Będziemy monitorować to postępowanie
Janusz Kochanowski:
Doskonale wiem, jakimi absurdami w Polsce obrosły sprawy wielu tajemnic - państwowej, służbowej. Dziś po wyroku Sądu Najwyższego dziennikarze są zobowiązani do chronienia tajemnicy państwowej. A to wygląda tak, jakby państwo próbowało uchronić obywateli przed poznaniem niewygodnej lub zbyt trudnej dla nich prawdy. Zwracałem na to uwagę nie raz, na przykład w swoim wystąpieniu w Sejmie, kiedy przedstawiałem roczne sprawozdanie z działalności biura rzecznika. Nie mam wątpliwości, że relacja dziennikarza w tej sprawie jest zgodna z faktami, ale takie rzeczy zawsze trzeba sprawdzać. Dlatego poczekam na rozwój wypadków. Mogę jednak zapewnić, że przyjrzę się tej sprawie z dużą powagą. Z zastrzeżeniem, że będę działał i wyciągał wnioski na podstawie akt, jeśli do mnie trafią.
prof. Janusz Kochanowski,
rzecznik praw obywatelskich
Dominika Bychawska:
Zajmujemy się wieloma sporami między dziennikarzami a wymiarem sprawiedliwości, ale nie pamiętam podobnej sprawy. Moim zdaniem nie ma szans wyjść poza fazę dochodzenia i trafić do sądu. Każdy ma prawo do korzystania z akt, jeśli zgodzi się na to sąd i nie są one utajnione. Tak było w tym przypadku. Wszystko to wygląda na jakieś przeoczenie urzędnicze. Policja lub prokurator, który prowadzi postępowanie o ujawnienie zeznań z tajnej rozprawy, powinni wiedzieć o tym, że była oficjalna zgoda na wgląd do jawnych akt. Zresztą w samych aktach też zwyczajowo znajduje się taka informacja. Jeśli dziennikarz nie ma problemu z wykazaniem, że informacji nie zdobył w jakiś podstępny czy przestępczy sposób, to nie ma się czego obawiać. Na pewno będziemy monitorować to postępowanie.
Dominika Bychawska,
program "Obserwatorium wolności mediów w Polsce"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu