Dziennik Gazeta Prawana logo

Rząd nie rezygnuje z kontroli internautów

29 czerwca 2018

Ministrowie zdecydują dziś, czy kontrowersyjny projekt trafi do Sejmu

Rząd zapowiada, że będzie blokować strony internetowe uznane za nielegalne. Internauci już szykują protesty.

Dziś pod obrady rządu ma trafić trzecia już wersja prawa wprowadzającego czarną listę stron internetowych. Pomysł skrytykowany przez największe organizacje zajmujące się internetem, a nawet przez urzędy państwowe, został poprawiony. Jego główne założenie pozostało jednak niezmienione: ma powstać oficjalny rejestr stron uznanych za nielegalne. Branża internetowa ostro krytykuje rządowe plany. - Co z tego, że dostosowano się do zastrzeżeń UKE, ABW czy Służby Celnej? Najważniejsze, czyli sam rejestr, pozostało - mówi Jarosław Sobolewski, dyrektor generalny Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB.

Po raz pierwszy pomysł stworzenia czarnej listy stron internetowych pojawił się w listopadzie. Rząd chciał nakazać tworzenie w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej wykazu stron WWW uznanych za nielegalne. A za takie uznano nie tylko te służące do urządzania gier hazardowych bez zezwolenia, ale także te pomagające w realizowaniu nieautoryzowanych transakcji finansowych, wyłudzania danych, strony z treściami faszystowskimi oraz z pornografią dziecięcą. Za kontrolę internetu i wyłapywanie nielegalnych treści miała odpowiadać nie tylko policja, ale także ABW, wywiad skarbowy oraz Służba Celna. Na providerów, czyli dostawców internetu, nałożono obowiązek blokowania tych stron, i to już w ciągu 6 godzin od przekazania przez UKE stosownego żądania.

Pomysł firmowany przez Ministerstwo Finansów został skrytykowany przez wszystkich: od Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (za ograniczanie wolności słowa) przez Polskie Towarzystwo Informatyczne (za przepisy niejasne, nieprecyzyjne i tym samym prowadzące do nadużyć) po Związek Pracodawców Branży Internetowej (za sprzeczność z przepisami europejskimi).

Pierwsze zmiany w tym pomyśle wprowadzono w grudniu. Wtedy do projektu wskoczyło nagle jeszcze większe rozszerzenie uprawnień policji. Po kilku dniach od pojawienia się nowej wersji ustawy rząd nagle ogłosił, że wycofuje się z części propozycji. Chodziło o blokowanie stron z treściami faszystowskimi. - Wycofaliśmy ten punkt, bo budził zbyt wiele kontrowersji, jak oceniać witryny - mówił w grudniu minister Michał Boni. I zapewniał, że choć konsultacji społecznych nie było, to członkowie rządu wsłuchiwali się w komentarze pojawiające się m.in. w mediach.

Mimo to w najnowszej wersji ustawy w wersji z 4 stycznia, która dziś ma trafić na obrady rządu, nadal utrzymany został kontrowersyjny pomysł stworzenia rejestru stron zakazanych. - Oczywiście uwzględniono w niej wiele krytycznych uwag, przede wszystkim pojawiło się to, że teraz o wpisaniu na listę ma decydować nie sama policja czy ABW, ale sąd. Jednak problem tkwi w samym pomyśle rejestru, który sankcjonuje cenzurę - tłumaczy Sobolewski.

- Zresztą nawet dopisanie sądu do ustawy nie jest jasne. Nie wyjaśniono, na podstawie jakiego kodeksu: cywilnego, karnego, a może administracyjnego, ma on orzekać o umieszczeniu strony w rejestrze. Nie opisano nawet, kto jest stroną w tym postępowaniu - uważa prawnik specjalizujący się w prawie internetu Olgierd Rudak.

Rządowy pomysł wywołuje więc nadal wiele kontrowersji. Zaniepokojona nim polska filia międzynarodowej organizacji walczącej o wolność w sieci Blackout Europe postanowiła zorganizować protest. Manifestacje w obronie prywatności internautów zapowiedziano na 23 stycznia na placu Zamkowym.

@RY1@i02/2010/012/i02.2010.012.000.002a.001.jpg@RY2@

Fot. Paweł Supernak/PAP

Pomysłodawca ustawy Jacek Kapica i szef doradców premiera Michał Boni

Blackout Europe to organizacja internautów, która walczy o wolność słowa w sieci. Wsławiła się w ubiegłym roku, kiedy zorganizowała na całym kontynencie manifestacje w obronie wolności internetu. Kilkadziesiąt tysięcy osób protestowało przeciwko nowelizacji Pakietu telekomunikacyjnego, nad którą pracował Parlament Europejski. W nowelizacji tej znalazły się przepisy, które miały pozwolić dostawcom sieci decydować, jakie witryny udostępnią swoim klientom.

Zdaniem członków tej organizacji wprowadzenie w Europie przepisów z Pakietu telekomunikacyjnego spowodowałoby, że Stary Kontynent zamieni się w drugie Chiny.

Sylwia Czubkowska

sylwia,czubkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.