Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Temida też lubi myśleć stereotypami

28 czerwca 2018

Ściganie z urzędu gwałtu zdaje się już przesądzone. Jednak zdaniem ekspertów zmiana trybu - obecnie wszczęcie procedury jest uzależnione od złożenia wniosku przez ofiarę - nie wystarczy. Musi nastąpić zmiana mentalna. Organy ścigania oraz sądy nadal często doszukują się winy po stronie osoby poszkodowanej

Czy zmiana trybu ściągania gwałtu to konieczna zmiana?

Taką zmianę organizacje kobiece, w tym przede wszystkim Centrum Praw Kobiet, proponowały od dawna. Osobiście postulowałam to już w trakcie prac legislacyjnych nad kodeksem karnym z 1997 r. Dobrze więc się stało, że dyskusja wokół ratyfikacji Konwencji Rady Europy o zwalczaniu przemocy wobec kobiet, w tym przemocy domowej, spowodowała reaktywację debaty na ten temat.

Czy obecny stan prawny jest zły?

Tak i to z wielu powodów. Z badań wiktymologicznych prowadzonych przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości wynika, że ponad 90 proc. przestępstw seksualnych pozostaje nieujawnione. Stanowi tzw. ciemną liczbę przestępczości. Bezkarność gwałcicieli jest niewątpliwie czymś złym. Nie trzeba dowodzić, że nie tylko kłóci się ze społecznym poczuciem sprawiedliwości, lecz również rozzuchwala potencjalnych sprawców. Ten stan należy więc zmienić. Warto dodać, że zgwałcenie to jedyne poważne przestępstwo ścigane w tzw. trybie wnioskowym. Może to sprawiać wrażenie, że ustawodawca nisko sytuuje ten typ przestępstwa w ogólnej hierarchii przestępstw. Biorąc zaś pod uwagę okoliczność, że ponad 99 proc. ofiar gwałtu to kobiety, taka regulacja prawna może być postrzegana jako przejaw dyskryminacji pośredniej ze względu na płeć.

Zdarza się, że w prowadzonym przeciwko gwałcicielowi postępowaniu karnym, w którym osoba pokrzywdzona złożyła wniosek, wychodzi na jaw informacja, że oskarżony dopuścił się już w przeszłości podobnych czynów, które nie były jednak ścigane z powodu braku wniosku. Fakt ten nie może być jednak brany pod uwagę dla zakwalifikowania działania sprawcy jako recydywy. Nie jest też wcale wykluczone, że gdyby już za pierwszym czynem doszło do adekwatnego ukarania sprawcy, to może następnego gwałtu by nie było.

Polki niechętnie zgłaszają na policję, że padły ofiarą gwałciciela...

Powody tego stanu są złożone. Zdarza się, że ofiara milczy, bo zdaje sobie sprawę z tego, że gwałt to tylko preludium, po którym mogą nastąpić społeczne szykany spychające ją na długie lata do roli kobiety nieczystej. Boi się, że zamiast spotkać się ze współczuciem, zostanie potępiona, odrzucona, a czasami wręcz oskarżona o przyczynienie się do gwałtu. Utrzymywanie wnioskowego trybu ścigania tylko przyczynia się do podtrzymywania tego typu szkodliwych stereotypów. Wiele kobiet przed złożeniem wniosku o ściganie powstrzymuje też obawa przed długotrwałą i poniżającą procedurą, prowadzącą do tzw. wtórnej wiktymizacji w trakcie procesu karnego. Niestety nawet wśród organów ścigania i sędziów pokutują mity na temat ofiar. W efekcie w trakcie procesu często się ustala przeszłość seksualną kobiety oraz przypisuje się jej lekkomyślność, a nawet winę, tylko dlatego, że w ten lub inny sposób się ubrała lub tak, a nie inaczej się zachowała. Istotnie przyczyniło się do tego orzecznictwo Sądu Najwyższego wydawane na tle kodyfikacji z 1969 r.

Obowiązujący kodeks postępowania karnego nie stawia wystarczającej tamy dla takiego przebiegu postępowania dowodowego?

Wiadomo powszechnie, że zarówno przesłuchiwania ofiar zgwałcenia przez policję, a także przez sądy, prokuratora, a zwłaszcza obrońców oskarżonych, bywają szczególnie traumatyczne dla osoby pokrzywdzonej. Przyczynia się do tego zarówno okoliczność, że możliwość wyboru płci osoby przesłuchującej nie zawsze i nie wszędzie jest gwarantowana. Zdarza się, że kobieta jest wielokrotnie przesłuchiwana, a tym samym zmuszana do powtarzania przebiegu wydarzeń, które najchętniej chciałaby wymazać z pamięci, choć brakuje merytorycznego uzasadnienia dla takiego postępowania. Co więcej, tym przesłuchaniom towarzyszy konfrontacja z gwałcicielem nieraz przeprowadzona twarzą w twarz, co może być kolejnym szokiem dla pokrzywdzonej. Do tego dochodzi jeszcze uzasadniona obawa, że organy ścigania podejdą do zawiadomienia o przestępstwie z dużą dozą nieufności i będą podawać w wątpliwość prawdomówność pokrzywdzonej. Decyzja o niezgłaszaniu wniosku często wiąże się z brakiem wiary w sprawiedliwe ukaranie sprawcy. Praktyka dowodzi też, że kary orzekane gwałcicielom nie są zazwyczaj współmierne do rozmiarów wyrządzonej krzywdy oraz rzadko odpowiadają społecznemu poczuciu sprawiedliwości. Co więcej, nawet w przypadku szczególnie drastycznych zgwałceń nierzadko orzekane są z warunkowym zawieszeniem wykonania.

Czy takie ściąganie przestępstwa bez woli kobiety nie spowoduje więcej złego?

To prawda, że zwolennicy utrzymania wnioskowego trybu ścigania przy przestępstwach zgwałcenia podkreślają, że taki tryb jest wyrazem ograniczenia ścigania na rzecz koncepcji decydowania w tych sprawach przez osobę pokrzywdzoną. Utrzymanie wnioskowego trybu uzasadniają też potrzebą ochrony prywatności osoby pokrzywdzonej czy docenianiem przez ustawodawcę interesu indywidualnego i daniem mu prymatu w sytuacji kolizji z interesem społecznym. Podnosi się także, że wnioskowy tryb postępowania lepiej chroni psychikę kobiety przed traumatycznym przeżyciem, jakie stanowi odświeżanie bolesnych wspomnień. Podzielając do pewnego stopnia te argumenty, nie sposób nie dostrzec faktu, że inne poważne przestępstwa, mające zazwyczaj również traumatyzujące skutki dla osoby pokrzywdzonej, są ścigane z urzędu (np. znęcanie się, ciężkie uszkodzenie ciała, pobicie). Ponadto trauma związana z doznanym przeżyciem stania się ofiarą przestępstwa i potrzebą kilkakrotnego mówienia o swoim pokrzywdzeniu może w dużym stopniu być zredukowana poprzez kulturalny, taktowny stosunek organu przesłuchującego do osoby pokrzywdzonej, przez okazanie jej empatii, wsparcia itp. Wreszcie można rozważyć wprowadzenie do przepisów kodeksu postępowania karnego szczególnych trybów przesłuchań oraz zasad prowadzenia postępowania dowodowego w sprawach o przestępstwa seksualne. Takie regulacje obowiązują w wielu krajach, jak również w regułach procesowych i dowodowych statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego. Podobne zasady przyjęto też w prawie polskim w odniesieniu do pewnej grupy małoletnich (art. 185a i 185b k.p.k.). O ile się orientuję, analogiczne propozycje zostały zgłoszone też w projekcie zmian kodeksu karnego.

Nie obawia się pani, że ofiary, chcąc zatuszować gwałt, przestaną w takiej sytuacji korzystać z pomocy lekarzy, których obowiązkiem będzie zgłoszenie przestępstwa?

Mając świadomość, jak wąsko ujęty jest w naszym prawie obowiązek współdziałania personelu medycznego z organami ścigania, nie podzielam tych obaw. Obowiązek prawny indywidualnego lekarza do zawiadamiania organów ścigania o popełnieniu przestępstwa dotyczy w chwili obecnej tylko przypadków przemocy w rodzinie. W razie zmiany trybu ścigania będzie miał więc zastosowanie wyłącznie do niektórych przypadków zgwałcenia.

Co tak naprawdę należałoby zmienić, żeby pomóc ofiarom przemocy?

Przede wszystkim wprowadzić w życie zmiany prawa procesowego chroniące ofiary przestępstw seksualnych przed wtórnym pokrzywdzeniem w trakcie postępowania karnego. Wykorzystywać istniejące już w prawie karnym środki mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa osobie pokrzywdzonej, np. w postaci zakazu zbliżania się czy też kontaktowania się z nią określonych osób. Można rozważać też wprowadzenie proponowanej w projekcie zmian kodeksu karnego możliwości odmowy złożenia zeznań przez ofiarę przestępstwa seksualnego, chociaż sprawa ta wymaga dalszej dyskusji.

Chciałabym jednak podkreślić, że zarówno waga przestępstwa zgwałcenia, jak i argumenty natury kryminalno-politycznej, psychologicznej i prawnej nie dostarczają w mojej ocenie wystarczająco przekonujących, racjonalnych powodów, które mogłyby skłaniać ustawodawcę do utrzymywania uzależnienia wszczęcia postępowania w sprawach o zgwałcenie od wniosku osoby pokrzywdzonej. Dlatego też wymóg ten powinien zostać zniesiony.

@RY1@i02/2012/162/i02.2012.162.07000020b.802.jpg@RY2@

Prof. dr hab. Eleonora Zielińska wykładowca na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego specjalizująca się w prawie karnym i medycznym, autorka wielu publikacji naukowych

Rozmawiała Paulina Bąk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.