Prokurator w składzie porcelany
Walerian Janas z Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie tak bardzo chciał pozostać w cieniu, że znalazł się na świeczniku
Umieszczony w serwisie YouTube filmik pokazujący, jak prokuraor Janas w obszernej, trwającej dobre 10 minut przemowie domaga się od sądu wydania zakazu nagrywania rozprawy, w ciągu ostatnich kilkunastu dni obejrzało ponad 125 tys. internautów. Oczywiście powodów popularności nagrania jest wiele. Pierwszy z nich to to, że rozprawa dotyczyła Piotra S. "Starucha", kibola warszawskiej Legii, którego koledzy "po szalu" nie mieli okazji oglądać od roku. Po drugie nie jest tajemnicą, że proces nabrał wagi wręcz politycznej, bo dla przedstawicieli prawicy "Staruch" jest więźniem sumienia. Wreszcie zarejestrowana scena to pokaz ostrego starcia sędziego z prokuratorem, który chciał orzekającego pouczać.
Na filmie możemy posłuchać, jak Walerian Janas przekonuje, że poprzez zezwolenie mediom na nagrywanie rozprawy sąd straci kontrolę nad procesem. "W moim przekonaniu taka sytuacja jest niedopuszczalna, kiedy sąd ceduje swoje własne kompetencje w zakresie prowadzenia procesu na niezależne media. Chciałbym podkreślić, że jestem za tym, aby media relacjonowały przebieg procesu, zarówno tego, jak i każdego innego, ale nie może dojść do takiej sytuacji, że to następuje bez kontroli sądu" - argumentuje prokurator Janas. Na pytanie sędziego, co uważa za dostateczne zabezpieczenie informowania społeczeństwa o przebiegu procesu, stwierdza, że to określają przepisy i praktyka sądowa, więc sąd to powinien wiedzieć. W efekcie zostaje przez sędziego Marcina Patro skarcony za ton i za sugestię, że sąd potrzebuje wysłuchiwać porad prawnych ze strony uczestników procesu.
Jak nietrudno się domyślić, wniosek prokuratora trafia w próżnię, a za sprawą filmu z rozprawy o Walerianie Janasie rozmawiają dziś wszyscy prawnicy. Takiego pretekstu ów prokurator nie dostarczył kolegom po fachu jeszcze nigdy. Karierę zaczynał w Prokuraturze Rejonowej w Wałbrzychu, skąd na własną prośbę został przeniesiony do Warszawy. W rejonie zapamiętano go jako miłego, sympatycznego i kulturalnego człowieka. Po dwóch latach został oddelegowany do prokuratury apelacyjnej, gdzie obecnie pracuje w Wydziale V ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji.
- Cieszy się dobrą opinią przełożonych - zapewnia Zbigniew Jaskólski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.
- Po dłuższym zastanowieniu przypomniałem sobie, że miałem z nim kiedyś do czynienia, ale w ogóle nie zapisał mi się w pamięci ani czymś pozytywnym, ani negatywnym. W pierwszej chwili, jak go zobaczyłem na YouTube, pomyślałem, że pierwszy raz widzę człowieka - mówi jeden ze stołecznych adwokatów.
Prokuratorzy w kuluarowych rozmowach zastanawiają się, czy doświadczonego już przecież Waleriana Janasa, który na sali sądowej zachował się niczym młokos, przypadkiem nie poniosły nerwy związane z prowadzeniem kontrowersyjnej, budzącej emocje sprawy.
- Powinien sobie zdawać sprawę, że takie wystąpienie mogło być odebrane jako próba ukrycia czegoś przed opinią publiczną - utyskuje jeden z warszawskich oskarżycieli. - Najgorsze, że osiągnął efekt odwrotny do zamierzonego, a prokuratorzy, którzy i tak byli zawsze chłopcami do bicia, teraz będą postrzegani jeszcze gorzej. Dodatkowo sam Janas jest w trudnej sytuacji, bo dziś wszyscy ze szczególną uwagą patrzą mu na ręce - dodaje nasz rozmówca.
Bohater całego zamieszania zainteresowanie medialne przyjmuje zdecydowanie źle. Jak nam wyjaśnił, nie chce być osobą rozpoznawalną, wszystko, co ma do powiedzenia, mówi na sali sądowej i nie akceptuje gwiazdorzenia przez sędziów, adwokatów czy przedstawicieli innych zawodów prawniczych. Na sugestię, że jako prokurator, a więc osoba publiczna, i tak nie uniknie uwagi dziennikarzy, odrzekł:
- Za tydzień urodzi się koza z dwiema głowami i będzie osobą publiczną bardziej niż ja - podrzędny prokurator, który ma po prostu swoje racje i nie wiadomo nawet, czy słuszne.
@RY1@i02/2013/103/i02.2013.103.07000030c.804.jpg@RY2@
youtube
Walerian Janas
Piotr Szymaniak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu