Internauci muszą uważać, co piszą
Naczelny Sąd Administracyjny orzekł wczoraj, że generalny inspektor ochrony danych osobowych może udostępnić prywatnej firmie dane osób wypowiadających się negatywnie na jej temat w sieci. Nie może jednak czynić tego automatycznie. Podejmując taką decyzję, GIODO musi bowiem ocenić, które dobra chronione przez prawo są ważniejsze - dane osobowe internautów czy interes firmy.
Przedsiębiorstwo poczuło się urażone komentarzami na jednym z forów internetowych. Aby wszcząć kroki prawne, zażądało udostępnienia szczegółowych danych autorów wpisów ukrytych pod konkretnymi pseudonimami. Chciało poznać nie tylko numery IP czy e-maile użytkowników, lecz także ich imiona, nazwiska, adresy zamieszkania, a nawet numery PESEL. I GIODO przychylił się do prośby co do adresów IP i e-mail. Wstrzemięźliwy okazał się administrator portalu. Wczoraj NSA przyznał mu rację: udostępnić można, ale po wyważeniu interesu obu stron.
Według Piotra Waglowskiego, autora serwisu VaGla.pl Prawo i Internet, wyrok NSA oznacza jednak również, że wolność słowa, także w internecie, to odpowiedzialność za te słowa.
- W świetle orzeczenia GIODO będzie musiał przeanalizować, czy jego zdaniem doszło do naruszenia dóbr przedsiębiorcy i czy było to naruszenie jedynie subiektywne - z punktu widzenia wnioskodawcy - czy obiektywne. Ważne jest też, czy forum, na którym zostały umieszczone takie wpisy, ma kilkudziesięciu użytkowników, czy kilka milionów - wskazuje Waglowski.
Zaznacza także, że obecnie nie ma przepisów pozwalających rozstrzygnąć wprost, jaka w tej sytuacji wartość prawna jest ważniejsza i wymaga szerszej ochrony.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu