Nowe obowiązki dla właścicieli wyszukiwarek internetowych
Rozmowa z Łukaszem Czynienikiem, radcą prawnym w kancelarii Hogan Lovells
Kto i o co walczy w projekcie zmian do ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną?
W czerwcu tego roku Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (MAiC) wystąpiło do Rady Ministrów o ponowne rozpatrzenie projektu nowelizacji ustawy z 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz.U. z 2002 r. nr 144, poz. 1204 z późn. zm.). Sprawa jest o tyle istotna, że celem planowanych zmian jest usunięcie tych obowiązków, ciążących obecnie na przedsiębiorcach handlujących w sieci, które utrudniają e-handel. Chodzi również o zwiększenie odpowiedzialności za prowadzenie w internecie określonego typu działalności gospodarczej.
Jakie względy przemawiają za tym, by właściciele wyszukiwarek internetowych i dostawcy odesłań (linków) ponosili odpowiedzialność za cudze bezprawne treści i dane?
Główny argument to walka z piractwem. Łatwiej jest pociągnąć do odpowiedzialności przedsiębiorcę oferującego usługę wyszukiwania czy odsyłania niż użytkownika, który korzystając z tych usług, narusza prawo.
Proponowane zmiany idą w dobrym kierunku. W początkowej wersji nowelizacji znalazł się przepis zwalniający z odpowiedzialności za umożliwianie dostępu do bezprawnych treści dwie kategorie podmiotów, tj. właścicieli wyszukiwarek internetowych oraz dostawców usługi odesłań (linków).
Generalnie usługi świadczone przez właścicieli wyszukiwarek polegają na wyświetlaniu treści stron internetowych zawierających poszukiwane informacje w odpowiedzi na wpisane przez użytkownika zapytanie. Usługi odsyłania (linkowania) polegają z kolei na podawaniu adresów stron internetowych odsyłających bezpośrednio do tych stron, np. usługa AdWords oferowana przez Google polega na wyświetlaniu linków sponsorowanych obok wyników wyszukiwania.
Na skutek protestu środowisk twórczych (skupionych wokół inicjatywy Kreatywna Polska) oraz sprzeciwu resortu kultury MAiC wycofało się z zapisu wyłączającego odpowiedzialność dostawców usług wyszukiwarek internetowych.
Obecnie ustawa przewiduje wyłączenie odpowiedzialności w odniesieniu do podmiotów świadczących usługi zwykłego przekazu (mere conduit), buforowania (caching) oraz dostawców usługi hostingu. Co się zmieni?
Jeśli uda się przyjąć zmiany w obecnym kształcie, to wyłącznie przedsiębiorcy świadczący usługi odsyłania nie będą ponosili odpowiedzialności za bezprawną treść prezentowanych danych i informacji. Jednak dla skorzystania z dobrodziejstwa proponowanych zmian będą musieli spełniać określone warunki. W pierwszej kolejności nie mogą wiedzieć o bezprawnym charakterze danych lub materiałów, do których odsyłają, lub o okolicznościach, które w sposób oczywisty świadczą o bezprawnym ich charakterze lub związanej z nimi działalności. Drugim warunkiem jest uniemożliwienie dostępu do linków lub hiperłączy w przypadku otrzymania urzędowego zawiadomienia lub wiarygodnej wiadomości o bezprawności danych lub informacji.
Powyższe reguły nie znajdą zastosowania do właścicieli wyszukiwarek. Nie jest jednak jasne, jak traktować podmioty, które z jednej strony oferują usługę wyszukiwania, a z drugiej - w wyniku zapytania użytkownika - prezentują jedynie odesłania (linki) do stron internetowych.
Czy zwolnienie właścicieli wyszukiwarek z tej odpowiedzialności oznaczałoby, że koncern Google nie odpowiadałby za udostępniane użytkownikom wyniki poszukiwań?
W trakcie prac nad nowelizacją pojawiły się nieuzasadnione obawy, że głównym beneficjentem proponowanych zmian będzie Google Inc. - właściciel największej na świecie internetowej wyszukiwarki. Należy jednak pamiętać, że w usługach świadczonych drogą elektroniczną obowiązuje zasada państwa pochodzenia. Oznacza to, że co do zasady usługodawca powinien stosować się do przepisów prawa tego państwa, w którym znajduje się jego siedziba. Google Inc. mający siedzibę w Stanach Zjednoczonych nie jest zobowiązany do przestrzegania przepisów polskiej ustawy. Planowane w noweli zmiany niczego by tu nie zmieniły, gdyż bez względu na ich ostateczny kształt, będą odnosiły skutek tylko wobec przedsiębiorców krajowych.
Na czym ma polegać proponowany w nowelizacji mechanizm szybkiego usuwania bezprawnych treści z internetu?
Usługodawcy będą zobowiązani do zamieszczenia na swojej stronie specjalnego formularza, który będzie pozwalał na zgłoszenie bezprawnych treści. Zgłoszenia pozwolą im stwierdzić, czy określone przepisy prawa zostały naruszone, czy też nie. Po otrzymaniu wypełnionego zgłoszenia usługodawca będzie miał maksymalnie 3 dni robocze, aby uniemożliwić dostęp do treści naruszających prawo. Jeśli usługodawca uzna, że zgłoszenie jest wiarygodne i należy zablokować dostęp do bezprawnych treści, musi w ciągu 7 dni roboczych od dnia uniemożliwienia dostępu powiadomić o tym tego, kto treści dostarczył. Dostawca treści będzie miał prawo do wniesienia w ciągu 3 dni roboczych sprzeciwu. Po otrzymaniu sprzeciwu usługodawca w terminie 3 dni roboczych może przywrócić dostęp do zablokowanych treści lub odrzucić sprzeciw i przesłać zgłaszającemu sprzeciw informację o przysługującym mu prawie do dalszej obrony oraz do ewentualnego wniesienia powództwa do sądu.
Poza omówionymi zmianami projekt nowelizacji przewiduje również uchylenie obowiązującego przedsiębiorców prowadzących e-handel zakazu żądania od konsumenta zapłaty za zamówiony towar przed jego wysłaniem. Czy za jego utrzymaniem stoją jakieś racje?
Jedynym argumentem przemawiającym za utrzymaniem obowiązującego stanu rzeczy jest ochrona konsumentów. Coraz rzadziej, ale wciąż można usłyszeć o przypadkach oszukania klientów sklepów internetowych. W grudniu 2012 roku głośno było o sklepie internetowym 66procent.pl, który mógł oszukać nawet 23 tys. osób. Przepis, który obecnie zabrania przedsiębiorcom wymagania od konsumenta zapłaty przed otrzymaniem zamówionego towaru, ma za zadanie chronić konsumenta przed tego rodzaju oszustwem i płaceniem za kota w worku. Jednak w praktyce przedsiębiorcy często oferują możliwość zapłaty przy odbiorze towaru albo dokonania przedpłaty. W przypadku wybrania opcji płatności przy odbiorze koszty przesyłki zamówionego towaru są wyższe od kosztów naliczanych przy wybraniu przedpłaty. Dlatego klienci częściej korzystają z przedpłaty. Zmiana prawa będzie więc w tym wypadku oznaczała dostosowanie go do praktyki.
@RY1@i02/2013/151/i02.2013.151.21500020b.802.jpg@RY2@
materiały prasowe
Łukasz Czynienik radca prawny w kancelarii Hogan Lovells
Celem planowanych zmian jest usunięcie tych obowiązków ciążących obecnie na przedsiębiorcach handlujących w sieci, które utrudniają e-handel
Rozmawiał Krzysztof Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu