Ucząc zdalnie, szkoły nie mogą zapominać o ochronie danych osobowych zarówno dzieci, ich rodziców, jak i nauczycieli
Bezpieczne oprogramowanie do prowadzenia lekcji i procedury postępowania w sytuacjach awaryjnych – to podstawy, jeżeli szkoły chcą działać zgodnie z RODO i dbać o prywatność uczniów oraz pracowników placówek oświatowych. A także, by uniknąć kar od organu nadzorczego
Nie da się ukryć, że konieczność szybkiego wdrożenia nauczania zdalnego z powodu pandemii nie pozwoliła w kwietniu szkołom odpowiednio się przygotować pod kątem zapewnienia bezpieczeństwa prywatności oraz ochrony danych osobowych uczniów, opiekunów oraz nauczycieli. – Z tego też powodu w części placówek początkowo panował spory chaos. Brakowało sprzętu, oprogramowania i odpowiednich procedur na wypadek awarii technicznych czy pojawienia się na lekcji osób nieproszonych – przyznaje Anna Pielok, inspektor ochrony danych w placówkach oświatowych. Opowiada, że wybór platform następował szybko i odbywał się bez pogłębionych analiz. W efekcie często korzystano z darmowego oprogramowania, które nie tylko nie miało ważnych funkcjonalności, lecz też nie gwarantowało odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa danych osobowych. Z kolei dr Marlena Sakowska-Baryła, radca prawny i partner w Sakowska-Baryła Czaplińska Kancelarii Radców Prawnych oraz redaktor naczelna „ABI Expert”, choć zdalne nauczanie ogólnie ocenia pozytywnie, to zwraca uwagę, że nauczycielom często brakowało odpowiedniej wiedzy i podstawowych procedur postępowania, np. dotyczących takiej kwestii jak poprawna wysyłka e-maili. Bywało więc, że nauczyciele przypadkowo upubliczniali całej szkole informacje przeznaczone dla jednej klasy. Albo przesyłali adresy mailowe wszystkich rodziców i opiekunów, zapominając o umieszczeniu tych adresów w polu „ukrytej kopii” (tzw. UDW). Pojawiały się również problemy z niefortunnym egzekwowaniem zaliczenia zajęć – wątpliwe pod względem prawnym było np. zobowiązywanie dzieci do przesyłania nagrań, na których wykonują one ćwiczenia w ramach zajęć z wychowania fizycznego. – To nadmierne przetwarzanie danych osobowych – wskazuje prawniczka. Jej zdaniem modelowy przykład lekcji WF to taki, gdzie dzieci na bieżąco ćwiczą razem z nauczycielem przed kamerą, ewentualnie nauczyciel pokazuje nagrania ćwiczeń znalezione w domenie publicznej.
Bez winy nie byli także dyrektorzy placówek oświatowych, którzy mieli problemy z odnalezieniem się z dnia na dzień w nowej rzeczywistości. W efekcie szkoły czasami nawet do końca roku naruszały przepisy. Przykład. Jak wskazuje dr Sakowska-Baryła, każda placówka powinna odgórnie określić, czy uczniowie mogą nagrywać lekcje na użytek własny. – Jeśli tak, to należało poinformować uczniów, że takie materiały nie powinny być nigdzie upublicznianie, gdyż wówczas może dojść nie tylko do naruszenia zasad ochrony danych osobowych, lecz także naruszenia dóbr osobistych, w tym zwłaszcza wizerunku – tłumaczy dr Sakowska-Baryła. Albo inny przykład, niektórzy dyrektorzy w sposób niezgodny z prawem zaczęli monitorować zdalną pracę nauczycieli. Kontrolując godziny wysyłki poczty mailowej czy też logi z dziennika elektronicznego, robili to bez wcześniejszego poinformowania nauczycieli. – Tymczasem zgodnie z przepisami kodeksu pracy zatrudnieni powinni być uprzedzeni o fakcie prowadzenia tego typu monitorowania – podkreśla ekspertka.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.