Nowoczesne miasto to strumień. Danych
Inteligentne miasto to nie tylko pusty slogan. To przyszłość
Wyobraźcie sobie, że przyjeżdżacie do nieznanego wam miasta i chcecie dojechać z punktu A do punktu B. Wasza podróż zaczyna się w centrum, a punkt docelowy leży na dalekim odludziu. Włączacie więc specjalną aplikację, która zaplanuje wam trasę przejazdu w oparciu o wszystkie środki transportu dostępne w mieście, publiczne i prywatne, włącznie z taksówkami, miejskimi wypożyczalniami samochodów, a nawet rowerów.
Brzmi jak kompletne science fiction? Nie dla mieszkańców Helsinek, gdzie takie rozwiązanie działa od drugiej połowy 2016 r. Profesjonalnie nazywa się to mobility-as-a-service (czyli mobilność jako usługa) - to jednocześnie nazwa start-upu, który stoi za oferującą taką usługę mieszkańcom stolicy Finlandii aplikacją. Whim, bo tak nazywa się ten system, różni się od innych rozwiązań planujących podróże tym, że w prosty sposób integruje ze sobą wiele środków transportu. Przejazd może się więc zacząć od tramwaju, później szybka przesiadka na elektryczny rower miejski (żeby nie męczyć nóg), a na końcu przejazd taksówką. Tak żeby było najtaniej i najszybciej.
Nie tylko drony
O popularności Whima niech świadczy to, że chcą z nim współpracować podmioty prywatne widzące w kooperacji perspektywę zarobku. W połowie maja twórcy aplikacji dogadali się z największą korporacją taksówkarską w Finlandii, dzięki czemu Whim może uwzględniać przy planowaniu podróży również przejazdy taksówkami.
Fińska aplikacja doskonale wpisuje się w trend smart city, czyli inteligentnego miasta, bo wykorzystuje i łączy technologię, którą wszyscy mają (telefony komórkowe) i już istniejące rozwiązania (jak system kupna biletu na komunikację miejską przez internet czy rezerwacji przejazdów przez sieć) do stworzenia zupełnie nowej jakości.
Jak jednak zapewnia Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni ds. gospodarki, inteligentnie miasto niekoniecznie musi oznaczać takie, w którym unoszące się nad skrzyżowaniem drony same zmieniają sygnalizację świetlną.
- Mamy tendencję, żeby rozumieć smart city jako miasto naszpikowane technologicznymi zabawkami, tymczasem idea leży zupełnie gdzie indziej. Oczywiście technologia bardzo sprzyja, pomaga i umożliwia realizowanie rozwiązań typu smart. Tak naprawdę chodzi jednak o to, żeby było wygodnie, nowocześnie i przyjaźnie dla użytkownika. Żeby miasto było zaplanowane w taki sposób, aby zwiększać jego konkurencyjność, ale przede wszystkim podnosić jakość życia mieszkańców, a przy okazji zmniejszać koszty - niekoniecznie finansowe - tłumaczy.
Bez ograniczeń
Polskie miasta nie chcą pozostawać w tyle we wdrażaniu rozwiązań typu smart. Na terenie Trójmiasta od wielu lat funkcjonuje system Tristar, który dzięki czujnikom i kamerom kontroluje natężenie ruchu na ulicach i na podstawie tych danych dostosowuje zachowanie sygnalizacji świetlnej w taki sposób, aby uzyskać efekt zielonej fali. Olsztyn z kolei od jakiegoś czasu inwestuje w inteligentne oświetlenie. Ubocznym efektem inwestycji są mniejsze rachunki za prąd dla samorządu wynikające nie tylko ze zmiany technologii oświetleniowej (obowiązkowo LED-y), lecz także z zastosowania urządzeń do sterowania i zdalnego nadzoru za pomocą czujników ruchu. Brak rowerów miejskich powoli zaczyna być odbierany jak brak komunikacji publicznej, która również przechodzi wielkie zmiany w trakcie zaznajamiania się samorządowców z rozwiązaniami w tym zakresie napędzanymi energią elektryczną.
Polskie samorządy nie boją się również wypróbowywać nietuzinkowych pomysłów. Warszawa postanowiła sięgnąć po nowoczesne technologie, aby ułatwić życie osobom z dysfunkcją wzroku.
- Zaczęło się od rozwiązania, które miało im pomóc z obsługą w urzędzie, ale potem zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie możemy zmienić całego miasta? - wspomina Tomasz Pactwa, dyrektor biura pomocy i projektów społecznych w Urzędzie m.st. Warszawy.
Tak narodziła się aplikacja Virtualna Warszawa, która miała być czymś w rodzaju cyfrowego przewodnika. Docelowo całe miasto miało być pokryte siecią nadajników o niewielkiej mocy (w technologii Bluetooth), które na bieżąco przekazywałyby do telefonu komórkowego informacje na temat położenia, a osobie z dysfunkcją wzroku podpowiadała przez słuchawki, co znajduje się z jej lewej, a co z prawej strony. Rozwiązanie, chociaż idea została przyjęta bardzo dobrze, ostatecznie nie zostało wdrożone. Podczas pilotażu bowiem okazało się, że jednak nie trafia w zapotrzebowanie docelowych użytkowników.
Jak start-up
Tomasz Pactwa mówi, że kluczowe przy opracowywaniu i wdrażaniu rozwiązań z zakresu smart jest działanie małymi krokami.
- Duże rozwiązania nie sprawdzają się - tłumaczy. Zamiast projektować wielkie i drogie systemy samorządy powinny raczej skupić się na testowaniu nowych pomysłów w małej skali i rozciągać ich działanie na większe obszary dopiero po zebraniu opinii od użytkowników. W tym sensie inteligentne miasto działa jak start-up, bo odwołuje się do popularnego wśród tych przedsięwzięć konceptu MVP (z ang. "minimum viable product", co można przetłumaczyć jako podstawowa funkcjonalność danej usługi czy produktu, pozbawiona zbędnych dodatków).
Jest to tym ważniejsze, że wiele rozwiązań typu smart albo służy komunikacji mieszkańców z samorządem - jak dostępne z poziomu przeglądarki internetowej systemy składania wniosków online bądź uiszczania jakichś opłat - albo dotyczy ich bezpośrednio, jak systemy opłat za parkowanie. W Goeteborgu ich wysokość została ustalona w wyniku konsultacji z mieszkańcami, którzy uznali wysokie stawki za korzystne z punktu widzenia np. poziomu hałasu.
Bariery też są
Z oczywistych względów w Polsce takie rozwiązanie nie mogłoby być wprowadzone, bowiem wysokość opłat za parkowanie jest u nas regulowana przez prawodawstwo centralne (chociaż resort rozwoju przygotowuje projekt ustawy podnoszącej maksymalną stawkę za godzinę parkowania do 9 zł; ostateczna decyzja będzie jednak należeć do samych samorządów).
- Miasto może mieć najfajniejsze pomysły, może być najlepiej zarządzane, ale wszystko odbywa się przecież w ramach ustawodawstwa centralnego i przepisów, które często skrajnie ograniczają miasto - mówi Krzysztof Gorzkowski, szef komunikacji w firmie Kapsch Telematic Services, firmie tworzącej inteligentne rozwiązania transportowe.
Gorzkowski przytacza anegdotę z rozmowy z jednym z samorządowców, który powiedział mu kiedyś, że nie chce obciążać swoich mieszkańców opłatami za parkowanie w mieście. Byłby natomiast bardzo zainteresowany możliwością ich poboru od przyjezdnych (miejscowość turystyczna), którzy od piątkowego popołudnia i przez cały weekend korkują ulice w mieście. Takiej możliwości na razie jednak nie ma.
Z punktu widzenia rozwiązań typu smart miasto jest jednym wielkim generatorem danych. Dane te trzeba tylko zebrać i ujarzmić - czyli przetworzyć w taki sposób, aby był z nich pożytek i żeby były łatwo dostępne. W tym sensie rewolucja smart city jest podobna do procesów zachodzących obecnie w przemyśle, określanych mianem czwartej rewolucji przemysłowej - te same maszyny, ale naszpikowane elektroniką umożliwiającą znacznie dokładniejszą niż kiedykolwiek kontrolę nad procesem produkcyjnym. Smart w tej perspektywie znaczy połączone - informacje, które dotychczas były rozproszone po różnych częściach miasta i wydziałach lokalnego samorządu, a które trzeba było zbierać ręcznie, powinny być dostępne na wyciągnięcie ręki.
Wypowiedzi pochodzą z panelu dyskusyjnego "Smart City - kiedy i dlaczego tak późno", który odbył się podczas kongresu Perły Samorządu w Gdyni.
@RY1@i02/2017/109/i02.2017.109.21400020c.801.jpg@RY2@
fot. ireneusz rek
Jakub Kapiszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu