Dziennik Gazeta Prawana logo

E-cenzura w internecie

1 lipca 2018

Krytyka ze strony internautów nic nie dała. Rząd nie zamierza zrezygnować z prawa umożliwiającego zamykanie stron internetowych, które trafią na czarną listę Urzędu Komunikacji Elektronicznej

Rząd znów zabiera się za porządkowanie internetu. Przy okazji delegalizacji e-hazardu chce utworzyć Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych umożliwiający blokowanie witryn internetowych zawierających nielegalne treści. Eksperci są pewni: to ograniczenie wolności słowa w sieci.

To już trzecie podejście do projektu wprowadzającego blokadę stron uznanych za szkodliwe. W rejestrze mają znaleźć się witryny m.in. z e-hazardem. Po raz pierwszy pomysł stworzenia czarnej listy stron pojawił się w listopadzie zeszłego roku. Po poprawkach wrócono do niego ponownie w grudniu. Dziś znowu trafia pod obrady Rady Ministrów. - Rząd przy okazji delegalizacji e-hazardu powraca do praktyk sprzed 1989 r. Z jedną różnicą: wtedy nie było internetu - mówi Marcin Cieślik, prezes Internet Society Polska, międzynarodowej organizacji zajmującej się wspieraniem rozwoju globalnej sieci.

Jego zdaniem mimo poprawek nadal jest to propozycja kontroli i blokowania internetu. Z tą różnicą, że w ostatniej wersji projektu to sąd ma decydować, która strona podlega blokadzie. Wtóruje mu dyrektor generalny Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB. - Niestety w imię walki z e-hazardem rząd przygotował niebezpieczny wyłom w wolności słowa - mówi Jarosław Sobolewski.

Ustawę skrytykowali zgodnie wszyscy eksperci, których prosiliśmy o komentarz. Zwracali również uwagę, że państwa, które wprowadziły podobne rozwiązania, mają dziś problemy z ich egzekwowaniem. - Prezydent Niemiec kilka tygodni temu odmówił podpisania prawa obligującego wszystkich dostawców internetu do przekierowania internauty na stronę zawierającą czerwony znak STOPP, gdy tylko spróbuje wpisać w przeglądarce jeden z adresów WWW uznanych za nielegalne - opowiada Marcin Cieślik. Z kolei w Finlandii do rejestru trafiły nie tylko strony zakazane, ale także te, które miały jedynie ich linki.

- Polska ustawa jest tak niedopracowana, że podobne problemy mogą być i naszą codziennością - uważa Olgierd Rudak specjalizujący się w prawie internetowym.

Co na to rząd? Wczoraj nie otrzymaliśmy komentarza do tych zastrzeżeń.

Sylwia Czubkowska

sylwia.czubkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.