Martwy zakaz palenia
Ściganie użytkowników e-papierosów za palenie w miejscach publicznych już niebawem będzie mogło stać się faktem. Ale tylko teoretycznie. W praktyce bowiem w większości samorządów regulacje antynikotynowe się nie przyjęły. I ściganie palaczy od lat pozostaje fikcją
Prezydent 11 sierpnia podpisał tzw. ustawą antynikotynową (właściwie: ustawa z 22 lipca 2016 r. o zmianie ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych). Jest to nowelizacja aktu prawnego obowiązującego w Polsce od 1995 r. (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 298 ze zm.; dalej: ustawa o ochronie). Wtedy jednak chodziło o przeciwdziałanie paleniu tradycyjnych papierosów. Tym razem ustawodawca - zresztą przy okazji implementacji tzw. dyrektywy tytoniowej - zdecydował się uregulować rynek e-papierosów. Zrobił to w sposób szalenie restrykcyjny, de facto zrównując e-papierosy z tradycyjnymi. Taka regulacja oznacza nowe uprawnienia dla samorządów. Ale i nowe obowiązki. Sęk w tym, że dotychczas większość gmin kiepsko wywiązywała się ze skromniejszych, starych.
Gdzie nie wolno
Zgodnie z nowym brzmieniem art. 5 ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych zabrania się palenia wyrobów tytoniowych, w tym palenia nowatorskich wyrobów tytoniowych, i palenia papierosów elektronicznych:
1) na terenie przedsiębiorstw podmiotów leczniczych i w pomieszczeniach innych obiektów, w których są udzielane świadczenia zdrowotne;
2) na terenie jednostek organizacyjnych systemu oświaty, o których mowa w przepisach o systemie oświaty, oraz jednostek organizacyjnych pomocy społecznej, o których mowa w przepisach o pomocy społecznej;
3) na terenie uczelni;
4) w pomieszczeniach zakładów pracy innych niż wymienione w pkt 1 i 2;
5) w pomieszczeniach obiektów kultury i wypoczynku do użytku publicznego;
6) w lokalach gastronomiczno-rozrywkowych;
7) w środkach pasażerskiego transportu publicznego oraz w obiektach służących obsłudze podróżnych;
8) na przystankach komunikacji publicznej;
9) w pomieszczeniach obiektów sportowych;
10) w ogólnodostępnych miejscach przeznaczonych do zabaw dzieci;
11) w innych pomieszczeniach dostępnych do użytku publicznego. ⒸⓅ
Zmiana w porównaniu z poprzednim brzmiem art. 5 jest skromna, ale istotna. Otóż do tej pory w wyżej wymienionych miejscach zakazane było tylko palenie tytoniu. Papierosy elektroniczne jednak wymykały się regulacji, przez co bez trudu można było spotkać pociągających e-fajkę na przystanku autobusowym, w pubie czy kawiarni.
Ustawodawca stwierdził, że najwyższy czas z tym skończyć, gdyż e-papierosy są tak samo niebezpieczne dla zdrowia jak tradycyjne, i to zarówno dla samych palaczy, jak i palaczy biernych, wdychających dym. My postanowiliśmy sprawdzić, jak szło do tej pory samorządom egzekwowanie zakazu z art. 5 ustawy o ochronie. To w ich gestii bowiem było i jest nadal pilnowanie, by nikt nie palił na przystanku, na placu zabaw czy miejskim stadionie.
WAŻNE
To samorządy, zgodnie z prawem, mają pilnować, by nikt nie palił na przystanku, placu zabaw czy miejskim stadionie.
Realizacja zadań z ustawy o ochronie bez wątpienia leży w gestii zadań gmin. Wynika to z samej ustawy. Już art. 1 wskazuje, że to właśnie organy samorządu terytorialnego są zobowiązane do podejmowania działań zmierzających do ochrony zdrowia przed następstwami używania tytoniu. Mogą w tym celu - jeśli uznają, że ktoś inny lepiej sobie poradzi z większością zadań - wspierać w tym zakresie działalność medycznych samorządów zawodowych, organizacji społecznych, fundacji, instytucji i zakładów pracy, a także współdziałać z kościołami i innymi związkami wyznaniowymi. Obowiązek jednak należy do samorządów. To istotne w kontekście art. 13 ust. 2 ustawy, który mówi, że kto pali wyroby tytoniowe (a po wejściu w życie nowelizacji, co powinno nastąpić już w pierwszej połowie września - także e-papierosy) w miejscach objętych zakazami określonymi w art. 5, podlega karze grzywny do 500 zł. Egzekwowanie kar leży więc w gestii gmin. W praktyce z palaczami, którzy nie stosują się do reguł (czyli palą w miejscach, gdzie jest to niedozwolone), walczą straże gminne (miejskie). Idzie im to jednak jak po grudzie.
Wystarczy bowiem rzut oka na statystyki. Poprosiliśmy o nie 20 największych miast w Polsce. Część z nich w ogóle nam nie odpowiedziało, niektóre stwierdziły lakonicznie, że realizują swoje ustawowe obowiązki. Spośród tych, które udostępniły informacje, wyłania się jednak niepokojący obraz. Istnieją tylko dwie możliwości: albo w ogóle nie występuje problem palenia w miejscach publicznych, albo odpowiednie organy nie egzekwują przestrzegania obowiązującej regulacji. Co oczywiste - i co zresztą przyznają przedstawiciele niemal wszystkich miast - prawdziwa jest ta druga teza.
W efekcie w takich miastach jak Lublin czy Katowice strażnicy miejscy wystawiają mniej niż jeden mandat dziennie za palenie w niedozwolonym miejscu.
- W 2015 r. Straż Miejska w Lublinie nałożyła 330 mandatów karnych na kwotę 14 590 zł za palenie papierosów w miejscach niedozwolonych. W pierwszym półroczu 2016 r. było to 151 mandatów karnych na kwotę 7340 zł - informuje Beata Krzyżanowska, rzecznik prasowy prezydenta miasta Lublina.
- W okresie styczeń - czerwiec 2016 r. w zakresie palenia tytoniu w miejscach publicznych strażnicy miejscy wystawili 149 mandatów na kwotę 6630 zł, a 16 osób pouczono - wskazuje z kolei Dariusz Czapla z katowickiego magistratu.
Nie jest tajemnicą, że ani strażnicy miejscy, ani urzędnicy nie kwapią się do tego, by egzekwować zakaz palenia w niedozwolonych miejscach. Zresztą okazuje się, że nie oczekują tego wcale od służb obywatele. Dowód?
!W takich miastach jak Lublin czy Katowice strażnicy miejscy wystawiają mniej niż jeden mandat dziennie za palenie w niedozwolonym miejscu.
- W przypadku niestosowania się do zakazu palenia wyrobów tytoniowych strażnicy odnotowali w tym roku ok. 2 tys. zdarzeń. W związku z niestosowaniem się do zakazów palenia mieszkańcy prosili zaś straż miejską o interwencję zaledwie 91 razy - zaznacza Monika Niżniak, rzeczniczka prasowa Straży Miejskiej w Warszawie. I nie jest to wcale spowodowane brakiem chęci współpracy przez warszawiaków ze strażnikami. Wystarczy wspomnieć, że w związku ze spożywaniem alkoholu w miejscach zabronionych warszawska straż była proszona o interwencję niemal 12 tys. razy.
WAŻNE
Mieszkańcy nie są zainteresowani przestrzeganiem zakazu palenia. W Warszawie w tym roku zwracali się o interwencję w tej sprawie zaledwie 91 razy. Dla porównania: w związku ze spożywaniem alkoholu w miejscach zabronionych warszawska straż była proszona o interwencję niemal 12 tys. razy.
W zdecydowanej większości urzędów słyszymy zresztą podobne słowa: że zakaz palenia w ustawowo określonych miejscach dobrze wygląda na papierze, ale mało kto się nim przejmuje w rzeczywistości. Po pierwsze, nie reagują obywatele. A jeśli reagują, to w sposób bezpośredni, np. zwracając palaczowi uwagę. Niechętne do reakcji są też straże miejskie. Jeśli już nakładają grzywny, to niemal wyłącznie w toku interwencji podjętej samodzielnie przez patrol. Reagować na zgłoszenia obywateli nie ma sensu. Jeśli nawet dyspozytor otrzyma informację, że ktoś pali na przystanku autobusowym, to zanim wyśle w to miejsce patrol, palacza już w tym miejscu nie będzie.
Wreszcie nie czują potrzeby reagowania gminy. Prawda jest bowiem taka, że z grzywien nakładanych na palaczy wpływ do samorządowej sakiewki jest nieznaczny. Trudno wpływy rzędu nawet 50 tys. zł rocznie - a to kilkukrotnie więcej niż obecnie w ciągu roku nakładają strażnicy lubelscy czy katowiccy - traktować jako znaczące dla dużego miasta.
Można wyznaczyć
Małe zainteresowanie gmin walką z następstwami palenia tytoniu widać jak na dłoni w jeszcze jednym aspekcie. Otóż zgodnie z art. 5 ust. 4 ustawy o ochronie rada gminy może ustalić w drodze uchwały dla terenu gminy inne niż wymienione w ust. 1 (czyli we wskazanym przez nas wyżej wyliczeniu) miejsca przeznaczone do użytku publicznego jako strefy wolne od dymu tytoniowego, pary z papierosów elektronicznych i substancji uwalnianych za pomocą nowatorskiego wyrobu tytoniowego. Mało który samorząd jednak z tych uprawnień korzysta.
Nieprawidłowe oznaczenie przewinienia
Na potrzeby tekstów prasowych czy nawet opracowań prawnych używa się często sformułowania "zakaz palenia w miejscu publicznym". Taki jednak wcale nie istnieje. Ustawa o ochronie wskazuje bowiem wiele miejsc, w których palenie jest zabronione, oraz pozwala radzie gminy na wskazanie kolejnych miejsc publicznych, gdzie także będzie to zakazane. Nie oznacza to jednak, że zakaz obejmuje wszystkie miejsca publiczne. W praktyce jednak często funkcjonariusze straży miejskiej na drukach mandatowych wpisują, że kara jest związana z "zakazem palenia w miejscu publicznym". Takie oznaczenie przewinienia jest jednak nieprawidłowe. Daje też podstawy ukaranym do zakwestionowania nałożonej grzywny. Skuteczność tego typu odwołań jest różna. Skromna kwerenda pozwala na postawienie tezy, że najwięcej zależy wówczas od apelacji, w której od nałożonej kary odwołuje się obwiniony.
Ustawodawca postąpił słusznie
Wyraźnie widać, że większość miast albo nie radzi sobie z dotychczasowymi regulacjami, albo uważa je za nadmierne, przez co brakuje woli do ich stosowania. Tym samym dyskusyjne jest, czy rozszerzenie zakazu na e-papierosy przyniesie jakikolwiek pozytywny skutek. Beata Krzyżanowska z Lublina przekonuje, że jak najbardziej. I że ustawodawca postąpił słusznie.
- Rozszerzenie katalogu wyrobów tytoniowych, których dotyczą przepisy, i konsekwencji związanych z ich stosowaniem czy też wprowadzaniem na rynek należy uznać za pozytywne rozwiązanie - mówi rzeczniczka prezydenta Lublina.
W większości miast dostrzegalny jest jednak znacznie mniejszy poziom euforii. W jednym z nich słyszymy, że nowy zakaz sprawdzi się równie doskonale jak stary - czyli po kilku miesiącach nikt o nim nie będzie pamiętał.
Podobnego zdania jest m.in. Antoni Pawlak, rzecznik prasowy prezydenta miasta Gdańska. Jego zdaniem wprowadzanie nowych zakazów nie prowadzi wcale do ograniczenia niewłaściwych zachowań.
- Ludzie mają duży problem z dostosowywaniem się do zakazów, co pokazuje chociażby to, ile samochodów stoi na miejscach zakazu parkowania lub miejscach dla niepełnosprawnych. Myślę, że jesteśmy społeczeństwem lekko zanarchizowanym, jeżeli chodzi o przepisy porządkowe - uważa Pawlak. I dodaje, że często odnosi wrażenie, iż omijanie przepisów to nasz sport narodowy. Dlatego też samo umieszczenie regulacji zakazującej palenia e-papierosów w wielu miejscach wyliczonych w ustawie nie spowoduje wcale, że rzeczywiście problem się skończy.
- Obecne regulacje są wystarczające. Jest jednak problem z tym, że nie są przestrzegane. A wprowadzanie różnego rodzaju dodatkowych zakazów, których nikt nie respektuje, rzutuje na ogólne postrzeganie prawa przez mieszkańców. Bo kiedy widzą, że wiele osób swobodnie pali w miejscu publicznym, to przestają wierzyć w egzekwowanie innych regulacji ustalanych przez samorząd miasta - podkreśla rzecznik prezydenta Gdańska.
@RY1@i02/2016/165/i02.2016.165.18300180d.801(c).jpg@RY2@
Palący w Polsce i w Europie
Kontrowersyjne zakazy picia alkoholu
Analogicznie do przepisów dotyczących wyrobów tytoniowych samorządy są prawnie zobowiązane, by ograniczać spożywanie alkoholu w określonych miejscach. Zakazy spożywania alkoholu na ulicach, placach i w parkach budzą kontrowersje
Ograniczanie spożywania alkoholu w określonych miejscach wynika z ustawy z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 1286 ze zm.; dalej: ustawa antyalkoholowa). Już pierwszy jej artykuł nakłada na jednostki samorządu terytorialnego konieczność podejmowania działań zmierzających do ograniczania spożycia napojów alkoholowych oraz zmiany struktury ich spożywania, inicjowania i wspierania przedsięwzięć mających na celu zmianę obyczajów w zakresie sposobu spożywania tych napojów, działania na rzecz trzeźwości w miejscu pracy, przeciwdziałania powstawaniu i usuwania następstw nadużywania alkoholu, a także wspierania działalności w tym zakresie organizacji społecznych i zakładów pracy. Miejsca, w których ustawowo wprowadzono zakaz spożywania napojów alkoholowych, znajdziemy w art. 14 ust. 1. Wyszczególniono w nim szkoły, placówki oświatowo-wychowawcze, opiekuńcze, domy studenckie, zakłady pracy, miejsca zbiorowego żywienia pracowników oraz obszary, na których odbywają się masowe zgromadzenia. Kontrowersyjny okazuje się zaś art. 14 ust. 2a ustawy antyalkoholowej zakazujący spożywania alkoholu na ulicach, placach i w parkach, z wyjątkiem miejsc przeznaczonych do ich spożycia na miejscu w punktach sprzedaży tych napojów (a więc np. w plenerowych pubach). Eksperci uważają, że przepisy są w tym miejscu zbyt nieprecyzyjne i trudne do interpretowania. Raptem kilka miesięcy temu klub parlamentarny Kukiz’15 zaproponował projekt nowelizacji ustawy, dzięki któremu samorządy mogłyby samodzielnie określać miejsca, w których alkohol może być spożywany. Obecnie art. 14 ust. 6 mówi, że w innych niewymienionych miejscach, obiektach lub na określonych obszarach gminy, ze względu na ich charakter, rada gminy może wprowadzić czasowy lub stały zakaz sprzedaży, podawania, spożywania oraz wnoszenia napojów alkoholowych. Urzędnicy nie mogą jednak podjąć decyzji np. o wyłączeniu ulicy bądź parku spod zakazu spożywania alkoholu.
WAŻNE
Artykuł 13 znowelizowanej ustawy antynikotynowej w dalszym ciągu przewiduje dla osoby, która pali wyroby tytoniowe, nowatorskie wyroby tytoniowe lub papierosy elektroniczne w miejscach zakazanych, grzywnę w wysokości 500 złotych.
Na prawo most, na lewo most - a wychylić można tylko gdzieniegdzie
Ponad rok temu rozpoczął się bój o to, czy (i gdzie) nad Wisłą można spożywać alkohol. Prawdziwą burzę wywołała niezależna opinia prawna, zgodnie z którą picie napojów wyskokowych zostało uznane za legalne tuż przy brzegach rzeki przepływającej przez stolicę. Strażnicy miejscy nie przesądzali wtedy, czy rzeczywiście tak jest, natomiast nie przeszkadzało to im wlepiać mandaty ludziom pijącym przy lewym brzegu (tym bliżej śródmieścia) - aż 1,5 tys. w ubiegłym roku. Jednym z ukaranych był wtedy Marek Tatała z Forum Obywatelskiego Rozwoju, który nie tylko odmówił przyjęcia mandatu, lecz także nagłośnił sprawę, tworząc w mediach społecznościowych inicjatywę "Legalnie nad Wisłą" oraz wytrwale procesując się w sądzie. Tatała został przyłapany na piciu piwa na schodkach Bulwaru Flotylli Wiślanej położonym między mostami Poniatowskiego a Łazienkowskim. Według niego nie jest to miejsce będące drogą publiczną, lecz stanowiące umocnienie pasa rzecznego. Nie zostało też oznaczone jako ulica, więc nie ma podstaw, by podlegało pod przepisy ustawy o wychowaniu w trzeźwości. W kwietniu bieżącego roku sprawa się zakończyła. Sędzia Grażyna Jankowska z Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście orzekła, iż Tatała jest winny naruszenia ustawy, lecz odstąpiła od ukarania go, uznała bowiem, iż młodemu człowiekowi przyświecał cel rozwiania wątpliwości prawnych w tym zakresie. Poniósł jedynie 100 zł kosztów postępowania. Jak jednak zaznaczyła sędzia, jej wyrok nie przesądza, czy picie na bulwarach wiślanych jest, czy nie jest dopuszczalne. Sądy nie tworzą bowiem prawa i nie posiadamy w Polsce systemu precedensowego. A zatem każda podobna sprawa powinna być rozpatrywana indywidualnie i może się zakończyć innym wyrokiem. Sędzia Jankowska przyznała, że ustawa o wychowaniu w trzeźwości rzeczywiście wprowadziła zakaz spożywania alkoholu m.in. na ulicach, placach i w parkach. Jednak ustawodawca pragnął tym samym wyeliminować spożywanie alkoholu z miejsc publicznych tego typu i nie chodziło o to, by wymieniać cały katalog miejsc zakazanych.
- Ulica to wydzielony pas terenu posiadający swoją nazwę, przeznaczony do ruchu pojazdów i ruchu pieszych. Może to być też most, aleja albo właśnie bulwar - mówiła sędzia Jankowska, wskazując, że Bulwar Flotylli Wiślanej spełnia tę definicję, zwłaszcza że obecnie odbywa się już tam ruch pieszy, a w planach jest ścieżka rowerowa. Jednak mimo głośnej sprawy i jeszcze głośniejszego wyroku - kwestia sporna wciąż pozostaje nierozstrzygnięta. Strażnicy miejscy oraz policja wciąż otwarcie mówią, że tolerują picie alkoholu na prawym brzegu Wisły oraz w niektórych miejscach na lewym brzegu - im dalej od Starego Miasta, tym lepiej. Co nie znaczy, że na bulwarach brakuje pijących alkohol. Wielu z nich zdaje sobie jednak sprawę z faktu, iż może to się dla nich skończyć mandatem.
- Picie na lewym brzegu nie jest komfortowe, trzeba się oglądać, czy nie nadchodzą strażnicy miejscy. Ale co zakazane, tym większy ma urok, gdy się to łamie - przyznaje jeden z mieszkańców Warszawy w rozmowie z nami. A zatem groźba grzywny, jak widać, nie zawsze ma pożądane skutki. Obecnie za łamanie tego przepisu grozi mandat w wysokości 100 złotych.ⒸⓅ
@RY1@i02/2016/165/i02.2016.165.18300180d.802(c).jpg@RY2@
Polacy o alkoholu
O czym warto pamiętać
5 metrów od szkoły czy przedszkola to zbyt bliska odległość, oznaczająca bezpośrednie sąsiedztwo, które nie pozwala na realizację obowiązku ograniczenia dostępności do alkoholu dla osób nieletnich (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu z 12 marca 2015 r., sygn. akt III SA/Wr 826/14),
jako cel ustawy nie został wskazany w art. 1 ust. 1 obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa, ładu czy porządku publicznego. Na cele takie nie może się zatem powoływać gmina, wprowadzając zakazy sprzedaży alkoholu (wyrok WSA we Wrocławiu z 19 grudnia 2011 r., sygn. akt III SA/Wr 568/11),
należy mieć na uwadze, że ustawa o wychowaniu w trzeźwości powstała w poprzednim okresie ustrojowym i jej obecna interpretacja musi uwzględniać nowy kontekst sytuacyjny wynikający z zasadniczej zmiany społecznego systemu wartości. Zmiana ustroju społeczno-polityczno-gospodarczego nie wpłynęła jednak na wagę problemu nadużywania alkoholu w społeczeństwie, a konieczność podejmowania aktywnych środków przeciwdziałania tym patologiom nie może być kwestionowana również współcześnie (wyrok WSA w Lublinie z 26 listopada 2009 r., sygn. akt III SA/Lu 337/09).
nie są dopuszczalne jakiekolwiek modyfikacje, w tym zawężanie ustawowego katalogu miejsc chronionych (wyrok WSA w Gorzowie Wielkopolskim z 10 listopada 2015 r., sygn. akt II SA/Go 765/15),
wykładnie gramatyczna i celowościowa art. 14 ust. 1 pkt 4 ustawy prowadzą do wniosku, że dworce kolejowe i autobusowe z całą pewnością są obiektami komunikacji publicznej (wyrok WSA w Gorzowie Wielkopolskim z 3 kwietnia 2014 r., sygn. akt II SA/Go 148/14),
kompetencję objęcia całej kategorii miejsc publicznych szczególną ochroną uzasadniającą wprowadzenie zakazu spożywania w tych miejscach alkoholu ma wyłącznie ustawodawca (wyrok WSA we Wrocławiu z 19 grudnia 2011 r., sygn. akt III SA/Wr 568/11).
OPINIA EKSPERTA
@RY1@i02/2016/165/i02.2016.165.18300180d.806.jpg@RY2@
Daniel Łopatek radca prawny w kancelarii Filipek & Kamiński
W myśl przepisów nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych gminy mogą, w drodze uchwały, ustalić miejsca wolne od papierosów i e-papierosów - inne, niż wymienione w art. 5 ust. 1 ustawy. Oznacza to, że każda rada gminy i miejska będą mogły samodzielnie wyznaczyć lokalny park miejski, targowisko czy skwer jako strefy wolne od wymienionych produktów.
Jakkolwiek podjęcie takiej uchwały jest fakultatywne, to jednak stanowi ono realizację zadań własnych gminy z art. 7 ust. 1 pkt 5 ustawy o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 1515 ze zm.) w zakresie ochrony zdrowia. Uchwała taka może być skutecznym narzędziem walki z nikotyną, o ile samorządy nie dublują ustawowo określonych miejsc, co jest nie tylko sprzeczne z prawidłową techniką prawodawczą, lecz także z ratio legis tej regulacji, tj. lokalnym poszerzeniem stref wolnych od nikotyny.
Warto podkreślić, że gminy nie mogą w uchwałach przekraczać przyznanych ustawą kompetencji, co często miało miejsce do tej pory w przypadku stref wolnych od dymu papierosowego. Przejaw takich działań stanowiły uchwały, będące przecież aktami prawa miejscowego, w których to samorządy bezpośrednio wskazywały podmioty mające ustalić miejsca wolne od dymu na określonym terenie gminy. Zdarzały się również niedopuszczalne przypadki określania w uchwałach wysokości grzywien za nieprzestrzeganie zakazu, co jest przecież materią ustawową. Generalnie rady gmin powinny przy okazji nowelizacji w swoich uchwałach powiększyć zakres miejsc wolnych od nikotyny o miejsca, gdzie rzeczywiście dym nikotynowy przeszkadza innym ludziom, np. plaże przy jeziorach w miejscowościach wypoczynkowych.
Warto również zwrócić uwagę na kwestię przestrzegania przepisów o strefach wolnych od nikotyny. Artykuł 13 znowelizowanej ustawy antynikotynowej w dalszym ciągu przewiduje dla osoby, która pali wyroby tytoniowe, nowatorskie wyroby tytoniowe lub papierosy elektroniczne w miejscach zakazanych, grzywnę za popełnienie wykroczenia w wysokości 500 złotych.
Nakładają ją policjanci lub strażnicy miejscy, ale jak wiadomo, patrole nie są w stanie być wszędzie i w każdym czasie, tym samym większość sprawców "nielegalnego dymka" pozostaje bezkarna. Dlatego też postulatem de lege ferenda jest podniesienie wysokości grzywny, co spowodowałoby - w ramach funkcji prewencyjnej - zapobieganie popełnieniu wykroczenia przez samo zagrożenie karą. ⒸⓅ
@RY1@i02/2016/165/i02.2016.165.18300180d.804.jpg@RY2@
Jakub Styczyński
@JakubStyczynski
@RY1@i02/2016/165/i02.2016.165.18300180d.805.jpg@RY2@
Patryk Słowik
@PatrykSlowik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu