Dwa oblicza technologii, czyli Dostępność plus
N owoczesne technologie mają dwa oblicza. Jedno jest sympatyczne i zapraszające, bo technologie włączają ogromne rzesze ludzi do systemu obiegu informacji. Strony internetowe, media społecznościowe, komunikatory – większość z nas poświęca na to już nie minuty, ale godziny. Wielu ludziom trudno wyobrazić sobie poranną kawę bez twitterowych dyskusji albo facebookowej ściany. Jak policzył w lutym 2018 r. Gemius/BPI, Polacy poświęcają na przeglądanie internetu średnio 2 godziny i 6 minut dziennie. W ciągu roku daje to 766,5 godzin, czyli ponad miesiąc. Druga twarz technologii wyraża sfrustrowanie. Przykład? Jesteś osobą niewidomą. Czytasz na rządowej stronie informację o wsparciu dla osób z niepełnosprawnościami. Komunikat jest nawet opatrzony ciekawymi grafikami. Szkoda, że część informacji do ciebie nie dotrze. Grafiki nie mają tekstów alternatywnych.
Od kiedy tylko zaczęliśmy prace nad programem „Dostępność plus”, mówiliśmy, że nie chodzi nam jedynie o usuwanie barier architektonicznych. Dostępność to cecha, dzięki której z dobra może na równi korzystać jak największa liczba osób. Nie ma innego tak demokratycznego medium jak internet – tu każdy może odbierać treść i każdy autor może w dozwolonych przez prawo granicach korzystać ze swobody wyrażania swoich poglądów. Problem jednak pojawia się wtedy, gdy przechodzimy od teorii do praktyki.
Forpocztą zmian w tej dziedzinie powinna być administracja publiczna. To my, urzędnicy, jesteśmy związani prawem, które zapewnia wszystkim równość w dostępie do informacji. I choć z roku na rok jest coraz lepiej – co podkreśla tegoroczny Raport dostępności przygotowany przez Fundację Widzialni – to do doskonałości nam jeszcze dużo brakuje. Według fundacji wciąż ponad połowa serwisów podmiotów wykonujących zadania publiczne nie jest dostępna. Najwięcej problemów stwarzają: brak lub niewłaściwe opisy alternatywne dla elementów graficznych, niepoprawne opisanie pól formularzy oraz utrzymanie bezbłędnego kodu HTML.
Dlaczego piszę o tym właśnie teraz? Rząd przyjął w środę projekt ustawy o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych. Tym samym od deklaracji przechodzimy do konkretnych działań. Wszystkie strony internetowe podmiotów publicznych i ich aplikacje mobilne będą dostępne w standardzie WCAG 2.0 na poziomie AA. Oznacza to, że osoby z różnymi niepełnosprawnościami, np. słuchu czy wzroku, będą pełnoprawnymi użytkownikami wszystkiego, co wyprodukuje państwo i co ma przedrostek „e”. Standard WCAG mówi m.in. o tym, jaka powinna być wielkość czcionek, o tym, że trzeba dodawać do filmów napisy i że każda grafika powinna mieć swój tekst alternatywny, czyli po prostu opis, co się na niej znajduje.
Minister cyfryzacji zyska też uprawnienia do kontrolowania tego, jak administracja wdraża nowe przepisy. W skrajnym przypadku będzie mógł nałożyć karę administracyjną. Resort cyfryzacji przygotuje przewodniki, które będą prowadzić urzędników za rękę, jeśli chodzi o zapewnienie dostępności cyfrowej. Powstanie także narzędzie do samodzielnej weryfikacji dostępności stron internetowych i mechanizm, który pozwoli je ulepszać.
Dla kogo są te zmiany? Tak naprawdę dla nas wszystkich. Większość z nas dożyje wieku, w którym będziemy określani mianem seniora. Nierzadkie są wtedy problemy ze wzrokiem czy słuchem. Część z nas, choć oczywiście nikomu nie życzymy, może dotknąć niepełnosprawność. A niepełnosprawność to nie jest niepełnoprawność. Ograniczenia fizyczne nie ograniczają naszych praw.
Szacuje się, że w tej chwili nawet 30 proc. społeczeństwa może mieć trwałe lub czasowe ograniczenia w mobilności czy percepcji. Są wśród nich ludzie niesłyszący, niedowidzący, z trudnościami manualnymi i poznawczymi, na przykład po udarze czy chorujący na Alzheimera. Jesteśmy też coraz starsi. Obecnie w Polsce żyje prawie 9 mln osób powyżej 60. roku życia. W 2030 r. będzie ich 10,7 mln i będą stanowić niemal 30 proc. ludności.
To dla nich przygotowujemy cały pakiet działań na rzecz dostępności. Bo dostępność to także architektura, transport czy dostęp do usług publicznych i wiele innych kwestii. Wszystkie aktywności na rzecz dostępności spina program „Dostępność plus”. Są w nim na przykład ujęte fundusze na konkursy, w których szkoły, przychodnie, uczelnie czy urzędy będą mogły starać się o pieniądze na likwidowanie barier architektonicznych, ale zaplanowano też działania legislacyjne.
Obok ustawy o dostępności cyfrowej powstanie też horyzontalna ustawa o dostępności. W najbliższych dniach Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju skieruje ją do formalnych konsultacji i uzgodnień. Takie ustawy, które regulują kwestię dostępności, ma wiele krajów, na przykład Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Norwegia. Różnią się one zakresem – niektóre dotyczą tylko sektora publicznego, a niektóre także prywatnego – ale łączy je nacisk na szczególne potrzeby osób z niepełnosprawnościami, seniorów i innych, które mają tymczasowe lub stałe problemy z poruszaniem się i percepcją.
Nowe prawo wprowadzi wiele uprawnień i ułatwień dla osób z niepełnosprawnościami, m.in. w zakresie audiodeskrypcji i napisów w telewizji, organizacji imprez masowych czy transportu publicznego. Będą też obowiązki, głównie dla prawie 65 tys. instytucji publicznych. Niektóre – np. urzędy gminy, urzędy marszałkowskie czy ministerstwa – dodatkowo będą musiały posiadać certyfikat dostępności.
Oprócz wprowadzania realnych ułatwień program „Dostępność plus” ma jeszcze jedno zadanie. To zmiana myślenia. Dostępność ma stać się oczywistością, a nie luksusowym dodatkiem. W tym kierunku idą też nasze ustawy. Nie mamy wątpliwości, że zmiany będą ewolucyjne, bo zmiana świadomości nie jest kwestią jednego roku. Wszystkie teorie zarządzania mówią, że najsłabszym ogniwem w procesach jest człowiek. Ale człowiek może być też sprężyną, która nakręca zmianę. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu