Samorządy otwarte na internet, ale ciągle się uczą
Każda gmina musi posiadać biuletyn informacji publicznej. Standardem są również strony internetowe. Nie oznacza to wcale, że lokalni urzędnicy doskonale odnajdują się w wirtualnej przestrzeni.
Prowadząc politykę komunikacyjną w sieci, samorządowcy popełniają sporo błędów. Dziś nie wystarczy ograniczenie się do założenia przez urząd strony internetowej oraz umieszczenia na witrynie tekstu o historii gminy i zdjęć ilustrujących temat. Zbyt encyklopedyczne traktowanie strony internetowej jest głównym grzechem samorządowców w tej dziedzinie. Taka witryna pozostaje martwa. Pełnienie przez nią funkcji repozytorium danych i informacji na temat gminy to zaledwie punkt wyjścia.
Witryna powinna być wypełniana na bieżąco aktualizowanymi doniesieniami z gminy, zapowiedziami lokalnych imprez oraz ważnymi z punktu widzenia mieszkańców informacjami urzędowymi. Można również pomyśleć o jej wykorzystaniu jako platformy do interaktywnej współpracy, np. w ramach konsultacji społecznych. Coraz więcej młodych ludzi angażuje się w życie swoich małych ojczyzn, seniorzy szkolą się z komputerów - dla nich internetowa forma kontaktu z gminą może okazać się wygodna. O tym, że taka forma konsultacji się sprawdza, przekonuje przykład Warszawy czy Sopotu, gdzie kolejne edycje budżetów partycypacyjnych opierają się głównie na narzędziach internetowych.
Do błędów należy brak decyzji o zainwestowaniu w wersję mobilną strony. Są samorządy, jak Piotrków Trybunalski czy Radlin, które już pomyślały, by również użytkownicy smartfonów mogli wygodnie dostać się na stronę WWW. Na razie to jednak wyjątki, a nie reguła. Tymczasem dynamicznie rośnie popularność korzystania z internetu na urządzeniach mobilnych. A koncern Google wprowadził ostatnio mechanizm polegający na tym, że użytkownikom korzystającym z mobilnego internetu, w wynikach wyszukiwania haseł najpierw wyświetlają się strony w wersji mobilnej. Dopiero w dalszej kolejności są wyświetlane wyniki z tradycyjnych wersji stron. W praktyce może to oznaczać, że internauta po wpisaniu w wyszukiwarce nazwy gminy nie trafi szybko na adres WWW tejże, jeśli nie stworzyła wersji mobilnej własnej witryny.
Trzeci kanał komunikacji, obok biuletynów informacji publicznej i witryn internetowych, powinny stanowić media społecznościowe. A w wielu przypadkach w posunięciach samorządów obecnych w mediach społecznościowych prowadzenie własnych profili odbywa się kosztem BIP-ów. Często ważne informacje samorządowcy zamieszczają na swoim profilu w portalu społecznościowym. Nie jest to zabronione, ale tylko wówczas, gdy jednocześnie te same dane można pozyskać w BIP. To bowiem biuletyn jest narzędziem do rozpowszechniania informacji publicznej.
Drugą bolączką dotyczącą portali społecznościowych jest chaos. Wiadomości wrzucane są na portale nieregularnie, brakuje decyzji, jakie kategorie informacji umieszczać w takich mediach. To uniemożliwia budowę spójnej komunikacji.
- Rekomendowanym rozwiązaniem dla samorządu jest zagnieżdżenie na własnej stronie widgeta z urzędowym kanałem na Twitterze czy Facebooku. To na nich zazwyczaj toczy się główna dyskusja, a odnośnik do profilu sprawi, że sama strona będzie żywa - radzi Paweł Kozyra, prawnik nowych technologii.
Piotr Pieńkosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu