Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo internetu i ochrony danych

Oprogramowanie o otwartym kodzie niesie ryzyko

Ten tekst przeczytasz w 32 minuty

Wartość potencjalnej transakcji nabycia przedsiębiorstwa może być znacznie niższa tylko dlatego, że w trakcie audytu prawnego okaże się, że oprogramowanie stanowiące podstawę działalności lub przychodów spółki powstało na podstawie oprogramowania open source

Oprogramowanie o otwartym kodzie (ang. open source software) ma ponad 20-letnią historię. Obecnie, gdy coraz więcej przedsiębiorców wykorzystuje tego typu oprogramowanie przy tworzeniu i rozwijaniu własnych programów czy aplikacji, warto mieć świadomość konsekwencji prawnych, jakie się z tym wiążą.

Zgodnie z ustawą z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (u.p.a.) program komputerowy korzysta z takiej samej ochrony jak utwór literacki. Treścią autorskich praw majątkowych do programu komputerowego jest prawo do jego trwałego lub czasowego zwielokrotniania, tłumaczenia, przystosowywania, zmiany układu lub wprowadzania w nim jakichkolwiek innych zmian (z zachowaniem praw osoby, która tych zmian dokonała) oraz rozpowszechniania, w tym użyczania lub najmu, programu komputerowego lub jego kopii. Autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego mogą być przeniesione na inny podmiot w drodze pisemnej umowy. Twórca takiego programu może również udzielić na niego licencji wyłącznej lub niewyłącznej.

Sama idea oprogramowania o otwartym kodzie jest odłamem zapoczątkowanego w latach 80. w Stanach Zjednoczonych ruchu tzw. wolnego oprogramowania (ang. free software). Celem nadrzędnym tego ruchu jest zapewnienie użytkownikom swobodnego dostępu do kodu źródłowego programu wraz z prawem do jego modyfikacji i dalszego rozpowszechniania. W zasadzie podobne wartości wyznają osoby związane z ruchem open source.

Pojęcie "oprogramowanie open source" odnosi się do programów komputerowych tworzonych i udostępnianych użytkownikom w postaci kodu źródłowego wraz z uprawnieniem do swobodnego kopiowania, analizowania, adaptowania, modyfikowania i dalszego udostępniania takiego programu. Z punktu widzenia u.p.a. prawnoautorska ochrona oprogramowania open source nie różni się niczym od tej, z której korzystają programy komercyjne. Twórcy takiego oprogramowania przysługuje więc wyłączne prawo eksploatacji stworzonego przez siebie programu, które decyduje się on jednak wykonywać na zasadach określonych w licencji typu copyleft.

Samo słowo "copyleft" jest przeciwieństwem i grą słowną z terminem "copyright", który w wolnym tłumaczeniu oznacza zastrzeżenie prawa do kopiowania. Zatem oznaczenie "copyleft", gdzie słowo "left" jest jednocześnie formą czasu przeszłego angielskiego słowa "leave" (zostawić lub porzucić) oraz przeciwieństwem słowa "right" - prawo, może być odczytywane jako dobrowolne porzucenie prawa do kopiowania.

Aby licencja mogła być uznana za licencję open source, musi spełniać określone wymagania. Jeżeli dana licencja open source zawiera postanowienie, zgodnie z którym program stworzony na podstawie oprogramowania open source musi być dalej udostępniany na zasadach tej licencji, to mamy do czynienia właśnie z licencją typu copyleft.

Model licencji typu copyleft jest więc pewną specyficzną kategorią licencji open source. Podstawową cechą tego typu licencji jest to, że program jest udostępniany użytkownikom w postaci kodu źródłowego, a użytkownik takiego programu może korzystać z niego w dowolnym celu. Może go także zwielokrotniać w postaci kodu źródłowego oraz kodu wynikowego, wprowadzać do niego zmiany, poprawki czy usuwać błędy, a także łączyć ze stworzonym przez siebie programem czy też stworzyć własne programy w oparciu o kod źródłowy udostępniony na podstawie licencji.

Jednym z najistotniejszych postanowień licencji typu copyleft jest to, które stanowi, że program objęty tą licencją musi być udostępniany na zasadach określonych w oryginalnej licencji typu copyleft. Mówi się w tym wypadku o wirusie licencji copyleft. W sytuacji, gdy przedsiębiorca wprowadzi jakiekolwiek zmiany do oprogramowania rozpowszechnianego na podstawie tej licencji lub wykorzysta to oprogramowanie przy tworzeniu własnych programów, to tak zmodyfikowany program musi być dalej udostępniany jako oprogramowanie open source na zasadach określonych w tej licencji. Jakikolwiek inny sposób dystrybucji prowadzi do naruszenia tej licencji. Przedsiębiorca, który rozpocznie odpłatną dystrybucję programu stworzonego w oparciu o uzyskany na podstawie licencji typu copyleft kod źródłowy lub zacznie go udostępniać niedostarczając jednocześnie jego wersji źródłowej, traci uprawnienia wcześniej przyznane mu na podstawie tej licencji a w konsekwencji zgodnie z zasadą, że nikt nie może przenieść więcej praw niż sam posiada narusza swoje zobowiązania względem własnego licencjobiorcy.

Licencje typu copyleft zobowiązują więc przedsiębiorcę, który udostępnia stworzony przez siebie program osobom trzecim, do udzielenia licencji także na te elementy zmodyfikowanego oprogramowania, do których to jemu przysługują autorskie prawa majątkowe, na warunkach tej licencji. Co do zasady model licencji copyleft przewiduje więc, że przedsiębiorca mimo wniesienia własnego twórczego i indywidualnego wkładu, polegającego na stworzeniu programu na bazie kodu źródłowego rozpowszechnianego na podstawie licencji typu copyleft, nie ma wyboru i nie może go licencjonować w sposób odmienny od określonego w oryginalnej licencji.

Przedstawione powyżej wybrane postanowienia klasycznych licencji typu copyleft z prawnego punktu widzenia budzą trudności interpretacyjne.

Po pierwsze, w przypadku licencji typu copyleft mamy do czynienia z niespotykaną na gruncie polskiego prawa autorskiego sytuacją, w której twórca pierwotnego programu, decydując o objęciu go postanowieniami licencji typu copyleft, równocześnie określa sposób wykonywania autorskich prawa majątkowych przez dalszych użytkowników tego programu. Co do zasady bowiem, postanowienia klasycznych licencji typu copyleft stanowią, że z tytułu udostępniania stworzonego przez siebie programu nie wolno pobierać opłat licencyjnych (licencje upoważniają jednak do pobierania opłat za wykonanie kopii takiego programu, dostarczenie jej oraz serwis programu czy wsparcie konsultacyjne). Postanowienia te wymuszają więc na każdorazowym użytkowniku konieczność rezygnacji z jednego z podstawowych wśród autorskich praw majątkowych uprawnień, jakim jest przysługujące autorowi prawo do wynagrodzenia.

Po drugie, zgodnie z u.p.a. licencja jest umową zawieraną pomiędzy licencjodawcą a licencjobiorcą. Zaś w przypadku postanowień licencji typu copyleft mamy do czynienia z czymś na kształt jednostronnej czynnością prawnej, która zawiera upoważnienie udzielone przez twórcę pierwotnego programu do dalszego korzystania z programu (również zmodyfikowanego) przez każdoczesnego użytkownika takiego programu. Można co prawda argumentować, że do zawarcia umowy licencji typu copyleft dochodzi w sposób dorozumiany lub też że tego rodzaju licencja jest ofertą, której ewentualne przyjęcie następuje w chwili przystąpienia przez użytkownika do eksploatacji programu. Koncepcje te budzą jednak wiele wątpliwości z punku widzenia prawa cywilnego.

Po trzecie, trudno jednoznacznie wskazać prawo właściwe dla tego typu licencji. Licencje typu copyleft tej sytuacji nie regulują, nie przewidują również możliwości wyboru prawa. Zastosowanie znajdą więc ogólne reguły kolizyjne. W praktyce oznacza to, że wskazanie prawa właściwego dla stosunku pomiędzy twórcą programu udostępnionego na podstawie licencji typu copyleft a jego użytkownikiem może sprawiać znaczne trudności.

Po czwarte, niejasna jest także pozycja prawna przedsiębiorcy, który udostępnia oprogramowanie stworzone na podstawie udostępnionego na licencji typu copyleft kodu źródłowego. Dla przykładu jedna z najnowszych licencji tego typu - GNU Affero General Public License v3 - w art. 2 wyłącza wprost możliwość udzielenia sublicencji. Jak zatem określić rolę przedsiębiorcy, który przekazuje oprogramowanie uzyskane na podstawie licencji typu copyleft osobie trzeciej, skoro z jednej strony w myśl postanowień licencji nie jest on licencjodawcą, z drugiej zaś czynność jego wywołuje skutek prawny w postaci związania osoby trzeciej postanowieniami takiej licencji?

Wskazane powyżej niejasności to tylko jedne z wielu pojawiających się podczas konfrontacji postanowień licencji typu copyleft z prawem polskim.

Przed podjęciem decyzji o wykorzystaniu w pracy nad własnym programem kodu źródłowego udostępnionego na podstawie licencji typu copyleft z myślą o jego odpłatnej dystrybucji warto się zastanowić, czy korzyści z tego płynące są współmierne do ryzyka, jakie może się z tym wiązać. Wartość potencjalnej transakcji nabycia przedsiębiorstwa może być znacznie niższa tylko dlatego, że w trakcie audytu prawnego takiego przedsiębiorstwa okaże się, że oprogramowanie stanowiące podstawę działalności lub przychodów spółki powstało na podstawie oprogramowania open source. W najbardziej skrajnym przypadku cała transakcja może lec w gruzach.

Przedsiębiorca naraża się również na roszczenia podnoszone przez pierwotnych twórców oprogramowania open source. Zwolennicy oprogramowania open source są konsekwentni, jeżeli chodzi o egzekwowanie postanowień tego typu licencji. Jednym z najczęstszych ich naruszeń jest posłużenie się oprogramowaniem open source udostępnionym na podstawie licencji typu copyleft, a następnie dystrybuowanie go bez udostępnienia kodów źródłowych. Przedsiębiorca powinien uczulić swoich pracowników - programistów - na konsekwencje związane z wykorzystaniem oprogramowania open source. Na pewno przydatna okaże się także analiza prawna konkretnej licencji, na podstawie której dany program jest udostępniany. Pamiętajmy, że nie wszystkie licencje open source zawierają zastrzeżenia copyleft.

Jak na razie sądy polskie nie miały okazji, aby zająć stanowisko w sprawie charakteru postanowień tego typu licencji. Przypomnijmy jednak, że sądy niemieckie już kilkukrotnie opowiedziały się za wiążącym charakterem tego typu licencji, zabraniając dalszej komercjalizacji programów stworzonych na podstawie uzyskanych na licencji typu copyleft kodów źródłowych.

@RY1@i02/2011/128/i02.2011.128.210.0006.001.jpg@RY2@

Ewa Kacperek, radca prawny w Hogan Lovells

Ewa Kacperek

radca prawny w Hogan Lovells

@RY1@i02/2011/128/i02.2011.128.210.0006.002.jpg@RY2@

Łukasz Czynienik, aplikant radcowski w Hogan Lovells

Łukasz Czynienik

aplikant radcowski w Hogan Lovells

Ustawa z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2006 r. nr 90, poz. 631 z późn. zm.).

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.