Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Przy pobraniu pliku z sieci można wpaść w pułapkę

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Od pewnej kancelarii prawnej dostałem wezwanie do zapłaty kilkuset złotych tytułem zaspokojenia roszczeń dystrybutora filmu, który rzekomo miałem rozpowszechniać w sieci. Straszą, że jeśli nie zapłacę, to grozi mi proces karny. Po lekturze listu byłem zdziwiony, ponieważ nic takiego z moim udziałem nie miało miejsca. Rzeczywiście, ściągnąłem film z internetu z pewnego serwisu, ale go nie rozpowszechniałem. Co mam robić - pyta zdenerwowany pan Maciej.

Wątpliwości czytelnika są uzasadnione, bowiem ściąganie filmów z sieci, a ich udostępnianie innym internautom to dwie zupełnie różne czynności. Tylko jedną z nich uznaje się za nielegalną - rozpowszechnianie produkcji wtedy, gdy nie posiada się licencji. Zgodnie z dominującą wykładnią prawa autorskiego ściąganie nielegalnych kopii filmu z internetu na własny użytek jest dopuszczalne. Wynika to z przekonania, że internauta, który chce obejrzeć jakąś produkcję, nie jest profesjonalistą, nie potrafi więc rozpoznać, czy ma do czynienia z licencjonowanym serwisem filmowym czy też nie.

Jeśli zatem czytelnik tylko ściągnął film, to wezwanie do zapłaty jest zupełnie nieuzasadnione. Prawdopodobnie jednak - jak wielu innych internautów - wpadł w pułapkę, a więc skorzystał np. z torrentów, czyli w uproszczeniu jednego z kanałów za pośrednictwem których rozpowszechnia się nielegalne kopie filmów. Korzystając z sieci torrent, internatura staje się, często nieświadomie, uczestnikiem mechanizmu polegającego na tym, że ściągając plik jednocześnie go rozpowszechnia. Z jednej więc strony możemy obejrzeć film, ale z drugiej jesteśmy tą osobą w sieci, która bez uprawnień dalej rozpowszechnia plik.

I właśnie to uczestnictwo we wspomnianym mechanizmie jest dla kancelarii prawnych podstawą do wystawiania wezwań do zapłaty. Rozpowszechnianie cudzych utworów autorskich bez stosownych uprawnień jest czynem zabronionym, zagrożonym grzywną lub ograniczeniem wolności, ale też karą więzienia do lat dwóch. Ponadto właściciel majątkowych praw autorskich do filmu może domagać się rekompensaty od rozpowszechniającego.

Sprawa ma więc dwa wymiary. Po pierwsze osoba nielegalnie rozpowszechniająca film może mieć postawione zarzuty w sprawie karnej. Po drugie może zostać pozwana o zapłatę określonej kwoty na drodze cywilnej. Uregulowanie zapłaty w odpowiedzi na opisywane przez czytelnika wezwanie rozwiązuje problem tylko w części cywilnej, nie wygasza odpowiedzialności w ewentualnym procesie karnym.

Linią obrony może być to, że adresat wezwania jako właściciel komputera z dostępem do internetu o określonym numerze IP, niekoniecznie sam ściągał film. W przypadku czytelnika trudno będzie jednak utrzymać taką argumentację, skoro sam przyznaje, że korzystał z sieci torrent. Nieświadomość, że ściągając filmy za jej pośrednictwem, jednocześnie stawał się rozpowszechniającym, również jest wątpliwą linią obrony (patrz ekspert).

PORADA EKSPERTA

@RY1@i02/2014/188/i02.2014.188.00700020b.803.jpg@RY2@

Dr Piotr Piesiewicz prawnik, karnista, Wydział Prawa i Nauk Społecznych SWPS

Na początku warto podkreślić, że najgorszym rozwiązaniem jest brak reakcji na otrzymane wezwanie. W takiej sytuacji adresat pisma będzie żył w niepewności: czy nadawca odstąpi od dalszych czynności, czy też skieruje sprawę na drogę sądową. Najlepiej więc podjąć jakieś kroki, w szczególności gdy w naszej ocenie nie rozpowszechnialiśmy filmów. Warto wówczas skontaktować się z nadawcą wezwania i próbować polubownie wyjaśnić wszelkie niejasności.

Jeśli zdecydujemy się zapłacić, to co do zasady zamykamy drogę do ewentualnego postępowania cywilnego. Kwota z wezwania do zapłaty jest bowiem sumą, za jaką żądający jest gotów zrzec się swoich roszczeń. Wtedy de facto przyznajemy się do wykonania czynności, które zarzucił nam w wezwaniu dystrybutor filmu lub jego pełnomocnik. Jeżeli nie zapłacimy, to musimy się liczyć z tym, że sprawa trafi do sądu.

Z drugiej strony musimy pamiętać, że sprawa cywilna nie ma automatycznego przełożenia na sprawę karną. To, jak zakończy się ta ostatnia, w dużej mierze zależy od prokuratora, który bada sprawę w związku z doniesieniem złożonym przez dystrybutora filmu. Dużo będzie zależało od tego, czy organy ścigania będą w stanie wykazać winę internauty. Nie zawsze bowiem adres IP komputera, za pomocą którego rozpowszechniono plik, jest równoznaczny z tym, że czynu dokonał właściciel sprzętu. Mógł go przecież komuś użyczyć. Trzeba jednak pamiętać, że w kodeksie karnym istnieje instytucja warunkowego umorzenia postępowania. Jedną z przesłanek jego zastosowania jest uzgodnienie z pokrzywdzonym, np. dystrybutorem filmu, sposobu naprawienia szkody. Uregulowanie środków określonych w wezwaniu może być więc odebrane pozytywnie przez prokuraturę prowadzącą śledztwo.

Można się bronić tym, że nie miało się świadomości, iż ściągając film staje się jednocześnie rozpowszechniającym. Nie oznacza to, że organy ścigania dadzą nam wiarę. Ściąganie plików przez sieć torrent to nie jest tylko i wyłącznie wejście na określony link. Trzeba pobrać specjalny program, który pokazuje, co jest pobierane, a co rozpowszechniane. Do jego obsługi potrzebna jest więc pewna znajomość internetu.

@RY1@i02/2014/188/i02.2014.188.00700020b.804.jpg@RY2@

shutterstock

Piotr Pieńkosz

piotr.pienkosz@infor.pl

Podstawa prawna

Art. 116 ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2006 r. nr 90, poz. 631 ze zm.).

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.