Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Kogo można (lub nie) nazwać debilem

25 stycznia 2022
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Dużo emocji wzbudziło niedawne rozstrzygnięcie przez Sąd Okręgowy w Warszawie sprawy Jakuba Żulczyka. Pojawiły się w mediach nagł ó wki, że pisarz został „ uniewinniony ” . Nie jest to prawdą - owszem, sąd uznał, że nie popełnił on przestępstwa, ale ze względu na znikomą szkodliwość społeczną swojego czynu (wpis na Facebooku, w kt ó rym krytykował postawę Andrzeja Dudy wobec wybor ó w w USA, a na końcu nazwał głowę państwa „ debilem ” ), a nie brak winy. Nieznajomość procedury karnej przez media niespecjalizujące się w tematyce prawnej można jeszcze przeboleć. Gorzej, że niuans ó w tego rozstrzygnięcie nie rozumie też najwyraźniej wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Napisał on na Twitterze, iż wyrok wydany przez sędziego Tomasza Grochowicza daje podstawę, by „ bezkarnie każdego sędziego w Polsce nazwać debilem przy każdej okazji ” . Tymczasem ani wyrok, ani jego ustne motywy nie dają do tego podstaw. Polecam wysłuchać ich każdemu, kto chciałby się wypowiadać w tej sprawie - nagranie z ogłoszenia wyroku można łatwo znaleźć w internecie i trwa tylko nieco ponad 20 min.

Po pierwsze, nie mamy w Polsce prawa precedensowego i to, że sąd rozstrzygnął tak, a nie inaczej w sprawie Żulczyka i Dudy, nie oznacza, że orzeknie to samo w innych przypadkach nazwania kogoś debilem. Każdą taką sprawę trzeba rozstrzygać indywidualnie, z uwzględnieniem jej pełnego kontekstu - na co zresztą sąd zwrócił uwagę w ustnych motywach. A kontekst jest taki, że obraźliwe (czego nikt przed sądem nie kwestionował) słowo padło na zakończenie dłuższej wypowiedzi krytycznie oceniającej postępowanie Andrzeja Dudy, który zwlekał z gratulacjami dla prezydenta elekta Joe Bidena, aż mianuje go kolegium elektorskie.

Nie bez znaczenia byli też obrażający (sąd podkreślił, że skoro Żulczyk jest z wykształcenia amerykanistą, posiada kompetencje do wypowiadania się na temat systemu wyborczego w USA i relacji polsko-amerykańskich) i obrażony. Prezydent bowiem - podobnie jak inne osoby publiczne pełniące z wyboru najwyższe - podlega krytyce ze strony obywateli w większym stopniu niż osoby prywatne czy niżsi funkcjonariusze publiczni. Jest to też jednak kamyczek do ogródka niektórych przeciwników obozu rządzącego, którzy twierdzą, że teraz każdy może prezydenta nazywać tak, jak zrobił to Żulczyk, niezależnie od kontekstu. Otóż nie, kontekst ma znaczenie kluczowe.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.