Samorząd - wybory większościowe
We wszystkich gminach, z wyjątkiem miast na prawach powiatu (obecnie 65), odbędą się wybory w okręgach jednomandatowych, czyli wybory całkowicie większościowe. Czy jest to zmiana na lepsze i czy zasada okręgów jednomandatowych lepiej się sprawdza w gminach mniejszych, czy może w większych? Ponad 70 proc. wyborców mieszka w gminach mniejszych, a nie w dużych miastach. Motywy zmiany ordynacji wyborczej i jej konsekwencje są całkowicie niejasne. I nie ma najmniejszego sensu stosowanie analogii między wyborem radnych a wyborem posłów, a tym bardziej senatorów.
Wprawdzie dotychczas w Polsce też obowiązywała ordynacja półwiększościowa, ale wybierano do pięciu radnych większej wsi. Obecnie stosunkowo niewielka wioska będzie miała swojego radnego, i to wybranego przez swoich wyborców. Bez względu na zobowiązania radnego w stosunku do całości gminy jego nadzieje na reelekcję będą zatem całkowicie uzależnione od poglądu wyborców z jego obwodu. Z tego zaś wynika, że będzie musiał starać się o interes tej wsi, a nie o interes całości gminy.
Nie wiadomo, dlaczego przepisu o okręgach jednomandatowych nie zastosowano do większych miast, tylko zostawiono proporcjonalne głosowanie na listy partyjne i społeczne. Wydawałoby się, że właśnie w wielkich miastach okręgi jednomandatowe nie tylko zwiększałyby odpowiedzialność przyszłego radnego wobec mieszkańców, lecz także czyniły tą odpowiedzialność bardziej przejrzystą. Na wsi i tak doskonale wiadomo, kto skąd pochodzi, więc rozliczanie radnego i tak się odbywa, jakby okręgi były jednomandatowe. W mieście radni są często dla wyborców anonimowi. I dlaczego zezwolono na wybory proporcjonalne właśnie tam, gdzie partie polityczne mają największe wpływy, skoro wszyscy jednym głosem potępiają upartyjnienie samorządów?
Ponadto wprowadzono słuszny teoretycznie przepis o obowiązkowych kwotach 35 proc. kobiet i 35 proc. mężczyzn. Jak jednak zapewnić realizację tego przepisu w niewielkich - zwłaszcza wiejskich - gminach. Jeśli nie będzie dość jednego genderu, to co - poprzebieramy baby za chłopów lub na odwrót. W przypadku małych wiejskich obwodów sytuacja jest na granicy beznadziejnej. Nie należy tworzyć przepisów - nawet jeżeli intencja jest słuszna - które są niemożliwe do zrealizowania.
Jednak jak to się stało, że pojawiły się takie zasady głosowania? I w czyim interesie leżała ich zmiana lub brak zmiany? Przede wszystkim stanowisko partii politycznych, bez względu na deklaracje, jest zawsze identyczne: im mniejsza gmina, tym wybory mniej ją obchodzą. Z kolei w żadnym przypadku nie miały zamiaru oddać wyborcom dużych miast, bo to jeden z najsilniejszych punktów partyjnego przedstawicielstwa. Ponadto w istocie dzieląc kraj na gminy i miasta na prawach powiatu, dokonano podziału ideologicznego, jaki wynika z zastosowania zupełnie innej zasady przedstawicielstwa. Samorząd lokalny teoretycznie jest tym samym we wszystkich środowiskach lokalnych, praktycznie w Polsce staje się zupełnie czym innym. Wreszcie tam, gdzie podejmowanie decyzji jest względnie łatwiejsze, samorząd będzie silny, bo wybrany dzięki ordynacji większościowej, a wobec tego i pozycja radnych będzie - w każdym razie teoretycznie - silniejsza. Tam zaś, gdzie podejmuje się bardzo trudne i skomplikowane decyzje, czyli w wielkich miastach, samorząd będzie słaby, a radni jeszcze bardziej.
Wzory zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie, są dokładnie odwrotne. Potęga radnego wielkiego miasta, radnego wybranego w okręgu jednomandatowym jest olbrzymia, a jego możliwości wywierania - dobrego, miejmy nadzieję - wpływu, kolosalne. W Polsce, jak zwykle, zjawisko uczenia się od innych, którzy już doświadczyli rozmaitych rozwiązań i wybrali względnie najlepsze, jest z tajemniczych (bo chyba nie patriotycznych?) powodów niedopuszczalne. Musimy sami przejść przez wszystkie nonsensy, żeby dojść do sensu. Tyle że w przypadku samorządu lokalnego doświadczenia krajów demokratycznych są olbrzymie i szkoda, że polscy ustawodawcy, pod presją polityków, nie chcą z nich skorzystać. Zrobiono więc akurat dokładnie odwrotnie, niż należało.
Wydawałoby się, że właśnie w wielkich miastach okręgi jednomandatowe nie tylko zwiększałyby odpowiedzialność przyszłego radnego wobec mieszkańców, lecz także czyniły tę odpowiedzialność bardziej przejrzystą
@RY1@i02/2014/004/i02.2014.004.18300090o.803.jpg@RY2@
Marcin Król filizof i historyk idei
Marcin Król
filizof i historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu