Internet powie prawdę o zalewanej działce
Szalejący ostatnio w USA huragan "Sandy" spowodował podtopienie Nowego Jorku i okolic. U nas do podobnych zalań dochodzi regularnie, co rok lub co kilka lat mamy powodzie. Mieszkańcy gmin położonych w miejscach, gdzie rzeki wylewają najczęściej co pewien czas, przestają być właścicielami swoich gruntów, a w zamian za to należy do nich np. kilka hektarów Wisły, Odry czy Sanu, które wystąpiły z brzegów i podeszły do ich okien.
Takie są bowiem skutki zabudowy terenów zalewowych. A roszczenia poszkodowani najczęściej kierują pod adresem gminy, która sprzedała lub oddała im w wieczyste użytkowanie działkę na takim obszarze, wydała pozwolenie na wybudowanie tam domu, nie zadbała o właściwy stan wałów przeciwpowodziowych albo nie uprzedziła odpowiednio wcześnie mieszkańców o podwyższonej fali, aby zdążyli ewakuować siebie i dobytek.
Po ostatniej dużej powodzi w 2010 r. niektórzy poszkodowani przymierzali się nawet do złożenia pozwów zbiorowych skierowanych przeciwko gminom, w których domagaliby się zasądzenia na swoją rzecz odszkodowania.
Za nieco ponad rok samorządy będą prawdopodobnie mogły się poczuć mniej narażone na roszczenia powodzian. Ruszy wówczas e-system umożliwiający każdemu (także gminom czy powiatom) dostęp do map zagrożenia powodziowego. Do końca 2013 r. mają powstać mapy takiego zagrożenia. Każdy wówczas sprawdzi przez internet, czy działka, którą chce mu sprzedać gmina albo prywatny właściciel, znajduje się na terenie zalewowym i nie można tam stawiać budynków.
Najczęściej są to działki położone bezpośrednio wzdłuż rzek, często fragmenty dolin rzecznych. Podczas powodzi i w okresach wezbrań wody w rzece, gdy przekracza ona pojemność koryta, obszar ten zostaje podtopiony. Stąd też wzięła się jego nazwa: obszar zalewowy lub równina zalewowa. Najczęściej gminy traktują te tereny jako nieużytki, ponieważ porastają je lasy łęgowe. Wykorzystywane bywają również jako pastwiska.
Z kolei tereny zagrożone powodzią zostaną przedstawione na specjalnych mapach zagrożenia powodziowego, które są przygotowywane od 2010 r. w ramach projektu ISOK, czyli Informatycznego Systemu Osłony Kraju przed nadzwyczajnymi zagrożeniami. Do pierwszych map będzie można mieć dostęp już w styczniu 2013 r. Ale nawet gdy cała akcja związana z przygotowaniem ich zostanie już zakończona, to nie wszyscy będą mogli sprawdzić, jakie ryzyko powodziowe występuje na ich terenie, ponieważ mapy nie zostaną opracowane dla całego kraju. Przyczyna? Wysokie koszty. Obecnie analizowany jest obszar ok. 200 tys. km kw., czyli 2/3 kraju, co kosztuje blisko 300 mln zł.
Do momentu przygotowania map zagrożenie powodziowe określają studia ochrony przeciwpowodziowej opracowane przez regionalne zarządy gospodarki wodnej. Dziś przyjmuje się, że nie wolno stawiać budynków na terenach zagrożonych powodzią na obszarze położonym między wałami przeciwpowodziowymi. Jednakże w praktyce zakaz budowania na tych terenach bywa obchodzony, a inwestorzy powołują się na to, że wały przeciwpowodziowe są znacznie oddalone.
Zabudowę terenów zagrożonych umożliwia także brak dokumentacji. Powinna być opracowana dla terenów wokół rzek i musi z niej wynikać, czy dany obszar jest zagrożony powodzią. Gdy takiej dokumentacji nie ma, to mimo istnienia realnego zagrożenia zalewaniem inwestorzy otrzymują pozwolenie na budowę. Gminy wydają też pozwolenia na zagospodarowanie tych terenów (inne niż zabudowa), co w razie powodzi generuje duże straty.
Sytuacja jednak powinna ulec zmianie po zakończeniu programu ISOK. Gminy nie będą mogły wówczas powoływać się na luki w przepisach i na brak dokumentacji, wydając pozwolenia na budowę i sprzedając bądź oddając w użytkowanie wieczyste grunty położone na terenach zalewowych. Kłopot może być też ze znalezieniem nabywców na te działki, ponieważ każdy zainteresowany uzyska wówczas informację przez internet, w ramach projektu ISOK - będzie mógł na mapie nałożyć działkę, którą jest zainteresowany.
@RY1@i02/2012/216/i02.2012.216.088000200.802.jpg@RY2@
Małgorzata Piasecka-Sobkiewicz dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Małgorzata Piasecka-Sobkiewicz
dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu