Kto w sieci współpracuje ze służbami
Google nie ujawnia danych użytkowników polskim organom ścigania. Rodzime portale nie widzą w tym problemu
W pierwszym półroczu 2012 r. prokuratura, policja, sądy i inne uprawnione podmioty wystąpiły do Google o ujawnienie danych użytkowników poczty Gmail czy portalu YouTube 351 razy. Informatyczny gigant odpowiedział pozytywnie na zaledwie 21 proc. pytań. Te dane potwierdza ABW. - W 80-90 proc. przypadków nie uzyskujemy odpowiedzi - mówi ppłk Maciej Karczyński, rzecznik prasowy agencji.
To i tak częściej niż np. na Węgrzech czy w Turcji, gdzie na odpowiednio 92 i 112 wniosków Google nie zgodził się na żadne ujawnianie użytkowników. Za to zdecydowanie rzadziej niż np. w USA czy w Wielkiej Brytanii, gdzie odpowiedział pozytywnie na 90 i 64 proc. zapytań tamtejszych organów ścigania.
Polskie firmy, które dostarczają konta pocztowe, zdecydowanie chętniej współpracują ze służbami. - W ubiegłym roku na tego typu pytania udzieliliśmy ponad 2,1 tys. pozytywnych odpowiedzi. Odmówiliśmy 102 razy. Z reguły wynikało to z braku podstaw prawnych i dlatego zazwyczaj prosiliśmy o uzupełnienie tych wniosków - wyjaśnia Barbara Żbik, rzecznik grupy Onet. Ponad 70 proc. wszystkich wniosków składały prokuratury, ponad 20 proc. policja, a ok. 5 proc. sądy i pozostałe służby.
Inne popularne portale pocztowe, jak WP czy o2, danych na ten temat nie udostępniają, ale nieoficjalnie funkcjonariusze służb przyznają, że nie ma problemu, by uzyskać od nich informacje o użytkownikach. Podobnie jest z operatorami telefonów komórkowych.
Dlaczego Google tak rzadko udostępnia dane? - Kiedy otrzymujemy wniosek o ujawnienie informacji na temat użytkownika, skrupulatnie go weryfikujemy i udostępniamy tylko te dane, które spełniają zakres i zasadność wniosku. Możemy odmówić udostępnienia informacji lub podejmować próby zawężenia zakresu wniosku - wyjaśnia Piotr Zalewski z biura prasowego polskiej filii Google. Dodaje, że firma traktuje prywatność użytkownika bardzo poważnie i zawsze, gdy otrzymuje tego typu prośbę, upewnia się, że jest ona zgodna zarówno z literą, jak i z duchem prawa. - Wnioski, które zostały pozytywnie rozpatrzone, muszą spełniać powyższe wymagania. Można założyć, że w wypadku wielu wniosków z Polski tak nie było - stwierdza. Na pytanie, na jakich podstawach prawnych odsetek pozytywnych odpowiedzi w Polsce jest tak niski, pracownik Google nie udzielił odpowiedzi.
O co pytają polskie służby? - Najczęściej występujemy o ujawnienie danych w przypadkach popełnienia takich przestępstw jak groźby karalne, stalking czy różnego rodzaju oszustwa - mówi Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji. - Zdecydowanie lepiej współpracuje się nam z firmami, które mają serwery w Polsce, niż z tymi posiadającymi je za granicami naszego kraju i bazującymi na innym prawie - dodaje.
O to, skąd taka różnica w odsetku pozytywnych odpowiedzi, zapytaliśmy Piotra Waglowskiego, który prowadzi poświęcony prawu i internetowi serwis Vagla.pl. - Zakładam, że amerykańskie służby mają te wnioski dużo lepiej udokumentowane i wiedzą, jak się poruszać w tamtejszym systemie prawnym. A polskie przepisy są na tyle ogólne, że naszym portalom nie opłaca się pewnie zadzierać ze służbami - komentuje prawnik i dodaje, że z racji globalnego charakteru sieci podobnych problemów można się w przyszłości spodziewać więcej.
Maciej Miłosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu