energetycznie w termomodernizacji ich domów połączonej z wymianą przestarzałych kotłów.

Czy w walce ze smogiem nie skupiliśmy się jednak za bardzo na papierologii, tzn. programach, uchwałach, raportach, bezrefleksyjnym wdrażaniu dyrektyw, a za mało na szybkiej wymianie kopciuchów?

Pamiętajmy, że przez całe lata w Polsce nie było powszechnie obowiązujących regulacji do walki ze smogiem. Chodzi mi przede wszystkim o przepisy dotyczące dopuszczalnych poziomów emisji z domowych kotłów czy też standardów jakościowych paliw stałych. Jestem przekonany, że jeżeli dodamy do tych regulacji narzędzie IT dla gmin i przepisy wymuszające powszechną inwentaryzację pieców, to kumulacja danych na temat źródeł niskiej emisji, regulacji dotyczących standardów dla kotłów i paliw oraz finansowych programów wsparcia gospodarstw domowych w termomodernizacji i wymianie przestarzałych kotłów będzie znaczącym impulsem poprawy jakości powietrza w Polsce.

Kiedy więc realnie Polska uwolni się od smogu? Za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat?

Jestem przekonany, że przepisy i działania, m.in. te o których mówiłem powyżej, realizowane z udziałem środków unijnych z przyszłej perspektywy budżetowej UE 2021–2027, spowodują że problem jakości powietrza w Polsce zniknie w ciągu najbliższych 10 lat. ©

Rozmawiał Tomasz Żółciak

To, że dobrze działająca straż miejska to prawdziwy sprzymierzeniec w walce ze smogiem, nie ma też wątpliwości Emil Nagalewski, współorganizator lokalnej akcji Wyjścia Smoga, która jest prowadzona w ramach rybnickiego Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych CRIS. – Problem spalania śmieci mamy w dużej mierze rozwiązany – mówi Nagalewski. I tłumaczy, że wymagało to oddolnych inicjatyw i przekonania do tego straży miejskiej. W mieście powstał ekopatrol. Nagłaśnianie przypadków spalania śmieci i kary zadziałały odstraszająco.

– Przyjęliśmy zasadę zero tolerancji. Jeśli wykrywamy spalanie odpadów, to wystawiamy najwyższy możliwy mandat – 500 zł. Przy tak szeroko jak u nas zakrojonej akcji informacyjnej, trwającej od lat, nie można mówić, że ktoś nie wie o spalaniu odpadów – przekonuje Dawid Błatoń, rzecznik rybnickiej straży miejskiej. Dodaje, że złożony ze strażników ekopatrol sprawdza na posesjach także gospodarkę odpadami i nieczystościami ciekłymi. – Jeżeli widać, że wystawianych jest mało opakowań albo wcale ich nie ma, to można podejrzewać, że trafiają do pieca. Tam gdzie kontrola wykazała nieprawidłowości, strażnicy po pewnym czasie pojawiają się ponownie, by sprawdzić, czy problem został trwale usunięty – tłumaczy Błatoń.

Najgorzej jest w tych gminach, w których nie funkcjonuje straż miejska. W naszym powiecie najlepiej jest w Legionowie, które ma straż i działający w jej ramach ekopatrol. Wystarczy jednak, że wiatr zawieje od Jabłonnej, a jakość powietrza od razu się pogarsza. Niestety do kontroli kotłów nie ma nawet ani jednej osoby, a policja się nie kwapi do podejmowania tego typu działań. Niewiele lepiej jest w Nieporęcie. Wprawdzie posiada on własną formację, ale nie ma ekopatrolu. Efekt? W sezonie grzewczym trudno jest oddychać.

Paulina Mroczkowska

z Legionowskiego Alarmu Smogowego

Niektórzy są dużo dalej

Duże samorządy nie drżą z przerażenia przed nowym prawem, bo walkę ze smogiem podjęły już dawno. Sankcji nie obawia się chociażby Zabrze. Bo po pierwsze wymianę pieców ma bardzo zaawansowaną, a po drugie, jak wyjaśnia rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Zabrzu Sławomir Gruszka, harmonogram działań naprawczych dla aglomeracji górnośląskiej określa termin realizacji na 2027 rok. – Zadania opisane w wojewódzkim programie realizujemy na bieżąco – zapewnia rzecznik.

– Ze względu na systematyczną realizację wszystkich działań, o których mowa w prawie ochrony środowiska, kary nie dotyczą Rzeszowa – stwierdza krótko Anna Kozicka, zastępca dyrektora wydziału ochrony środowiska i rolnictwa Urzędu Miasta. – Program ochrony powietrza przewiduje ich wykonanie do 2023 r. – dodaje.

– Nie mamy się czego obawiać – program ochrony powietrza realizujemy w całości – mówi z dumą Paweł Ścigalski, pełnomocnik prezydenta miasta Krakowa ds. jakości powietrza.

Obaw nie mają też stołeczni urzędnicy, choć Warszawie daleko do sukcesów Krakowa. – W 2018 r. mazowiecki wojewódzki inspektor ochrony środowiska przeprowadził kontrolę realizacji zadań wynikających z programów ochrony powietrza dla strefy aglomeracja warszawska – informuje Dominika Wiśniewska z Urzędu m.st. Warszawy. – W wyniku kontroli WIOŚ nie nałożył żadnych sankcji karnych.

– Sankcje, jakie może nałożyć organ kontrolny, zawsze są dotkliwe dla gmin. Jednak obecnie Bytom realizuje na bieżąco programy związane z ochroną środowiska – zapewnia Małgorzata Węgiel-Wnuk, rzecznik prasowy tamtejszego urzędu.

Niepalenie śmieciami nie poprawi sytuacji

Wszyscy, zarówno aktywiści, jak i urzędnicy, pewni są jednego – rozwiązanie problemu spalanych odpadów nie zlikwiduje smogu

– Jedyną metodą na zmniejszenie stężeń zanieczyszczeń powietrza jest wyeliminowanie spalania paliw stałych w gęstej zabudowie mieszkalnej – przekonuje Sławomir Gruszka, rzecznik prasowy w UM w Zabrzu.– Trzeba mieć świadomość, że główną przyczyną smogu nie jest spalanie odpadów, ale przede wszystkim spalanie węgla i drewna w dużej liczbie pieców zlokalizowanych na małej przestrzeni – potwierdza Łukasz Gmurczyk. – Przy czym kluczowa jest niska jakość pieców, które nie spełniają nawet podstawowych wymogów emisji pyłów czy dymu. Chodzi o kotły pozaklasowe, czyli tzw. kopciuchy – uzupełnia.

Także inne pytane przez nas osoby nie mają wątpliwości, że najlepszą drogą do likwidacji smogu jest szybka wymiana pieców na nowoczesne źródła zasilania. Nawet zanim dojdzie do termomodernizacji budynków, bo te są skomplikowane i długotrwałe. A z wymianą starych palenisk jest naprawdę słabo. Rodzynkiem w tym zakalcu jest tylko Kraków (więcej infografika).

ok. 70 proc. gmin nie ma strażników. Efekt? Nie ma komu sprawdzać, czym się pali w domowych kotłach

Pochwalić ma się też czym Zabrze. – W trakcie realizacji programu dofinansowania do zmiany systemów ogrzewania, trwającego nieprzerwanie od 1994 r., wymieniono u nas 10 522 źródła ciepła – mówi Sławomir Gruszka. – Ponadto w ramach programu ograniczenia niskiej emisji (PONE), trwającego od 2010 r., wymieniono 1171 źródeł ciepła. Poddano też termomodernizacji (wymiana źródeł ciepła, ocieplenie oraz odnawialne źródła energii) 32 szkoły, 16 przedszkoli oraz 29 obiektów użyteczności publicznej.

Gdzie indziej jest znacznie gorzej. – Trudno jest określić czas, w którym uda się wymienić wszystkie kopciuchy lub podłączyć budynki mieszkalne do sieci ciepłowniczej – dowiadujemy się od Małgorzaty Węgiel-Wnuk, rzecznika prasowego w Urzędzie Miejskim w Bytomiu. Konkretnych danych o wymianie kopciuchów nie podał nam też Rzeszów, choć informuje o rozbudowie sieci ciepłowniczej (w 2018 r. jej długość wzrosła o kolejne 18 km) i przyłączeniu do niej w ciągu ostatnich sześciu lat 208 budynków, zawarciu 955 umów z mieszkańcami na montaż instalacji fotowoltaicznych oraz termomodernizacji i wymiany źródeł ciepła w obiektach użyteczności publicznej.

Bardziej konkretne okazały się Katowice. – Przez trzy lata, od 2015 do 2017 r., dofinansowaliśmy wymianę 1495 źródeł ciepła za ponad 11,5 mln zł, natomiast w 2018 r. wymieniono ponad 1000 źródeł ciepła. W 2016 r. prezydent podjął także decyzję, by podnieść maksymalną kwotę dotacji do 10 tys. zł. Dzięki temu poziom dofinansowania jest jednym z najwyższych w kraju – informuje rzeczniczka ratusza. – Ważną zmianą było też podniesienie kwoty dopłaty do zakupy opału z 450 zł do 900 zł dla najmniej zamożnych mieszkańców. W ten sposób walczymy ze zjawiskiem ubóstwa energetycznego – dodaje.

Batalie o czyste powietrze rozpoczął też Poznań. – Łącznie w latach 2015–2017 zlikwidowano 1641 pieców na paliwa stałe – informuje Grażyna Ratajska z wydziału kształtowania i ochrony środowiska w UM w Poznaniu. A w 2018 r. były to 362 piece. Poznań prowadzi też od lat program bezpłatnych badań termowizyjnych budynków ”Trzymaj ciepło„. – W trakcie dziesiątej edycji, w sezonie 2018–2019, planowane jest przebadanie blisko 800 domów jednorodzinnych i 30 kamienic – wylicza Ratajska.

Z kolei stolica na lata 2019–2021 planuje likwidację wszystkich kopciuchów w budynkach komunalnych. Ale jak zauważa Smog Wawerski zmiany coraz bardziej się przesuwają – przed wyborami zapowiadano, że 50 proc. z nich zostanie zlikwidowane w 2019 r., a teraz mówi się tylko o 30 proc. Warszawa nie przeprowadziła też w pełni inwentaryzacji starych pieców u innych właścicieli – szacuje, że na terenie miasta może ich być co najmniej 14 tys., choć niektórzy mówią nawet o 20 tys. ©

Współpraca Urszula Wróblewska, Bożena Ławnicka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.